Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Def Leppard - Warszawa - 16.11.2003

Brzydki, zimny, listopadowy wieczór. Przed warszawskim Torwarem małe zgrupowanie ludzi. Mówię małe, bo w pamięci mam jeszcze koncert Yes sprzed dwuch lat kiedy to przed tym samym obiektem tłoczyły się tłumy spragnionych dobrej muzyki fanów rocka progresywnego. Dość często spotkać można "konika" i usłyszeć "bilety na koncert?...". Wchodzę.

Przy wejściu bramkarz grzecznie pyta się czy nie wnoszę na obiekt jakiegoś aparatu albo sprzętu nagrywającego. Oczywiście nie wnoszę. (tutaj musze zastrzec, że to "oczywiście" to oczywiście ironia. W prawdzie rzeczywiście nic nie miałem, ale to tylko dlatego, że byłem tam nie na swój rachunek więc nie mogłem ryzykować, że wylece z koncertu. Stąd też nie mam zdjęć, którymi mógłbym okrasić ten artykół. Jeśli ktoś posiada takowe, to proszę mi je pszysłać qudlaty@rockmagazyn.com ). Mijam grupkę nerwowo dopalających papierosy mężczyzn (gdyż nie można palić na obiekcie...niczego) i jestem. To tutaj zaraz, już za chwilę...już za...no tak, za 40 minut rozpocznie się ten wspaniały koncert, ale czemu ludzi jest tak mało? To pytanie trapi mnie do dzisiaj. Kiedy wszedłem na sektor ujżałem sale zapełnioną w połowie. Widok skrajnie inny od tego, który ujżeli Jon Anderson wraz z towarzyszami kiedy wyszli na scenę 27 pażdziernika 2001r. Zająłem miejsce i zacząłem obgryzać paznokcie w oczekiwaniu na wyjście panów z Sheffield. Jak to zwykle bywa na scenie pojawił się prezenter. Wymienił długą listę sponsorów i patronów medialnych ( niestety bez rockmagazynu, ale sława przychodzi z czasem ) po czym zapowiedział support czyli polski zespół IRA. Ów zespół nigdy nie wszedł mi w pamięć na tyle, żebym zakupił choć jedną ich płytę, stąd też nie byłem zachwycony ich występem. Moim zdaniem koncert ten miał w sobie dużo hałasu, a mało muzyki, a ponadto trwał godzine mimo, iż ciekawy był tylko przez 15 minut. Ale takie są uroki support'ów. dwie minuty po 21 kiedy już zmieniłem miejsca na inne, z których było lepiej widać scenę światła zgasły po raz kolejny, a scena zaczęła rozbłyskiwać różnobarwnymi salwami z reflektorów. Ilość decybeli podniosła się o 50% w stosunku do IRA i zaczęło się! Na początek motywacja istnienia zespołu "Action", bo każdy potrzebuje nieco akcji!

Jak na niepozorny wygląd głośników było bardzo głośno. Potem "Foolin' " i wtedy nie wytrzymałem. Wziąłem siostre za rękę i opuściliśmy w zorganizowanym pośpiechu miejsca siedzące udając się na płytę gdzie zabawa trwała w najlepsze. I w sam kocioł, gdzie najwięcej się działo. Koncert rozwijał się znakomicie. Wokalista Joe Elliott nawiązał znakomity kontakt z publicznością, która podzieliła się na 3 rywalizujące grupy: płytę, prawą oraz lewą trybunę. Oczywiście tłum maniaków, do których siebie zaliczam, stojących tuż przy scenie nie dawał szans reszcie i zgodnie z prośbami ze sceny "make for us a lot of noise!" hałasu było dużo. Ale to co najlepsze nadeszło potem. Grupa zagrała "Rocket" w przedłużonej, koncertowej wersji i wtedy publika oszalała. Wszystkie ręce w górę do hymnu wiecznego i wspaniałego rocka wieków! Jeszcze parę utworów i co? No niestety, zespół uciekł ze sceny. W prawdzie moje gardło ledwo już żyło,a ręce były czerwone i zapuchnięte, ale to zdecydowanie nie był moment na opuszczanie tego wrzącego miejsca. Publiczność bawiła się w najlepsze i ani myślała przestawać zatem wrzask rozległ się niemiłosierny. Kobieta stojąca obok mnie zatykała uszy, bo nie mogła znieść mieszaniny różnorakich krzyków (w tym mojego "Let's get rock!!!") i gwizdów. Ale wreszcie udało się. Zespół wyszedł i zaczął grać "Love bites" (bardzo trafny tytuł...). Nikogo z fanów nie trzeba było motywować do oklasków i śpiewu. Następnie wokalista poprosił o odpowiedź na jedno bardzo ważne pytanie: "Do you wanna get rock?!!!!!". Wrzawa była straszna, a ja już często łapałem się na tym, że zamiast basowego głosu z mojego gardła wychodził pisk. No i stało się to co przedwczesne, ale nieuniknione. Po 1 godz i 45 minutach grania zespół zakończył wspaniały, w pełni profesjonalny występ, który zostanie mi w głowie na bardzo długo.

Podsumowując. Koncert był wspaniały. Najwyższa jakość muzyki i znakomita oprawa świetlna. Niestety nie dopisała publika czego bardzo żałuję, a jeszcze bardziej żałować powinni Ci, którzy mogli tam być, a nie byli. Koncertowi daję 9\10 punktów. Gdyż 10 zarezerwowana jest dla Yes i Pink Floyd :D

Chciałbym jeszcze pozdrowić pana Piotra Kaczkowskiego, który nie mógł być na koncercie, a jak sądze chętnie by go obejżał. Pan Piotr dostarczył mi dawki znakomitej psychodelicznej muzyki podczas drogi powrotnej z Warszawy. Wysłuchałem MiniMaxu do końca. Raz jeszcze pozdrawiam.

Na koniec słów kilka o organizacji, bo jest to kwestia, obok której nie mogę przejść obojętnie. Bilety na koncert były drogie. Dostępne za 90,120,160 i aż 250zł !!! Ja posiadałem wejściówkę siedzącą za 120 zł. Problem w tym, że po całym obiekcie można było się poruszać bez jakichkolwiek ograniczeń przechodząc z jednego sektoru na drugi czy wreszcie na płytę gdzie spędziłem prawie cały koncert. Stąd pojawia się zasadnicze pytanie, dlaczego ceny biletów były tak różne, a nie jednolite. Już ja czuję się oszukany na 30zł (bo bilety na płytę były najtańsze), a co ma powiedzieć któś kto wydał na ten cel 250zł ! Myślę, że coś w tym jest nie w porządku. Poza tym chciałbym jeszcze udzielić nagany Warszawskiej policji, która niezbyt przejęłą się opisywaną tutaj imprezą. Dojazd do Łazienkowskiej od strony od której zwykle wjeżdżałem był niemożliwy, a panowie policjanci nie kwapili się do udzielania wskazówek kierowcom. Ja spędziłem 15 minut w korku, po czym łamiąc przepisy (bo stałbym następne 15) wydostałem się z niego i zacząłem szukać innej drogi, co dla mnie, jak i dla każdego kto przyjechał spoza Warszawy i nie zna jej zbyt dobrze może okazać się nielada problemem.

Def Leppard wystąpili 15 listopada 2003 w Katowicach i 16 listopada w Warszawie. Były to jedyne koncerty 25 letniej grupy w Polsce jak do tej pory. Miejmy nadzieje, że nie ostatnie!

Zespół wystąpił w składzie: Joe Elliott (Vocals), Phil Collen (Guitars, Vocals), Viv Campbell (Guitars,Vocals), Rick Savage (Bass,Vocals) oraz jednoręki (!!) Rick Allen (Drums).

Krzysztof "Qudłaty" Czupryński

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Forum

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.