Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Anita Lipnicka „Vena Amoris”

21 Listopada 2013

Udało się Anicie Lipnickiej osiągnąć na płycie "Vena Amoris" sztukę nie lada, a mianowicie z pozoru konwencjonalnych i prostych dźwięków utkać piosenki, które kuszą i czarują słuchaczy. Muzyka, wywiedziona z amerykańskiej tradycji folkowego grania, doprawiona została tu baśniową niemal, na wpół realną, ulotną atmosferą. Duża w tym też zasługa tekstów, dojrzałych, niejednoznacznych, ocierających się o poezję. I jak to w świecie baśni bywa, sporo w tych piosenkach piękna, dobrej magii, ale też odrobiny tajemnicy, niepokoju, niedopowiedzeń. Nawet głos Anity przybiera miejscami wokalną manierę, która mogłaby drażnić, ale w zestawieniu z dźwiękami i słowami z pogranicza jawy i snu nie wydaje się niczym dziwnym.

Wespół z realizatorem dźwięku Gregiem Freemanem (współpracującym chociażby z zespołem Mumford & Sons) oraz odpowiedzialnym za miks całości Stuartem Bruce'm (wspomagającym niegdyś Vana Morissona i Kate Bush) udało się stworzyć całość, która brzmi rewelacyjnie, naturalnie, bez niepotrzebnych udziwnień. Rządzą tu przede wszystkim akustyczne dźwięki gitary i doskonale dobrane smaczki. Jeśli pojawia się w tym kameralnym graniu elektronika, to w bardzo skromnym zakresie, ale doskonale budującym tajemniczy, z lekka niepokojący, ale wciągający klimat ("Eon"). Strzałem w dziesiątkę jest użycie banjo w singlowym "Hen, hen", którego nuty onirycznej całości dodają uroku. Niezwykle dobrze wypadają folkowe ballady, takie jak "Gdy na mnie patrzysz", "Za dużo aniołów", czy "Monochrom" bliskie temu, co modne teraz w popowo / akustycznym, ale też bardzo pasujące od Anity, jej wrażliwości i wokalnych umiejętności. Gitara pedal steel w "Wodowaniu" brzmi jak marzenie, nadając całości amerykańskiego sznytu. W "Śnie Laury" mamy mgły i przestrzenie utkane z klawiszy. W "Trzeciej zimie" wszystko opiera się z kolei na dźwiękach fortepianu i delikatnym głosie Anity. "W nie wiem", czuć ducha filmów Sergio Leone, a piosenka świetnie uzupełniłaby "Murder Ballads" Nicka Cave'a.

Bardzo to kobieca płyta. Pełna wdzięku, delikatności, ale też charakteru. Przepraszam za ten seksizm, nie pasujący do czasów, gdzie płeć jest podobno sprawą umowną, niemniej dla pań płyta ta będzie jak mądra i ciepła rozmowa z wrażliwą przyjaciółką, a dla panów może stanowić pewien klucz do poznania kobiecej duszy. Anita snuje nam na "Vena Amoris" opowieść głównie o relacjach męsko damskich, ale nie ma w nich typowego dla popu banału, gdzie "motylki latają w żołądku" w stanie zakochania, a żyletka pojawia się w ręku, gdy przychodzi rozstanie. Wokalistka nagrała płytę dla słuchaczy dojrzałych, którzy już troszkę o muzyce i życiu wiedzą, dzięki czemu będą mógli się delektować nowymi piosenkami, najlepiej wieczorową porą, przy lampce wytrawnego czerwonego wina.

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 4/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
4.10.2013

Wydawca:
Mystic Production

Lista utworów:

1. Eon
2. Hen, hen
3. Gdy na mnie nie patrzysz
4. Vena Amoris
5. Sen Laury
6. Monochrom
7. Trzecia zima
8. Wodowanie
9. Za dużo aniołów
10. Sama
11. Nie wiem
12. Kometa

Informacje o wykonawcy

Anita Lipnicka

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.