Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


James Arthur „James Arthur”

19 Listopada 2013

Ma chłopak talent. Świetnie śpiewa, ma szerokie możliwości wokalne, a do tego wykazuje się sporym wyczuciem muzycznym, wie czego chce i wkłada w to prawdziwe emocje. Choć muzyczną bazą na debiutanckiej płycie Jamesa Arthura jest funk, soul, r'n'b i hip - hop, to w żadnym wypadku ten wytatuowany młody Anglik nie próbuje czegokolwiek udawać, czy ubierać się w cudze szaty. Czuć tutaj naturalność, jakby przodkowie wokalisty wywodzili się wprost z Harlemu, a jego muzyczne inspiracje - bliskie wytwórni Motown i temu, co słychać było na nowojorskich ulicach na przełomie lat 80. i 90. - przefiltrowane zostały przez pryzmat muzyki, jakiej się współcześnie na Wyspach słucha. Przede wszystkim zaś James (dodajmy - zwycięzca jednej z edycji brytyjskiej programu X - Factor) wykazuje się sporą dojrzałością. Płyta, jak na debiutanta przystało, brzmi świeżo i młodzieńczo, ale nie szczeniacko. Arthur jest już po prostu artystą świadomym celu. I cel ten, z pomocą błyskotliwych producentów muzycznych, osiąga.

Tam gdzie Arthur podkręca pokrętło muzycznej energii, czuć prawdziwą siłę. Weźmy chociażby otwierający album singlowy "You're Nobody Till Somebody Loves You", który wita nas bardzo oldschoolowym beatem, by ubrać potem soulowy i gospelowy żar we współczesne, pełne rozmachu, przebojowe granie. Pełne feelingu i żywiołowości zarazem. "Lie Down" brzmi niemal jak klasyczny kawałek Public Enemy, poraża siłą petardy i jednocześnie uświadamia, jak wiele współczesny hip - hop traci, gdy nie czerpie ze swych funkowych korzeni. W króciutkim, ale jakże udanym, "Flyin" James dla odmiany rapuje i wychodzi mu to świetnie (wzbogacają utwór interesujące dźwięki saksofonu). Dużo faktycznie w tym dźwiękowego patosu - jak wpadających w ucho refrenach "Suppossed" czy "Is This Love" - ale mowy nie ma o przeładowaniu formy, wszystko jest na swoim miejscu.

Potrafi James poruszać się także w bardziej łagodnych rejonach, koić swym głosem, miło wprawiać w błogi nastrój. Ale spokojnie - nie robi się nazbyt słodko, miałko, byle jak. Dwa duety z niewiastami (Emeli Sande i Chasing Grace) miło połechcą ucho - pierwszy z gitarą akustyczną w tle, drugi ze wzbogaconymi o pogłos klawiszami, które dodają piosence klimatu. "Recovery" zachwyci nas przestrzenią, pięknym refrenem i dużą dawką uczuć, jakimi przeszywa duszę słuchacza Arthur. "Get Down" przywoła niemal trip - hopowy, "chłodny" beat, może trochę kojarzący się z niezapomnianym Unfinished Sympathy" Massive Attack.

Jest tego jeszcze sporo. Każdy kawałek to zamknięta całość. James nie lubi się powtarzać, mimo iż płyta trwa niewiele ponad trzy kwadranse, pełna jest interesujących pomysłów, dość zróżnicowana, prawdziwie poruszająca. Nie ma na niej tylko rocka. Przynajmniej nie w czystej postaci. Ale płynąca z albumu energia jest podobna. Sporo tu świetnych kawałków, które można dawkować zamiast porannej, rozbudzającej kawy, jak i takich, które w zmysłowy sposób ukoją duszę wieczorową porą. Warto posłuchać.

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
1.11.2013

Wydawca:
Syco / Sony Music Poland

Lista utworów:


1. You're Nobody 'til Somebody Loves You
2. Get Down
3. New Tattoo
4. Impossible
5. Lie Down
6. Recovery
7. Roses (ft. Emeli Sandé)
8. Supposed
9. Suicide
10. Is This Love?
11. Certain Things (ft. Chasing Grace)
12. Smoke Clouds
13. Flyin'

Informacje o wykonawcy

James Arthur

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.