Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Anaconda - Buntownicy

Zespół Anaconda wydał niedawno płytę ?Buntownik? ? jest to drugi (po ?Chochli?) krążek w ich blisko 10-letniej karierze. Zawiera on to, do czego muzycy przyzwyczaili słuchaczy na koncertach - pełne energii, mocne, gitarowe kompozycje. Zespół ma już gotowy materiał na kolejny album - ?Podróż z echem?, który zostanie wydany najprawdopodobniej jeszcze w tym roku. W naszej redakcji miałem przyjemność spotkać się z dwoma muzykami Anacondy ? Rafałem Rzeźnikiewiczem (gitarzystą, autorem tekstów, kompozytorem i producentem) i Rafałem Huszno (który niedawno zasilił skład zespołu jako wokalista).

Na to ponad trzygodzinne spotkanie, złożyło się poza samym wywiadem, przesłuchiwanie nowego materiału i dyskusje o sprawach około muzycznych. W samej rozmowie, poza tematem Anacondy, poruszałem wątek kariery Rafała w latach 80-tych, z grupą Akron, która w historii krajowego rocka zapisała się znacząco. Nie zabrakło też kwestii pozornie pobocznych, jak sytuacja na rynku muzycznym, festiwale, czy życie muzyka rockowego. Niektóre z nich pojawiały się w wyniku długich, często wychodzących poza wątek, odpowiedzi muzyków. Rozpocząłem jednak od nawiązania do tytułu ich ostatnio wydanej płyty.

Bartłomiej Biga: Czy uważacie się za buntowników?

Rafał Rzeźnikiewicz: Tak- przynajmniej jeśli chodzi o mnie prywatnie. Ja mam taka naturę - od lat miałem z tym różne problemy. Wydaje mi się też, że nasza muzyka zawsze miała charakter buntowniczy i wywrotowy. Zwłaszcza w zespole Anaconda ? od początku wszystkie utwory były skierowane w jakimś konkretnym nurcie. Na pierwszej płycie - "Chochla" w warstwie tekstowej też było wiele buntowniczości ? ten aspekt przewijał się zatem od początku. A na płycie "Buntownik" jest to już zrobione świadomie i celowo.

BB: A który utwór uważacie za Wasz najważniejszy protest-song?

RZ: Musiałbym się zastanowić... Jest kilka mocnych utworów, bardzo mocnych. Niektórych nawet nie gramy na koncertach... bo tak mocne są. (śmiech)

BB: To mówi samo za siebie...

RZ: Na przykład na pierwszej płycie - "All your gods", na drugiej - "Dziki krzyk ulicy", czy "I znów popłynąć do Itaki", czy tytułowy "Buntownik" - takie psychodeliczne rzeczy. Natomiast sam nie wiem, czy jest jakiś utwór, który jest najważniejszy, tak jak "Child in time" dla Deep Purple? Choć oni sami podobno nie uważają go za jakiś szczególnie ważny.

BB: Ale on był dla nich początkiem...

RZ: Ian Gillan (wokalista Deep Purple- przyp. BB) mówił, że w Europie Wschodniej ten utwór jest uważany za natchniony, a oni wykonują go jak każdy inny, ale to już jest ich rzecz. Natomiast u nas, jest kilka utworów, które są bardzo mocne i znaczące dla konwencji zespołu, leżące jakby w tym nurcie, który nam odpowiada.

BB: Bunt jest często fundamentem rewolucji. Od lat nie zmienia się to, że kolejne pokolenia muzyków buntują się i co pewien czas powoduje to w muzyce rockowej odrodzenie - przewrót. W dużym uproszczeniu można powiedzieć: lata 50-te rock'n'roll, 60-te rock progresywny, 70-te punk, 80-te heavy metal, 90-te grunge, przełom wieków nu-metal. Jak sądzicie, w którą stronę teraz pójdzie muzyka w wyniku owego buntu?

RZ: Jeśli chodzi o bunt, to uważam, że za mało jest go w Polsce. Sądzę, że w tym momencie, jeśli mówimy nawet od strony filozoficznej o tym zjawisku, powinno go być więcej w ludziach. Wydaje mi się, że ten duch ideowości i buntu trochę zanikł. Było to zjawisko bardziej odczuwalne w latach 80-tych, w nurtach, które się wówczas pojawiały...

Rafał Huszno: w subkulturach

RZ: Bunt przeciwko rzeczywistości. W tej chwili ludzie godzą się na pewne rzeczy. A jeżeli się już buntują, to nie bardzo wiedzą przeciw czemu, być może rzeczywistość , która nas otacza jest bardziej skomplikowana a ten bunt, który jest tutaj (wskazuje na płytę - przyp. BB), dokładnie wiemy przeciw czemu on jest. Może to nie jest proste do wytłumaczenia, ale w dzisiejszych czasach ma to wymiar podstawowy, bo szereg rzeczy, chociażby branża muzyczna, zabrnęło w takie nurty, które są zdecydowanie niekorzystne dla wykonawców i dla twórców. A to jest niepotrzebne. To zabija inwencję, kreatywność... Nic nie wskazuje na to, żeby w Polsce muzyka rockowa nie miała cieszyć się popularnością. Więc dlaczego nie ma jej w mediach? Nie w ogóle jej nie ma nigdzie? Dlaczego jest zepchnięta na margines?

BB: Pytam o ten bunt właśnie w kontekście sytuacji na rynku muzycznym, polityki wytwórni, stacji radiowych. Czy zatem dziś, młode zespoły powinny się przeciw temu buntować?

RZ: Jeszcze szerzej - młode zespoły powinny się buntować przeciwko rzeczywistości... Być może one nawet tego nie wiedzą, bo my gdy zaczynaliśmy też nie wiedzieliśmy, jakie są zależności na rynku muzycznym. Więcej niezależności! W tej chwili muzyka jest uzależniona od producentów, firm i sponsorów bardziej niż kiedykolwiek.

RH: Podstawową cechą wykonawców powinno być to, że gram to, co chcę.

RZ: Gram to co chcę i wyrażam te rzeczy, które uważam za stosowne. Ja nie mówię, że muzyka rockowa ma polegać tylko i wyłącznie na negowaniu pewnych rzeczy. Bo wiadomo, że w niej można wyrażać wszystkie uczucia, jest to przecież język uniwersalny. I to niezależnie, czy jest to rock, czy muzyka symfoniczna. My jako Anaconda nigdy nie pozostawialiśmy słuchacza obojętnym na koncertach. Rzadko zdarza się, żeby ktoś powiedział, że to było takie sobie.

BB: W kontekście tego co mówisz, jak oceniacie młode tarnowskie zespoły?

RZ: Rynek muzyczny w Polsce jest większy niż się nam wydaje. Jest mnóstwo młodych ludzi, którzy muszą walczyć o możliwość wyrażania uczuć we własnym kraju. To jest dosyć dziwne. I dlatego nasza płyta ma taki tytuł. Po to, by powstał bunt przeciw zastałej rzeczywistości - skomercjalizowanej w sposób czerstwy, powiedziałbym - karykaturalny, w tej chwili.

BB: A czy możecie wyróżnić jakieś zespoły, które przypadłyby Wam do gustu?

RH: Polski Cukier - punkowa grupa. Czuband - bardzo fajna kapela. Oni nie grają ostro, nie grają ciężko. Ja widzę co się dzieje z ludźmi, gdy oni występują. To jest kapela na piknik i na koncert. Był niedawno przegląd w Tarnowskim Centrum Kultury i tam było kilka kapel, które chcą coś robić i grają przyzwoicie. Warsztat muzyczny nawet mają, jak na ich wiek, całkiem niezły.

RZ: Nam ciężko jest o tym mówić obiektywnie, bo mamy całą masę spraw poza Tarnowem. Szczerze powiedziawszy, to czasem nie wiemy co się dzieje nawet w najbliższym otoczeniu, w rodzinie. I dlatego pewnych rzeczy się nie wie, nie zna. Ostatnio spędziliśmy wiele godzin w studiu, bo pracowaliśmy nad nową płytą - kolejną po "Buntowniku". Był taki czas, że spędzaliśmy tam po 8-10 godzin.

BB: Ale wróćmy do czasów, kiedy to Akron był młodym tarnowskim zespołem.

RZ: Start wtedy wyglądał o wiele lepiej niż dziś. Choć czasy były o wiele cięższe. Była jednak większa możliwość zaprezentowania własnej twórczości. Nasz zespół w latach 80-tych wystąpił m.in. w Turnieju Młodych Talentów - byliśmy tam w "Złotej dziesiątce". To był ten sam turniej, z którego w latach 60-tych wypłynął Czesław Niemen.

RH: Generalnie było więcej imprez. Nikt nie pytał, co grasz? Występowało 40 zespołów - to był maraton - każdy po trzy, cztery numery. Ja wtedy grałem z kolegami w piwnicy. Usłyszał nas jeden człowiek i powiedział: "gracie tak fajnie, tylko szkoda, że w piwnicy - może chcielibyście spróbować u nas w domu kultury?." I z Tarnowa, do Żabna jeździliśmy dwa, trzy razy w tygodniu, bo to nam stwarzało możliwości zaprezentowania się. Może to śmiesznie zabrzmi - okazje były często polityczne - 1 maja, 22 lipca... z byle okazji organizowało się przegląd i koncerty zespołów. A teraz " Dni Tarnowa" Grały dwie, czy trzy kapele.

RZ: Bo to są już komercyjne imprezy. Dawniej były imprezy programowe - był Jarocin, gdzie graliśmy dwukrotnie, był Open Rock, którego laureatami jesteśmy. Na komercyjnych też bywaliśmy - chociażby w Sopocie, ale to już było w latach 90-tych. Jednak sensem były imprezy, które miały łączność z terenem. Przychodziło na nie 10 tysięcy ludzi i oni mieli możliwość wyboru, bo słyszeli zespół na żywo - to jak on brzmi w swoim materiale. My graliśmy wtedy głównie własne rzeczy - nie było żadnego ukierunkowania na covery. Chcieliśmy wykreować własny wizerunek. I to była zaleta tamtej rzeczywistości - była większa możliwość grania na żywo, robienia własnych rzeczy i promowania ich. Natomiast dzisiaj rynek jest taki dziwnie skomercjalizowany...

RH: i hermetyczny.

RZ: Trudno na imprezy, które są komercyjne, zaprosić zespoły poszukujące, czy awangardowe. Nie ma dla nich miejsca na festynie, gdzie się je kiełbaski, bo nikt nie będzie chciał słuchać takiej muzyki i w rezultacie muzyka zjada własny ogon.

RH: Chociaż 15 lat temu byłoby to możliwe.

BB: Czyli zgadzacie się z tezą, że lata 80-te były dla rocka w Polsce najlepsze, bo zachodnie wzorce dopiero wtedy w pełni do nas dotarły, a władza wolała, żeby młodzież traciła energię na koncertach, a nie na demonstracjach?

RZ: W pewnym sensie tak. To miało pozytywny wydźwięk i wbrew pozorom dawało dużo dobra dla muzyki.

RH: To się w ogóle miło wspomina. Także ówczesne koleżeństwo, pomoc wzajemną. To może są drobiazgi, ale "pożycz mi gitarę, pożycz mi kabel, nie mam werbla...". Kapele żyły jakby w rodzince.

BB: Wspomnieliście o Jarocinie, który z czasem obrósł w legendę. Jakie macie wspomnienia związane z atmosferę, jaka panowała na tym najważniejszym w historii polskiego rocka festiwalu?

RZ: Byliśmy dwa razy w Jarocinie. Tamtejsza atmosfera nie ma sobie równych. Może ma to trochę odniesienie teraz w tym co robi Jurek Owsiak. Choć skala Jarocina była na pewno mniejsza - wtedy było 20 tysięcy ludzi na widowni. Ale to jest legenda, coś co zostanie. Jednak należałoby zaczerpnąć z tamtych dobrych wzorców i budować coś na tym -szczególnie, że żyjemy w nowej rzeczywistości, która jest dużo bardziej korzystna pod wieloma względami. Zupełnie nie wiem, dlaczego tak się nie dzieje.

BB: A jak odnosicie to do Przystanku Woodstock, który w dużej mierze jest spadkobiercą Jarocina?

RZ: W Polsce jest też kilka innych, wartych uwagi imprez, jak choćby Węgorzewo. Ale Woodstock - faktycznie najbardziej nawiązuje do Jarocina.

RH: I podobną atmosferą.

RZ: Ale czasy inne. Atmosfera jest zbliżona dlatego, że gra się tam muzykę niekomercyjną i rockową.

RH: I widownia jest zróżnicowana. To też upodabnia te dwie imprezy.

BB: Gdyby była taka możliwość, chcielibyście wystąpić na Przystanku Woodstock?

RZ: Oczywiście. Bo przecież my gramy na różnych imprezach, choć nie tak dużych. A tam przychodzi kilkaset tysięcy ludzi. Sądzę, że nasza muzyka nadawałaby się na ten festiwal.

BB: Wysyłaliście swoje zgłoszenie?

RZ: My jesteśmy niejako zawieszeni, bo często nakłada się jedna impreza na drugą, a jeśli coś mieliśmy zarezerwowane już od pół roku, to nie możemy tego porzucić. Ale chcielibyśmy wystąpić i myślę, że kiedyś jeszcze tam zagramy, jako gwiazdy. W końcu poziom, który prezentujemy jest, taki jak trzeba.

BB: W Twojej karierze pojawił się, mówiąc delikatnie - mało rockowy epizod  - współpraca z Janem Wojdakiem i zespołem Wawele. Czym była ona podyktowana?

RZ: To było doświadczenie moje jako gitarzysty i jako człowieka. Janek zaproponował mi współpracę 8 lat temu. Podjąłem to jako ciekawe wyzwanie. Bo ja lubię różne gatunki muzyki. Słucham wszystkich konwencji, jakie tylko istnieją. Jednych jako gitarzysta, innych jako słuchacz, innych jako producent, innych jako meloman. Praktycznie słucham wszystkiego i lubię każdy gatunek muzyczny. Ja już kończę - bo Rafała nie mogę do głosu dopuścić (śmiech) Więc na tę propozycję zareagowałem pozytywnie i ona przebiegała harmonijnie ? nagraliśmy kilka płyt, zagraliśmy mnóstwo koncertów w kraju i zagranicą. Zakończyliśmy współpracę pół roku temu. Wybrałem jednak Anacondę, bo jest to nasz zespół, coś co czujemy, lubimy i możemy się w tym wypowiadać swobodnie. A to jest najważniejsze.

BB: Ostatnio sukcesami, przynajmniej komercyjnymi, okazują się duety artystów z Krzysztofem Krawczykiem. Ale śmiem twierdzić, że nie byłoby to dla Ciebie szczytem marzeń. Wobec tego, z kim najbardziej chciałbyś wystąpić?

RZ: Z Rafałem Huszno (śmiech). A Rafał z Krzysztofem Krawczykiem.

BB: Czyli wszystkie drogi prowadzą do Krzysztofa Krawczyka?

RH: (śmiech) Ja sam nie wiem... może z Agnieszką Chylińską? Mocny, żeński głos. Ta dziewczyna wie o co chodzi. Myślę, że razem moglibyśmy dobrze brzmieć. Albo Grzegorz Markowski - facet, którego bardzo szanuję.

BB: Gdy formowałeś Anacondę w 95 roku, to jakie aspiracje temu towarzyszyły?

RZ: Nie ukrywam, że chciałem, aby to była najlepsza kapela rockowa w tym kraju. Cały czas dążymy do celu i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.

BB: Opowiedzcie o tym, jak powstają utwory Anacondy?

RZ: Utwory powstają w różny sposób ? czasem na próbach, czasem nawet w studiu. Dla przykładu, ja na obniżonym stroju gitary zagrałem jakiś motyw, a Rafał coś tam dośpiewał.

RH: To powstało w przerwie na papierosa. Zacząłem nucić coś do tego, co on gra. Wróciłem do sali i powiedziałem, żeby zagrali to jeszcze raz. Potem taki kawałek się rozwija. Musi być zarejestrowany na jakimkolwiek sprzęcie, żeby go pamiętać, bo czasem na jednej próbie powstaje kilka numerów. Czekają one na swoją kolej i ich ostateczne obrobienie. Ja komponuję też na ulicy - wychodzę, coś zanucę i jest.

BB: Nie zdarza się tak, że któryś z Was przychodzi z gotową piosenką i każdemu mówi, co ma grać?

RH: Bywa i tak. Jak to Rafał mówił, czasem powstało coś w studiu na bazie jakiegoś riffu, który ktoś przyniósł - "Medialna wojna", czy "Ściek". My mówimy cały czas o nowym materiale, za który 20 lat temu trafilibyśmy prawdopodobnie do Milicji (śmiech).

BB: Skąd czerpiecie inspirację do pracy twórczej?

RZ: Ze swojej natury, z życia, z tego, kim jestem, co czuję, co myślę... Ja mam naturę filozofa. Urodziłem się w tym dniu, w którym się rodzą filozofowie (śmiech). I szereg rzeczy w warstwie tekstowej jest nawiązaniem do moich przemyśleń filozoficznych. W muzyce również jest to nawet w pewnym stopniu rodzaj mistycyzmu. Jestem spod znaku węża, a one maja trochę takiej tajemniczości. Czerpię też ze swoich doświadczeń. Przykładowo - utwór "Ściek". Tekst rozpoczyna się: "Strefy wpływów korporacji odkrywają twarz ,ciężkie tony informacji obiegają świat, era stali i atomu odpłynęła w dal, tak być miało, lecz inaczej znów się stało, dookoła tylko stal; dookoła tylko plastik, nawet nie wiesz ile tracisz, bez powietrznej wentylacji, takie życie to jak koncert bez muzyki, chyba wiesz, musisz wstać od komputera, żeby nie zjadł cię..."

RH: Nawet przesadzone są pewne wersy - "zatrute wszystkie rzeki jeziora i wody".

RZ: Tak, "musimy wstać od komputera, żeby nie zjadł nas". Dzisiejsza rzeczywistość jest komputerowa i musimy określić, czy to ona nam służy, czy my służymy jej. To jest poważne zagadnienie, że ludzie zamiast grać w piłkę, zamiast jeździć na ryby, siedzą przy komputerze i dostają schorzeń kręgosłupa. Inny utwór - "Medialna wojna": "medialny szum, medialna wojna, gęstnieje tłum i rosną konta". Czyż tak nie jest? Albo z "Buntownika" - "niewolnicy atomu ery, zapatrzeni w marzeń ekrany, od wiosny aż do sennej jesieni, całkowicie skorumpowani". To było napisane już 5 lat temu. Wydaje mi się, że teksty są odniesieniem do tego co czujemy i myślimy o rzeczywistości, a mamy dużo przemyśleń.

RH: Jeśli zaś chodzi o inspiracje muzyczne, to jest to generalnie ciężka muzyka: Rammsetein, Rob Zombie.

RZ: W moim przypadku: Slipknot, Machine Head, rzeczy, które są nawet bardziej ekstremalne od tego co my gramy. Ale inspiruje nas wszystko, nawet folklor. Dla przykładu - stworzyliśmy kawałek, nie umieszczony jeszcze na żadnej płycie - "Taniec z procą|, w którym są wplecione elementy Polki, czy Oberka.

BB: Z nowej płyty mnie osobiście muzycznie najbardziej przypadł do gustu, otwierający ją utwór "Niewolnicy". Jednak nie mam pewności, o jakich to niewolnikach jest tu mowa?

RZ: Tu chodzi o to, że ja napisałem ten tekst w kontekście ludzi, którzy są zniewoleni przez pieniądz. Miałem na myśli "niewolnicy biali, niewolnicy źli" - czyli niewolnicy w białych kołnierzykach, bo ładnie to wygląda z pozoru, ale w rezultacie ich świat nie jest prawdziwy. To są ludzie, którzy żyją w biznesie, który choć sam w sobie nie jest niczym złym, to w praktyce jest to tylko darcie szmalu. Podobny kontekst, jak w "Medialnej wojnie". Jak się zaczyna ten tekst?

RH: "informacja goni nas...

RZ: ...zabija tępym wzrokiem, niepoprawny błogi stan, co wieje starym chłodem, nie ma rzeczy, nie ma spraw, co przejdą mimochodem, zakłamany wielki świat, ze swoim starym smrodem". Tak dość wywrotowo się zaczyna... Ale to jest ten kontekst - zakłamany i zniewolony człowiek w białym kołnierzyku.

BB: "Jesteś mym słońcem" to nie dość, że najbardziej przebojowy utwór z płyty, to także wyróżniający się tym, że przedstawia świat w jasnych barwach. Jednak reszta płyty to przemyślenia, z których płyną mało optymistyczne wnioski.

RZ: Wydaje mi się, że nasze utwory nie są dołujące i pesymistyczne, tylko dotykają tematów negatywnych. Wiele rzeczy jest pozytywnych ? przynajmniej w zamyśle, bo mówienie o tych sprawach które są wokół nas to wielki przywilej demokracji nawet jeśli ktoś stwierdzi że jest ona sterowana . Do tej muzyki, którą wykonujemy, sądzę, że teksty są odpowiednie. Ale nie uważam ich za dołujące i defetystyczne. Natomiast do utworu "Jesteś mym słońcem", w którym Rafał zaśpiewał bardzo pogodnie, nagraliśmy teledysk na Górze św. Marcina w Tarnowie. Jako ciekawostkę można powiedzieć, że był nagrywany w najcieplejszym dniu w roku. I to było dla nas optymistyczne, bo po tym upale przez parę dni nie mogliśmy dojść do siebie (śmiech). Teledysk był już emitowany parokrotnie. Zaś teraz na ekrany wchodzi klip do utworu "We wszechświecie".

BB: Podstawę "Buntownika" stanowią mocne riffy i ściana gitarowego dźwięku. Tylko czasem pozwalasz sobie na solówki, jak np. w "Korkociągu", a i tak nie są one długie. Czyżbyście doszli do takiego wniosku jak Metallica na "St. Anger", że zespół to zespół i nie ma miejsca na solowe popisy?

RZ: W pewnym sensie tak. Jest to nawet rzecz, o której z Rafałem przedwczoraj dyskutowaliśmy.

RH: I doszliśmy do takiego wniosku, że kolejny materiał po "Podróży z echem" będzie zawierał więcej indywidualnych prezentacji muzyków. Mnie w okresie, kiedy powstawał "Buntownik" jeszcze nie było w zespole - doszedłem w trakcie, więc też nie mogę się wypowiadać. Płytę zaśpiewał Piotrek Pastuszak. Ja zaśpiewałem tylko w "Jesteś mym słońcem", ale już miałem swój udział w całym kolejnym materiale  - "Podróż z echem". Tam muzyka jest inaczej zaaranżowana jest więcej przestrzeni, nie ma w niej miejsca na rozwijanie solówek (oprócz może jednego utworu), czy popisów perkusyjnych. Ale jest za to mocna sekcja rytmiczna, przecież mamy znakomitego bębniarza (Wojciecha Paska - przyp. BB). Jednak na kolejnej płycie będziemy chcieli pokazać,to w czym czujemy się najlepiej - czyli improwizacje.

RZ: Tak i Wojtek i ja gramy od dłuższego czasu razem i doskonale się rozumiemy. Możemy zatem grać długie epickie formy, solówki - zarówno na gitarze, jak i na perkusji. Nawet takie formy, jak Dream Theater.

RH: Na to jest miejsce na koncertach, którego jakby nie ma na płycie.

RZ: Myślimy o zrobieniu materiału, na którym można pokazać swoje umiejętności improwizowania. Mamy już nawet parę utworów. Jeden z nich o tytule "Zdrajcy" jest już grany na naszych koncertach. Bardzo fajny kawałek - ma fajny "drive" - coś jak Metallica z pierwszego okresu.

BB: A skąd pomysł na "Awarię" w środku płyty?

RZ: To był pomysł, który zrodził się w mojej głowie, tępej skądinąd... (śmiech) Wychodząc z bloku, w którym jeszcze wtedy mieszkałem - na Osiedlu XXV-lecia, zobaczyłem białą, gęstą mgłę, która nas otaczała. I to widziałem co poniedziałek. Postanowiłem zrobić utwór o czymś takim - o Zakładach Azotowych. Jest to piosenka o naszym mieście. W tej chwili oczywiście zanieczyszczenia się zmniejszyły, niemniej jednak temat pozostał. Jest to utwór troszkę humorystycznie podchodzący do sprawy, w powiązaniu z hipermarketami.

BB: Jeśli nie jest to ściśle tajne, to powiedzcie, jak uzyskaliście takie brzmienie jak w "Oceanach wokół mnie" i "Kosmicznym rodeo"?

RZ: Ja lubię eksperymentować, jako gitarzysta, jako producent i akustyk. Na "Buntowniku" i "Podróży z echem" pełniłem te trzy role. Gdybym był Amerykaninem, to powiedziałbym, że jestem z siebie dumny (śmiech). Ale jestem Polakiem, więc co mogę powiedzieć?

BB: że odwaliłeś kawał dobrej roboty?

RZ: Kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej, roboty (śmiech). Moim idolem, był Jimmy Page, który eksperymentował z gitarą.

RH: To jest chyba normalny objaw u każdego muzyka. Wiele z tych naszych eksperymentów nie zostało jeszcze wydanych. Kiedyś przyszedł do mnie Rafał i zagrał na gitarze parę dźwięków, które były przetworzone przez kilka zespolonych efektów. W rezultacie nie przypominało to zupełnie gitary. Żeby zespół był dobry, musi mieć w sobie coś oryginalnego.

RZ: Wydaje mi się, że stać nas na jeszcze więcej. Bo mamy duże możliwości - potencjał energetyczny, i jeśli chodzi o umiejętności. Bo w końcu są to lata pracy. Ja mam 12 płyt na koncie, chłopaki niewiele mniej. Więc jest to bardzo duże doświadczenie. I dlatego naszym celem jest to, aby nasze eksperymenty były wyrafinowane, ze smakiem. Tego trzymaliśmy się przy tych utworach, o których wspomniałeś. Utwór "Oceany wokół mnie" powstał o 1:30 w nocy. Siedziałem wtedy w studiu i usłyszałem temacik, który nagrałem wcześniej. Skojarzyło mi się to z potężną przestrzenią, z oceanem. I później doszły te klimaty, które tam są - czyli melotron, mandoliny. W "Kosmicznym rodeo" zaś grałem monetą po strunach.

BB: Stale zachwycacie publiczność energią na koncertach. Co poza nią stanowi dla Was kwintesencję grania na żywo?

RZ: Na pewno w naszym przypadku jest to szczerość i wyrazistość. My do dziś nie gramy dla kasy.

RH: Bierzemy gaże za koncert - nie gramy za darmo, ale my po prostu lubimy muzykę.

RZ: Tak jak Roger Glover - basita Deep Purple, kiedyś powiedział - "my gramy za darmo, a organizator jednie zwracam nam za przeloty". I cos w tym jest. Ta energia, choćby u perkusisty. Kiedyś po koncercie podszedł ktoś do Wojtka i powiedział: "stary, ty grałeś, jakby było dwóch perkusistów!?" (śmiech).

RH: On tym żyje. Z resztą, jak każdy z nas. Mnie zaś po jednym z ostatnich koncertów zdarzyło się zasłabnąć. Pierwszy raz w życiu, zszedłem ze sceny, zbladłem i faktycznie zasłabłem.

RZ: Ale koncert był potężny.

RH: Spadło mi prawdopodobnie ciśnienie. A nie zdarza mi się to, bo nie jestem jakimś tam ?łosiem?, który nie ma siły po schodach wyjść. Ale to była niesamowita jazda.

RZ: Być może dlatego, że graliśmy na dużej wysokości, bo w Meksyku (śmiech).

RH: Po piętnastu minutach doszedłem do siebie. Co to serducho już mi siada?

RZ: To była naprawdę duża energia i pasja. Cenię w muzyce brak pretensjonalności. Bo jest ona najgorszą rzeczą, jaka może być - podobnie rutyniarstwo. My gramy na każdym koncercie inaczej. Bardzo się cieszę, że o to zapytałeś - bo to jest niezwykle ważny czynnik - ta energia młodzieńcza, którą posiadamy. Ja nawet sam jestem często zdziwiony, skąd my jej tyle mamy?

BB: Na ile Wasz tryb życia można byłoby nazwać rock'n'rollowym?

RH: uuu - można jak nie wiem co! (śmiech)

BB: Sex, drugs & rock'n'roll?

RZ: Zgadza się,

RH: Z tym, że raczej bez dragów.

RZ: Zdarzały się różne rzeczy. Była duża niefrasobliwość w zespole. Często przez to przestawał on w ogóle istnieć.

BB: Wasze problemy kadrowe w latach 80-tych wynikały właśnie z takiego trybu życia?

RZ: Między innymi tak. Wiesz trasy, hotele, libacje praktycznie na okrągło, bo imprezowe składy były - nie da się ukryć. Nasz basista, który teraz jest we Włoszech, Janek Kadula, to bynajmniej za kołnierz nie wylewał. Zdarzało mu się - dosłownie - połknąć szklankę! (śmiech). Nie wiem, czy mogę o tym powiedzieć? Ale może mogę... kiedyś ktoś mówi do mnie: "Rafał, tam twój basista jest!" Ja się pytam: "gdzie?" -"przy szybie sklepowej". Okazało się, że leży przyłożony do szyby i wszyscy, którzy na zewnątrz spacerowali, jeździli autobusami, patrzyli jak Johny eksponuje całemu miastu d.. (śmiech) Tego typu zdarzeń było mnóstwo. Gdybym tutaj zaczął o wszystkich opowiadać, to trzy godziny na pewno by tylko na tym minęły.

BB: Z czasem się to jakoś zmieniało?

RH: Tak człowiek z czasem spokojnieje, bo niekoniecznie dorośleje. Ja chyba nigdy nie dorosnę.

RZ: Ale mały nie jesteś! (śmiech)

RH: Z czasem człowiek robi się bardziej zdystansowany. Już w tej chwili mamy tę świadomość, że nie zawsze wypada z siebie robić idiotę. Może w prywatnym gronie tak, ale są miejsca, gdzie ktoś może tego nie zrozumieć.

RZ: A ja uważam, że zawsze wypada z siebie robić idiotę. (śmiech) I do dziś taki jestem . Lubię imprezy i czerpię z tego inspirację.

BB: W Anacondzie panuje demokracja, czy też Rafał jest typem despotycznego lidera?

RH: Bardzo różnie. Ale nie ma u nas despotyzmu . Bo gdyby on był, to nie byłaby to Anaconda.

RZ: U nas jest raczej zrozumienie. Są oczywiście różnice w poglądach na kształt muzyki w danym utworze, ale nie ma jakiegoś chamskiego narzucania, despotycznego tyranizowania innych w imię swojej pseudo-wielkości.

RH: Wydaje mi się, że w ogóle nie ma kapel demokratycznych. Ja w poprzednich swoich zespołach też czegoś takiego nie doświadczyłem. Zawsze jest ktoś, kto bardziej napędza temat - jest kreatywniejszy, bardziej twórczy.

RZ: Ja lubię traktować ludzi z którymi współpracuję, jako kolegów, przyjaciół i partnerów. Nie lubię zaś stawiania się wyżej. Choć czasem trzeba pewne rzeczy oddzielić, gdy ktoś pyta, kto jest liderem? Bo jest tak, jak jest. Chamskie narzucanie i forsowanie swoich racji zdarza się i to w wielkich zespołach - wiem o tym. Ale może my po prostu nie jesteśmy wielkim zespołem? (śmiech)

BB: Płyta "Podróż z echem" jest już gotowa. Kiedy będzie można ją nabyć?

RZ: Chcemy ją wydać jeszcze w tym roku. Może nawet gdzieś koło jego połowy.

BB: Czy jako muzycy, czujecie się osobami spełnionymi?

RH: Jeszcze nie. To jeszcze nie jest to, co chciałbym osiągnąć.

RZ: Dużo zagraliśmy, dużo zrobiliśmy, ale mamy też duże możliwości i pewną siłę, która nie jest jeszcze ujawniona. I stać nas na znacznie więcej - ja to widzę, ja to czuję. Na pewno żaden polski wykonawca nie jest spełniony na tyle, jakby mógł być muzyk sławy światowej. Jak to powiedział Robert Plant z Led Zeppelin: "sława to jest słowo, w którym każdy się kiedyś zakochał".

BB: Dzięki wielkie za rozmowę i życzę powodzenia!

RZ i RH: Dzięki!

Bartłomiej "Eternus" Biga

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.