Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Kate Bush - Londyn - 5.09.2014

28 Października 2014

5. września spełniło się jedno z moich muzycznych marzeń. Miałem okazję obejrzeć koncert Kate Bush na żywo. I był to koncert mojego życia, niezaprzeczalnie. Trzeba tutaj zwrócić uwagę na całą aurę wydarzenia, która odegrała niebagatelną rolę w odbiorze tego wzniosłego eventu. Otóż Kate Bush, artystka, która według wielu (w tym i mnie) genialnie nonszalancko, a zarazem komplementarnie i trzeźwo podchodziła zawsze do otaczającej jej show-businessowej rzeczywistości, zdecydowała się na krok totalnie nieprzewidywalny... Postanowiła zorganizować serię koncertów w Apollo Hammersmith Odeon w Londynie i była to pierwsza od czasu jej jedynej trasy koncertowej w 1978 seria koncertów. Ever. Czyli coś jakby Jimi Hendrix razem z Milesem Davisem powstali równocześnie z grobu i przypomnieli sobie, że 40 lat temu mieli nagrać razem płytę, po czym to zrobili. Wydarzenie mniej więcej na tę skalę. Kate Bush wróciła w blask reflektorów po 35 latach od swojej ostatniej trasy. Jeśli ktoś tego nie rozumie i uważa za skok na kasę... No cóż, niech nie czyta dalej. Bo będzie pean!


Dlaczego? Po pierwsze, ze względu na to, że to Kate Bush... Po drugie, za dobór repertuaru. Po trzecie, za wykonanie. Czysta magia. Apollo Theatre to jedna z najbardziej rozpoznawalnych sal w Londynie. I to właśnie w tym miejscu Kate Bush 35 lat temu rozpoczynała swoją trasę. Mamy więc też wymiar symboliczny całego ciągu wydarzeń. Apollo jest salą niewielką (coś jakby Sala Kongresowa), ale bardzo klimatyczną dzięki wiktoriańskim, teatralnym zdobieniom i usytuowaniu całego amfiteatru. Przez to też Kate mogła mieć przez cały czas trwania show kontakt z każdym dosłownie widzem. Dlaczego jeszcze Apollo i tylko Apollo? Bo jeżdżenie po całym świecie z taką ilością kruchych w zasadzie rekwizytów byłoby bardzo ciężkim i drogim przedsięwzięciem. Nie mówiąc już o specyficznym klimacie, który w Apollo dało się wytworzyć (brytyjskiej wytwornej magii spod znaku C.S.Lewisa?).

Dochodzimy więc do momentu, kiedy nabuzowany tymi wszystkimi powyższymi ciekawostkami (na stoisku merchandise, a jakże, można było kupić m.in. śliczną książeczkę prezentująca historię tej jednomiejscowej trasy od początku do końca) usiadłem wreszcie na swoim rzeźbionym krześle i czekałem na show. A w zasadzie na Kate. Zanim jednak pojawiła się idolka wszystkich zgromadzonych, promieniejąc uśmiechem i czarem, mogliśmy zobaczyć zespół składający się z rockowej sekcji (z przeszkadzajkami; na nich Mino Cinelu). Bez zbędnych fajerwerków. Grupa przyjaciół, a w zasadzie grupa tak bliska, jak rodzina, towarzyszyła Kate na scenie. Gwiazda, mimo swoich 54 lat, wkroczyła w blask reflektorów jak malutka, niewinna dziewczynka i sprawiała wrażenie takiej przez cały czas trwania show. W swoich ciemnych, zwiewnych kreacjach i całkowicie na bosaka... Trochę jak magiczna istota, epatująca niewytłumaczalnym urokiem i obdarowująca nieświadomie wszystkich wewnętrznym spokojem i radością. Coś niesamowitego.

W zasadzie to, jaki repertuar Kate wybrała, nie było aż tak ważne jak sama jej obecność. Set można podsumować dość łatwo: połączenie "Hounds of Love" (z ekspozycją "The Ninth Wave") i "Aerial" ("A Sky of Honey"). Artystka, co znamienne, skupiła się na zaprezentowaniu dwóch niezależnych historii, oddzielonych przerwą, które w formie concept albumów nagrała pierwotnie. Jako pierwsza została nam przedstawiona wizja "The Ninth Wave". Ileż by tu można pisać... Postaram się jak najlapidarniej umiem. Aranżacje zostały przeprowadzone albumowo, dość oszczędnie, ale wiernie, energetycznie i z bezpiecznym patosem, a zagrane w pełni profesjonalnie i dynamicznie. Doskonali w sekcji rytmicznej John Giblin na basie, wspomniany Mino Cinelu i Omar Hakim, sesyjny gigant perkusji, stworzyli podwalinę, na której pozostali muzycy mogli swobodnie budować swoje zwarte struktury. Wszystko poukładane, subtelnie wycyzelowane i z miejscem dla Kate Bush na szczycie, która swoim majestatycznie dziewczęcym głosem (w doskonałej formie!) uskrzydlała warstwę muzyczną.

Drugim w kolejności elementem przykuwającym uwagę po muzyce była teatralność całego przedsięwzięcia. Nigdy w życiu nie byłem na koncercie, który byłby tak bardzo rozbudowany pod kątem rekwizytów, charakteryzacji, masek, scen mówionych, przerywników etc. W zasadzie było to przedstawienie muzyczne. Teatralność jawiła się na każdym kroku: począwszy od samej sceny Apollo Odeon, przez maski Fish People, aż po dryfujący na wodzie pokój czy sekwencje z Kate w kole ratunkowym... Mistrzowskie połączenie formy z treścią, zarazem kabaretowo groteskowe w sensie wizualnym, przejmująco prawdziwe i oddziaływujące niezmąconą symboliką w treści i po prostu perfekcyjnie odegrane, zrealizowane i wykonane przedsięwzięcie. Absolutne novum jeśli chodzi o kunszt sztuki koncertowej. Zdecydowanym faworytem całości przedstawienia był dla mnie ukochany "Waking The Witch" z "The Ninth Wave", z aktorską wizją tonącej Kate wyciąganej na brzeg, lodowymi rekwizytami i demonicznymi Fish People... Ciarki na plecach miałem przez 80% koncertu, ale w tym miejscu ledwo wysiedziałem na krześle. Nie można nie wspomnieć także o grze świateł (morska kolorystyka pierwszej części przedstawienia i miodowa, ciepła, pastelowa, co logiczne, drugiej) i selektywnym i zarazem dosadnym brzmieniu całości. Kate przez cały koncert powiedziała jedynie parę słów, ale ewidentne było, że te słowa dużo dla niej znaczą. Dzięki temu czuję, że uczestniczyłem w faktycznym misterium i wyszedłem z tego koncertu jakbym wrócił z innego wymiaru/krainy czarów.

Sam tekst nie jest w stanie oddać, jak bardzo znamienny i niesamowity był ten koncert. To jak objawienie, jak przeżycie śmierci klinicznej połączonej z nirwaną i zaspokojenie wszystkich pragnień estetycznych na raz. Czysta magia. 22. pażdziernika Kate Bush napisała oficjalne podziękowanie za praktycznie nieprzerwany miesiąc koncertów. Można je znaleźć w sieci, jeśli chce się poznać jej motywy i przekaz. A, uważam, warto. W sieci można też znaleźć urywki z poszczególnych wieczorów koncertowych. Być może nawet za jakiś czas będziemy mogli cieszyć się z oficjalnego wydawnictwa dokumentującego to wydarzenie, choć jest to informacja niepotwierdzona. Ale to wszystko półśrodki... ja przeżyłem najlepszy koncert na świecie. Życzę takiego każdemu.

mateusz.biegaj

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017	 (relacja)Anderson, Rabin and Wakeman - Dolina Charlotty - 13.07.2017

Trzeba przyznać, że dobór headlinerów pierwszej części 11. Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty był intrygujący. Gwiazdami obu wieczorów były występy formacje składające się z byłych członków kultowych, wciąż... czytaj całą relację...

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.