Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


L.Stadt - Muzyka nie polega tylko na muzyce, ale również na podróżowaniu

11 Lutego 2011

Amerykańskie klimaty w łódzkim wydaniu, tak chyba można by określić muzykę zespołu L.Stadt. To, co do niedawna stanowiło dla nich odległą inspirację, dziś stało się rzeczywistością. Polityka małych kroków! O ich prawie już regularnych wizytach za oceanem, a także o wydanej w grudniu ubiegłego roku płycie "EL.P" rozmawiałam z Łukaszem Lachem i Andrzejem Sieczkowskim w pewien mroźny, styczniowy dzień.

fot. Małgorzata Sęczak
fot. Małgorzata Sęczak

Małgorzata Sęczak: Odkąd pojawiliście się na scenie muzycznej zbieracie same pochwały: wysoko oceniane są wasze występy, wasze płyty zbierają fantastyczne recenzje. Po debiucie zostaliście nazwani nadzieją polskiego rocka. Czy wy w ogóle spotykacie się z jakąś krytyką?

Łukasz: Oczywiście, że się spotykamy. Być może dla osoby z zewnątrz te recenzje wyglądają na pozytywne, ale my robimy dość często przegląd prasy bądź to fizycznej bądź internetowej i trafiamy tam również na negatywne opinie. Prawdą jednak jest, że rzadko jest to jakaś konstruktywna krytyka. Cieszę się natomiast, że przeważają te pozytywne recenzje naszej drugiej płyty. Przyznam szczerze, że dość przeżywam takie rzeczy, więc byłem ciekaw, jak dziennikarze zareagują na ten nowy krążek. Okazuje się, że płyta się podoba i chyba dopiero teraz zaczyna na siebie pracować, pojawia się w różnych zestawieniach internetowych.

MS: Zacznijmy jednak od początku. Zespół założyliście w 2003 r., ale debiutancką płytę wydaliście dopiero 5 lat później. Dlaczego musieliście tak długo czekać na swój debiut?

Andrzej: Bardzo długo pilnowaliśmy zarówno siebie, jak i swojego materiału, chcieliśmy, żeby te nasze piosenki były jak najlepiej dopracowane. Tak naprawdę to dopiero gdzieś tak po 4 latach grania w zespole mieliśmy wystarczająco dużo materiału na płytę. Były to piosenki, nad którymi od początku pracowaliśmy i je szlifowaliśmy, które wydawały nam się najciekawsze. Zatem zespół istniał od 2003 r. i miał nawet pewne osiągnięcia, ale dla nas taką cezurą jest rok 2008 i wydanie płyty.

Łukasz: Prawdą jest również to, że my dość długo mieliśmy takie okresy nicnierobienia. Formuła zespołu dość długo się krystalizowała, długo też zapadała w nas decyzja, że chcemy być zespołem, że chcemy, by to była nasza praca. Bo w momencie, kiedy nie ma się regularnych koncertów, żadnych konkretnych planów wydawniczych czy deadline'ów, to człowiek zaczyna się koncentrować na tysiącu innych rzeczy. I tak też było z L.Stadt na samym początku, w latach 2003-2005. I dopiero pierwsze koncerty i zainteresowanie zespołem zaczęło utwierdzać nas w przekonaniu, że to, co robimy procentuje, i że warto działać dalej w takiej formule.

MS: Po wydaniu płyty "L.Stadt" w 2008 r. zaczęliście intensywnie koncertować, pisząc w międzyczasie nowe piosenki. Ponoć część materiału na nową płytę gotowa była już dawno?

Łukasz: Rzeczywiście, utwory takie jak "Ciggies" czy "Smooth" powstały chwilę po tamtej premierze. W momencie, kiedy zaczęliśmy grać dużo koncertów, pojawiła się taka dobra energia między nami, czuliśmy, że mamy bardzo dobre i właściwe nam brzmienie. Chcieliśmy tę energię przełożyć na materiał, ale tak, by nowe piosenki oddawały ten L.Stadt koncertowy. Bo zauważyliśmy spory dysonans, tzn. płyta była bardzo wyprodukowana, dopieszczona brzmieniowo, było na niej dużo klawiszy, gitar akustycznych, elektroniki, natomiast koncerty były dzikie, energetyczne i praktycznie pozbawione produkcyjnych smaczków. Tak jakby funkcjonowały dwa zespoły: ten płytowy to była morfina, a ten koncertowy - kokaina. A my chcieliśmy, żeby L.Stadt miał jedno oblicze i staraliśmy się ten dysonans zniwelować. I myślę, że w przypadku drugiej płyty to się udało.

MS: Na nowej płycie "EL.P" znalazło się 9 krótkich, ale bogatych w różne dźwięki piosenek. Czy było ich więcej, ale z jakichś powodów nie weszły na płytę?

Łukasz: Były też inne pomysły, ale nie było tego materiału aż tak dużo więcej. Chodziło nam o to, żeby zamknąć pewien etap. Ta końcówka nagrywania płyty zbiegła się ze zmianą personalną w zespole, więc chcieliśmy na tej płycie zawrzeć wszystkie te utwory, nad którymi pracowaliśmy w trakcie naszej współpracy z Radkiem. Poza tym, mniej więcej pół roku przed skończeniem materiału gdzieś tam padła liczba 9 i miała moc i wiedziałem, że chcę 9. Po złożeniu wszystkich piosenek w całość okazało się, że są to krótkie kompozycje, zresztą jak zawsze w przypadku L.Stadt, i że płyta nie będzie miała nawet pół godziny, co, moim zdaniem, wcale płycie nie szkodzi. Rozumiem osoby, które czekały prawie 3 lata na drugi materiał i mogą czuć się trochę rozczarowane, ale nie sądzę, żeby ta długość miała aż tak istotne znaczenie. Ważniejsze są przecież same kompozycje i ta energia, którą płyta niesie.

Andrzej: Poza tym, nie było tak, że zamknęliśmy się na określony czas w studio, by nagrać album jako całość, od początku do końca. Wszystkie te dziewięć kompozycji produkowaliśmy w międzyczasie, niektóre nagraliśmy już w połowie 2008 r., a później staraliśmy się je doszlifować. A ta liczba 9 w zupełności nam wystarczała.

MS: No właśnie, po raz kolejny produkcją płyty zajęliście się sami, natomiast mixy i mastering zleciliście słynnemu Mikaelowi Count'owi. Jak doszło do tej współpracy i dlaczego zależało wam, by zrobił to ktoś z zagranicy?

Łukasz: Duża w tym zasługa Peja, który zaczął dowiadywać się i pisać do różnych ludzi i okazało się, że ich cennik jest zbliżony do cennika polskich producentów, więc był to podobny budżet. W przypadku pierwszej płyty robiliśmy mixy sami i przekonaliśmy się wówczas, że jest to naprawdę żmudna i ciężka praca, jest to chyba najcięższy etap, kiedy ma się już gotowy materiał. Dlatego tym razem zdecydowaliśmy się zlecić ją komuś innemu. Zależało nam też, by zrobił ją ktoś z zewnątrz, żeby ktoś spojrzał na materiał z nieco innej perspektywy. Przy okazji pierwszej wizyty w Stanach rozsmakowaliśmy się w tym wszystkim, co działo się dookoła i pomyśleliśmy, że fajnie by było, gdyby tę pracę edytorską zrobił dla nas ktoś stamtąd.

MS: Skoro już wspomniałeś Stany - po raz pierwszy zagraliście tam w marcu ubiegłego roku, wystąpiliście na festiwalu SXSW w Austin, a także zagraliście kilkanaście koncertów w całym Teksasie. Czego spodziewaliście się po tym wyjeździe i jak się do niego przygotowywaliście?

Łukasz: Chyba najbardziej przygotowywaliśmy się mentalnie. Każdy z nas sobie to jakoś wyobrażał, a i tak sam efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Po pierwsze, była to dla nas pierwsza wizyta w Ameryce i od razu znaleźliśmy się w samym centrum Teksasu. Dla wielu osób to pierwsze zetknięcie ze Stanami to jest Nowy Jork czy Los Angeles, a dla nas to był Teksas - takie bardzo, bardzo amerykańskie miejsce. Oprócz Austin mieliśmy okazję zwiedzić i inne miasta, byliśmy w Houston, Fort Worth. A sam festiwal jest to coś, czego nie da się opisać. Całe to ogromne miasto przez cztery dni żyje tylko muzyką, muzyka obecna jest dosłownie wszędzie: na ulicach, w każdej restauracji, knajpie z hamburgerami ktoś występuje. W sumie gra tam około 2 tysięcy zespołów, zatem jest też i ogromna konkurencja. Nam udało się zagrać na tym festiwalu 4 koncerty, i jeszcze 9 w Teksasie poza festiwalem więc myślę, że wykonaliśmy tam dobrą robotę. Ten wyjazd w ogóle dużo nam dał, dużo nas nauczył. Zaraz po Teksasie postanowiliśmy sobie zrobić przerwę z alkoholem, chcieliśmy mieć trochę inną energię w zespole. Jak do tej pory trzymamy się tego postanowienia.

MS: A jak przyjęła was tamta publiczność? Z jakim spotkaliście się odzewem?

Andrzej: Za każdym razem staraliśmy się jak najlepiej sprzedać i musieliśmy to zrobić bardzo szybko, ponieważ każdy z naszych koncertów trwał niecałe pół godziny. Nasze utwory są akurat krótkie, więc mogliśmy zaprezentować ich troszkę więcej, ale i tak trzeba było te występy mocno skondensować i wyzwolić z siebie taką energię, którą moglibyśmy porwać publiczność. Pierwszy koncert zagraliśmy następnego dnia po przylocie, w małej knajpie i tam mieliśmy bardzo pozytywny oddźwięk. Wiele z osób, które nas tego dnia oglądały przyszło także na kolejne nasze występy, co było dla nas bardzo budujące. Wydaje mi się więc, że udało nam się wywołać choć minimalne zawirowanie wokół siebie, że pozyskaliśmy tam swoją małą publiczność.

MS: To zawirowanie musiało być całkiem spore, skoro zaowocowało zaproszeniem was na kolejne, odbywające się w październiku festiwale Culture Collide w L.A. i Indie Week w Toronto. Czy tam odbiór był podobny?

Łukasz: Wydaje mi się, że nawet jeszcze lepszy. Podczas tej marcowej wizyty w Teksasie dostaliśmy zastrzyk takiej fajnej, pozytywnej energii, zmobilizowaliśmy się do grania 25-minutowych, energetycznych koncertów i to nam zostało we krwi. I kiedy byliśmy w L.A. i w Toronto ta energia była wciąż widoczna. W Toronto w konkursie brało udział 160 zespołów, a my doszliśmy do pierwszej dziesiątki. Było to dla nas ogromne wyróżnienie, szkoda tylko, że nie do końca zauważone tutaj, w Polsce. Jednak w tym roku znów lecimy do Toronto, tym razem na festiwal Canadian Music Week, a zaraz potem do Austin, ponownie na SXSW.

MS: Oprócz występów planujecie wydać tam również swoje płyty. Czy udział w tym festiwalu zapewni wam wystarczającą promocję?

Łukasz: Chcielibyśmy, żeby te płyty pojawiły się w dystrybucji, były dostępne w znanych i popularnych, ale niezależnych sklepach muzycznych. Jeśli chcemy tam wracać i grać koncerty, to fajnie by było, gdyby ludzie mogli nabyć sobie też naszą płytę.

Andrzej: Wiesz, w Ameryce trzeba przede wszystkim posiadać agenta, który ma swoje kontakty i zajmuje się promocją. Kolejnym krokiem jest wydawnictwo, kolejnym trasa koncertowa. My takiego agenta już mamy w Teksasie, a teraz dalej poszukujemy innych opcji rozwoju. Bo fajnie jest zobaczyć Amerykę, ale jeszcze fajniej do niej powracać, nie tyle turystycznie, co na koncerty. Wracamy więc na festiwale, na których skupia się cała branża muzyczna i liczymy na to, że ta kolejna nasza wizyta okaże się jeszcze bardziej owocna od poprzedniej.

MS: A czy oprócz udziału w festiwalach znów zaplanowaliście jakąś trasę? Jeśli tak, to czy będą to te same miejsca?

Łukasz: Tak, zdecydowanie chcemy zapełnić tę wizytę koncertami, być może zostaniemy tam nawet cały miesiąc. Nie wiemy jeszcze, czy będą to te same, czy inne miejsca, w sumie nie chcemy ograniczać się tylko do Teksasu. Wszystko zależy od budżetu i od możliwości, które się jeszcze pojawią, ale na pewno chcemy maksymalnie wykorzystać ten wyjazd.

MS: Ewidentnie wasze ambicje ukierunkowane są na Stany. A co z rynkiem europejskim? Nie zależy wam, by płytę wydać również tutaj, w Europie?

Łukasz: Muszę tu wyjaśnić, jak te nasze ambicje wyglądają. Oczywiście, cudownie byłoby mieć dystrybucję w każdym kraju europejskim, a nawet na całym świecie. Prawda jest taka, że zespół L.Stadt od początku swego istnienia uwielbiał podróżować i tak zresztą zaczynaliśmy - od wizyt w krajach ościennych. W tej chwili jeździmy już do Stanów i to nawet regularnie i chcielibyśmy, by to się nie kończyło. Nasza cała praca polega na tym, by mieć biznesowy zaczyn w każdym miejscu, w którym koncertujemy, wyrobić sobie tam stałą publiczność i mieć powód, by do tych miejsc powracać. Muzyka nie polega tylko na muzyce, ale również na podróżowaniu; przy okazji koncertowania, chcemy także poczuć miejsce, ludzi - to nas inspiruje. To są dla nas najważniejsze aspekty zespołu L.Stadt.

MS: A do kogo właściwie kierujecie swoją muzykę? Macie jakąś określoną publiczność?

Łukasz: Absolutnie nie rozróżniamy publiczności. Po koncercie możemy najwyżej powiedzieć sobie, czy było lepiej czy gorzej niż poprzedniego dnia w innym mieście, ale tak naprawdę zależy to przede wszystkim od nas - jeśli my dajemy z siebie energię, to dociera ona do osób o różnych gustach i smakach. Na przykład w ubiegłym roku podczas festiwalu Coke w Krakowie uświadomiłem sobie, jak dużą mamy tutaj publiczność, i że nie jest to publiczność wirtualna. W namiocie, w którym graliśmy oglądało nas ok. 2 tysięcy ludzi, podczas gdy równocześnie na głównej scenie grało CHEMICAL BROTHERS. To są ludzie, dla których gramy, ludzie, którzy nas śledzą, ufają nam i dają ogromny kredyt zaufania.

MS: Zespół L.Stadt to nie jedyna wasza droga muzyczna. Ty, Łukasz powołałeś do życia projekt Almost Dead Celebrities. Traktujesz to jako odskocznię?

Łukasz: To na pewno jest odskocznia, bo Almost Dead Celebrities w żaden sposób nie pochłania aż tak dużo czasu i energii i nie koliduje z tym, co robię w L.Stadt. Myślę, że każdy z nas robi też coś innego, bo bycie muzykiem i fascynatem muzyki polega na tym, że chce się robić różne rzeczy z różnymi ludźmi. Ale głównym, pierwszoplanowym projektem jest dla każdego z nas zespół L.Stadt, to pod niego ustawiamy cały nasz grafik.

Andrzej: Prawdą jest też, że podporządkowaliśmy zespołowi całe nasze życie zawodowe. Kiedyś jeszcze każdy z nas miał inne możliwości pracy, ale teraz już koncentrujemy się przede wszystkim na muzyce. Ja, na przykład, z pracy na etacie zrezygnowałem w lipcu ubiegłego roku, podobnie było z Piotrkiem - naszym nowym nabytkiem. A Adaś na razie odpoczywa:)

MS: Często przy różnych okazjach podkreślacie swoją łódzkość, chociażby sama nazwa zespołu jest bardzo łódzka. To przejaw lokalnego patriotyzmu?

Łukasz: Owszem, jest to lokalny patriotyzm. Każdy z nas urodził się i wychował w Łodzi i nazwa zespołu jest naszym hołdem dla tego miasta. Natomiast pierwszy raz spotkaliśmy się i mieliśmy okazję ze sobą pograć w Strasburgu w 2002 r. Byliśmy wówczas zachwyceni tym, że wszystko odbywa się tam w przestrzeni miejskiej, że są świetne miejsca do grania prób, że jest wielu młodych ludzi, którzy tak fajnie ze sobą funkcjonują, że tyle takiego fajnego fermentu artystycznego się dzieje. I my chcieliśmy to jakoś przenieść tutaj, do Łodzi, odtworzyć tu te klimaty, które poczuliśmy w Strasburgu. Bo Łódź ma ten właściwy potencjał, jeśli chodzi o architekturę, atmosferę, to miasto ma swój urok. Z tamtego początkowego zapału na pewno została nam nazwa i ta chęć promowania naszego miasta.

Andrzej: Ja wciąż uparcie staram się coś w Łodzi budować i stwarzać nowe możliwości. Wydaje mi się, że te możliwości w Łodzi ciągle są, tylko czasami są one mało wyciągnięte na wierzch lub wykorzystane. My poprzez naszą pracę w zespole chcemy zwrócić uwagę na nasze miasto. To taka nasza misja:) Poza tym, dzięki kulturze i artystom, w przestrzeni pojawia się wiele ciekawego i to buduje wizerunek miasta. A my chcemy przyczynić się do budowania tego wizerunku Łodzi jako miasta młodego, twórczego i pozbawionego kompleksów.

MS: Poza fascynacją muzyką, Stanami i Łodzią macie jeszcze jakieś inne?

Andrzej: Mnie fascynują podróże, lubię być mobilny. Ciągle planuję jakiś wyjazd, lubię jak rzeczywistość zmienia się wokół mnie.

Łukasz: U mnie jest podobnie, lubię jak się coś dzieje, a im więcej się dzieje, tym bardziej nabieram takiej dobrej i twórczej energii. A jak nic się nie dzieje i siedzę w domu, to po tygodniu popadam w lekką depresję.

MS: Jakie macie plany na ten rok? W marcu wizyta w Stanach i co dalej?

Łukasz: Po powrocie na pewno znów wyruszymy w trasę po Polsce, bo nie możemy dać o sobie zapomnieć. Mimo, iż pod koniec 2010 r. zagraliśmy wiele koncertów promujących płytę "EL.P", w wielu miejscach jeszcze nie byliśmy lub dawno nie graliśmy koncertu, więc będziemy chcieli się w takich miejscach pokazać. Powoli zaczniemy też myśleć o nowym materiale, bo nie chcemy, by osoby zainteresowane tym zespołem musiały czekać następne 3 lata na kolejną płytę. Jednak nie mówimy o żadnych konkretnych datach, bo życie i tak je zweryfikuje.

MS: Na chwilę obecną życzę wam powodzenia na występach za oceanem. I dzięki serdeczne za rozmowę.

Łukasz i Andrzej: Również dziękujemy.

Małgorzata Sęczak

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.