Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Alter Bridge - Katowice - 16.11.2016

20 Listopada 2016

Dotychczas Amerykanie z Alter Bridge dwukrotnie wizytowali festiwalowe sceny w Polsce - w 2011 roku zawitali na Ursynalia, a trzy lata później poprzedzali występ Aerosmith w ramach Impact Festivalu. Tym razem grupa dowodzona przez Mylesa Kennedy'ego i Marka Tremontiego przybyła do Katowic jako niekwestionowana, główna gwiazda, by podzielić się z polskimi fanami nowymi kawałkami z albumu "The Last Hero". Rumieńców i tak zacnie zapowiadającemu się wydarzeniu dodawała obecność gości specjalnych - nieszablonowych wirtuozów z Living Colour. Zostały spełnione wszystkie warunki, aby Spodek ponownie odleciał w rockowej ekstazie.

fot. Dariusz Ptaszyński
fot. Dariusz Ptaszyński

Nim na scenę wkroczyły uznane marki, swoje pięć minut miała nowozelandzka formacja Like A Storm. Panowie zaprezentowali treściwy set oparty na swoim drugim wydawnictwie "Awaken the Fire". Ich występ wypełniał nowoczesny, przebojowy rock dość swobodnie balansujący między różnymi pochodnymi gitarowego grania. Tym, co wyróżniało sceniczne popisy gości z odległej krainy spośród setek podobnych kapel, było dołączenie do rockowego instrumentarium didgeridoo - kilkumetrowej, aborygeńskiej tuby. Czy jej buczenie komponowało się z hardymi riffami i nowoczesnym brzmieniem? Niekoniecznie, ale wobec średniej selektywności nagłośnienia i stępionej ostrości gitar, dziwaczna, drewniana rura pozwoliła na dłużej zapamiętać ten koncert.

Wobec lichego dźwięku przy okazji otwierającego wieczór występu narastały wątpliwości, jak dźwiękowcy ustosunkują się do Living Colour. Mimo że logo tej niezwykłej formacji nie zdążyło nawet zagościć na plakatach promujących opisywane wydarzenie, nie wypadało potraktować jej jako zwykłego supportu. Rok narodzin '84, nowatorskie łączenie pozornie odległych stylów, afroamerykański luz, nienaganna technika... Dotąd z sentymentem powracam wspomnieniami do krakowskiego koncertu Amerykanów w 2010 roku pełnego energii, polotu, perfekcji i prostodusznych uśmiechów muzyków. Nie, obecność Living Colour w Spodku nie mogła zostać sprowadzona do supportowej szarości i bylejakości.

Nie zawiodłem się. Show afroamerykańskich artystów było przednie. Pokazali wszytko to, czym kupili mnie podczas naszego pierwszego spotkania na żywo. Fuzja hardrockowych i wręcz heavy metalowych brzmień z całą paletą dźwięków, którymi tętni Ameryka - od jazzu, funku po rap - emanowała wyjątkową, pozytywną energią. Obok siebie współistniały przykłady perfekcyjnego rzeźbienia na gitarze w wykonaniu Vernona Reida i beztroska zabawa muzyczną formą za pomocą niestarzejącego się "Should I Stay or Should I Go" The Clash, w czasie której muzycy rozpędzali się do hardcore'owych prędkości, by po chwili zwolnić do temp iście doomowych. Z jednej strony nienaganne, dystyngowane stylizacje czwórki dżentelmenów, z drugiej kocie ruchy, kręcenie bioderkami i skrywane pod eleganckim kapeluszem zielone, najeżone włosy wokalisty Coreya Glovera, który śpiewał z takim luzem jak... Myles Kennedy, choć obydwaj dysponują głosami o całkowicie odmiennych barwach. Wybornie wybrzmiały numery z autorskiego repertuaru Living Colour, w tym kapitalne "Leave It Alone", nieprzyzwoicie bujający "Glamour Boys", zadziorny "Cult of Personality", jak i covery - wspomniany, brytyjski evergreen czy "Who Shot Ya?" rapera tytułującego się The Notorious B.I.G. Ten ostatni kawałek będący idealnym mixem rapu i metalowych riffów miał również bardzo wyraźne, pokojowe przesłanie i zahaczał o problem wszechobecności broni palnej w amerykańskim społeczeństwie.

Nieco wcześniej dostało się także świeżo wybranemu prezydentowi USA, Donaldowi Trumpowi, ale akurat polityczne sympatie muzyków zza Oceanu to temat niezbyt skrycie przez nich samych kamuflowany. Wracając do sedna, Living Colour zagrali i po profesorsku, i na niebywałym luzie, chyba niemożliwym do osiągnięcia dla białego człowieka. Ten smakowity miks stylów, potężny ładunek pozytywnych emocji, klasa i otwartość muzyków - coś świetnego. Co ważne, na wysokości zadania stanęła ekipa techniczna, która zapewniła klarowny, czysty dźwięk, dzięki któremu można było w pełni cieszyć się tą fantastyczną sztuką.

Już początek koncertu Alter Bridge zwiastował kłopoty. Amerykanie byli zmuszeni do dwukrotnego startowania z intrem, a gdy machina wreszcie ruszyła i wydawało się, że nic nie zakłóci finałowego widowiska, piętrzyły się kolejne trudności z nagłośnieniem. Nie chcąc jednak smęcić dłużej, powiem tylko, że po kilku piosenkach zirytowany różnymi defektami Myles Kennedy zarządził przerwę techniczną, aby akustycy doprowadzili do ładu szwankujący sprzęt. Pomogło.

Był to koncert z serii tych, które dają nadzieję, że gdy najwięksi i najstarsi zejdą ze sceny, rock'n'roll będzie nadal trwał i gromadził w wielkich arenach tłumy fanów. Konkretny, soczysty, prawie dwugodzinny występ pokazał siłę Alter Bridge - są świetni w melodyjnych, przebojowych, radiowych piosenkach, jak i potężnych, miażdżących ciosach na granicy metalu, a klasyczne, nastrojowe ballady to ich specjalność. Uniwersalni, utalentowani i do tego skromni. Przechodząc do konkretów, amerykański zespół zaprezentował przekrojowy set, każdy studyjny album miał solidną reprezentację, choć najwięcej numerów do koncertowego menu dostarczyły dwa krążki - "Blackbird" i najnowszy "The Last Hero". Na żywo potwierdził się potencjał nowych kompozycji - "Crows on a Wire", "Poison in Your Veins", "My Champion" czy "Show Me a Leader" to kawał rasowego, gitarowego grania na miarę drugiego dziesięciolecia XXI wieku. Tak współcześnie powinno się grać rocka.

Największy pisk podnosił się, gdy Kennedy i Tremonti zwalniali i nieco wyciszali akcję. Lirycznych momentów nie brakowało - poruszające "Broken Wings" i "Open Your Eyes", a zwłaszcza oszczędne w formie, delikatne, solowe wcielenie Mylesa Kennedy'ego, kiedy to frontman grupy tylko przy akompaniamencie akustycznej gitary przypomniał "Wonderful Life" i "Watch Over You". Na pewno były to najsubtelniejsze i najintymniejsze chwile koncertu. Szkoda tylko, że zamiast morza elektronicznego badziewia nie rozbłysły żywe płomienie zapalniczek, ale ewolucja koncertowych obyczajów w tym względzie już nieodwracalnie zagalopowała się w nieciekawym kierunku. Dla mnie najmocniejszym punktem koncertu okazała się końcówka podstawowego setu - mroczny kawałek "Blackbird" wybrzmiał niebywale dosadnie, ciężko, złowieszczo, niemal zdmuchiwał z powierzchni płyty, a jego świetną kontynuacją był równie konkretny, gęsty "Metalingus". Działo się także zaraz potem. Na początku bisów zza kulis wyleciały setki dmuchanych, białych i czerwonych piłek z logo zespołu, które radośnie podskakiwały nad głowami zgromadzonej gawiedzi. Nie dziwota, że Kennedy nie raz dziękował za gorące przyjęcie, bo atmosfera przez cały dystans sztuki rzeczywiście była niezwykłe pozytywna i pełna życzliwości. Przede wszystkim sam Myles ma w sobie coś kojącego, słonecznego, co idealnie współgra z jego charakterystycznym, ujmującym, ciepłym śpiewem. Sprawia wrażenie skromnego i grzecznego młodziana, mimo że niechybnie zbliża się do pięćdziesiątki. Gdy irytował się na szwankujące odsłuchy, gdy dziękował za cierpliwość i wspólną zabawę, gdy obiecywał zachować w pamięci katowicki koncert, wydawał się szczery i naturalny jak mało który gwiazdor rocka.

Takie wieczory nie zdarzają się często na koncertowym szlaku. Dawka rock'n'rolla i dżuli wydzielona podczas występów Living Colour i Alter Bridge naładowała tysiące ludzkich akumulatorów nadwyrężonych listopadową słotą. Zarówno dla tych na estradzie, jak i dla tych pod nią były to chwile niezwykłe, które na długo pozostaną w pamięci.

Arkadiusz Dziuk

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017 (relacja)15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym,... czytaj całą relację...

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

SBB - Katowice - 4.12.2016 (relacja)SBB - Katowice - 4.12.2016

Dla mieszkańców Górnego Śląska czwarty dzień grudnia jest jedną z najważniejszych dat w kalendarzu. Tego dnia obchodzone jest w Kościele katolickim wspomnienie świętej Barbary - patronki górników. Jak wiadomo,... czytaj całą relację...

Koncerty

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.