Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Ron "Bumblefoot" Thal - Kraków - 07.01.2014

12 Stycznia 2014

Ronald Jay Blumenthal znany szerzej jako Bumblefoot to człowiek orkiestra. Artysta rozpoznawany głównie jako obecny gitarzysta prowadzący w legendarnym Guns n' Roses (lub jak niektórzy ironicznie mówią - Axl Rose Band), jest przykładem ciężko pracującego muzyka, który za każdym razem wie, po co wychodzi na scenę. Nieważne, czy jest to ogromny rockowy festiwal, gotowy skupić w jednym miejscu blisko 100 tysięcy osób, czy też klub muzyczny Lizard King w Krakowie, który 7 stycznia br. odwiedziło raptem 150 fanów gitarowych brzmień. W obu przypadkach nowojorska gwiazda pokazuje, że muzyka nie jest wyścigiem po sławę, lecz spoiwem łączącym ludzi, nie uznającym granic stylistycznych, narodowości, ani też barier językowych. Zapraszam do relacji z koncertu człowieka, dzięki któremu możemy śmiało mówić, że rock and roll zamiast umrzeć, przeżywa swoją drugą młodość.

fot. Konrad Olejnik
fot. Konrad Olejnik

Jako że konwencja całej imprezy opierała się głównie na generowaniu gitarowych dźwięków, supportem wieczoru został młody zespół Disperse, powstały w grudniu 2007r. w Przeworsku. Czterej panowie w składzie: Rafał Biernacki (wokal), Jakub Żytecki (gitara), Wojciech Famielec (bas) oraz Maciej Dzik (perkusja) wykonują muzykę, która od czasu powstania Dream Theater zwykła być nazywana progresywną. I dokładnie tak rodzimi artyści brzmieli podczas swojego występu. W poszczególnych utworach słychać było wyraźnie te same patenty, które w swoich nagraniach stosują amerykańscy muzycy. I choć o Disperse mówi się od jakiegoś czasu, że są cudownym objawieniem na krajowej scenie metalowej, to jednak powtarzalność utworów i absolutna matematyczność grania spowodowała, że prawie godzinny set był dość nudny i ciągnął się jak flaki z olejem. Pewnie się mylę, ale zmęczony już po trzeciej kompozycji, odniosłem wrażenie, że każdy kolejny numer jest nawet w tej samej tonacji. Większość uwagi publiczności miał raczej skupić Kuba Żytecki, który jako gitarzysta musiał tego dnia dać z siebie więcej niż reszta zespołu. I choć technicznie facet wymiata, znów dało się słyszeć, że wykonuje muzykę w oparciu o gotowe patenty. Każda solówka, każdy tapping - wszystko brzmiało praktycznie tak samo. Dla młodego i bardzo zdolnego przy tym gitarzysty nie jest to zbyt dobry omen. O dziwo, to nie on, ale Maciej Dzik swoim perfekcyjnym uderzaniem w bębny nadał całemu koncertowi Disperse dynamicznego charakteru.

Na szczęście polskich fanów wciąż czekało niesamowite spotkanie z gitarzystą, którego nie sposób zaszufladkować, ani też wytknąć mu jakiekolwiek niedociągnięcia. Bez zbędnego gwiazdorzenia Ron pojawił się na scenie wraz z towarzyszącymi mu muzykami. Jako że był trochę ospały, zaczął klepać się po twarzy i wplatać zabawne komentarze, co oczywiście wywołało lawinę oklasków. Bez skrępowania rozpoczął rozgrzewkę, opierając luźno jedną nogę na odsłuchu i rozpoczynając konwersację z fanami znajdującymi się najbliżej sceny. Na żadnym z koncertów, w których brałem udział, nie spotkałem się nigdy z tak bezpośrednim podejściem gwiazdy wieczoru do publiczności. Kiedy Bumblefoot był już gotowy, Dennis Leeflang nabił rytm na bębnach i koncert rozpoczął się mocnym wejściem utworu "Abnormal". Choć muzyka gitarowa, zwłaszcza instrumentalna, jest gatunkiem skupiającym dość wąskie grono odbiorców (często rozumiana jedynie przez innych muzyków), Ron wiedział jak poradzić sobie z tym fantem. Kompozycje takie jak "Real", "Turn Around", czy "Some Other Guy" to najzwyczajniej w świecie nowoczesny rock and roll, choć jak na Bumblefoot'a przystało, niesamowicie rozbudowany jeśli chodzi o gitarowe riffy oraz partie solowe.

Przy wykonaniu ostatniego z wspomnianych numerów perkusista Rona zdecydowanie przesadził z mocą i przebił pałeczką naciąg od werbla. Ponieważ bębenek ten jest podstawowym elementem zestawu perkusyjnego, wieczór nie mógł być kontynuowany. Gitarzysta zastanowił się przez chwilę, co by tu wykombinować - wymiana werbla zajmuje zwykle ładnych parę minut. Na szczęście jest on w końcu członkiem Guns n' Roses, więc problemu z zabawieniem publiki zwyczajnie być nie mogło. Nazwał 7 stycznia "Dniem usterek technicznych", po czym bez pomocy zespołu wydobył akordy rozpoczynające hit nad hitami "Don't Cry". Popisał się przy tym doskonałym wokalem, którego nawiasem mówiąc Axl Rose w obecnej kondycji mógłby mu pozazdrościć. Utwór w wersji quasi-akustycznej został przyjęty doskonale przez publikę.

Kiedy awaria perkusji została usunięta, nadszedł czas na instrumentalne popisy. Utwór bestia, o przewrotnym tytule "Guitars Suck", to charakteryzujące się oburęcznym tappingiem partie wykonywane w zawrotnym tempie, a następnie spowolniona, psychodeliczna solówka na gitarze bezprogowej. Bumblefoot poradził sobie z obydwoma, ponieważ posiadał dwugryfowy instrument, co z jednej strony utrudnia granie, natomiast pozwala na prezentowanie szalenie trudnych zagrywek technicznych. Komplementem do tej kompozycji była kolejna, znów o nieadekwatnej nazwie "Guitars Still Suck". Tym razem Ron błysnął swoimi zdolnościami w wykonywaniu country (aby być bardziej precyzyjnym, należało by użyć sformułowania country-rock). Oba utwory są już kanonem w setliście koncertowej amerykańskiego artysty.

Jeśli chodzi o covery, usłyszeliśmy ciekawie zagrany fragment "Wasted Years" zespołu Iron Maiden, znów z bezbłędnym wokalem Rona. Kiedy ktoś potrafi dorównać skalą głosu Bruce'owi Dickinsonowi to wiedz, że coś się dzieje. Oczarowani niegitarowymi popisami Bumblefoot'a polscy fani bawili się w najlepsze przy utworze "Rockstar For A Day", brzmiącym trochę jak tani, amerykański college rock. Jednak zagrany z jajem, polotem, a także uzupełniony gitarowymi smaczkami zadziałał zdecydowanie na korzyść całego występu. Z płyty "Normal" usłyszeliśmy jeszcze takie kawałki jak "Overloaded", "Shadow", "The Color of Justice" oraz "Life Inside Your Ass". Kompozycje utrzymane przeważnie w klimacie rockandrollowym, czasem przybrudzonym punkowymi naleciałościami, mogłyby na pierwszy rzut oka nie wydawać się niczym nadzwyczajnym. Muzyczna jakość Bumblefoot'a jest jednak w zupełności taka jak on sam - niepozorna, nieśmiała, a przy tym posiadająca drugie dno, które sprawia, że słuchaczom szczęki opadają do samej ziemi.

Kulminacyjnym punktem koncertu było wykonanie "Dash". W trakcie solówki Ron spontanicznie zszedł ze sceny i rozpoczął spacer po Lizard Kingu wśród zgromadzonego tłumu, który wyraźnie ożywił się. Można było pstryknąć sobie selfie z Ronem, gdy ten płynął palcami po gryfie. Niewyobrażalnym jest to, że Bumblefoot chodząc po klubie, grał przez blisko 15 minut, niektórym pozwalał nawet na wspólne uderzanie w struny. W Krakowie miało miejsce apogeum rockowego szaleństwa, gdzie nie tylko główna gwiazda, ale wszyscy zgromadzeni byli wspólnymi wykonawcami.

Po powrocie Rona na scenę, rozpoczęło się bisowisko, na którym usłyszeliśmy dwa numery z repertuaru Guns n' Roses. Pierwszym z nich był "I Used To Love Her" zagrany wyłącznie przez zespół. Z drugim natomiast wiąże się ciekawsza historia. Bumblefoot zaprosił kilkanaście losowo wybranych osób na scenę i zaproponował, by to oni zdecydowali o kolejnym utworze. Padło na legendarny hit "Sweet Child O'Mine". Było to idealne zwieńczenie koncertu, który na pewno pozostanie w pamięci przybyłych na długi czas. Sam nigdy nie widziałem artysty robiącego podobne show. Wspólne zaśpiewanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych rockowych utworów w historii muzyki oraz szalona, bezbłędnie zagrana solówka zakończyły występ Rona Bumblefoot'a w krakowskim Lizard Kingu.

Po koncercie artysta nie pożegnał się z fanami, lecz zaprosił wszystkich pod scenę, gdzie obiecał rozdawać autografy. Każda przybyła osoba miała możliwość zamienić z nim parę słów, zrobić sobie wspólne zdjęcie, a także otrzymać oprócz autografu ciekawe rysunki, w których Bumblefoot, jak widać, specjalizuje się. Przyjemnie jest widzieć, że gwiazda rocka, która grywa przed setkami tysięcy ludzi oraz podbija największe światowe stadiony nadal pozostaje zwykłym człowiekiem, który w bardzo bezpośredni sposób podchodzi do nowo poznanych osób i nie uważa się za kogoś stojącego ponad. Życzyłbym sobie na przyszłość spotykać tak ciepłych, sympatycznych i przyjaźnie nastawionych ludzi jak Ron Bumblefoot Thal, nie tylko na koncertach.

Konrad Olejnik

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Ogłoszenia

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.