Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


15. Gitarowy Rekord Guinnessa - Wrocław - 1.05.2017

3 Maja 2017

Chociaż w tym roku nie udało się pobić rekordu Guinnessa, to wynik 6299 gitar uniesionych w geście pozdrowienia dla Mistrza tego instrumentu i największego innowatora sześciu strun, jest i tak wynikiem imponującym, świadczącym najpełniej o tym, że idea nie zamiera. Jestem zresztą pewien, że wyśrubowany rekord z zeszłej edycji (7356 gitar) kiedyś jeszcze zostanie pobity. Nie o wyczyny tu jednak chodzi - przynajmniej moim zdaniem - a o świadectwo tego, że dobra rockowa muzyka napędza pozytywnie ludzi od dziesięcioleci i łączy ich ponad podziałami. Dzięki za to Leszkowi Cichońskiemu i całej jego ekipie. Pogoda w tym roku dopisywała, a kto zawitał na wrocławski rynek, mógł zobaczyć na scenie takich tuzów sześciu stron jak Grzegorz Skawiński, Jan Borysewicz, Leburn Maddox i Dudley Taft (ten ostatni to teksański bluesman, którego kameralny koncert w Bochni miałem nie tak dawno okazję relacjonować na łamach RockMagazynu właśnie). Zanim jednak wykonane przez tysiące gitarzystów "Hey Joe" rozbrzmiało, mogliśmy wysłuchać też takich szlagierów Hendrixa jak "Foxey Lady", "Red House" czy "Little Wing".


Zestaw kapel, które wystąpiły w ramach "Thanks Jimi Festival" w Hali Stulecia i na scenie plenerowej obok, można nazwać "czadowym", z wyjątkiem głównej gwiazdy w postaci Irlandczyków z The Cranberries. Publikę skutecznie rozgrzali Acid Drinkers, którzy tym razem zagrali w hołdzie dla Lemmy'ego Kilmistera. Zestaw konkretnych ciosów w postaci przeróbek najbardziej znanych kawałków Motorhead (od "Iron Fist" po majestatyczny "Orgasmatron") zadziałał lepiej niż spora dawka kofeiny. Nic dziwnego, że zespół wyszedł na bis - nie mogło zabraknąć oczywiście "Ace Of Spades"; z kolei "Pizza Driver" w aranżacji "na Motorhead" mnie do końca nie przekonała - wolę zdecydowanie wersję oryginalną. Titus dał się oczywiście poznać jako perfekcyjny rockandrollowy wodzirej i Lemmy musiał się uśmiechnąć gdzieś tam w zaświatach, wznosząc szklaneczkę whisky za zdrowie Kwasożłopów.

Enter Shikari łączą w swojej muzyce wszystko to, za co niektórzy scenę post hardcorową cenią, a inni nienawidzą - kombinacja zgrzytliwości, ciężaru, eksperymentu, melodii, która jednym wydaje się ożywcza, drugim przekombinowana i nieszczera. Wraz z kawałkiem "Enter Shikari" (z pierwszej płyty) pojawił się zdecydowany ruch młodej gawiedzi w kierunku sceny - znak, że wielu właśnie na tę kapelę czekało. W nienagannie dobranych koszulach i spodniach (diabeł ubiera się u Prady, ale Enter Shikari najwyraźniej też), z instrumentarium tyleż rockowym, co elektronicznym, na żywo Anglicy wypadają intrygująco. Nawet ci, którzy - jak ja - znali ich twórczość "piąte przez dziesiąte" musieli z zaciekawieniem spojrzeć na scenę. Z pewnością nie brak im energii, muzycy (zwłaszcza wokalista Rou) szaleją jak trzeba. Gitarzysta Rory pokazał z kolei, że klasyczne "wiosło" może być używane na różne sposoby. Mocno, ze sporą dawką chaosu i krótkim, akustycznym ukojeniem ("Adieu") - ogólnie na plus, choć nie dla wszystkich.

Imponujące audytorium (wypełniona po brzegi trybuna i 2/3 płyty robiło wrażenie) przyciągnęli Włosi z Lacuna Coil. Kombinacja mocnych, metalowych riffów, z industrialnym posmakiem i gotyckim nastrojem, na żywo zyskuje - utwory kapeli nabierają mocy, a zbyt łzawe momenty opadają niczym kwiecie wiśni na wiosnę. Zagrali energetyczny zestaw z różnych płyt. Wspomożony grą świateł, kostiumami i makijażami występ wypadł przekonująco - nie jest to może cyrkowy show na miarę Slipknot (budżet oczywiście nie ten), ale to już pewien muzyczny spektakl, który nie musi zaciekawić wyłącznie fanów. Na szczęście zespół nie odgrzewa starych kotletów - nowe kawałki z płyty "Delirium" wypadły bardzo dobrze. Znakomitym zwieńczeniem koncertu był chociażby "The Hause of Shame", poprzedzony muzycznym żartem: Cristina Scabbia zapowiedziała kawałek "Zombie" i rzeczywiście rozbrzmiał riff największego hitu The Cranberries. Dopiero po chwili zespół zagrał swoje "Zombies".

Aura na zewnątrz nie sprzyjała koncertowi The Cranberries - zrobiło się dość chłodno. Zespół odział się stosownie, ale widać też było, że Dolores O'Riordan nie czuje się komfortowo, często chowała dłonie w rękawy swetra i zdawała się dość wycofana, nawet jak na nią. Zespół niestety też nie zabrzmiał perfekcyjnie - co zrzucić należy na nagłośnienie, nie na umiejętności muzyków. Mocne riffy obronią się w każdych warunkach, ale melodyjne, często akustyczne granie, wymaga większej subtelności. Niemniej fani otrzymali zestaw, który zamazał wszelkie niedogodności, a sądząc po reakcji publiczności koncert należało zaliczyć do tych udanych. Zespół rozpoczął od "Analyse", potem był "Animal Instinct", a w przeglądzie hitowych singli znalazły się jeszcze m.in. "Just My Imagination", czy zagrany na bis "Promises". Zadowoleni musieli być zarówno ci, którzy cenią liryczne wydanie ich muzyki ("Ode To My Family", "When You're Gone"), jak i mocniejsze, zdecydowanie bardziej rockowe oblicze ("Salvation" i zagrany oczywiście na koniec głównego setu "Zombie"). Setlista rzeczywiście skrojona na miarę najbardziej wymagających fanów i mimo wszystko troszkę szkoda, że koncert nie odbył się pod dachem, gdzie odbiór i akustyka byłyby lepsze.

Gdy niektórzy pozostali, by podziwiać pokaz świateł przy fontannie, ja udałem się szybko do hali, by przygotować się na występ moich idoli z dzieciństwa, czyli Dog Eat Dog. Nie ukrywam, że czekałem przede wszystkim na kawałki z okresu, gdy rzeczywiście byli wielcy, czyli z połowy lat 90. Dostałem to, przy czym szalałem przed laty z pomocą zdezelowanego magnetofonu, by wymienić: "Who's The King", "Isms", "Rocky" i "No Fronts". Zespół świetnie się bawił, publiczność też. John Connor sporo gaworzył (być może nawet zbyt wiele), zapewniając, że jesteśmy dla Dog Eat Dog krajem wyjątkowym, przedstawiając też młodego tatuażystę z Krakowa, który zaprojektował nowe logo zespołu. Ogólnie atmosfera na scenie i pod nią luźna i niezobowiązująca. Energetyczna i eklektyczna mieszanka punku, metalu, hip-hopu, funku, a nawet reggae - z nieodłącznym dodatkiem dźwięków saksofonu - sprawdza się na żywo po prostu doskonale.

Czy czegoś brakowało w tym roku? Być może prawdziwych rockowych "dinozaurów", pamiętających lata 60. i 70. Poprzednie edycje udowodniły, że siwowłosi i wyłysiali rockmani wciąż trzymają się dobrze i potrafią dać niezły pokaz gitarowego kunsztu. Ale i tak było zacnie. Przy okazji ponownie odwiedziłem urokliwy Ostrów Tumski, zjadłem najlepszy bigos w życiu z Food Tracka i poskakałem przy "Who's The King" Dog Eat Dog, przypominając sobie, jak to bywało w czasach "gimbazy". Więcej do szczęścia nie trzeba.

Paweł Lach

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane relacje

Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017 (relacja)Krzysztof Zalewski - Warszawa - 23.02.2017

W czwartkowy wieczór 23 lutego w Stodole obejrzałem, być może nową gwiazdę, polskiej muzyki. Zapraszam na relację z koncertu Krzysztofa Zalewskiego. czytaj całą relację...

SBB - Katowice - 4.12.2016 (relacja)SBB - Katowice - 4.12.2016

Dla mieszkańców Górnego Śląska czwarty dzień grudnia jest jedną z najważniejszych dat w kalendarzu. Tego dnia obchodzone jest w Kościele katolickim wspomnienie świętej Barbary - patronki górników. Jak wiadomo,... czytaj całą relację...

Doro - Katowice - 1.12.2016 (relacja)Doro - Katowice - 1.12.2016

Postać Doro jako niezłomnej królowej heavy metalu obrosła już w legendy i anegdoty. Panna Pesch miała zrezygnować z drogi żony i matki, odrzucać intratne oferty Playboya, wszystko po to, by bez reszty poświęcić... czytaj całą relację...

Ogłoszenia

Top 5 - relacje

Najczęściej komentowane | czytane

AC/DC - Warszawa - 27.05.2010 (relacja)AC/DC - Warszawa - 27.05.2010

Od ostatniego koncertu australijskiej formacji AC/DC w Polsce minęło 19 lat. I choć od tamtego czasu członkom zespołu przybyło siwych włosów na głowie, występem 27 maja na warszawskim Bemowie potwierdzili, że wciąż... czytaj całą relację...

Europe - Warszawa - 19.06.2010 (relacja)Europe - Warszawa - 19.06.2010

W sobotę 19 czerwca w Warszawie, jako gwiazda imprezy Wianki nad Wisłą, wystąpił zespół Europe. Wreszcie w Polsce, należałoby dodać. Przypomnę, pierwszy koncert w naszym kraju Szwedzi zagrali ponad 18 lat temu... czytaj całą relację...

Roger Waters - Roger Waters - "The Wall" - Łódź - 19.04.2011

Koncept płyty "The Wall" w 1979 roku wyprzedził o jakieś ćwierć wieku technikę, która pozwalałaby go przedstawić w trasie koncertowej. Po premierze albumu, co prawda, wystawiono go w formie przygotowanego z dużym... czytaj całą relację...

Europe - Presov - 2.02.2010  (relacja)Europe - Presov - 2.02.2010

O tym, że "Last Look At Eden" to już trzecia płyta Europe wydana po reaktywacji zespołu w 2003r. (a w całym ich dorobku ósma) nie muszę chyba wspominać. Zainteresowani doskonale to wiedzą, tych mniej wtajemniczonych... czytaj całą relację...

Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010 (relacja)Helloween/Stratovarius - Warszawa - 17.12.2010

17 grudnia 2010 w Warszawie mieliśmy okazję zobaczyć żywą legendę heavy metalu - zespół Helloween. Koncert promował ostatni ich album "7 Sinners". Trasa "7 Sinners World Tour 2010/11" objęła ponad 50 koncertów... czytaj całą relację...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.