Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Luxtorpeda „A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki”

14 Kwietnia 2014

Muzyka Luxtorpedy uderza pod czaszkę z siłą, z jaką nieokrzesany barbarzyńca demolowałby suto zastawione stoły na przyjęciu pełnym muzycznych kukieł z popowego teatrzyku próżności. Strasząc zebranych zwierzęcą siłą pierwotnych, rockowych instynktów i tkwiącą w dłoni maczugą, ociosaną przez moc archetypicznych riffów, kapela ponownie ustala swoje porządki. Oczywiście na złość radiowym prezenterom z komercyjnych stacji, którzy pewnie nie rozumieją, dlaczego wspierani przez nich wykonawcy nie mają tak wielu fanów. Doświadczeni w muzycznych bojach, właściwie klasyczni w swym podejściu do rockowej materii, a jednocześnie pełni świeżości i - co najważniejsze - aktualni i ważni dla młodego pokolenia, które tłumnie chodzi na ich koncerty. Niektórzy bujają się wciąż wśród drzew w małpim gaju i przywiązani do dawnych wzorców, plują na muzyczną ewolucję; inni idąc w awangardzie, wymyślają wciąż ogień, parząc się lub tłukąc w paluchy krzemieniem z powodu rozlicznych, nieudanych eksperymentów. A Luxtorpeda po swojemu, pomiędzy tym co stare i nowe, udowadnia, że szczerość, prostota przekazu oraz prawdziwa siła gitarowych riffów połączonych z tekstami o czymś, wciąż mogą zdziałać wiele i sprzedawać się lepiej od popowej miałkości.

Jestem przekonany, że najnowsza płyta, pod bynajmniej lakonicznym tytułem "A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki" umocni pozycję Luxtorpedy na rockowej mapie Polski. Zespół serwuje nam kawał solidnego ciężkiego grania, tętniącego corowym groovem i intrygującego stonerową szorstkością. To płyta, która ponownie pogodzi fanów bardziej klasycznej, jak i nowszej szkoły riffowania. Kto czuje i rozumie tę muzykę, musi się uśmiechnąć, gdy już na wstępie z głośników wylewają się tłuste i pełne mocy riffy "Ostatniego" - trochę jakby Litza wspominał czasy nieodżałowanego Flapjacka (na uwagę zasługuje tutaj też akustyczny, egzotyczno - ludowy fragment). Wielka brawa dla zespołu i Jakuba Biegaja za produkcję, analogową, ciepłą, pełną żaru i mięcha smakowitego jak krwisty befsztyk z argentyńskiej wołowiny (weganie, bez urazy). Sporo tu kawałków, za które rzesze zdążyły już Luxtorpedę pokochać, by wymienić "Mambałagę", budząca skojarzenia (przynajmniej moje) z mocniejszą wersją Paramore, albo po prostu z innym hitem grupy, "Autystycznym". Ale przede wszystkim dużo na płycie mocnego rockowo / metalowego grania, odpowiednio "brudnego" i ciężkiego, na czele z "Całym cyrkiem", "Hipokrytesem", czy też "Nieobecnym nieznajomym". Chłopaki pozwalają sobie na spokojniejsze przystanki - jak w "Pustej studni" - która dzięki szczeremu, bezpośredniemu przekazowi ("Umieram z pragnienia / Oni leją wodę / Wodą sięga po szyję / Ja spragniony tonę) nie traci wyrazu, wręcz przeciwnie. Podobnie jest w nastrojowej "Smole", w której na uwagę zasługują bardzo klasycznie gitarowe partia Litzy. Czasem zespół serwuje nam prosty hardcorowo / rapowy cios, jak w "Je'u Les Poids", albo w "Personie Non Grata" (w tym ostatni cudownie "bulgocze" bas). Oczywiście świadomi słuchacze będą mogli szukać rozlicznych muzycznych tropów - zespół czerpie z różnorodnego elementarza ciężkiego grania lat 90., ale robi to z wdziękiem, bez prostych zapożyczeń, z otwartą głową - całość nie zalatuje naftaliną, ale jest bardzo "dzisiejsza".

Przekaz tekstów, pełen duchowych odniesień i refleksji nad kondycją człowieka, jest na tyle uniwersalny, że czerpać z niego mogą nie tylko Chrześcijanie. Luxtorpeda nie prowadzi katechezy w stereotypowej formie, często nudnej i zbyt jednostronnej ideologicznie dla słuchaczy, ale pewne przemyślenia i doświadczenia, ważne dla każdego z nas, ubiera w uniwersalny kontekst. Wyobrażam sobie, że i ateista jest w stanie wziąć sobie do serca teksty Litzy i Hansa, za co brawa. A pewne hasła mogą być ważne, dla wielu, bez względu na poglądy, jak w otwierającym płytę kawałku - "Mamy NIP, Mam REGON / Mamy PESEL i co z tego?/ Mamy coś więcej! / Znaczymy coś więcej!". Kiedy "czarne zastępy" wysyłają na ring mniej lub bardziej pokraczne twory metalowego grania, w których przekazie liczy się kpiąca siła bluźnierstwa (czasem na pokaz, czasem dla idei), ważne, że ktoś odpowiada, podnosi gardę i nie szukając prostackiej konfrontacji wyraża swoje racje w sposób przekonywujący.

To, że z nową płytą Luxtorpedy należy się zapoznać, to sprawa oczywista. Niech do zakupienia legalnego nośnika zachęci fakt, że całość została starannie wydana, w eleganckim pudełku, z obszerną książeczką, z dodatkowym CD. Świetna muzyka, szczery, zmuszający do myślenia przekaz, poważne traktowanie fanów, którym prezentuje się - także pod względem edytorskim - znakomity produkt: te trzy elementy złożyły się na wysoką oceną albumu. Luxtorpeda po prostu zasłużyła sobie na ważne miejsce na rodzimej rockowej scenie.

Paweł Lach

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 4/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
4/5 (2)
dodajdo

Komentarze

Corpseone

09:47, 17-04-2014 | zgłoś

To bardzo dobry album. Trzy ma poziom poprzedniczek. Generalnie zgadzam się z recenzją. Jedna uwaga tylko - przekonujący lub przekonywający:) Przekonywujący jest błędem.

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
1.4.2014

Wydawca:
Stage Diving Club

Lista utworów:

1. Ostatni
2. J.U.Z.U.T.N.U.K.U
3. Cały Cyrk
4. Hipokrytes
5. Mambałaga
6. Pusta Studnia
7. Samotna
8. Nieobecny Nieznajomy
9. J'eu Les Poids
10. Od może do może
11. Smoła
12. Persona Non Grata
13. Jestem zwycięzcą

Informacje o wykonawcy

Luxtorpeda

Inne recenzje płyt wykonawcy

Luxtorpeda   - Koncert w Stodole
Luxtorpeda „Koncert w Stodole&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Michał Małek
Luxtorpeda   - Luxtorpeda
Luxtorpeda „Luxtorpeda&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Krzysztof Kwaśny
Luxtorpeda   - MYWASWYNAS
Luxtorpeda „MYWASWYNAS&rdquo
Ocena: 44444 (4)
Autor: Kamil Pietrzyk
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.