Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

27 Marca 2010

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących ich fanów, a z drugiej prześmiewcy kpiący z ich muzyki, wytykający im błędy. Jakby nie można było tak gdzieś pośrodku, bez nadmiernego egzaltowania w którąkolwiek stronę.

fot. Anna Grzesiuk
fot. Anna Grzesiuk

Wydawać by się mogło, że takie podstawne bądź bezpodstawne wyrokowanie najdotkliwiej uderza w sam zespół. Nic bardziej błędnego. Bo zespołowi szkoda chyba czasu i energii, by zapanować nad czymś, na co w zasadzie nie mają oni wpływu. Bo zarówno do własnej twórczości, jak i popularności podchodzą zbyt racjonalnie i ze zdrowym dystansem. I skupiają się na tym, co dla nich najważniejsze, czyli na muzyce. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie podczas rozmowy z liderem zespołu, Kubą Kawalcem przed koncertem, który odbył się 20 marca w łódzkim klubie Dekompresja.

Małgorzata Sęczak: To sam środek waszej kolejnej trasy koncertowej. Czy oprócz tego, że promuje ona inny album i ma inną setlistę, różni się ona czymś od poprzednich?

Kuba Kawalec: Myślę, że tak mniej więcej od 2-3 lat ustabilizował nam się poziom koncertów i publiczność też jest mniej więcej podobna, niezależnie od miejsca, w którym gramy. Co jakiś czas wydajemy nową płytę i ten nowy materiał gramy na koncertach, ale poza tym, te nasze koncerty są chyba podobne. Z reguły mamy takie miejsca na trasie, których jesteśmy pewni, w których niewiele może nas naskoczyć, chociażby dźwiękowo. Takim miejscem jest na przykład Łódź. Ale są i miejsca, w których mamy zagrać po raz pierwszy - tam jedziemy trochę mniej pewni siebie, obawiając się nieco tego, co tam się może wydarzyć.

MS: Na wasze koncerty przychodzą przede wszystkim bardzo młodzi ludzie. Tak szczerze, nie jest ci czasem trochę żal, że nie jest to publiczność trochę bardziej dojrzała?

KK: Myśmy się wiele razy zastanawiali, dlaczego tak się dzieje, że dużą część naszej publiczności stanowią rzeczywiście osoby bardzo młode. Może i do pewnego stopnia można czuć żal, że ta młodsza wypiera tę starszą, albo że w ogóle nie docieramy do starszej. Ale samo myślenie na ten temat i tak niewiele daje odpowiedzi, jest to po prostu od nas niezależne. Wiesz, są różne mody, które rozchodzą się w danym towarzystwie: licealnym bądź studenckim, muzyka sama w sobie jest podatna na mody w dużych zbiorowiskach. Jeżeli coś staje się modne w jednych, to jednocześnie w innych kręgach staje się niemodne, a przyrost fanów jest równy przyrostowi antyfanów. Trudno jest więc dociec, dlaczego słuchają nas właśnie ci, a nie inni. Ja sam przestałem się nad tym zastanawiać, przestałem szukać odpowiedzi. Znam mnóstwo wartościowych ludzi, którzy nas słuchają i cenią naszą muzykę. I to jest dla mnie ważne. A 99 % ludzi przychodzących na nasze koncerty nie znam, więc niezręcznie byłoby mi nawet oceniać, czy są oni dojrzali, czy nie.

MS: Macie w dorobku cztery płyty studyjne - pod adresem każdej padały solidne zarzuty ze strony krytyków: że zbyt oczywiste podobieństwo do innych zespołów, że kiepskie umiejętności muzyczne i wokalne, że teksty na poziomie zdołowanego licealisty. Powiedz, co z tego, co usłyszałeś bądź przeczytałeś na temat zespołu dotknęło cię najbardziej? Co było najbardziej niesprawiedliwe lub absurdalne?

KK: Wiesz co, takie porównywanie nas do jakiegoś zespołu stało się już chyba normą, przy czym za każdym razem jest to inny zespół. Na początku brzmieliśmy ponoć jak Pidżama Porno, później jak T Love czy Kult, a ostatnio jest to Franz Ferdinand. Jeśli ma to służyć przybliżeniu komuś naszej twórczości, to jest to OK. Natomiast jeśli jest to zarzut, to w naturalny sposób jest on dotkliwy. My nie przeżywamy aż tak bardzo tego, co się o nas pisze i mówi, ale bądź co bądź takie zarzuty są absurdalne. Nie wypieramy się oczywiście tego, że muzyka zawsze miała i ma na nas ogromny wpływ, ale nie jest to wpływ odtwórczy, jest to bardziej taki popęd do działania, do śpiewania, do grania. Ale staramy się, by to, co gramy było przede wszystkim nasze. Tego, że mamy małe umiejętności też nigdy się nie wypieraliśmy. Na początku ludzie się z tego tak trochę śmiali, ale teraz zaczynają wykorzystywać to przeciwko nam. Ja myślę, że nie to jest najistotniejsze, jakie ma się umiejętności, ale to, czy to, co się robi jest prawdziwe i własne. A jeśli znajduje to jakichkolwiek odbiorców, to jest to dodatkowa satysfakcja. I tyle. A krytycy się zawsze znajdą. Mało, krytycy i media w ogóle mają jakieś takie rozdwojenie w stosunku do naszego zespołu: jedni nas chwalą, inni nas nie chwalą. Strasznie schizofreniczne byłoby siedzieć i zastanawiać się, jak to rozgryźć. Wiesz, przyjeżdżamy na przykład do Łodzi i na nasz koncert przychodzi 1500 osób, to co my będziemy sobie głowę zawracać tym, że któremuś tam dziennikarzowi nie podoba się nasza muzyka.

MS: A nastąpiła jakaś zmiana w waszych relacjach z mediami? Bo i one nigdy nie były specjalnie wam przychylne.

KK: Już od dłuższego czasu mam takie stanowisko, że w naszej telewizji w ogóle nie pokazuje się polskiej muzyki, nazwijmy ją, gitarowej. Ja na przykład nigdy nie widziałem ani teledysków, ani wywiadów z zespołami takimi jak Pidżama Porno, Strachy na Lachy, Muchy. I nie mówię tu tylko o telewizji publicznej, ale o niezależnych stacjach komercyjnych również. Natomiast z tego, że nie puszczają nas radiowe stacje komercyjne takie jak Zetka, to ja się nawet cieszę, bo mam mniej do tłumaczenia. Nie wiem, być może nie spełniamy jakichś tam norm, ja nie mam pięknego głosu. Co prawda można usłyszeć nas teraz w Esce Rock, ale to dlatego, że ta stacja jest naszym partnerem medialnym. I dobrze, bo jak sama nazwa wskazuje, jest to stacja rockowa, a my się za zespół rockowy uważamy. Jednak żaden z nas nie ma ciśnienia ani na radio, ani na telewizję. Wychodzimy z założenia, że wartość koncertowa jest najczystszą ze wszystkich, jest najlepszym wymiernikiem. Może jest to trochę próżniacze, ale bardziej zadawala mnie to, że na każdy koncert przychodzi co najmniej 300-400 osób, niż to, że moją piosenkę puszcza jakaś stacja radiowa. Dla mnie jest to najbardziej wartościowy aspekt muzyki, bez zbędnej promocji, bez wyrzucania "miliardów" dolarów na udowadnianie ludziom, że coś jest fajne.

MS: O piosence "Mów mi dobrze" powiedziałeś: "Utwór ten jest najbardziej o seksie, jest zmysłowy, najbardziej erotyczny, najmniej pijacki".

KK: Oj, to był jakiś mój bełkot przy make-of'ie. Chociaż, tak, uważam, że większość naszych piosenek jest erotyczna i zmysłowa. Natomiast przytoczyłaś tu fragment zmęczonego bardzo kręceniem teledysku człowieka. Ale ten make-of lepiej wyszedł niż teledysk, z reguły tak się dzieje.

MS: Właśnie, teledysk. Ma on taką prościutką fabułę: gracie sobie na przyjęciu weselnym i...

KK: (wtrąca) Miało być strasznie dużo całowania, lizania, zlizywania, ale chyba nie mieli wystarczająco dużo materiału, ponieważ wszyscy aktorzy i statyści upili się w ciągu tych 12 godzin kręcenia i chyba nie mieli już siły się całować. Miało być dużo miłości w tym teledysku, a wyszło dużo tańczenia i wielkie żarcie.

MS: A czy w rzeczywistości też bywacie zapraszani na tego typu imprezy?

KK: Zdarzyło się to raz, czy dwa - z takim wielkim uśmiechem i lekkim niedowierzaniem odrzuciliśmy te propozycje. Jeszcze nie jesteśmy do tego zmuszeni. Być może kiedyś poczujemy się już tak zmęczeni graniem koncertów, że będziemy mogli sobie na to pozwolić i za jakieś strasznie duże pieniądze będziemy grali, na przykład dla zmęczonych rekinów światowej finansjery. Jeśli będą nas jeszcze zapraszać, oczywiście. Ale poważnie, teraz byłoby to zupełnie nie w zgodzie z nami.

MS: Cały nowy album jest dość energetyczny i żywiołowy, ale tylko w warstwie muzycznej. Teksty nie wydają mi się wcale mniej smutne niż chociażby te na "Nieprzygodzie". Oprócz nostalgii za czasami wczesnej młodości, mówisz tu także o lękach, swoich słabościach, wątpliwościach. Są też ładne teksty o miłości, ale i ona z reguły jest jakaś taka smutna, niespełniona, coś jej stoi na przeszkodzie. Skąd się to bierze?

KK: Wszystkie nasze płyty opowiadały w zasadzie o tym samym: o niedopasowaniu do świata, do siebie, do przyjaciół, znajomych, o zawodach takich czy innych. Generalizując, te teksty zawsze uciekały w stronę takiej wewnętrznej rozmowy z sobą, użalania się nad sobą. Jednak w przedziwny dla mnie sposób ludzie widzą w tych tekstach mnóstwo optymizmu. Nie wiem doprawdy, dlaczego tak się dzieje. Płytą "Mów mi dobrze" chcieliśmy dodać sobie takiego tętna koncertowego, w warstwie muzycznej przede wszystkim. Natomiast ja chyba nie potrafię uciec od tej swojej maniery narzekania na otoczenie i dostrzegania negatywów.

Zawsze jednak podkreślam, że te piosenki rodzą się bardzo naturalnie, wynikają z życia, z naszych doświadczeń.

MS: W zespole to ty odpowiadasz za teksty. Czy jesteś jednak otwarty na sugestie kolegów? Czy zdarza się, że któryś z nich przynosi ci gotowy tekst i domaga się umieszczenia go w repertuarze?

KK: Niestety, nie, chociaż ich nie raz namawiałem, szczególnie Łukasza, który jest ogromnie wrażliwym człowiekiem. Mówiłem mu, żeby chociaż spróbował, nie na zasadzie pomocy dla mnie, ale na zasadzie otwarcia jakiegoś nowego okna u siebie. Ale jakoś nie mogę go przekonać.

MS: A sam nie boisz się tzw. niemocy twórczej? Że pewnego dnia zabraknie ci pomysłów na teksty?

KK: Ja chyba codziennie mam niemoc twórczą (śmiech). Codziennie wydaje mi się, że to już koniec, że nic więcej już się nie urodzi. I tak mijają dwa długie miesiące i nagle przychodzi mi do głowy coś nowego. Wiesz, odkąd wziąłem do ręki gitarę, kiedy miałem 15 lat, to zawsze czułem tę naturalną chęć tworzenia. Brałem do ręki gitarę, a w głowie układały mi się wersy i melodie. I życzyłbym sobie, żeby tak mi zostało. Jeśli jednak tak się nie stanie, to trudno, z mostu nie skoczę z tego powodu.

MS: Czy spośród wszystkich muzyków, których sam słuchasz jest jakiś artysta, o którym możesz powiedzieć, że cię inspiruje? Wspomniałeś kiedyś Bright Eyes.

KK: Tak, Conor Oberst jest niezwykle inspirującą osobą. Ale ostatnimi czasy muzyki jest w ogóle tak ogromnie dużo, zespoły tak wyskakują zza krzaka i potrafią zauroczyć jedną piosenką. I tak na dobrą sprawę nie ma nawet czasu, by zgłębić twórczość takiego zespołu, bo za chwilę zza krzaka wyskakuje kolejny z zupełnie inną, świetną piosenką. Ta ogromna liczba nowych zespołów jest po prostu wynikiem naszych czasów, dostępu do Internetu, do wszystkiego. Ale mam wrażenie, że ta dzisiejsza muzyka idzie w stronę takiego jakiegoś udziwnienia, że tak ogromny natłok zespołów zmusza je do bycia innymi od poprzednich.

Dla mnie muzyka zmierza do kolejnego glam rocka - trzeba się przebrać, choćby za strusia, i używać najdziwniejszych instrumentów, żeby zostać zauważonym. Ale chyba każdy okres w muzyce miał takie momenty rozpędu i wyhamowania. Ja osobiście z rozczuleniem wspominam czasy, kiedy zespołów było znacznie mniej. Jak się kochało jeden zespół, to się go kochało przez długie lata. Jeszcze jakieś 5 lat temu pisano felietony, że Polskę wszyscy szerokim łukiem omijają, że jakiś artysta ma koncert na przykład w Berlinie, w Pradze i nagle w Moskwie, z pominięciem Polski. A teraz mamy mnóstwo festiwali i koncertów i trzeba być niezmiernie zorganizowanym, by je wszystkie objechać.

Ale w ogóle muzyka, słowa, melodia są dla mnie niezmiernie inspirujące. Często mam tak, że słucham jakąś płytę i myślę, "Czemu ja tego wcześniej nie wymyśliłem?" A za chwilę fascynuje mnie coś innego. Póki co nie jestem jeszcze tym zmęczony, choć obawiam się, że w pewnym momencie może do tego dojść.

MS: Wiele z polskich zespołów i solistów, pisze teksty i śpiewa po angielsku? Czy i ty myślałeś kiedykolwiek by zacząć śpiewać w tym języku?

KK: Ja wychodzę z założenia, że jeśli ktoś czuje, że jego naturalnym głosem, tekstem, spojrzeniem na świat jest angielski, to niech śpiewa po angielsku. A ja tego nie czuję. Kiedy byłem w liceum, to rzeczywiście większość tekstów pisałem po angielsku. Byłem w klasie językowej, więc ten angielski był w miarę logiczny. Napisałem około stu takich piosenek. Ale jak teraz patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę, że biła z tego ogromna nieświadomość. Nie twierdzę, że artyści, którzy tworzą po angielsku są nieświadomi, broń Boże, po prostu każdy powinien wyrażać się w języku, który jest dla niego naturalny. Jeśli ktoś naturalnie czuje się w czeskim, to żadna siła nie powinna go odwieść od tego, by mówić bądź śpiewać po czesku. Dla mnie natomiast śpiewanie po angielsku jest nienaturalne.

MS: A wracając do płyty, gościnnie pojawiła się na niej Kasia Gierszewska z zespołu Trzydwa %UHT. Była to jednorazowa współpraca, czy może planujecie ją przedłużyć?

KK: Podczas jesiennej trasy zaprosiliśmy Kasię, by zagrała z nami kilka koncertów i na razie ta wspólna przygoda się skończyła. Ale niczego nie wykluczam, może jeszcze kiedyś nagramy coś razem. Już przy trzeciej płycie myśleliśmy o tym, by dodać jakiś damski głos. Wtedy to się nie udało, ale przy czwartej byliśmy już pewni, że chcemy przynajmniej spróbować. Kasia była na naszej liście, ma ona taki super ciepły, zmysłowy, sensualny głos.

Zaprosiliśmy ją więc do współpracy i chyba jej się to śpiewanie z nami podobało. Ona zresztą zawsze podkreślała, że śledzi uważnie, co tam się u nas w obozie dzieje. Zaśpiewała z nami trochę więcej piosenek niż jest na płycie, ale wybraliśmy te najlepsze. Na nasz gust wyszło całkiem zgrabnie.

MS: Jeden z waszych koncertów został zapisany na płytach DVD, a potem CD, był to koncert zagrany w krakowskim klubie Studio. A czy macie również w planach nagranie i wydanie płyty akustycznej, tzw. Unplugged?

KK: Tak, był taki pomysł, ale pojawił się on się w momencie, kiedy Hey wydali swój Unplugged. Obejrzeliśmy ten koncert i stwierdziliśmy, że poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, i że jeśli zrobimy coś podobnego, to bez wątpienia będą nas porównywać. Chyba się trochę przestraszyliśmy. Wiesz, nie sądzę, byśmy w jakimkolwiek momencie naszej kariery zagrali równie doskonały koncert, nie tylko akustyczny, ale w ogóle. I wtedy pomyśleliśmy sobie, że zamiast tego zrobimy DVD, że będzie to dobre podsumowanie naszej dotychczasowej kariery. Chcieliśmy mieć jakąś pamiątkę, ale i punkt odniesienia. Bo pewnie znów za jakieś 3 płyty zrobimy kolejne DVD, żeby skonfrontować, jak się zespół rozwija.

MS: Pomimo rosnącej popularności sprawiacie wrażenie niezmiernie skromnych, zdystansowanych do tego sukcesu, jaki osiągacie. Otwarcie też mówicie o swoich brakach, niedociągnięciach. Jakby was ta popularność trochę przytłaczała.

KK: Miło jest usłyszeć, że ktoś tak nas postrzega. Sam nie wiem, z czego to wynika, chyba po prostu tacy właśnie jesteśmy. Ale mamy też świadomość tego, że mnóstwo osób nas nienawidzi, a nasza część fanów ma swój odpowiednik antyfanów. Mamy w sobie pewną pokorę, wiemy, że nie jesteśmy jakimiś mesjaszami muzycznymi, że żaden z nas nie jest szkolonym, profesjonalnym muzykiem. Oczywiście jest to ogromnie satysfakcjonujące, że gramy koncerty przy prawie pełnych salach; kiedyś przecież nawet nam się to nie śniło, że kilka naszych smutnych piosenek spotka się z takim odbiorem. Ale zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy będą ten sukces deprecjonować, mówić nam, że ta nasza publiczność to tylko młodzież, która w 99 procentach jest nieświadoma muzycznie. Zawsze znajdą się tacy, którzy ściągną nas w dół. A my chyba mamy w sobie taki instynkt samoobronny, który ustawia nas w linii horyzontu i nie pozwala nam unieść się za wysoko.

MS: A jakie masz jeszcze marzenia związane z zespołem? Gdzie widzisz Happysad za, powiedzmy, 5 lat?

KK: Oj, ja na szczęście nie mam takiego rzutu dalekowzrocznego (śmiech).

MS: No dobra, to plany na ten rok?

KK: Widzisz, my tak sobie żyjemy od płyty do płyty, od koncertu do koncertu. Chociaż...właściwie to mam takie jedno marzenie. Chciałbym zorientować się w odpowiednim momencie, jeśli kiedykolwiek to granie przestanie mi sprawiać przyjemność, jeśli przestanę dogadywać się z przyjaciółmi z zespołu. Jeśli taki moment kiedyś nadejdzie, to chcę go zauważyć. Natomiast, rzecz jasna, chciałbym też by to, co robimy pozostało jak najdłużej takie, jakie jest w tej chwili, naturalne.

MS: Na koniec zapytam cię jeszcze, dlaczego właściwie upieracie się, żeby nazwę zespołu pisać małą literą?

KK: Najbardziej na to upiera się nasz moderator, który zedytował taką notkę. Bo faktycznie było tak, że kiedy wyłoniliśmy się już z tych naszych garażowych otchłani i pojawiła się nasza, bądź co bądź, dziwna nazwa, to różnie ją zapisywano: albo oddzielnie, albo cząstkę "sad" pisano wielką literą. Mnóstwo było takich baboli i udziwnień językowych. Wtedy napisaliśmy, że fajnie by było, gdyby nazwę zespołu pisano łącznie i małymi literami, tak profilaktycznie, żeby zapobiec dalszym udziwnieniom. Ale to i tak nic nie zmieniło, nadal nazwę piszą, jak chcą. Natomiast słyszałem, że rozgorzała nawet jakaś dyskusja na temat tego, czy zespół może sobie życzyć, żeby jego nazwę pisać małą literą, skoro jest to nazwa własna, czy taki błąd ortograficzny na życzenie zespołu może być przyjęty do ogólnych zasad. Ja mam to oczywiście w nosie, czy może, czy też nie. Nam chodziło tylko o to, by naszą nazwę pisać łącznie, i żeby były małe literki w środku.

MS: Czego ci życzyć?

KK: Chyba zdrowia najbardziej.

MS: Zatem życzę ci zdrowia i serdecznie dziękuję za tę rozmowę.

KK: I ja dziękuję.

Małgorzata Sęczak

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.