Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Orange Warsaw Festival - Warszawa - 13.06.2014

28 Czerwca 2014

Warszawski Orange Warsaw Festival szybkimi krokami dobił do czołówki letnich festiwali w Polsce. Tegoroczny line-up zapowiadał się całkiem ciekawie i to nie tylko dla wielbicieli rocka, ale również innych muzycznych gatunków. Święto muzyki, chciałoby się powiedzieć. Niestety z przyczyn, w większości obiektywnie niezależnych od organizatorów, udało się połowicznie. Byłem na dwóch koncertach pierwszego dnia festiwalu.

fot. Katarzyna Chmielewska
fot. Katarzyna Chmielewska

Tegoroczny OWF chyba od początku nie zapowiadał się zbyt fortunnie. Nie jestem przesądny, ale pisząc nieco żartobliwie, zorganizowanie takiego wydarzenia w piątek 13-go wyszło organizatorom bokiem. Po pierwsze: pogoda. Piękną jesień mamy tego lata, można by krzyknąć. W piątkowe popołudnie i wieczór nie było lepiej - wiatr dął, deszcz siąpił, było naprawdę chłodno. Wskutek silnego wiatru przewróciła się konstrukcja tak zwanej "Warsaw Stage", przez co nie odbyły się koncerty m.in. The Pretty Reckless. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale był to wystarczająco zły znak, by mieć obawy o powodzenie festiwalu.

Po drugie: frekwencja. Biadolę nad tym od dawna, ale fakt jest faktem - na koncerty chodzi coraz mniej ludzi. Wiadomo, że koncerty na które przychodzi garstka widzów nie mogą być udane. Jeśli na festiwalu takim jak OWF nie wypełnia się płyta i choćby część trybun, to oznacza, że widzów jest względnie niewielu. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka. Drogie (ba, nawet bardzo drogie) bilety. Bliskość kilku imprez o podobnym profilu na przestrzeni kilku czy kilkunastu dni. Na słabą frekwencję mógł mieć wpływ też prozaiczny fakt, że impreza odbywała się w piątek i to dość wcześnie, zanim ludzie zdążyli wyjść z pracy. Stąd jeszcze na koncercie Pixies tłumów nie zaobserwowałem.

Po trzecie: akustyka Stadionu Narodowego. Na Stadionie świetnie ogląda się mecze piłki nożnej (wiem, byłem). Niestety pogłos, który jest plusem, gdy kibice ryczą z trybun, dopingując ulubioną ekipę, w przypadku występu kapeli rockowej rujnuje wszystko. Stałem w kilku miejscach i niestety wszędzie brzmienie było niesatysfakcjonujące. Smutne, ale prawdziwe - Narodowy nie nadaje się do organizowania imprez muzycznych (zresztą jak większość obiektów sportowych). W Warszawie są dwa inne miejsca gdzie da się zorganizować duże wydarzenia muzyczne - Lotnisko na Bemowie i Hala Torwar. O ile Bemowo ma te same wady co Narodowy (choć mam wrażenie, że jednak brzmienie bywa tam lepsze), to do Torwaru nie miałem nigdy zastrzeżeń. Oczywiście, jest znacznie mniejszy, ale byłby to chyba sensowny kompromis: mniejszy koncert, za to taki, który zapamiętamy ze względu na przeżyte emocje, a nie dziadowskie brzmienie.

Na szczęście, w zgodzie z powiedzeniem, muzyka broni się sama. Koncert Pixies był chyba potencjalnie największym wydarzeniem tego roku w muzyce. Nigdy u nas nie grali, Orange Festival był więc pierwszą okazją dla polskiej publiczności do zobaczenia grupy na żywo (chyba że ktoś widział ich gdzieś za granicą na przełomie lat 80. i 90.). Grupa nie gra dziś w oryginalnym składzie, brakuje bowiem Kim Deal, która w klasycznym zestawieniu dzierżyła bas i jest dziś legendą muzyki. Jej miejsce zajmuje od jakiegoś czasu Paz Lenchantin, znana m.in. z Zwan oraz A Perfect Circle. Charyzma nie ta, ale dała radę. Wiadomo jednak, że szefem tej maszyny jest Frank Black i trzeba mu oddać, iż Pixies zaprezentowali się świetnie. Gdyby nie brzmienie, byłby to koncert z gatunku najlepszych. Zagrali wystarczająco długo, żeby zaprezentować publiczności wszystkie swoje największe hity. Czasu starczyło także na cztery piosenki z ostatniego wydawnictwa grupy "Indie Cindy". Co najważniejsze dla zgromadzonej pod sceną (tam było gęsto, przyznaję) grupy fanów pojawiły się oczywiście także niesamowite "Monkey Goes To Heaven" i znany chyba każdemu "Where Is My Mind?" czyli największe "przeboje" kapeli. Black to dość potężne chłopisko, ale nie tylko jego wygląd budzi respekt. Facet grał na gitarze (zarówno elektrycznej jak i akustyku) z werwą godną nastolatka. To samo można powiedzieć o Joey'u Santiago. Jego zgrzytliwe, noisowe solo, przez swoją nietypowowść (tarł o siebie gryfami dwóch gitar) stało się chyba najbardziej godnym zapamiętania momentem tego wieczoru. David Lovering za bębnami nie tylko pokazał, że ma potrzebne na jego stanowisku w zespole, pokłady energii, napędzając sekcję rytmiczną. Sporo także śpiewał. Wszystko więc było na swoim miejscu, można zaryzykować stwierdzenie, że idealnie, gdyby nie to przeklęte brzmienie. Po zagraniu "Where Is My Mind?" Pixies grzecznie się ukłonili i bez ociągania zeszli ze sceny - obrazek typowy dla festiwali - nie było mowy o bisach.

Na powrót do nas Queens of the Stone Age bardzo czekałem. Nie mogłem być na ich poprzednim koncercie w Polsce na Open'erze. A to przecież jedna z moich ulubionych kapel. Ekipa Josha Homme'a wyszła na scenę z zegarmistrzowską wręcz precyzją - zero opóźnienia. Od pierwszych dźwięków "You Think I Ain't Worth a Dollar, but I Feel Like a Millionaire" wiedzialem, że będzie to naprawdę dobrze spędzona godzina. Oczywiście byłoby lepiej, gdyby nie...

Niemniej, gdy kolejne utwory przelatywały nad naszymi głowami i wpadały do uszu, czułem coraz większą radość, że tu jestem. Nawet mimo wad brzmieniowych. QOTSA dali z siebie wszystko (tak sądzę), nie 100 ale 200 procent. Sporą część setu stanowiły utwory z ostatniego, bardzo dobrze przyjętego przez opinię publiczną krążka "...Like Clockwork". Poleciały z niego "My God Is The Sun", "Smooth Sailling", "If I Had A Tail", "Vampyre Of Time And Memories" i mój ulubiony "I Sat By The Ocean". Panowie muzycy skoncentrowani, poważni, lider również z posępną miną i niezbyt skory do rozmowy z publicznością. Trochę szkoda, że zabrakło większej interakcji, ale z drugiej strony należy to zrozumieć - czas występów był precyzyjnie wyliczony. Zastanawiałem się jak Josh poradzi sobie z falsetem w niektórych nowych kawałkach. Okazało się, że wypadł świetnie, wokalnie jest mistrzem. Największą radość miałem podczas "Go With A Flow", który uwielbiam, ale publiczność bawiła się najlepiej podczas wykonywania chilloutowego "Make It Wit Chu". Wszyscy zgodnie bujali się w rytm muzyki. Wypada zauważyć, że na tym koncercie było jednak nieco więcej ludzi, niż na Pixies. QOTSA ma pokaźną bazę fanów w naszym kraju i to było widać. Myślę, że większość z obecnych bawiła się świetnie, ja na pewno.

Postaram się zebrać plusy i minusy. Możliwość zobaczenia dwóch świetnych kapel - plus. Fatalna pogoda - minusik (ale to kwestia losowa, wiem). Jakość obydwu koncertów, w sensie wykonania - duży plus. Atmosfera - leciutki minus (jednak zbyt mało ludzi!). Brzmienie - ogromny minus. Wychodzi na to, że więcej było minusów niż plusów. Ale... dwa minusy dają plus i takie tam. Mówiąc poważnie, zawsze mogło być lepiej, lecz jakość muzyki zaprezentowanej przez Pixies i Queens of the Stone Age zniwelowała wszelkie wady. Warto było.

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Koncerty

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.