Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Arcade Fire „Reflektor”

10 Grudnia 2013

Podobno Arcade Fire był w swoim czasie ulubioną grupą polskich hipsterów. Nie wiem, ile prawdy jest w tym stwierdzeniu, ale wiem jedno - to właściwie od początku istnienia był zespół wpływowy. W stylistyce, w której poruszają się Kanadyjczycy, to oni wyznaczają standardy. Arcade Fire to obecnie najważniejszy zespół w rocku alternatywnym - co do tego nie ma dwóch zdań.

Moja ciekawość, co też nowego przygotowali dla nas Win Butler z zespołem była dość duża z dwóch powodów. Po pierwsze niespecjalnie przepadam za ich poprzednią płytą czyli "Suburbs". Choć z czasem trochę przekonałem się do tego krążka, to jednak dalej uważam, że jest nieco "przyciężkawy" i momentami nużący. Miałem w związku z powyższym nadzieję, że "Reflektor" przebije poprzedniczkę. Drugim powodem potęgującym moje zainteresowanie był wydany na singlu utwór tytułowy. Piosenka bardzo udana, niby typowa dla Arcade Fire, ale w tym najlepszym wcieleniu. No i jeszcze gościnny udział Davida Bowiego - cudo.

Tak, więc pełen obaw i nadziei usiadłem w ulubionym fotelu i mimo, że wsiąkłem na kilka godzin puszczając album raz po razie, to dalej nie wiem o nim wszystkiego. "Reflektor" jest bowiem (podobnie jak poprzednie krążki AF) płytą, która potrzebuje czasu, aby słuchacze się z nią oswoili, wyłapali wszystkie pomysły muzyków. Ta płyta wymaga od słuchaczy skupienia, ale też daje ekscytującą możliwość odkrywania kolejnych smaczków. Co do jednej kwestii jestem pewien - mamy do czynienia z wydawnictwem nietuzinkowym.
Na szczęście na płycie nie przeważają utwory smutne i melancholijne, snujące się i po prostu nudne, jak było na poprzednim krążku. Jest za to typowa dla zespołu megalomania, ale i to dawkowane jest rozsądne i raczej się nie przejecie. Naturalnie, słuchając utworu tytułowego, czuć ten barokowy przesyt, pewnie jeszcze w kilku utworach znajdziemy spore pokłady patosu, ale generalnie ten aspekt twórczości Arcade Fire trzymany jest w ryzach. Co więcej, jest kilka kawałków dość jednoznacznie rockowych, takich jak zaskakujący brudnymi gitarami rollingstonesowski "Normal Person" czy "Joan of Arc" z niespodziewanymi zmianami tempa i nastrojów. "Dość jednoznacznie rockowych" to chyba dobre wyrażenie, bo w przypadku tego zespołu nic nie jest jednoznaczne.

Nie ma też żadnych rewolucji. "Reflektor" to płyta bogata brzmieniowo, ale nie chaotyczna. Utrzymana jest w klimatach lat 80. - to właśnie tamta dekada odcisnęła na nowym krążku AF najsilniejsze piętno. Jest melodyjnie, momentami bardzo, ale nie pretensjonalnie. Z całą pewnością żaden z 13 utworów składających się na album nie trafi na listy przebojów (chyba, że rockowe - piosenka tytułowa jest tam od jakiegoś czasu). Nad produkcją "Reflektora" czuwał James Murphy, członek dancepunkowego LCD Soundsystem, i to bardzo słychać. Tym co wyróżnia nowe dzieło Kanadyjczyków na tle poprzednich płyt jest wszechobecny puls. Pulsująca perkusja, pulsujący bas, pulsujące beaty. Jest wszędzie. I ten właśnie aspekt sprawia, że nad całością unosi się klimat klubowego dance - disco. Czy to w kosmicznyCH, że tak to ujmę, "Supersymmetry" (zresztą moim zdaniem zepsutym zupełnie niepotrzebnym wydłużeniem utworu z 6 do 11 minut przez ambientowe zakończenie) i "Flashbulb Eyes", czy hipnotyzującym "We Exist" - puls jest wyczuwalny i odgrywa ważną rolę.

jednym z najważniejszych czynników w muzyce Arcade Fire od zawsze był klimat, "Reflektor" nie jest wyjątkiem od tej reguły. Czasem jest to klimat nieco zwariowany, jak w pokręconym "Here Comes The Night Time" okraszonym niespodziewanymi zmianami tempa. Innym razem to mrok, jak w świetnym syntezatorowym "Porno", którego nie powstydziliby się panowie z Depeche Mode, lub melancholia "Here Comes The Night Time Pt. II". Utwory, które najbardziej zwracają na siebie uwagę to chyba jednak dyptyk "Awful Sound (Oh Eurydice)" i "It's Never Over (Oh Orpheus)". To zdecydowanie stonowane kawałki, nie to jest jednak najważniejsze. Są długie, mają dość skomplikowaną i rozbudowaną konstrukcję. Żeby nie być gołosłownym, "Awful Sound" rozpoczyna się jak jeden z utworów Ennio Morricone, ale później pojawia się pulsujący beat, kosmiczne harmonie i cały utwór zaczyna płynąć, by po kilku chwilach przejść w klimaty rockowej ballady z chóralnie odśpiewanym refrenem a'la Guns'n'Roses. Arcade Fire żonglują kolejnymi motywami z wprawą prawdziwych mistrzów i, co najważniejsze, słychać, że robią to z uśmiechem na ustach. Czy to już rock progresywny? Chyba nie całkiem, ale pierwszy krok (choć fakt, że malutki) został w tym kierunku wykonany.

Nawiązując do początku tego tekstu - jeśli polscy hipsterzy mają obecnie inny obiekt muzycznych westchnień, to popełniają duży błąd. "Reflektor" jest płytą przebogatą aranżacyjnie i brzmieniowo. Mimo natłoku pomysłów nie sprawia wrażenia chaotycznej. Pamiętacie jakiś inny dwupłytowy album, o którym można to powiedzieć? Ja pamiętam, to "Biały Album" The Beatles. A musicie wiedzieć, że jeśli kogoś porównuję do Beatlesów, to jest to wyraz najwyższego podziwu z mojej strony. Wystawiam najwyższą notę bez mrugnięcia okiem.

Dominik Zawadzki

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
28.10.2013

Wydawca:
Universal Music Polska

Lista utworów:

CD 1
0. Intro
1. Reflektor
2. We Exist
3. Flashbulb Eyes
4. Here Comes the Night Time
5. Normal Person
6. You Already Know
7. Joan of Arc

CD 2
1. Here Comes the Night Time II
2. Awful Sound (Oh Eurydice)
3. It's Never Over (Hey Orpheus)
4. Porno
5. Afterlife
6. Supersymmetry

Informacje o wykonawcy

Arcade Fire

Inne recenzje płyt wykonawcy

Arcade Fire - Everything Now
Arcade Fire „Everything Now&rdquo
Ocena: 22222 (2)
Autor: Rafał Chmura
Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.