Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Eels „The Cautionary Tales of Mark Everett”

30 Maja 2014

Płyta, którą za chwilę opiszę, to chyba najbardziej emocjonalna porcja muzyki, jakiej słuchałem w ostatnim czasie. Mark Everett jest niezrównany w budowaniu klimatu smutku. Tak dojmującego, że słuchając jego najnowszego dzieła "The Cautionary Tales Of Mark Everett" można poczuć wręcz fizyczny ból. Ból, którego doświadczył każdy, kto kiedykolwiek kogoś kochał i pozwolił odejść tej osobie, a później tego żałował.

Ale wcale nie trzeba mieć podobnych przeżyć, by móc wyruszyć w podróż z Everettem i jego pomocnikami skupionymi pod banderą Eels (w kontekście muzyki przez nich wykonywanej stwierdzam, że "Węgorze" to wyjątkowo głupia nazwa) w stronę smutku i zgorzknienia. Nie trzeba też znać dobrze angielskiego i wczytywać się głęboko w teksty, by odebrać przekaz zespołu we właściwy sposób. Muzyka mówi w tym przypadku sama za siebie. Węgorze stawiają na molowe granie. Krótkie piosenki oparte przede wszystkim na gitarze akustycznej uzupełnionej czasem przez fortepian, innym razem przez instrumenty smyczkowe lub delikatne elektroniczne tło. Można usłyszeć w ich muzyce bluesa, są echa country, ale nie da się jej prosto sklasyfikować.

Na "The Cautionary Tales of Mark Everett" mało jest perkusji, jak rzadko w dzisiejszych czasach, odgrywa ona funkcję wyjątkowo marginalną. Najczęściej pojawia się delikatny hi - hat, granie perkusisty ogranicza się przeważnie do miotełkowania. Basu również tu praktycznie nie uświadczycie. Dzieje się tak dlatego, że nie miała to być płyta efektowna. W założeniu. Nowa płyta Eels to czyste emocje.

Kolejne teksty wyśpiewywane przez Everetta, miały być możliwie w jak najmniejszym stopniu zagłuszane przez inne "instrumenty" użyte na płycie. Dzięki tej prostocie i ograniczeniu ilości użytych motywów, głos wokalisty hipnotyzuje chyba bardziej niż na poprzednich, także przecież udanych płytach. Wokal Everetta można by sklasyfikować gdzieś pomiędzy zachrypniętą manierą Johnny'ego Casha, a sposobem śpiewania Toma Waitsa - zwłaszcza z okresu lat 70-tych. Czasem pojawia się też osobliwy falset, w którym Everett wypada, jeśli wypada użyć takiego określenia, uroczo (choćby w "Series of Misunderstandings" lub "Kindred Spirits").

Przez tę płytę przelewa się całe morze różnych uczuć, od tych negatywnych ("Agatha Chang"), o których wspomniałem na początku, do tych całkiem przyjemnych (countrowy "Where I'm From"). Tak musiało być, bo "The Cautionary Tales of Mark Everett" to kompletna opowieść. O zdobyciu miłości i jej utracie. O radości i bólu, który nieuchronnie kiedyś tę radość zastąpi. Bo nic nie trwa wiecznie. Jeśli nie boicie się tego, co ma do powiedzenia Everett - sięgnijcie po tę piękną płytę.

Dominik Zawadzki

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 5/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5/5 (1)
dodajdo

Komentarze

montekristoo99

11:06, 13-06-2014 | zgłoś

Uwielbiam Eels, a to zdecydowanie jedna z najlepszych płyt w ich dorobku. 5/5 w pełni zasłużone.

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
21.4.2014

Wydawca:
Vagrant Records

Lista utworów:

1. Where I'm At
2. Parallels
3. Lockdown Hurricane
4. Agatha Chang
5. A Swallow in the Sun
6. Where I'm From
7. Series of Misunderstandings
8. Kindred Spirit
9. Gentlemen's Choice
10. Dead Reckoning
11. Answers
12. Mistakes of My Youth
13. Where I'm Going

Informacje o wykonawcy

Eels

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.