Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Love de Vice - Albo muza wzbudza emocje, ciary na całym ciele, albo nie warto jej tworzyć

7 Lutego 2012

Love de vice to warszawski zespół wykonujący muzykę osadzoną w nurcie rocka progresywnego lat 70-tych z elementami muzyki współczesnej. Niemniej, estetyka utworów wskazuje wyraźnie na bardzo różnorodne gusta muzyczne poszczególnych członków zespołu. Zapraszam na obszerny wywiad z zespołem Love de Vice.

fot. Łukasz Mrozek
fot. Łukasz Mrozek

Powrót do przeszłości...

Damian Ciura: Czy to prawda, że dopiero w trakcie sesji nagraniowej do "Dreamland", będącym pierwszym owocem waszych muzycznych poszukiwań, zespół zmienił nazwę z Playfinger na Love de Vice? Czym ta zmian została podyktowana?

LDV: Tak, to prawda. Na etapie nagrań do "Dreamland" zaistniała potrzeba zmienienia jednego bardzo ważnego elementu w zespole Playfinger - nadszedł czas, aby za mikrofonem stanął ktoś, kto umie śpiewać, gdyż wcześniejsze dokonania głównie Andrzeja i momentami R.i.P.'a były dalekie od jakichkolwiek akceptowalnych doznań estetycznych. Wśród niezliczonych pomysłów na "obsadę stanowiska vocalisty" był jeden najbardziej trafny, jak się w rezultacie okazało. Dobry kolega Kudla (Tomasz Kudelski) i R.i.P.'a (Robert Pełka) jeszcze z lat 90-tych ubiegłego wieku, czyli Ozzie (Paweł Granecki), został pewnego dnia przez Tomka zaproszony do studia. Dostał karkołomne zadanie -miał odśpiewać już gotowy i nagrany numer, dostając dodatkowo do ręki prawie gotowy tekst. W międzyczasie na szybko na jakimś skrawku papieru czy serwetce Ozzie dopisał tekst pod refren, po czym stanął za mikrofonem i zaśpiewał.

DC: Podobno był to utwór "Sleepless Night"?

LDV: Dokładnie tak, efekt tego można usłyszeć na "Dreamland" w utworze "Sleepless Night". Tam naprawdę nic się nie zmieniło - tak jak Ozzie zaśpiewał za pierwszym razem, tak weszło na płytę. Słuchając zatem tego numeru, możesz sam stwierdzić, że musieliśmy być pod tak ogromnym wrażeniem, iż od razu zaproponowaliśmy Ozziemu, aby do reszty nagranych utworów już sam dopisał tekst i wymyślił własne partie melodyczne. Z każdym dniem, kiedy pojawiały się kolejne numery już z wokalem, byliśmy zafascynowani tym, jak bardzo Ozz wpisuje się w to co, robimy.

DC: Te okoliczności spowodowały, że nazwa zespołu uległa zmianie. Pokazuje to tym samym, jak ważny ogniwem w zespole jest Paweł.

LDV: Tak. Paweł jest jednym z elementów układanki - bardzo istotnym elementem i niezbędnym do dalszego funkcjonowania tego zespołu. A skoro aż tak wiele się zmienia to i czas nastał na nową nazwę - Love De Vice.

Muzyczne inspiracje

DC: A jaki macie stosunek do przypinania Wam metki "zespół progresywny"? Wiem, że kiedyś mieliście co do tego pewnego rodzaju zastrzeżenia.

LDV: Jakiś czas temu, na jakimś zagranicznym portalu toczyła się dyskusja, czy LDV jest zespołem grającym crossover, neoprog czy heavy progressive. To są dla nas trochę akademickie dywagacje. Fakt jest faktem, że najszerszy wydźwięk nasza muzyka wywołuje w środowiskach i portalach związanych z progrockiem. Z drugiej strony nagrywając "Dreamland" uważaliśmy ten materiał za klasycznie hardrockowy. Jeżeli jednak nasze inspiracje dotykają takich wykonawców jak Pink Floyd, Jethro Tull czy Deep Purple, to można powiedzieć, że w naszej muzyce jest jakiś tam pierwiastek progresywny, choć bliższy estetyce prorocka z lat 70-tych niż fascynacji technicznym graniem w stylu Dream Theater.

DC: W takim razie, do kogo adresowana jest wasza muzyka?

LDV: Do każdego, komu zależy na tym, żeby muzyka znaczyła więcej niż szybko przemijające trzy minuty dźwięku, który potem albo umyka, albo przez dwa miesiące nuci go cały świat, a pół roku później już nikt nie pamięta, o co chodziło i jak to leciało. Albo muza wzbudza emocje, ciary na całym ciele, albo nie warto jej tworzyć. Tyle w temacie.

DC: W moim odczuciu, zainteresowanie tą muzyką wzrasta w naszym kraju. Świadczyć o tym może długa lista zespołów krzewiących ten gatunek muzyczny. Riverside, Believe, Lebowski, Lunatic Soul, Osada Vida i Love de Vice oczywiście. Jaki jest wasz punkt widzenia na tę sytuację? Śledzicie poczynania konkurencji?

LDV: Szczerze mówiąc, nie jesteśmy w 100% na bieżąco z rynkiem i poczynaniami "konkurencji", jak to nazwałeś. My robimy swoje, a inni robią swoje. Mieliśmy okazję poznać się bliżej z zespołem Lebowski przy okazji wspólnej sztuki na festiwalu w Gniewkowie. Riverside, Belive, Lunatic Soul czy Osada Vida są nam również znane, ale nie traktujemy żadnego z tych zespołów jako konkurencji w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo z nikim nie konkurujemy.

DC: Słuchając obu płyt, dostrzegam Wasze wyraźne fascynacje Deep Purple, Pink Floyd, Metallicą, Black Sabbath a nawet Pearl Jam. Czy te zespoły najbardziej Was inspirują?

LDV: Zacznijmy od tego, że zespoły które wymieniłeś, to są kapele, na których większość z nas się wychowała. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy nastolatkami, a średnia wieku zespołu to ponad 30 lat. Oczywiście listę zespołów, które wpłynęły na nasze zamiłowanie do muzyki można rozszerzać w nieskończoność, uwzględniając kolejne lata w muzyce aż do współczesności, ale te klasyczne wzorce zawsze gdzieś będą z nas wychodzić.

DC: Wydaliście dwa świetne albumy: "Dreamland", na którym słychać bardziej wpływy muzyki współczesnej i hard rocka, i zdecydowanie bardziej progresywny, tradycyjny, melancholijny "Numaterial". Z którego materiału jesteście bardziej zadowoleni?

LDV: Obie płyty uznajemy za najlepsze, jakie byliśmy w danym okresie nagrać. Nie skupiamy się nad tym, w jaką "szufladę" muzyczną zostanie włożony materiał, który został zarejestrowany. A reszta pozostaje kwestią gustów.

fot. Łukasz Mrozek

Krok do przodu... wybiegając w przyszłość

DC: Ciekawy jestem, jaka będzie kolejna Wasza płyta. Czy będzie kontynuacją "Numaterial"?

LDV: Najbliższa będzie temu, co będzie można na niej usłyszeć. To chyba jedyna słuszna odpowiedź. Ciężko odnosić najnowsze kompozycje do którejkolwiek z wydanych już płyt.

DC: Mamy spodziewać się "krwawej rewolucji"?

LDV: Pierwiastek Love De Vice będzie obecny nadal, ale nie będzie to kalka poprzednich wydawnictw. Choć będzie to też trochę inny materiał bardziej elektroniczny miejscami. Kompozycje będą też w znacznej części wolne, długie i smutne, ale będziemy się starali też czymś zaskoczyć.

DC: Brzmi to bardzo enigmatycznie. Co będzie elementem zaskoczenia?

LDV: Jak dobrze wiesz, zasadniczo naszym wyznacznikiem są bogate aranżacje, trzecia płyta nie będzie chyba tu wyjątkiem, a momentami liczba dźwięków chyba jeszcze wzrośnie. Pojawi się wiolonczela, dilruba, skrzypce. Choć chyba odkryciem i hitem LDV III będzie właśnie wiolonczela, a w zasadzie nie tyle wiolonczela co jej "operator"- Mateusz Szmyt- muzyk Filharmonii Narodowej w Warszawie, którego będzie można usłyszeć już na katowickim DVD. To dla nas bardzo budujące, że osoby z takim kunsztem, muzyczną wyobraźnią oraz doświadczeniem bezinteresownie chcą przyczynić się do podniesienia wartości artystycznej projektu LDV.

DC: Wynika z tego, że materiał jest już gotowy i płyta ukaże się niebawem? Ja już dłużej nie mogę czekać (śmiech)

LDV: Z pewnością pojawi się w sklepach DVD koncertowe i trzecia płyta zespołu :)

Koncerty

DC: W ostatnim czasie zagraliście kilka dużych koncertów, jaki materiał prezentujecie obecnie na żywo? Setlista zawiera więcej utworów z debiutanckiego krążka czy z "Numaterial"?

LDV: Zaskoczymy Cię, ale najwięcej utworów na setliście pochodzi z... trzeciej płyty, która się jeszcze nie ukazała. Ku zmartwieniu niektórych fanów, nie gramy już prawie nic z płyty "Dreamland", a mniejszościową częścią aktualnego setu są utwory z "Numaterial". Lubimy grać nowe rzeczy na scenie. Chodzi o to, aby za każdym razem uczestnik koncertu mógł usłyszeć coś nowego, w ten sposób każdy koncert jest inny. Nigdy nie zagraliśmy dwóch koncertów z taką samą setlistą, ale też rzadko gramy i możemy sobie na taki komfort pozwolić. Były również zmiany personalne w zespole i rozumiemy, że Jacek, jako nowy członek LDV, jest bardziej związany z materiałem, który powstaje z jego udziałem i staramy się to jakoś uszanować.

DC: A na jakie utwory żywiej reaguje audytorium?

LDV: Ze sceny czasem ciężko to stwierdzić. Część z nas ma słuchawki z odsłuchem, a do tego prosto w oczy dostajemy z reflektorów oświetlających scenę (śmiech). Pamiętaj, że jesteśmy nadal mało znanym zespołem, zatem publiczność często nie zna naszych dokonań. Szczególnie, gdy często słyszy utwory, których poza koncertem nie można jeszcze usłyszeć. Nasza muzyka skłania też bardziej do pewnego skupienia w odbiorze niż dzikiego szaleństwa pod sceną.

DC: Ostatnio wystąpiliście w Teatrze Śląskim wraz z Cree i zespołem Krzak. Jak wspominacie to wydarzenie?

LDV: To był jak do tej pory nasz najważniejszy koncert, wynikający z niespodziewanej propozycji ze strony Metal Mind Production. Jest to pierwsza w historii zespołu sztuka rejestrowana na potrzeby wydawnictwa DVD, co potęguje tremę sceniczną. Wspomnienia mamy różne, od przedkoncertowego stresu począwszy, do umiarkowanego zadowolenia po zakończeniu sztuki, ale... z całego tego przedsięwzięcia najbardziej zapamiętamy kierowcę busa (śmiech).

DC: Czuję, że wydarzyła się jakaś rock'n'rollowa przygoda (śmiech). A czy z publiką było, aż tak źle?

LDV: Tak całkiem serio, to zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci, organizacja całego występu była wyśmienita, usłyszeliśmy wiele miłych słów od ludzi. No, może za wyjątkiem małżeństwa mieszkającego w pobliżu teatru (śmiech). Ważne też dla nas było to, że przybyli najwierniejsi fani z Warszawy oraz Będzina i byli na widowni. Pozwól, że podziękujemy im w tym miejscu - Jarku, Sławku, Agnieszko, Szymonie - dzięki, że byliście tam z nami. Trudnym wyzwaniem dla słuchaczy była też setlista, bo 6 na 9 utworów to były kompozycje planowane na nową płytę!!! Jednak wbrew naszym obawom, nowości zostały bardzo dobrze przyjęte przez uczestników koncertu.

DC: Z muzyką LDV zetknąłem się pierwszy raz w dość nietypowych okolicznościach. Był to Wasz koncert w wersji unplugged. Piorunujące wrażenie zrobił na mnie utwór Deep Purple "When A Blind Man Cries". Czy nadal gracie covery na koncertach?

LDV: Generalnie nie gramy coverów. Jedynym wyjątkiem jest numer zespołu Deep Purple. Koncert, o którym wspominasz to był taki nasz pomysł na zrobienie specjalnych wersji akustycznych w nietypowych aranżacjach. Przy okazji dodaliśmy do listy od dawna planowany cover, o którym wspomniałeś.

DC: Stały element Waszych koncertów?

LDV: Jest to numer obecny już na stałe wśród naszych dokonań. Jesteśmy w stanie przedstawić Ci wiele wersji w naszym podejściu, od klasycznej, jaką słyszałeś w klubie, przez wersję zbliżoną do Pink Floyd, a zagraną w Radiu PiK w Bydgoszczy, przez zarejestrowaną na próbie dla żartu wersję dyskotekowo-funkową, aż do własnej aranżacji zaprezentowanej na Koncercie w Katowicach. Tę ostatnią będzie można posłuchać i zobaczyć, gdyż cała sztuka została zarejestrowana i ukaże się w sklepach na DVD w pierwszym kwartale 2012 roku.


"Numaterial" - ostatnie dziecko LDV

DC: Porozmawiajmy o waszym ostatnim albumie. Tuż przed jego wydaniem powiedzieliście w jednym z wywiadów, że będzie kilka niespodzianek. Mieliście rację - trudno "zaszufladkować" ten materiał. Mnogość dźwięków jest tak olbrzymia, że przerasta liczbę "E" dodatków, w małej paczce chipsów (śmiech). Iście barokowy przepych. Skąd te wszystkie pomysły?

LDV: (śmiech) Te wszystkie pomysły pochodzą z naszych głów. Staramy się głównie czuć muzykę i rozkoszować się nią. Aktualnie sporadycznie trafiamy na coś, co zaspokaja nasze specyficzne smaki muzyczne pośród propozycji, jakie pojawiają się na rynku. Dlatego jako przeciwwagę proponujemy swoje spojrzenie na muzykę. To, co nagrywamy jest bardzo dobrym odzwierciedleniem tego, co byśmy chcieli posłuchać i gdyby ktoś nagrał coś takiego, to my byśmy sobie dali spokój z nagraniami, a skupilibyśmy się na kupowaniu ich płyt (śmiech). Co można więcej tu dodać - zapowiadamy, że na trzeciej płycie "popłyniemy" jeszcze bardziej z niespodziewanymi pomysłami.

DC: To, co przykuło moją uwagę podczas słuchania "Numaterial" to dźwięki przypominające organy Hammonda, czyżby imitacja?

LDV: Absolutnie tak. Dźwięki Hammonda są generowane z różnych procesorów dźwiękowych. Nie dysponujemy oryginalnymi organami. Co więcej, Jacek jest fanem elektroniki i uważa, że granie na "antycznym meblu" to zawracanie głowy, gdy odpowiednie brzmienie można wygenerować cyfrowo (śmiech). Niewątpliwie Hammond to jest jednak urządzenie o magicznym brzmieniu.

DC: Wytłumaczcie, dlaczego zrezygnowaliście z gęstej ściany dźwięku jaką zgotowaliście nam na "Dreamland"? Wystarczy przypomnieć chociaż wspaniały "Once You Were (a Giant)", gdzie partie basu i perkusja miejscami przypominały naloty dywanowe. Na "Numateria"l ten skomasowany atak zelżał. Może z wyjątkiem "Cold Sun Goodbye".

LDV: Wcale nie zrezygnowaliśmy. Wszystko jest wypadkową aktualnego podejścia zespołu do rzeczywistości muzycznej i konkretnych kompozycji. Kolejna płyta będzie jeszcze dziwniejsza w doznaniach słuchowych, ale będzie kolejnym krokiem w rozwoju zespołu. Powtarzanie dokładnie tego, co już zrobiliśmy wcześniej nie będzie miało sensu, ale nie znaczy to, że w nowym rozdaniu nie pojawią się kompozycje z miażdżącą sekcją rytmiczną. Jest to kwestia kontrowersyjna - spotykamy się z zarzutami, że właśnie naszą wadą jest to, że gramy ścianą dźwięku i naszej muzyce brak oddechu czy przestrzeni.

DC: A może klawiszowiec i wokalista przejął u Was stery? (śmiech)

LDV: Nie ma też mowy o przejęciu sterów przez kogokolwiek (śmiech).

DC: Nie wypada pominąć znaczącego wkładu w nagrania ostatniej płyty Michała Jelonka. Zdradźcie jak doszło do współpracy?

LDV: To bardzo proste. R.i.P. oraz nasz "dobry duch zespołu" Slayer znają się z Michałem od kilku lat. Gdy narodził się pomysł zaangażowania do "Numaterial" Jelonka, R.i.P. wykonał telefon, a Michał się zgodził na podjęcie współpracy i zmierzenia się z już zarejestrowanym materiałem. Umówiliśmy się na konkretny dzień w studiu. Jelonek przyjechał i w pięć godzin nagrał kilka partii skrzypiec, dając nam wolną rękę w wykorzystaniu na płycie tych, które najbardziej nam przypadną do gustu. Efekty słychać na "Numaterial".

DC: A jak ona przebiegała?

LDV: Przebiegała i przebiega. Michał jest przesympatycznym człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. Zagrał z nami jak do tej pory dwa koncerty, na które go zaprosiliśmy. Trzeba pamiętać, że jest to muzycznie i koncertowo mocno zapracowany człowiek, także nie zawsze jest w stanie pogodzić swoje terminy koncertowe z naszymi, ale kontakt nadal trzymamy i nie stronimy od siebie. Mamy również plany na przyszłość związane z jego udziałem w kolejnej płycie, bo co tu ukrywać, jest to wspaniały muzyk i człowiek.

DC: Na początku naszej rozmowy wspomniałem o waszym bogatym instrumentarium. Wróćmy do tej kwestii. W utworze "Love Or Illusion" wykorzystaliście hinduski sitar i bębny koreańskie. Nagrywał je Tomasz "Ragaboy" Osiecki. Skąd ten pociąg do orientalnych dźwięków?

LDV: Dla ścisłości - Ragaboy nagrał sitar, natomiast koreńskie bęby nagrały dziewczyny z grupy MeArt. Skąd takie pomysły? Szczerze mówiąc, to kolejny eksperyment na zasadzie: nagrajmy i zobaczymy jak to "zagada". Główną siłą sprawczą takich pomysłów jest głównie Kudel i Jacek. Wszystkim przypadło do gustu i dlatego na trzeciej płycie będzie więcej tego typu ciekawostek. Pojawi się nie tylko sitar, ale również mniej znana jego odmiana - dilruba.

DC: Chciałbym jeszcze poruszyć temat waszego singla, ballady "With You Now". Ta została wielokrotnie wyróżniona przez słuchaczy. Myślisz, że jest to spowodowane prostotą tego kawałka? Stylistycznie odbiega od reszty krążka, ale została doceniona przez fanów rocka.

LDV: I dlatego stała się singlem promującym płytę. Nasze utwory są w większości proste, a to jest po prostu dobry utwór.


Zwierzenia rockmana

DC: Ciekawi mnie to, czy gracie dla zaspokojenia własnych apetytów muzycznych czy dla pieniędzy?

LDV: Przede wszystkim gramy dla tworzenia muzyki, która nam się podoba i zaspokaja nasze apetyty. Bardzo nas cieszy, że podoba to się również innym i grono ludzi, którzy nas słuchają, sukcesywnie się powiększa. Zatem nie pieniądze są motywacją.

DC: A żyjecie tylko z muzyki?

LDV: Nie żyjemy tylko z muzyki. Każdy z nas ma jakiś zawód, w którym pracuje i z tego się utrzymuje. Pozwala nam to na niezależność artystyczną, ale również ogranicza, bo muzyka nie jest i nie może być priorytetem, któremu podporządkowane jest nasze życie.

DC: Zawsze nurtuje mnie to, czym muzycy zajmują się poza tworzeniem muzyki. Jak jest w Waszym przypadku?

LDV: My poza muzyką żyjemy rodzinami, pracą i ewentualnym hobby - dokładnie w tej kolejności. Niektórzy żyją też rodziną pracą i muzyką i tylko czasami można sobie pozwolić na wahnięcie między pozycją 2 i 3 (śmiech).

DC: W takim razie, jak wy radzicie sobie z tym ciężarem bycia rockmanami i, przede wszystkim, jak znoszą was wasze rodziny?

LDV: To proste - mamy wszyscy niebywałe szczęście związane z faktem, że u naszych boków trwają wspaniałe osoby. To jest podstawa, związek złożony z normalnych ludzi rozumiejących jakieś fascynacje swoich drugich połówek (wybacz, że używamy takiego sformułowania, ale nie wszyscy mamy sformalizowane związki). Dzięki temu modelowi jasne jest, że istnieją takie rzeczy jak "święty termin", czyli dni i godziny grania prób. Wszystkie pozostałe momenty, oczywiście poza pracą zawodową, to chwile dla rodziny.

DC: ... i dla "świętych terminów" waszych połówek (śmiech)

LDV: Oczywistym jest również to, że nasze drugie połówki również mają swoje zainteresowania i pasje, a co za tym idzie, również posiadają swoje "święte terminy" (śmiech). Pogodzenie tych wszystkich rzeczy jest zatem jedynie kwestia bycia osobą zorganizowaną. Jedyny problem, jaki może się pojawić, to za krótka doba.

DC: A macie jakieś hobby zupełnie niezwiązane z muzyką?

LDV: Niestety dzień ma tylko 24 godziny i muzyka skutecznie wypiera, a na pewno ogranicza inne formy aktywności. Są w zespole wyjątki potwierdzające tę tezę, ale to przypadki mniejszościowe i wymierające, jak R.i.P. i jego wypady w góry lub do jaskiń.

DC: Czy jako rockmani macie problemy z alkoholem i innymi nałogami? Wiesz o co chodzi "sex, drugs and rock'n'roll"...

LDV: Od czasu, jak rozstaliśmy się ostatnio z jednym kolegą, spożycie w zespole spadło o jakieś 47% (śmiech). Ale nie ma co ściemniać, nikt w zespole nie jest też abstynentem.

DC: Niedawno pożegnaliśmy stary rok, czego wam życzyć w tym nowym?

LDV: Nam? Oczywiście samych sukcesów. A Tobie? Udanych audycji radiowych, ciekawych artykułów, nagrody Pulitzera i czego tam sobie życzysz. Ludziom? Kochajcie i szanujcie się. Muzyce? Niech trwa jako najwspanialszy środek łączący ludzi.

DC: Dzięki wielkie za piękne życzenia i rozmowę.

LDV: Dzięki, pozdrawiamy wszystkich fanów RockMagazynu!

wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony zespołu

Damian Ciura

dodajdo

Komentarze

olson

11:02, 09-02-2012 | zgłoś

Niezwykle ciekawy wywiad, w który aż się chce wczytywać. Zapewne jest to przede wszystkim zasługa iście trafnych pytań redaktora, dzięki którym "płyniemy" w owej rozmowie. Muszę przyznać że wcześniej nie zagłębiałam się w twórczość LOVE DE VICE, po dzisiejszym artykule to zrobię. Oby więcej takich wywiadów!

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.