Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Dio „Magica”

''We have examined the manuscript. The information is complete, but does not conform to logical patterns. Flesh cannot be mutated into stone and remorphed back to the body once again. Continue the investigation with special attention given to one word. Magica...''

Od takich słów się zaczyna. Potem zamykamy oczy i piękny pasaż gitary prowadzi nas gdzieś głęboko pod lód, do innego świata. Do krainy, która widziana z góry wydawała się nam przepiękna. Ale to tylko pozory. Nagle lawina kamiennych głów nie tyle wgniata w fotel, co raczej przebija człowieka od razu przez ścianę, wprost do sypialni sąsiadów. I nie ma, że boli...

Tak właśnie wygląda pierwszy kontakt z Magicą, 9 płytą grupy Dio. Wokalisty, Ronniego Jamesa Dio, chyba nie trzeba przedstawiać. Trzeba? Ok., to w dużym skrócie: wokal w Elf, potem Rainbow, potem w Black Sabbath; okrzyknięty posiadaczem jednego z najmocniejszych głosów w historii rocka, słusznie przyrównanego w swojej mocy do startującego odrzutowca. Rozjaśniło się? To jedziemy dalej. Magica jest też pierwszą płytą koncepcyjną, jaką nagrał Ronnie James i to ''koncepcyjną'' w pełnym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze, stanowi muzyczny monolit, jest niesamowicie zwarta. Perkusista nie oszczędza bębenków przed sobą, o tych w uszach słuchacza nie wspominając. Bębny brzmią tak niesamowicie mocno, że fale dźwiękowe wbijają gwoździe w ścianę. Mocno i rytmicznie, jak bicie serca: łup, łup, co jest charakterystycznym metrum dla kompozycji Ronniego Jamesa. Perkusja brzmi trochę jak ta Cozy?ego Powella na Rainbow Rising... Chociaż nie, Cozy więcej jechał po talerzach. Simon Wright brzmi raczej jak Vinny Appice na Sabbathowym Mob Rules. Czysta perfekcja.
Młot perkusyjny wspomagany jest gitarą, która brzmi niesamowicie drapieżnie i ciężko, nie odbierając przy tym utworom melodyki. Magica nie jest płytą skrzącą się od wirtuozerskich solówek gitarowych. Niby niefajnie, ale takie coś mogłoby rozwalić spójność płyty i odwrócić uwagę od najważniejszego instrumentu, głosu Ronniego Jamesa Dio.

Dlaczego najważniejszego? Bo wokal ten nie tylko spaja całość pod względem muzycznym i nie tylko dodaje tej muzyce wielkiej indywidualności, ale także, a raczej przede wszystkim, nadaje jej ogromną siłę. Któs kiedyś powiedział, że Deep Purple zmiatają wszystko z powierzchni ziemi. Ronnie James, jako posiadacz - moim zdaniem - zaraz po Gillanie, najsilniejszego i najbardziej melodyjnego głosu świata, dopilnował, żeby jego kapela nie była gorsza.

Ale tak naprawdę muzyka na Magice to mniej niż połowa jej wielkości i klasy. Blackmorowe Rising jest lepsze, bo starsze i ma lepszy skład, chociaż Magica brzmi podobnie do genialnego albumu z 1976 roku. Ale co tak naprawdę się liczy w Magice, to teksty. Ich autorem jest oczywiście Ronnie James Dio, no bo jakżeby inaczej. Ten facet ma chyba nieskończoną ilość pomysłów w głowie, skoro po tylu latach tworzenia wciąż pisze teksty, którym daleko od wtórności. Ale pomysły to jedno, a kunszt literacki to drugie. Kunszt literacki w heavy metalu? No ba. Na tej płycie nic nie jest powiedziane wprost. Prawdziwe przesłania tekstów ukryte są w gąszczu metafor. Ten gąscz jest tak nieprzebrany, że można się w nim zgubić szybciej niż w londyńskim City bez mapy i przewodnika. Te teksty są metaforyczne do tego stopnia, że każdy z nich mógłby istnieć samodzielnie i nie wyglądałby jak pączek bez marmolady w srodku i lukru na wierzchu. I dzięki tym metaforom, te teksty układają się w pewną opowieść.

Tworzą baśń, która stanowi as pik w królewskim pokerze Magici. Jest ona bowiem opowiedziana w ostatnim, trwającym ponad 18 minut, utworze, i to opowiedziana głosem samego mistrza ceremonii, Ronniego Jamesa Dio. Opowieść ta jest sednem, przesłaniem i sensem Magici i każdy utwór przepięknie ją rozwija, dzięki oprawie muzycznej przydając jej odpowiedniej dramaturgii i splendoru. Ta baśń stanowi znakomitą klamrę, spinającą całe dzieło. Poza tym zachęca słuchacza do ponownego przesłuchania tej płyty, jeszcze uważniejszego, żeby dokładniej poznać tą historię. Co ważne, dzięki metaforyce poszczególnych utworów każdy może usłyszeć w Magice co innego. I to niezależnie od numerku razu, który ją słyszy.

Magica jest płytą bardzo szczególną. Stanowi kompozycyjny monolit, wspaniały pomnik wykuty w granicie perkusji i gitary za pomocą niezwykle precyzyjnego dłuta wokalu. Pod względem tekstowym jest piękną opowieścią, której słuchanie nigdy się nie znudzi. Jest metaforyczną baśnią, wielką wędrówką, podczas której poznajemy walkę sił dobra i zła, doświadczamy miłości i nienawiści, hałasu walki i ciszy pokoju. Taką baśń chce się czytać po raz kolejny i jeszcze kolejny i jeszcze, przede wszystkim dlatego, że za każdym razem możemy odkryć w niej coś nowego i zaskakującego.
Zapraszam do lektury.

''So begins the story of Magica...''

Michał Błaszczyk

Ocena recenzenta:
  • Ocena 5/5
Twoja ocena płyty:
    
  • Ocena 0/5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
0/5 (0)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Informacje o płycie

Data wydania:
21.3.2000

Wydawca:
Spitfire Records

Lista utworów:

Discovery - 0:56
Magic Theme - 1:16
Lord Of The Last Day - 1:41
Fever Dreams - 4:39
Turn To Stone - 5:19
Feed My Head - 5:39
Eriel - 7:22
Challis - 4:25
As Long As It's Not About Love - 6:04
Lising My Insanity - 5:04
Otherworld - 4:56
Magica - Reprise - 1:53
Lord Of The Last Day - Reprise - 1:41
Magica Story - 18:28

Informacje o wykonawcy

Dio

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.