Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Haim „Days Are Gone”

9 Października 2013

Renesans to piękne zjawisko. Tak szlachetne w swoich założeniach programowych, rozbudowane w formie obejmowanych wartości, jak twórcze w aspekcie podejmowanych działań. Od jakiegoś czasu renesans tego typu w branży muzycznej (i nie tylko, ale jednak przede wszystkim) przeżywają barwne lata 80-te. I, co ciekawe, wielki come back ejtisów widoczny i słyszalny jest nie tylko w popowych, wielomilionowych mainstreamowych produkcjach, ale także w nurtach bardziej undergroundowych czy alternatywnych. Na wyróżnienie zasługuje fakt, że ten skądinąd spodziewany zwrot w stronę komiksowej rzeczywistości lat 80. skupia się przede wszystkim na wyciągnięciu perełek charakteryzujących muzykę tego okresu, z zachowaniem esencji i klimatu, ale z pominięciem kiczowatego blichtru i megalomatycznego przerysowania rzeczywistości. Dzięki takiemu podejściu uważny obserwator wyłowić może interesujące produkcje i składy, które dzielnie i z niekłamaną wiarą w idee, czerpiąc z bogatego źródła brzmieniowego, oddają ducha i klimat lat 80. w anturażu współczesnych zdobyczy myśli technicznej, zarówno producenckiej, jak i stricte technologicznej. Dla mnie osobiście, jako dozgonnego wyznawcy chociażby niesamowitej Kate Bush, rzecz szczególnie interesująca. Wielki uśmiech na mojej twarzy wywołało M83, takoż Hearts, a w rodzimej krainie genialne Kamp! I ich podopieczni z wytwórni Brennnessel. Odpalając debiutancki album Haim "Days Are Gone" miałem nadzieję na wprawienie się w równie sielankowy, pastelowy nastrój. I nie zawiodłem się, chociaż wspomniany uśmiech na twarzy skrzywiony został grymasem odzwierciedlającym myśl "hm, gdzieś już to słyszałem...".

Siostry Haim proponują swoim słuchaczom krok w delikatny, nostalgicznie imprezowy klimat; jakby wyjść na papierosa na odbywającej się w lecie imprezie u przyjaciółki w Laguna Beach i wpatrując się w bladą tarczę jasno świecącego księżyca, popijając szampana i słuchając fal leniwie wsiąkających w piaszczysty brzeg, rozmyślać nad niechybnym powrotem do collegu za 27 dni... Tymczasem lekka bryza, powodująca gęsią skórkę, zmusza nas do wejścia z powrotem. "Days Are Gone" zawiera w sobie wszystkie elementy tak charakterystyczne dla dziewczyńskiego popu lat 80. - płynne, delikatne, wpadające w ucho wokale, "dziobane" gitary o beachboysowskiej proweniencji, znane chociażby z produkcji Michaela Jacksona, cukierkowe brzmienia syntezatorów, płynące, snujące się pady i oczywiście synthowe, dosadne basy do pary z wyrazistą stopą, plastykowymi (w pozytywnym sensie) werblami i klapami o jednostajnej, identycznej dynamice. Na takiej podstawie brzmieniowej budowane są proste harmonicznie i strukturalnie piosenki o pierwszych miłościach i zerwaniach, dziewiczych, nielegalnych przejażdżkach samochodem rodziców, wolności, swobodzie i całej reszcie młodzieńczych uniesień...

Subtelny, ejtisowy klimat przywodzi na myśl Madonnę z okresu "True Blue", ale także współczesną energię Florence and the Machine, a momentami nawet popcountrową stylistykę Shani Twain czy skandynawski chłód Lykke Li. Twórcy krążka zadbali także o odrobinę ugrzecznionego brudu w postaci przesterowanych, vintage'owych gitar w stylu dokonań Jacka White'a, a także o bardziej oczywiste odniesienia do współczesnej rzeczywistości muzycznej, jak w wyróżniającym się utworze "My Song 5", gdzie mamy do czynienia z uascetyzowanym beatem a'la Timberland i wobblowymi basami w tle. Na uwagę zasługują tutaj także ładnie zmiksowane, nałożone na siebie wokale wszystkich trzech dziewczyn i nieagresywnie powtykane dodatki i smaczki muzyczne, jak pudełkowy, suchy, współcześnie popowy werbel w stylu Rihanny z płyty "Talk That Talk". Świetnie zaaranżowany został numer "If I could change Your Mind", z przecudnym unisonem gitary i basu, okraszonych nieprzekompresowanym clapem. Spokojnie mógłby być to przebój grupy A-ha, Alphaville czy nawet Bronsky Beat z 1986...

Stonowana, nieprzesadzona, kalifornijska nostalgia sącząca się w głośników po włączeniu "Days Are Gone" to dobry pomysł na zimne, jesienne wieczory w kraju nad Wisłą. To też niezła idea na przejażdżkę samochodem, kiedy czerwone i żółte liście wirują pobudzone powiewem powietrza. Nie jest to album dla szukających czegoś oryginalnego, czegoś o głębokim przesłaniu, o zawoalowanych ideach czy górnolotnych treściach. To ślicznie wyprodukowany krążek, który na chwilę uprzyjemni nam szarzejącą, jesienną codzienność. I chyba nikt niczego więcej od sióstr Haim nie oczekuje, w czym być może tkwi tajemnica ich sukcesu. Pamiętajmy jednak, że nadal jest to wytwór renesansu. Dobry, porządny, sympatyczny, ale jednak wtórny. Dużo szerszy uśmiech na twarzach fanów ejtisów wywoła zawsze powrót do oryginałów...

mateusz.biegaj

Ocena recenzenta:
  • Ocena 3/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
27.9.2013

Wydawca:
Polydor / Universal Music Polska

Lista utworów:

1. Falling
2. Forever
3. The Wire
4. If I Could Change Your Mind
5. Honey & I
6. Don't Save Me
7. Days Are Gone
8. My Song 5
9. Go Slow
10. Let Me Go
11. Running If You Call My Name

Informacje o wykonawcy

Haim

Inne recenzje płyt wykonawcy

Haim - Something to Tell You
Haim „Something to Tell You&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Jędrzej Rakoczy
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.