Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Maciek Szajkowski - R.U.T.A. - Chcieliśmy stworzyć muzykę prymitywną, jak najbardziej obrazoburczą, dziką, herezyjną.

15 Stycznia 2013

"Krzyk buntu z czeluści świata feudalnego, który przeminął, zmienił oblicze, ale się nie skończył. Sprzeciw wobec kasty panów i społeczeństwa niewolników. - to fragment z charakterystyki umieszczonej na oficjalnej stronie punkowo-folkowego projektu R.U.T.A., o którym słyszał już chyba każdy, kto choć trochę interesuje się polską muzyką. O idei powstania "pieśni buntu" i nie tylko opowiada nam inicjator całego zamieszania - Maciek Szajkowski, szerzej znany jako założyciel i lider Kapeli Ze Wsi Warszawa.

fot. Katarzyna Chmielewska
fot. Katarzyna Chmielewska

RockMagazyn: Czy można powiedzieć, że R.U.T.A. to Twoja reakcja na to, co dzieje się w Polsce i na świecie. Z czego dokładnie zrodził się pomysł powołania tego projektu?

Maciek Szajkowski: R.U.T.A. to nie tylko reakcja na to, co się dzieje w Polsce. Już dawno chciałem zająć się tym tematem, tyle że wcześniej wydawał mi się on zbyt trudny, wymagający i jednocześnie zbyt okrutny. R.U.T.A. zaczęła grać pierwsze próby już w 2010 r., czyli wcześniej niż wydarzenia, które miały miejsce w Polsce, w Europie i na świecie - mam tu na myśli np. Arabską Wiosnę, inicjatywę "Occupy Wall Street" czy powstanie Ruchu "Oburzonych". Latem spotkałem się z Kamilem Rogińskim w Krotoszynie, wprowadziłem go w temat, a jemu szalenie spodobał się ten pomysł i koniecznie chciał go ze mną realizować. Kamila znam już od jakichś 20 lat, jeszcze z tej pierwszej folkowej ekipy, jest to muzyk związany z takimi zespołami jak Rivendell, później Dziki Bez Czarny, Klinika Lalek i teraz Orkiestra Rivendell i Dhoad Rivendell. Spotykaliśmy się już na początku lat 90. na festiwalach, jakie wówczas w Polsce mieliśmy, czyli Mikołajki Folkowe w Lublinie, Folk Fiesta w Ząbkowicach, Folk Fest w Krotoszynie czy Folkowa Majówka w Radomiu. Kamil zaskoczył mnie o tyle, że bardzo poważnie do tego podszedł - podczas gdy inni, z którymi rozmawiałem, zgłaszali gotowość, on od razu przyjechał do Warszawy i ewidentnie chciał to robić. I tak przeszliśmy od słów do czynów. Ja wskazywałem na pieśni i opracowania, mówiłem jak to powinno brzmieć, a Kamil przekładał to na tzw. funty, czyli zapisy nutowe na poszczególne instrumenty, nadawał tempa i konkretne barwy. Bardzo szybko pracowaliśmy, było to takie przekładanie energii, która się wokół nas wytworzyła, na papier, na instrumenty, na konkretne pomysły. Energia ta bardzo precyzyjnie strumieniem przepływała do naszych głów i przekładała się na dźwięki. Wczesną jesienią weszliśmy do studia, w międzyczasie zagraliśmy jeszcze koncert na Kontrabalu Dziennikarzy, gdzie to się bardzo spodobało. Zabawne, bo od razu po wyjściu ze studia S4 pojechaliśmy zagrać pierwszy koncert, kiedy część muzyków nawet jeszcze dobrze nie pamiętała tych tematów. W styczniu 2011 ukazała się płyta, a w lutym zaczęły się wszystkie wydarzenia związane z Ruchem "Oburzonych" w Katalonii w Hiszpanii, później w marcu i kwietniu miała miejsce rewolucyjna Wiosna Ludów w Tunezji, Egipcie, itd.

RM: Jak w ogóle docierałeś do tych pieśni? Przekopywałeś biblioteki? Jeździłeś w teren?

Maciek: To, że takie pieśni istnieją i są zapisane wiedziałem już od kilkunastu lat. Na płycie "Wiosna Ludu" Kapeli ze Wsi Warszawa mieliśmy taką pieśń "Żurawie" - wtedy właśnie zetknąłem się z antyfeudalnymi pieśniami, jednak wówczas wydawały mi się one zbyt krwawe i nie chciałem zagłębiać się w te tematy. Ale one do mnie wracały co kilka lat. Później z Marcinem Lićwinką jeździliśmy na Suwalszczyznę i odkryliśmy ten region jako fantastyczną krainę, taką enklawę, gdzie występuje śpiew wielogłosowy, pojawiają się wschodnie ornamenty, orientalne skale, itp. Bo w Polsce dominuje jednogłos, a tam pojawia się coś, co Wojtek Waglewski nazywa skalą muzułmańską. Zachwyciło mnie to, że w Polsce taki region istnieje i nie jest jakoś szczególnie eksplorowany. Spędzaliśmy tam miło czas, badając różne historie i zapoznając się z ludźmi. Dotarliśmy do takiej pieśni "Powałem", która opowiada o chłopie, który niszczy plony swojemu gospodarzowi dlatego, że ten go źle traktuje. Uwieczniliśmy tę pieśń na płycie "Wykorzenienie" z 2004 r. Więc ten temat znów do mnie powrócił. Być może już wtedy bym się za to zabrał, gdyby nie intensywność działań Kapeli - lata 2005-2007 to ciągłe wyjazdy w trasy i zwyczajnie nie miałem czasu na nic innego. Po płycie "Infinity" troszeczkę się uspokoiło, troje muzyków z Kapeli doczekało się dzieci, intensywność wyjazdów zmalała i mieliśmy więcej czasu dla pobocznych działań. Wtedy zacząłem badać tematykę, zbierać literaturę. Pomógł mi Mateusz Dobrowolski, młody, pełen zapału jegomość, który przetrząsał biblioteki i archiwa. Wiedziałem, że z jednej strony jest to bardzo ważny, a z drugiej przemilczany, przekłamywany, z premedytacją niepodejmowany temat. Z dzisiejszej perspektywy jestem w stanie wytłumaczyć sobie, dlaczego... Bo najpierw w Polsce mieliśmy zabory, nieudane powstania, później krótkie XX-lecie międzywojenne, a potem znowu wojnę, okupację i komunę. Więc ciągle ten kraj poddawany był okrutnym próbom i żeby morale ludzi dodatkowo nie pognębiać, starano się idealizować albo wymyślać różne historie, jak Sienkiewicz "ku pokrzepieniu serc". Stworzył on tę mitologię szlachecką, która dzisiaj trochę odbija się czkawką, ale kiedyś umacniała wspólnotę i podnosiła na duchu. Inną kwestią jest to, że historię piszą zwycięzcy. A chłop był niepiśmienny, nie uwiecznił na kartach historii swoich ciężkich losów. Robili to dopiero w końcu wieku XIX i XX tacy chłopscy działacze jak Jakub Bojko czy Wincenty Witos. Więc ten temat był pomijany w rodzimej historiografii, a nawet, co szczególnie dziwne, nawet jeśli był podejmowany, np. przez pisarzy oświeceniowych, nie przebił się do zbiorowej świadomości. Przestrogi pisane przez Kołłątaja, Staszica i innych były jak grochem o ścianę. A Rej czy Staszic uderzali w najwyższe tony - Staszic w swojej odezwie do Sejmu mówił, że pańszczyzna doprowadziła do upadku Rzeczypospolitej. Ale takie świadectwa schodziły na drugi, trzeci plan i nigdy nie było jakiegoś historycznego momentu opamiętania. Ktoś trafnie zauważył, że szlachta wolała utracić niepodległość kraju niż któryś ze swoich przywilejów. Próbowano to zmienić przy okazji Konstytucji 3 maja, ale wtedy było już za późno, rozbiory już się dokonały. To ocknięcie przyszło sto lat za późno. I to się przełożyło na upadek jednego z najpotężniejszych państw ówczesnej Europy. Właśnie w historii znalazłem wiele odpowiedzi na bardzo wiele kwestii związanych z pewną psychologią naszego narodu, z pewnymi mechanizmami, które tutaj następują pokoleniowo, są dziedziczone.
R.U.T.A., przez ten pryzmat zniewolonego społeczeństwa, niechcący opowiedziała kilka ważnych aspektów naszej historii w bardzo uniwersalny sposób. Myślę, że ktoś, kto zapoznał się z płytą i książeczką, wyciągnął podobne wnioski. Projekt R.U.T.A. jest mocny w swojej formie, ale taki musiał być, żeby potrząsnąć umysłami i sumieniami oraz poszerzyć świadomość. Chcieliśmy stworzyć muzykę prymitywną, jak najbardziej obrazoburczą, dziką, herezyjną. I mieliśmy pełne przekonanie, że wkładamy kij w mrowisko, a jednocześnie, że budzimy pewne moce i demony i wywołujemy silną reakcję. Nie spodziewaliśmy się jednak, że jej skala i siła rażenia, która nastąpiła później, będzie tak szeroka, że aż do tego stopnia wyjdzie poza pewien interior, w którym my funkcjonowaliśmy.

RM: Uważasz więc, że płyta "Gore" była takim zjawiskiem oryginalnym na skalę światową? Bo mariaż heavy metalu czy death metalu z muzyką folkową jest już znany od dawna i praktykowany właściwie wszędzie, zwłaszcza w krajach wschodnich. Natomiast mariaż punkrockowej ekspresji wykrzykującej chłopskie teksty to chyba rzadkość?

Maciek: Na pewno nie myśleliśmy o skali światowej. Tak naprawdę to robiliśmy płytę raczej kameralną, taką dla nas. Nikt z nas nie zakładał, że będziemy z tym grali koncerty. A jeśli chodzi o mariaż tego typu dźwięków z punk rockiem, to były już takie przypadki w przeszłości, świetnym przykładem jest chociażby brytyjski Under The Gun, Chumbawamba, The Ex - ci ostatni chyba najwięcej zrobili w tym kierunku. Wreszcie fala bandów ze wschodu - Krivi, Uria, Perkalaba, The Ukrainians, Gogol Bordello. Mnie bardzo inspirowała londyńska scena Asian Underground, gdzie też były pewne odniesienia do punk rocka, na przykład pierwsze płyty Nation Records były osadzone w punk rocku i w muzyce Wschodu.

RM: Druga płyta "Na Uschod. Wolność albo śmierć" to kontynuacja idei, czyli znów nawoływanie do buntu, ale tym razem przeniosłeś ten bunt na Ukrainę, Białoruś, do Rosji. Dlaczego akurat tamte rejony?

Maciek: Inspiracje pojawiły się przy okazji koncertów R.U.T.Y. Dostawaliśmy zaproszenia na różne imprezy i festiwale, m.in. na festiwal Basowiszcza, na którym trafiliśmy na środowisko Białorusinów i Ukraińców mieszkających w Polsce. Poza tym to właśnie ze Wschodu przyszedł bardzo ciekawy oddźwięk, płyta "Gore" bardzo się tam spodobała. Dla mnie to było dość wymowne, tzn. uświadomiłem sobie, że oni tam w dalszym ciągu zmagają się z tyranią, opresją, z tym, co u nas zostało już wypracowane, przynajmniej w takiej podstawowej formie. W tym czasie wspólnie z Igorem Znykiem robiłem też koncert dla Polskiego Radia "Usłysz Białoruś". Nie był to żaden manifest, chodziło tylko o pokazanie, że jesteśmy z nimi, że wiemy, co się u nich dzieje i w jakiś duchowy sposób się z nimi solidaryzujemy. Na tym koncercie wystąpiła Nasta Niekrasava, którą zresztą widziałem przy okazji festiwalu Nowa Tradycja. Ją również R.U.T.A. bardzo zainteresowała. Więc Igor zaproponował, żebyśmy wspólnie przygotowali jakieś pieśni białoruskie na festiwal Basowiszcza. Zgodziłem się, pomyślałem, że zrobimy na próbę ze 3 pieśni i zobaczymy z jaką spotkają się one reakcją. Zagraliśmy je, a to, co nastąpiło, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - ludzie dosłownie oszaleli. Mimo że już wcześniej R.U.T.A. była świetnie przyjmowana na pierwszych koncertach - jako taki powiew świeżości, energii, witalności - to tutaj reakcje były wręcz nieprawdopodobne. Był to dla mnie sygnał, że warto iść tym tropem i zgłębić tę tematykę, tym bardziej, że nawet na Białorusi czy Ukrainie nikt tych pieśni nie opracował. Poprosiłem więc o pomoc Nastę, Igora i grupę ich przyjaciół, m.in. etnologów związanych z Uniwersytetem w Mińsku i Uniwersytetem Warszawskim. Nasta wyjechała na kilka miesięcy w teren, by przeprowadzić badania w poszukiwaniu tematów. Ale wiedziałem też, że to nie może być płyta tylko białoruska, bo to by nas w pewien sposób ograniczyło. Zaprosiłem więc do współpracy zespół Hulayhorod, który jest dla mnie wzorem jeśli chodzi o maestrię, piękno, kunszt wokalny. Mimo że wywodzą się oni z dość tradycjonalistycznego środowiska, są jednak otwarci na wszelkiego typu współpracę i eksperymenty. Kilka lat temu nagrali płytę wspólnie z rockową kapelą ukraińską Tartak i było to świetne połączenie muzyki rockowej z muzyką folkową czy pieśniami tradycyjnymi. Ku mojemu zdziwieniu, muzycy z Hulayhorod od razu przyjęli zaproszenie i rozpoczęli badania na Ukrainie. Latem 2011 r. zaprosiliśmy ich do Polski na koncerty w Rzeszowie, Lublinie i we Wrocławiu, a oni przywieźli pieśni przygotowane specjalnie dla nas. Również latem weszliśmy do studia w Lublinie i uwieczniliśmy je.

RM: Skąd w ogóle wzięła się u Ciebie ta fascynacja folkiem? Studiowałeś Nauki Polityczne i Dziennikarstwo, twój pierwszy zespół - Antidotum - to też coś innego, bo punk rock...

Maciek: Wzięło się to z muzycznych eskapad i poszukiwań w ramach muzyki. Punk zawsze stanowił dla mnie punkt wyjścia, taki portal do badań tego, co dzieje się w muzyce. Tacy ludzie jak Joe Strummer z The Clash, Steve Ignorant z Crass czy Jello Biafra z Dead Kennedys to byli właśnie poszukiwacze, eksperymentatorzy, progresywni artyści. Mimo że wywodzili się oni z estetyki punk rocka, dla nich również była to płaszczyzna do szeroko zakrojonych poszukiwań. Dla mnie punk, ruch punkowy i później scena hardcorowa oznaczały to, że pewne rzeczy punktuję, kontestuję, ale generalnie jestem otwarty na innych. Takiego otwarcia i poszukiwania w ramach muzyki nauczyli mnie ci ludzie. A z drugiej strony, oprócz ciekawości muzyki w ogóle, była we mnie także chęć odnalezienia czegoś, co by ukoiło moje poszarpane nerwy. No bo ile można się drzeć, człowiekowi w końcu siada psyche. Nikt nie jest z betonu. Chociaż... paru jest ... Więc szukałem jakiejś formy ukojenia dla zdrowia psychicznego, dla higieny i pielęgnacji umysłu i ducha. I muzyka folkowa wydała mi się najlepszym tego sposobem, bo bardzo szybko przyniosła stany terapeutyczne. Ma ona w sobie taki potencjał energetyczny odnoszący się gdzieś do pramuzyki, do naszych kodów genetycznych mocno w nas tkwiących. Ta muzyka jest pewną ekspresją ducha, witalnością i jednocześnie może być katharsis. Kiedy zacząłem słuchać muzyki etnicznej, stwierdziłem, że to jest to czego poszukiwałem. Ta muzyka mnie niesłychanie wciągnęła i zauroczyła, totalnie się w niej zakochałem. Od muzyki Azji, przez muzykę Afryki, do muzyki północnej i wschodniej Europy, itd.

RM: Muzyka folkowa jest bardziej popularna za granicą niż u nas?

Maciek: Oj, zdecydowanie! Wystarczy pojechać do Niemiec i zobaczyć, co tam się dzieje - w Berlinie praktycznie codziennie jest jakiś tego typu koncert. Polska, mimo że coraz częściej pojawia się w zainteresowaniach organizatorów tras zespołów, wciąż jest traktowana trochę na zasadzie prowincji. Jesteśmy prowincją Europy - musimy zdać sobie z tego sprawę i uczynić z tego atut. Powinniśmy zrobić wszystko, aby stać się interesującym, atrakcyjnym miejscem jako prowincja. Adam Smith, ojciec nowożytnej ekonomii mówił, że Polska to kraj, w którym nic ważnego się nie produkuje. Ale nie ma co się wpędzać w kompleksy, tylko to wykorzystać - mamy lasy, łąki, jeziora, świetne jedzenie, spirytualia i skarbnicę różnorodnych tradycji i regionów... tego ludzie też w świecie szukają.

RM: Chyba jednak idziemy w innym kierunku...

Maciek: No niestety, idziemy w innym, bo to są te kompleksy, te wielkopańskie iluzje i fantasmagorie. To jest to postniewolnicze myślenie.

RM: Ale obecnie zainteresowanie folkiem w naszym kraju jest chyba nieporównywalnie większe niż te 15 lat temu, kiedy zakładałeś Kapelę? Scena folkowa zdaje się mieć coraz większy potencjał, a ludzie chyba coraz lepiej ją rozumieją...

Maciek: Owszem, scena folkowa w Polsce bardzo się rozwinęła. Wspomniałem już lata 90., początki tej sceny, kiedy Orkiestra św. Mikołaja i ludzie wokół tworzyli jej podwaliny. Później był festiwal Mikołajki Folkowe, zaczął wychodzić jedyny magazyn dedykowany tej muzyce - Gadki z Chatki, Chatka Żaka przy UMCS-ie w Lublinie stała się takim miejscem spotkań i wymiany inspiracji. Było kilka festiwali, ale można było policzyć je na palcach jednej ręki. I była garstka entuzjastów, admiratorów tej muzyki, którzy z różnych miejsc Polski przyjeżdżali na zgrupowania, zloty, warsztaty, sabaty. Ale cała przygoda z muzyką etniczną, muzyką świata zaczęła się w tym kraju już w latach 70. od zespołu Osjan. Później, w latach 80. powstały zespoły Syrbacy, Kwartet Jorgi, Open Folk, Varsovia Manta, a jeszcze później wraz z Orkiestrą św. Mikołaja pojawiły się Chudoba, Trebunie-Tutki, Czeremszyna, Kroke i inni. Więc lata 90. przyniosły ogromną zmianę, taką małą rewolucję, która pociągnęła za sobą progres, a na koncertach zaczęła pojawiać się coraz szersza i różnorodna publiczność. Muzyka folkowa zaczęła wreszcie jakoś funkcjonować, jeszcze w nurcie undergroundu, ale można już było do niej dotrzeć. Po roku 2000 było już kilkanaście festiwali, każde większe miasto zaczęło zabiegać o to, by taki festiwal bądź taką scenę mieć u siebie, albo przynajmniej raz na jakiś czas zrobić folkowy koncert. Więc tak, to zainteresowanie bezustannie rośnie.

RM: A zgodziłbyś się z taką tezą, że w Polsce jednym z pionierów łączenia folku z muzyką popularną był Czesław Niemen ze swoją płytą "Enigmatic"?

Maciek: Na pewno był on kimś, kto odwoływał się do pewnej estetyki folkloru, występował przecież w białoruskich strojach ludowych. I ten akcent, ta słowiańskość obecne były w jego piosenkach. Myślę, że tzw. scena big-beatowa - Skaldowie, No To Co, Trubadurzy, etc. - również miała wiele takich odniesień. To było trochę koncesjonowane i inspirowane przez władzę, która chciała, żeby "polska młodzież śpiewała polskie piosenki" i odwoływała się nie do anglojęzycznego rock'n'rolla i kultury anglosaskiej, a właśnie do tej polskiej, ludowej. Ale zespoły big-beatowe robiły to bardzo wdzięcznie i ja nie czuję w tym za dużo sztuczności czy żenady. Uważam, że to się broni po latach, niektóre utwory nadal brzmią świetnie. Dzisiaj już nie ma wielu podobnych zespołów, które by grały z takim biglem.

RM: Folklor wielu ludzi kojarzy przede wszystkim z cepelią. A jakie skojarzenia budzi muzyka folkowa?

Maciek: No czymś innym jest folklor, folk, a jeszcze czymś innym coś, co nazywamy tradycją, czy tradycjonalizmem. To są bardzo różne pojęcia. Jeśli chodzi o folklor to wydaje mi się, że ludziom, którzy zupełnie się tym nie interesują, kojarzy się z czymś bardzo przebrzmiałym, anachronicznym, pieśnią przeszłości minionych pokoleń. Zjawiskiem nadal obecnym, ale właściwie tylko na zasadzie skansenu. Natomiast czymś innym jest folk jako scena muzyczna i część współczesnej kultury. Bo folk ma budować pomost do świata, który przeminął albo przemija, który z tego folkloru się wywodzi, a który jest elementem nas samych, naszej kultury, tożsamości, tradycji, języka, itd. I z lepszym bądź gorszym skutkiem scenie folkowej to się udaje. Czymś jeszcze innym jest folkloryzm, czyli takie stylizowanie się młodych ludzi na dawne zwyczaje - rewitalizacja czy tzw. rekonstrukcja. No i czym innym jest ideologia tradycjonalistyczna, która bliska jest nacjonalizmowi, która kontestuje folk dlatego, że tradycjonalizm zakłada hibernację pewnego świata, nawet jeśli ten świat już dawno odszedł do przeszłości, nawet jeśli jest martwy lub zupełnie zmienił swoje oblicze. I w ramach tej ideologii chodzi o to, by nie następował żaden progres, ewolucja, żeby zatrzymać świat w takiej bardzo skostniałej postaci, która praktycznie już nie funkcjonuje. Na przestrzeni lat przybiera to większe lub mniejsze rozmiary, ale z powodów obiektywnych i naturalnych, nie ma większego znaczenia, ponieważ już starożytni za Heraklitem zauważali, że "panta rhei", zmiana jest centralnym elementem świata. Są to więc różne zjawiska. Dla mnie najbliższa jest oczywiście scena folkowa i to, co się dzieje w ramach pewnych poszukiwań archetypów ściśle nam przypisanych, takich kulturowych i tożsamościowych kodów DNA - odkrywanie ich i interpretowanie we współczesnym duchu. Ale nie zakładam, że jest to naginanie się do mód i trendów, jakie obecnie funkcjonują, ale szukanie odpowiedzi na odwieczne dylematy - skąd pochodzimy, kim dzisiaj jesteśmy, my - ludzie funkcjonujący w takim wielowymiarowym świecie, w którym można sobie swobodnie przekraczać granice i geograficzne i stylistyczne. Nikt z muzyków, z którymi współpracujemy nie ogranicza się dziś do jednego stylu, broniąc twardo jego estetyki czy kanonu, dlatego, że obecnie to nie ma racji bytu, te podziały po prostu się zatarły. W muzyce wielu zespołów, czy to rockowych czy jazzowych, jest wiele elementów etnicznych. Cała muzyka popularna ma swoje początki w ludowości. Legendarny Willie Dixon zauważył, że blues to korzenie, a reszta muzyki to owoce. Dostęp do tych owoców dziś jest łatwiejszy niż kiedykolwiek. I myślę, że jest to dobrodziejstwo współczesnych czasów. Czy dlatego, że w Polsce - trzymając się tej dixonowskiej metafory - nie rosną pomarańcze, banany, cytryny, mamy ich nie jeść i wpieprzać tylko kartofle? Niektórzy tak myślą, nie godzą się na postrzeganie muzyki jako kosmosu, plują na to, zamykają się we własnych gettach. I ja to rozumiem, ponieważ sam przez jakiś czas uważałem, że nie powinno się pewnych rzeczy nadużywać, mieszać, czy w ogóle robić. Ale po całej masie doświadczeń, zwłaszcza z ludźmi ze świata, widzę, że jest to proces nieuchronny, proces, który już od dawna na świecie istnieje i tworzy nową jakość muzyki. Nie będę przecież zawracał kijem Wisły... choć mamy wolność i jak ktoś chce się bawić we flisaka a rebours - nie widzę przeszkód, byle tylko tym kijem nie walił mnie po głowie, bo mogę oddać. Poprzez technologie, głównie Internet, mamy dziś dostęp do bardzo wielu dziedzin sztuki, do muzyków z różnych stron świata i możemy dokonywać rzeczy zupełnie nowych i przełomowych. I scena folkowa zawsze była progresywna w swoim duchu. Co więcej, nigdy nie była hermetyczna, wykluczająca, ortodoksyjna czy zbyt konserwatywna, czego dowodem jest fakt, że w jej orbicie, chcąc nie chcąc, po latach tułaczki i alienacji, wylądowali i ci wspomniani tradycjonaliści, konstatując, że tematyka, do której się odnosimy, co prawda różnie ją interpretując, jest jednak wspólna.

RM: Wspomniałeś tych, którzy nie godzą się na pewne kompromisy. Wielokrotnie sam podkreślałeś, że R.U.T.A. z założenia ma skupiać muzyków, którzy "nigdy w swoich działaniach nie zaprzedali się mamonie, modzie, pokusom". Gdzie zatem według Ciebie leży ta granica? Co jest do zaakceptowania a co nie?

Maciek: Tak, choć z wiekiem człowiek łagodnieje. Stałem się bardziej wyrozumiały w pewnych kwestiach. Jeśli nikt nie ingeruje w to, co sobą reprezentujesz, w to, jaki masz przekaz, wizerunek, światopogląd, w to, co jest twoją twórczością, jeśli nikt ci niczego nie narzuca, a jednocześnie przez swoją postawę realizujesz samego siebie, znajdujesz w tym wolność, satysfakcję i widzisz, że to jest dobre, a przy tym nie przekraczasz tej cienkiej linii zgniłego kompromisu, zeszmacenia, to uważam, że można działać na wielu polach. Frank Zappa powiedział kiedyś, że jeśli chce się zmienić system, najlepiej jest stać się jego częścią. I wydaje mi się, że miał w tym sporo racji. Metoda konia trojańskiego jest czymś, co realizujemy w kulturze. Oczywiście część takiego kanapowego, zasiedziałego towarzystwa ma nam za złe np. że gramy na dużych festiwalach, ale sami nie robią nic. Nam też nie chodzi o jakąś rewolucję, żeby było jasne. Chodzi o poszerzanie świadomości, o coś, co jest konsekwencją i dziedzictwem akcji wolnościowych, począwszy od ruchów antywojennych, pacyfistycznych, anarchistycznych, jakichś poetycko-artystowskich bohem, po beatników, hippisów, sytuacjonistów, miejskich partyzantów, punkowców, itd. Każda z tych inicjatyw miała coś ważnego do zakomunikowania i twórczo wpływała na świadomość, zapładniając ją, poszerzając, ubogacając. Z nami jest podobna historia, do tych tradycji się odnosimy, zwłaszcza do tradycji wolnościowych. Dla nas takim imperatywem fundamentalnym jest właśnie pojęcie wolności i przejawianie jej w muzyce.

RM: To powiedz jeszcze na koniec, co Ci się w obecnej Polsce nie podoba, a co Ci się podoba.

Maciek: Oj, to, co mi się nie podoba... długo bym musiał gadać, to temat na osobną rozmowę ;) Generalnie staram się to wykrzyczeć w muzyce i zabierać głos w takich sprawach. A podoba mi się to, że możemy stąd wyjechać w każdej chwili, nie musimy być zakładnikami, nie musimy się tutaj męczyć. Zawsze kiedy rozmawiam z Polakami za granicą, to zastanawiam się, czy ich z powrotem nie ciągnie, czy nie tęsknią. I po chwili takiej konwersacji sentymentalnej, widzę, że nie! Zwłaszcza tych starych Polonusów z Ameryki, mają pełno pretensji i złotych recept dla Polski, ale jak mówię, żeby wrócili i walczyli tu na miejscu, zawsze mają jakieś wykręty i usprawiedliwienia. Może tęsknią za rodziną, za językiem, krajobrazem, ale w duchu cieszą się, że nie muszą tu żyć.

RM: A sam nie myślałeś o tym, by wyemigrować?

Maciek: Pewnie, że myślałem, ale chyba bym nie wytrzymał. W okresie, kiedy dominowała tu jedna taka partia, dostaliśmy nawet poważną propozycję od Amerykanów z Seatlle, by tam zostać, oni obiecali pomoc w uzyskaniu azylu politycznego. Bo wydawało im się, że to, co się u nas w tamtym okresie działo, to był jakiś koszmar - rządy nacjonalistów, polowania na innowierców i inaczej myślących - niemal jak Austria za czasów Haidera. Wtedy śmialiśmy się z tego. Ale gdybyśmy chcieli wyjechać, to by nas dawno już tu nie było, naprawdę dostawaliśmy różne propozycje z kilku fajnych miejsc. Ale jaka to przyjemność osiąść gdzieś na laurach? Nie ma wtedy motywacji.

RM: Maciek, dzięki serdeczne za rozmowę :)

Małgorzata Sęczak, Tommy

dodajdo

Komentarze

Purpurowy

00:55, 24-01-2013 | zgłoś

Długi fakt ale czyta się dobrze.

Adaś

00:51, 24-01-2013 | zgłoś

Dłuższych wywiadów już się nie da? No dobra, przebrnąłem i spoko. Gaduła ten Szajkowski, ale facet ma łeb na karku. Aż sięgnę po tą RUTE

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.