Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Ania Rusowicz „Genesis”

19 Listopada 2013

Niektórzy fałszerze postarzają dokumenty, aby dokonać jakiegoś przekrętu stulecia celem wzbogacenia. Z kolei młodzież postarza samą siebie, aby wejść do jakiegoś klubu i tam odprawiać tańce, hulanki, swawole, spożywając napoje niekoniecznie przeznaczone dla nich. Można także postarzać płyty, a precyzyjniej materiał na nich i przenieść się w czasie, powiedzmy o jakieś 40 lat wstecz. I właśnie ten ostatni z wymienionych czynów dzisiaj opiszę, na przykładzie jednej z ciekawszych postaci polskiej muzyki, czyli Ani Rusowicz.

Pokrótce tylko przypomnę jak wygląda tło dla płyty "Genesis". Ania Rusowicz, dla tych którym umknął jej album sprzed dwóch lat, jest córką Ady Rusowicz, wokalistki bigbitowego zespołu Niebiesko-Czarni. Ważne to o tyle, że na swojej pierwszej solowej płycie przypomniała po części repertuar mamy oraz dograła nowe kompozycje, które brzmiały jak żywcem wyjęte z lat 60. Materiał był to bardzo dobry, spójny i szalenie rozrywkowy, a sama Ania ujawniła wreszcie swoje kompozytorskie talenty. Wieść o tym, że producentem został Emade, czyli syn Wojciecha Waglewskiego, Piotr, tylko pobudzała apetyt, bo wiadomo nie od dziś, że chłopak zna sie na dźwiękach retro (patrz jego wespół z bratem nagrana płyta pod pseudonimem Kim Nowak). Tym większe oczekiwania wzbudzał drugi album, sygnowany nazwiskiem Rusowicz.

Co mamy na "Genesis"? Mniej bigbitu, a więcej psychodelii i klimatu lat 60., ale nie zapominamy przy tym o bardzo ładnych melodiach i pewnym popowym sznycie. Zresztą samą płytę klasyfikuje się jako pop, co jest trochę krzywdzące, chyba że mamy na myśli pop z nie naszej epoki, prędzej z czasów naszych rodziców / dziadków. Pierwsze dwa skojarzenia po uruchomieniu krążka to kolejno: Tarantino i The Doors. "Tango Śmierci" spokojnie mogłoby się znaleźć na jakiejś ścieżce dźwiękowej do filmu wspomnianego reżysera. Wpasowałoby się w utwory, które zostały użyte w "Django" czy w "Death Proof", a to przede wszystkim za sprawą klimatu, jaki został zbudowany i przesterowanego wokalu Ani. The Doors z kolei przemawiają do mnie pod koniec tego kawałka ze względu na solówkę klawiszową oraz, chwilę wcześniej, gitarową. Duch Morrisona i kolegów unosi się także nad walczykowatym "Nie uciekaj". Trochę ostrzej robi się w "To nie ja" - kawałku, w którym słychać echa Jacka White'a czy to z The White Stripes czy z The Raconteurs. Quasi-hardrockowo, niemal z Zeppelinowskim zacięciem, muzycy grają w "Aniołach", jęknięcia gitary połączone z krzykami Ani, tworzą jeden z fajniejszych refrenów na płycie. Najbardziej przebojowym jednak jest singlowy "To co było" z westernową gitarą (trochę pasującą do rockabilly) i motorycznym refrenem, który nuci się już od pierwszego przesłuchania.

Kto by chciał całej płyty do zabawy, jednak się zawiedzie, bo Ania Rusowicz potrafi również zwolnić, a i to jej bardzo dobrze wychodzi. Wciągające "Tam gdzie pada deszcz" z marszową partią perkusji, świetnie wpasowanymi dźwiękami fletu i bardzo plastycznym wokalem Ani, może uchodzić za miłą kołysankę. Trochę jak kontynuacja wypada "Mantra", która mimo iż bardziej nerwowa, wciąż hipnotyzuje, zwłaszcza wokalem. Niemal grobowo robi się w "Powrotach do siebie", które wokalnie zbliżają się do śpiewania z pogranicza gotyckiego rocka (te pogłosy!), ale gitarowo mamy świetny blues rockowy riff - przywodzący na myśl Breakout, a jakże - przewijający się przez cały utwór. Najlepsze jednak zostawiono nam na koniec. "Co z tego mam?" zaczyna śpiew Ani a capella, by dopiero po długiej chwili wyłonić całe tło, czyli cofniętą perkusję, stonowaną partię gitary i chórki, a dalej dołączają nam jeszcze delikatne smyczki - brawa za budowę napięcia w kompozycji. Trzeba przyznać, że idealniejszego zakończenia płyty nie dało się już skomponować i chyba w największym stopniu oddaje ono to, jak świetny warsztat wokalny posiada Ania Rusowicz. Bo należy oddać także i to, że śpiewa na tym krążku fenomenalnie, wciągająco, a wszystko to jest niewymuszone i lekkie.

W modzie ostatnio panował vintage, podobnie zresztą w muzyce, więc płyta Ani Rusowicz powinna być modna w sezonie jesień-zima 2013. Bić brawa, brać rodziców na koncerty, bo jest to kawałek materiału, który przypadnie do gustu słuchaczom pamiętającym czasy "flower power" i tym chcącym je pamiętać.

Norbert Oset

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
8.10.2013

Wydawca:

Lista utworów:

1. Tango śmierci
2. Polne kwiaty
3. Ptaki
4. Tam gdzie pada deszcz
5. Anioły
6. Mantra
7. To nie ja
8. Nie uciekaj
9. To co było
10. Rzeka pamięci
11. Powroty do siebie
12. Co z tego mam

Informacje o wykonawcy

Ania Rusowicz

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.