Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Roger Waters - "The Wall Live" - Warszawa - 20.08.2013

26 Sierpnia 2013

Nie zniszczyć wspomnień Był mur, był też samolot. Rozbrzmiały gwizdy, padły i strzały. Mur zburzono, a po wszystkim w pamięci pozostały niezwykłe obrazy. Relacja z koncertu "The Wall Live".

fot. Dariusz Ptaszyński
fot. Dariusz Ptaszyński

Jak to dobrze, że światowa publika, a dokładniej post-floydowskie sieroty, nie jest skazana jedynie na epigońskie i - pozostanę przy swoim zdaniu, sztucznie wykreowane - widowiska w rodzaju "The Australian Pink Floyd Show". Jak dobrze, że wciąż aktywni są David Gilmour i Roger Waters. Zwłaszcza Waters. To on wydaje się najwierniej odzwierciedlać floydowskie idee, mam tu na myśli przede wszystkim kontekst koncertu, jego oprawę i przekaz całości. To, co mieliśmy okazję przeżyć na Stadionie Narodowym we wtorek, lub dwukrotnie w Łodzi w 2011 roku, z pewnością pozostanie we wspomnieniach naocznych świadków. Dla jednych ze względu na sentyment związany z katowaniem winyli Pink Floyd w młodości lub - w przypadku młodszych słuchaczy - ze względu na czczenie ich pamięci jako najwybitniejszych w historii muzyki. Ale wryje się w pamięć także i okazjonalnych widzów (jakich pewnie nie zabrakło) za sprawą rozmachu organizacyjnego, wizualnego, jakości muzyki i ogromnego ładunku emocjonalnego zawartego w występie.

Nim jednak o "The Wall Live", słów kilka o rodzimej publiczności. I niestety nie będą to słowa dobre. Najpierw nie spisała się, ignorując wielokrotne prośby organizatorów o punktualne przybycie na koncert i stawienie się pod bramami o 18:30 (wyraźnie zaznaczano, że koncert odbędzie się punktualnie o 20:00). Jednak o 19:30 było tłoczno nie tylko przed bramami, ale też w punkcie odbioru biletów - ustawiła się przed nim około kilkusetosobowa (!) kolejka. Niektórzy oczywiście próbowali kolejki ominąć, wręczając pracownikom obsługi... łapówkę (ale kwota najwyraźniej nie była przekonująca, bo z planu wyszły nici...), czego byłem naocznym świadkiem odbierając akredytację. Efekt był taki, że koncert opóźniono, a w okolicach 20:15 widzowie jeszcze zajmowali miejsca. Ta historia to jednak nic przy tym, co wydarzyło się już po przekroczeniu bram stadionu. Gdy koncert opóźniał się około 10 minut, publiczność zaczęła przeraźliwie wyć i gwizdać - mniej więcej tak, jakby w tym samym miejscu nie stała scena dla Rogera Watersa, ale ławka rezerwowych reprezentacji Niemiec. Wstyd. I wiem, że nie wszyscy gwizdali, wiem, że wielu łapało się za głowę i paliło ze wstydu za rodaków. Ale, proszę Państwa, reguły nie ma - dla tych, którzy mieli wystąpić, było słychać głos większości polskiej widowni. I mimo tego, że przez ponad dwie godziny koncertu wszyscy bawili się kapitalnie, pozostanie bardzo wyraźny niesmak. Smutne to...

Wybierając się na "The Wall Live" należy przygotować się nie na koncert rockowy, halowy lub stadionowy jak w przypadku obecnego tournee. Trzeba wziąć pod uwagę, że to nie rozbuchany występ na wysokim poziomie, jakich wiele. To w zasadzie rock-opera, tyle że na niespotykaną skalę. Ogromne widowisko multimedialne, technologiczne, w którym nie ma miejsca na niedoróbki. Muzyka stanowi jego integralną, bardzo istotną część, ale jeszcze ważniejsze wydają się słowa, czy komunikaty wyświetlane na ekranie. To wywierające wielkie wrażenie, dogłębne i podskórne doznanie. Spektakl. Tytułowy mur, przedzielający scenę od widowni, miał długość boiska piłkarskiego. Przez cały czas trwania występu wyświetlano na nim - przy pomocy dziesiątek innowacyjnych rzutników - projekcje multimedialne. Początkowo w murze znajdowała się duża wyrwa, odsłaniająca scenę, wraz z upływem kolejnych taktów była skrupulatnie wypełniana "cegłami" przez ekipę techniczną. I dopiero po kilkunastominutowej przerwie (albo raczej antrakcie - mówiłem, że spektakl?) mur z impetem zburzono.

Ale nie tylko mur robił wrażenie, smaków i smaczków było całe mnóstwo. Wizualizacje z filmu "The Wall" Alana Parkera. Samolot spuszczony spod iglicy Narodowego w stronę sceny. Waters wystylizowany na gestapowca, oddający strzały z karabinu maszynowego oraz powalające efekty dźwiękowe - nagłośnienie było rozlokowane tak sprytnie, iż miało się wrażenie, że helikoptery i bombowce faktycznie krążą wokół nas. I trzeba oddać Narodowemu, że tym razem technologii sprostał, przede wszystkim w dziedzinie "efektów specjalnych". Bo instrumentalnie bywało różnie - czasami pojawiały się zaskakujące pogłosy, coś sprzęgało, rzęziło... Lecz w zalewie pozytywów te incydentalne potknięcia zniknęły. Przynajmniej w miejscu, które zająłem - bo opinie w tym temacie są rozbieżne, w zależności od miejsca zajętego na stadionie.

Roger Waters zaskoczył bardzo pozytywnie, gdy przemówił po polsku. Bo nie było to wydukanie kilku rzewnych słów z kartki, czy zwykłe powitanie. Przez kilka dobrych minut, początkowo z trudem, ale po chwili z większą łatwością, Waters przemawiał interesująco i mądrze, nie łamiąc się nawet przy wykrzyczanym słowie "SPRAWIEDLIWOŚĆ". I za chwilę, śmiejąc się, uroczo zapytał po angielsku: "Jak wy możecie posługiwać się tym językiem na co dzień?"

Zespół zagrał doskonale i szczerze. Mocarnie rozbrzmiało "Rune Like Hell", uwodziły "Goodbye Cruel World" i "Hey you". O wielkości "Comfortably Numb" chyba nie należy pisać, podobnie jak w przypadku "Another Brick in the Wall". W jednej z jego części wystąpił chór dzieci z Rudzienic. Wyboru, spośród kilku chórów zaproponowanych przez polskich organizatorów, dokonał sam Waters - mali bohaterowie będą mieli co wspominać! Wielką przyjemność sprawiał widok tej kilkunastoosobowej gromadki, która tańcząc, klaszcząc i śpiewając, że "nie potrzebuje edukacji" na oczach kilkudziesięciotysięcznego tłumu, miała wyrazy twarzy warte więcej niż milion dolarów. Wzruszający był utwór "Bring the Boys Back Home", niestety wciąż aktualny, jak wszelkie inne manifesty antywojenne. Cały koncert poświęcony był terroryzmowi i jego ofiarom, a jedna z części "Another..." Jeanowi Charlesowi Menezesowi - omyłkowo zastrzelonemu przez londyńskich policjantów Brazylijczykowi.

Koniec końców mur zburzono, muzycy akustycznie wykonali urocze "Outside the Wall" i zeszli ze sceny. Pozostał bagaż wielkich przeżyć i pytanie - czy (jeżeli nadarzy się okazja) wybrać się na występ znów? Spotkałem kilku fanów, którzy widzieli "Wall" w Łodzi i twierdzili, że za pierwszym razem robiło wiele lepsze wrażenie. Może więc nie psuć tych idealnych wspomnień?

Maciej Madey

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.