Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


The Bloody Beetroots „Hide”

4 Października 2013

Buraki kojarzą mi się z wieloma rzeczami. Zazwyczaj asocjuję je ze wspomnieniami babcinych obiadów, prostych i domowych. Albo z porządną sałatką w barze mlecznym "Sady". Nigdy natomiast mój ciąg skojarzeniowy nie szedł w kierunku: buraki - muzyka taneczna. Niemniej za sprawą Djskiego składu The Bloody Beetroots zdecydowanie się to zmieniło... Teraz zamiast miłych pluszowych wspomnień dzieciństwa i błogiego uśmiechu na twarzy nimi wywołanego, gości u mnie niedyskretny grymas i poczucie niechęci wywołane prostacką, współczesną muzyką taneczną włoskiego duetu.

Nowe wydawnictwo krwawych buraków - "Hide" - zdecydowanie nie ma na celu ukrywania się. Ten raczej przewrotny tytuł ma być może sugerować nieco "undergroundowe" podejście do prezentowanego materiału i ideologii (alternatywnej, podziemnej, ukrytej działalności), którą kierują się DJ i producent, czyli włoski duet występujący w maskach Venoma (nie, nie chodzi tu bynajmniej o twarze muzyków tej protoblackmetalowej kapeli lat 80., ale o przeciwnika Spidermana). "Hide" kompletnie nie odzwierciedla undegroundowego, artystycznego podejścia. To bardzo zręcznie, laboratoryjnie i marketingowo wycyzelowane wydawnictwo, które ma na celu małym wysiłkiem (kopiując wszelkie wzorce współczesnej muzyki tanecznej, od schematów rytmicznych i harmonicznych, przez brzmienia aż po proces produkcji) wydobyć od ludzi jak najwięcej pieniędzy. Ergo, "Hide" to czysta hipokryzja. Wstydźcie się panowie.

Zawartość krążka oczywiście może się podobać. Nie to jest jednak sednem sprawy. Każdy numer prawie w całości podpiąć można pod twórczość jednego z wielu tuzów współczesnej muzyki elektronicznej. NIE MA w całej rozciągłości tego krążka ni krzty oryginalności. I tu powstaje pytanie: po co, skoro można skopiować, ładnie opakować i dzięki rozbudowanej promocji osiągnąć podwójną platynę ? Liczą się wszak zera na koncie, a nie wartości artystyczne w tym wypadku... I tak, ogólnikowo, cała płyta utrzymana jest w nadal bardzo popularnym nurcie electro ostatnich paru lat; z wszechobecną kompresją aż do granic możliwości, szalejącymi, szesnastkowymi arpeggiatorami, dubstepowymi halftime'ami, syczącymi leadami i całą gamą pierdzących, charczących, wyjących, pulsujących, ryczących syntetycznych, powykręcanych na oscylatorach i filtrach brzmień.

Numer otwierający płytę to klimat w stylu "1 life up" z klasycznego Mario Bros, czyli 8-bitowy sound, tak dobrze znany z produkcji Zedda czy Nero. 2 motywy przewijające się przez numer w różnych konfiguracjach brzmieniowych (a to na wulgarnie z przesterem, a to ze smyczkami i stopą oraz crashem odmierzającym ćwiartki) są po 1 minucie już najzwyczajniej nudne. Podobnie jak cały praktycznie "Raw" z gościnnym udziałem Tommy'ego Lee (który polega właściwie tylko na wpleceniu bardzo elokwentnej wypowiedzi perkusisty Motley Crue: "Wow Bob, what the fuck is this ?!"), gdzie zerżnięto patenty ze Skrillexa (bonusowy numer z płyty Methods of Mayhem, "Lets go"). "Runaway" to znów trochę Skrillexa, trochę Zedda, ale też momentami electro housowe brzmienia w stylu starego Safri Duo. Buraki czerpią pełnymi garściami także z Deadmou5a ("Chronicles of A Fallen Love") czy Daft Punk ("The Beat"), ale w zasadzie Skrillex powinien mieć z tego materiału pokaźne tantiemy (właściwie w każdym numerze można znaleźć elementy jego charakterystycznego stylu; od dosadnej stopy, dubowego do przesady, tłustego werbla, aż po charczące wobble).

Jest jednak kilka momentów, które ratują tę płytę przed byciem totalnym crap. I bynajmniej nie są to goście, których udział w wydawnictwie musiał kosztować buraki niebagatelną sumę (Paul McCartney czy Tommy Lee, just to name two...). Takim elementem będzie numer "Glow in the Dark", utrzymany w prostej, electro-dubowej stylistyce stratosferyczny poemat z ładną, świetnie zaśpiewaną linią melodyczną. Dużym plusem jest też produkcja i brzmienie, które utrzymane są na najwyższym, światowym poziomie, doskonale odzwierciedlającym trendy i oczekiwania słuchaczy (może to trochę na wyrost określenie...) okupujących muzyczne parkiety.

"Hide" nie oferuje słuchaczowi nic ciekawego, a tym bardziej oryginalnego. To przykład świetnie wyprodukowanej papki, opartej na sprawdzonych wzorcach o tylko i wyłącznie komercyjnych założeniach. Materiał jest nudny, powtarzalny, wulgarny, przesadzony, nieświeży, ale... taneczny. Taneczny według współczesnych, wspomaganych przez ecstasy wzorców. Ta płyta nie jest do słuchania, ona jest do jerseyshorowego fistpumpu. W takich kategoriach sprawdzi się ona jak najbardziej. Pamiętajmy jednak, że obcując z burakami sami stajemy się burakami. Nierzadko krwawymi !

mateusz.biegaj

Ocena recenzenta:
  • Ocena 1/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
17.9.2013

Wydawca:
Sony Music Poland

Lista utworów:


1. Spank
2. Raw
3. Runaway
4. Chronicles of a Fallen Love
5. The Furious
6. Out Of Sight
7. Albion
8. Reactivated
9. All The Girls (Around The World)
10. Please Baby
11. Glow In The Dark
12. The Source (Chaos & Confusion)
13. The Beat
14. Rocksteady
15. Volevo Un Gatto Nero (You Promised Me)

Informacje o wykonawcy

The Bloody Beetroots

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.