Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


The Common Linnets „The Common Linnets”

24 Maja 2014

Tak się jakoś złożyło, że oglądałem w tym roku Eurowizję... Tak wiem, po co ? Zarejestrowałem austriacką Conchitę z niezłym, musicalowym numerem, zarejestrowałem obficie obdarzone przez naturę rodaczki ubijające masło na scenie, ale zarejestrowałem też totalnie amerykański, korzennie wręcz countrowy numer i przez chwilę (przyznam, był to wieczór spędzany w przyjaznym gronie z pewną dozą substancji rozweselających) przeszło mi przez myśl, czy to możliwe, że John Mayer występuje na Eurowizji? Ale że taki żart? A tu niespodzianka: nie Stany, a Holandia! Nie Mayer, a The Common Linnets! Nie słyszeliście? To najwyższy czas.

Zespół jest tak zatopiony w countrowym sosie, że już bardziej się chyba nie da. Holenderski duet, notabene jako The Common Linnets powołany do życia na potrzeby Eurowizji, proponuje na swoim debiutanckim longplay'u 13 utworów w jednostajnie romantycznej stylistyce nostalgicznych melodii o proweniencji wprost z amerykańskiego południa. Właśnie, dominującym elementem tego wydawnictwa są melodie. Wszystko pozostałe, czyli totalnie analogowe, sztandarowe dla muzyki country instrumentarium, jest dopełnieniem pierwszoplanowo uszeregowanych melodii, śpiewanych prawie w każdym utworze na dwa głosy. To cudowne, że tylko tyle (czyli ładne, proste melodie) wystarczy, żeby w obecnych czasach przykuć słuchacza i stworzyć naprawdę dobry, rzetelny, klasyczny album. Cieszę się, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby w aranżacji wykorzystać posthuose'ową stopę, dubstepowe wobble czy danc'owe leady i arpeggiatorowe pochody... Nic z tych rzeczy! Tylko analogowe, klasyczne instrumentarium. Czyli bas, bębny, gitary (akustyczne!), do tego smyki, banjo, gitara grana slidem, hawajska gitara, tamburyn, sporadyczne dodatki w stylu strzelania z bata (nie, nie chodzi mi tu o popkulturowe, slangowe rozumienie tego zwrotu).

No i produkcja - skromny mastering nie rozwalający głośników, naturalne brzmienie instrumentów (ta cudownie akustyczna stopka w "Arms of Salvation"!). Całość zgrabnie domykają lapidarne wręcz aranże, pozwalające dwugłosowym melodiom trafiać bez przeszkód tam, gdzie powinny - do uszu słuchaczy. Formuła płyty jest tak prosta, jak tylko można, ale właśnie tutaj się to sprawdza. Każdy numer to odrębna, krótka historia, trwająca między 3:30 a 4:30. I uwierzcie mi, więcej nie trzeba.

Co ciekawe, po przesłuchaniu całej płyty, chce się ją włączyć od nowa. Jest kompletnie niemęcząca, nieinwazyjna, płynie natomiast z ogromną gracją jakby z wrodzoną skromnością, rozpościerając przed słuchaczem klimat amerykańskich (chociaż wyhodowanych w Holandii...) pól, rzek i drzew, w cieniu których można rozpalić ognisko i patrzeć, jak iskry wzbijają się do góry, ku rozgwieżdżonemu niebu. Subtelne piękno. Na szczególne wyróżnienie zasługuje z całą pewnością utwór singlowy, którym zespół zdobył zresztą drugie miejsce na Eurowizji: "Calm after the Storm". Prosta progresja oparta na miękkim, ostentacyjnie ósemkowym podziale rytmicznym z przestrzennymi dźwiękami gitary hawajskiej jest tutaj podstawą dla długich dźwięków linii melodycznej, śpiewanej unisono przez dwójkę wokalistów. Refrenowe "Uuuuuu" z falsetowym załamaniem pod koniec to czysta magia. I nic więcej! Tak mało, a tak dużo.

"Hungry Hands" ośmiela nas nieco mniej intymnym, bardziej otwartym, folkowo-popowym klimatem. "Army of Salvation" mógłby być sztandarowym numerem Hanka Williamsa. "Still Loving After You" ma w sobie jakiś pierwiastek magicznej aury akustycznych kompozycji Led Zeppelin "Going to California" czy "Bron-Y-Aur Stomp". I tak dalej, można by wymienić wszystkie numery z płyty. Cudowne jest to, że materiał na niej jest prawdziwy. Mimo bycia ewidentnie komercyjnym przedsięwzięciem, The Common Linnets stworzyli spójny album przepełniony szczerym przekazem, hołdującym rdzennej muzyce pierwszej połowy dwudziestego wieku południa Stanów Zjednoczonych Ameryki. Ba! Słuchacz nie jest w stanie, no chyba że wytrawny znawca country, przyznać, że longplay nie powstał w "ojczyźnie wolności". Tu wielki ukłon także w stronę nieskazitelnego akcentu holenderskiego duetu wokalistów.

Niezależnie od tego, czy lubicie country, czy oglądacie Eurowizję, czy chodzicie na electro party w klubach z pianą, ta płyta się wam spodoba. Pod warunkiem, że macie jakąkolwiek wrażliwość muzyczną. The Common Linnets urzeka prostymi melodiami, czaruje siłą roztaczanej aury błogości, głaszcze po głowie i uspokaja. Można jej słuchać w kółko. I jeszcze raz. I znowu. I nie będzie się nudzić. W przeciwieństwie do austriackiego faceta przebranego za laskę i polskich lasek z wystawionymi cyckami, The Common Linnets postawiło na muzykę. Dziękuję!

mateusz.biegaj

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 4/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
4/5 (2)
dodajdo

Komentarze

Jenny

12:35, 30-08-2014 | zgłoś

holenderska Dolly Parton ;)

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
9.5.2014

Wydawca:
Universal Music Group

Lista utworów:

1. Calm After the Storm
2. Hungry Hands
3. Arms of Salvation
4. Still Loving After You
5. Sun Song
6. Lovers & Liars
7. Broken But Home
8. Before Complete Surrender
9. Where Do I Go With Me
10. Time Has No Mercy
11. Give Me a Reason
12. When Love Was King
13. Love Goes On

Informacje o wykonawcy

The Common Linnets

Inne recenzje płyt wykonawcy

The Common Linnets - II
The Common Linnets „II&rdquo
Ocena: 33333 (3)
Autor: mateusz.biegaj
Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.