Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Osada Vida - Nie jesteśmy czyimś klonem, tylko czymś unikalnym

22 Kwietnia 2013

Z muzykami Osady Vida spotkałem się w warszawskim klubie Progresja na, jak się wydawało, kilkadziesiąt minut przed ich koncertem. Już wtedy pojawiły się jednak obawy, że z powodu organizacyjnego zamieszania do występu nie dojdzie (i niestety nie doszło), ale Rafał Paluszek i Adam Podzimski zgodzili się udzielić długiego wywiadu. A w nim m.in. o najnowszej płycie zespołu i nowym wokaliście, o odbiorze rocka progresywnego w Polsce i zagranicą, o planach na przyszłość, a także o tym, jakiej muzyki członkowie Osady sami słuchają i czym zajmują się na co dzień.

fot. Tomasz Bereska
fot. Tomasz Bereska

Jakub Trzebiński: Chciałbym zacząć w jakimś sensie od początku, czyli od okładki. To dla was ważny aspekt każdego albumu, a za grafiki odpowiadasz ty, Rafał. Zajmujesz się tym zawodowo?

Rafał Paluszek: Tak, zawodowo jestem związany z grafiką. Ta oprawa jest dla nas ważna na równi z muzyką, z dźwiękami, które umieszczamy na płytach. Do obu tych elementów przykładamy się tak samo. Po prostu staramy się, żeby to trzymało poziom.

JT: Z tym wiąże się chyba też fakt, że wasze albumy są konceptualne.

Adam Podzimski: Tak było do tej pory. Tym razem odstąpiliśmy od konceptualności. Początkowy zamysł rzeczywiście był taki, żeby połączyć muzykę, teksty i grafikę w koncepcie ‘części składowych' - ‘particles', ale tym razem skupiliśmy się po prostu na tym, żeby zrobić kilka niezależnych utworów, które momentami nawet nie są w tych samych klimatach.

JT: Czyli trop zasugerowany przez was na pewnym etapie promocji, jakoby cztery pola miały symbolizować cztery żywioły, jest fałszywy?

Rafał: Finalna grafika różni się od tego, co pokazywaliśmy do tej pory, jest bardzo ascetyczna i minimalistyczna. Dlaczego takie symbole i czemu akurat cztery? Sensów może być wiele. Jeśli ktoś widzi w tym ładne połączenia kolorów i kształtów, to OK, nie mamy z tym problemu, ale też jakiegoś jednego, głębszego sensu tutaj nie ma.

JT: Rozumiem. To teraz pytanie okolicznościowe: gracie dziś, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, przed Threshold. Znacie, cenicie, lubicie ich? To dla was duża sprawa, czy podchodzicie do tego bez jakiś szczególnych emocji?

Adam: Owszem, lubimy. Jest to klasyczny zespół i było nam bardzo miło, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieli taką możliwość. To była dla nas miła niespodzianka. Co prawda wolę ich starsze płyty, ale bez wątpienia trzymają poziom.

JT: A jak oceniacie swoje DVD? Czytałem, że nie jesteście w 100% zadowoleni z jakości nagrania, mówiliście o realizacji w ‘ogólnym standardzie produkcji teatralnych'.

Adam: Nie możemy powiedzieć, że jesteśmy niezadowoleni, to byłoby za duże słowo, ale produkcja miała wyglądać trochę inaczej. Mieliśmy zupełnie inny zamysł wizualny, bo muzyczny to może w mniejszym stopniu. Odbywało się to trochę poza nami, nie mieliśmy za bardzo wpływu na formę końcową.

JT: Czujecie potrzebę zrobienia kolejnego podejścia do DVD?

Rafał: Na pewno...

Adam: Tak, i będziemy robić wszystko, żeby zagrać przy tej okazji w poszerzonym składzie i może w innym miejscu, bo Teatr Wyspiańskiego w Katowicach to zacne miejsce, ale tam generalnie możliwości są bardzo ograniczone.

JT: A jak wspominacie sam koncert w Teatrze Śląskim, podczas którego nagrywaliście to DVD? Łukasz Lisiak opowiadał o ‘kamiennych twarzach fanów' Areny. Obsługa techniczną też się nie spisała?

Rafał: Gwiazdą tego wieczoru była Arena. Jest tak, że na koncertach całe show jest ustawione właśnie pod gwiazdę. Reszta obsady jest traktowana może nie po macoszemu, przesadziłbym, ale... Cała logistyka, technika, światła, nagłośnienie jest ustawione pod gwiazdę. Pozostali nie mogą liczyć na równie duże zaangażowanie obsługi technicznej. Światła stateczniejsze, dźwięk brzmi gorzej...

Adam: Tego wieczoru, każdy band był z innej bajki. Arena, która gra bardzo klasycznie, Believe, który gra dość spokojnie. No i Osada, która jest najbardziej drapieżna. Jesteśmy przyzwyczajeni na naszych koncertach do trochę żywszych reakcji publiczności niż do reakcji na klasyczne, progresywne zespoły. My się trochę już na poprzedniej płycie odcinamy, może nie od nurtu, ale od klasycznej stylistyki. Próbujemy raczej iść w bardziej rockową stronę.

JT: No właśnie, ten kierunek jest na "Particles" mocno słyszalny.

Adam: Na tym etapie, na którym jesteśmy, sprawia nam to większą frajdę niż granie długasów po 10-15 minut.

JT: Słuchaliście nowej płyty Riverside? Nie macie wrażenia nie robicie podobny ruch, krok w tę samą stronę?

Adam: Tak, słuchaliśmy, podoba mi się ten ich zwrot. Widocznie jest taka tendencja. U nas to wyszło bardzo naturalnie. Formę kompozycji trochę uprościliśmy, aczkolwiek pod względem muzycznym to jest cały czas Osada, ta z drugiej, czy trzeciej płyty. Utwory są krótsze, ale bardziej skompresowane. Doszedł Marek, który swoim wokalem dodał bardzo dużo powietrza, nowego spojrzenia, melodyjności. I tak powstała ta mieszanka. Nie zakładaliśmy sobie, że ten utwór musi mieć trzy minuty, a ten pięć.

JT: A skąd pomysł na cover "Master of Puppets" Metalliki?

Rafał: To długa historia. Mamy specyficzne poczucie humoru, przy okazji prób, koncertów, cały czas żartujemy. Kiedy ktoś pyta "a co teraz gramy?" odpowiadamy naszym powiedzonkiem: "zagrajmy ‘Master'". Pośmiejemy się i, wiadomo, potem gramy coś innego. Ale jakiś czas temu postanowiliśmy nagrać cover, namawiał nas do tego wydawca. Pomyśleliśmy: "to może zróbmy ten ‘Master', tyle razy o nim gadaliśmy".

Adam: Zrobiliśmy go trochę ‘inaczej'. Początkowo miał to być muzyczny żart i myślę, że wyszedł nam żart ze smakiem. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

Rafał: Słucha się go do tego stopnia dobrze, że ja, od momentu nagrania naszej płyty, uznaję tylko jedną wersję "Master of Puppets" (śmiech).

Adam: Ja innej nie znam (śmiech).

JT: To teraz pytanie o Marka, nowego wokalistę. Czy Łukasz nie tęskni za swoją rolą wokalisty? Nie polubił tego?

Adam: Z tego, co zauważyliśmy, to nie tęskni. Łukasz nigdy nie uważał się za wokalistę, przyjął tę rolę z przymusu. Choć z czasem zaczął nawet ćwiczyć, to tak naprawdę nie wiemy, czy dobrze się w niej czuł.

Rafał: Zawsze mówił, że to sytuacja wyłącznie tymczasowa.

Adam: Zabieg zmiany wokalisty planowaliśmy już wcześniej, z tym, że jakoś tak się nam nie poskładało, udało się dopiero w tym momencie. Uważamy, że to jest bardzo dobry ruch dla wszystkich.

JT: Jak się pracowało z Markiem?

Adam: Bardzo, bardzo dobrze, choć trochę na odległość.

Rafał: Nawet bardzo na odległość, ale na szczęście żyjemy w XXI wieku, internety i tak dalej...

Adam: My nagrywaliśmy całość instrumentów na Śląsku, Marek wokale w Lublinie, miks i mastering częściowo na Śląsku, częściowo w Lubinie. Była to więc taka praca zbiorowa.

JT: A jak wasz nowy nabytek czuje się w starym repertuarze, jak przyjmuje go wasza publiczność?

Adam: W Polsce graliśmy już trzykrotnie, m.in. w Chorzowie, nasi fani w pełni zaakceptowali Marka.

JT: Przeszedł do was z Acute Mind, jak przebiegał ten transfer, nie było jakiś napięć, konfliktów?

Adam: Dokładnie to było tak: spotkaliśmy się z AM w 2010 roku na wspólnych koncertach. Od słowa do słowa poznawaliśmy się z Markiem. Jemu spodobała się nasza muzyka, nam - jego śpiew. Później przez jakiś czas kontakt między nami był sporadyczny, aż pewnego dnia wpadliśmy na pomysł ‘że przecież jest Marek' i można mu miejsce u nas zaproponować. Marek na tę ofertę przystał. Potem już kilka wspólnych prób, rozmowy, ustalenia, no i jesteśmy w nowej odsłonie. Co do napięć po stronie AM, to nic nam na ten temat nie wiadomo, nie wiemy co się aktualnie z nimi dzieje, trzeba byłoby Marka o to zapytać.

Rafał: Nie jestem pewny, czy jak przymierzaliśmy się do Marka, to czy był on jeszcze członkiem Acute Mind, wydaje mi się, że chyba właśnie nie, że już zdążyli się rozstać, a my widzieliśmy w tym szansę, dobry moment, aby go przyciągnąć.

JT: Zaprosiliście do współpracy na "Particles" dwóch gości, jednym z nich jest Bartek Kossowicz z Quidam. A drugi?

Rafał: Jeśli chodzi o Bartka to kompozycja z jego udziałem nie znalazła się na płycie, ale bardzo możliwe, że w przyszłości zostanie w jakiejś formie opublikowana. Na płycie można usłyszeć za to Sivego, członka zespołu Tuff Enuff, który wykrzyczał/wyryczał zwrotki w jednym utworze, oraz zagrał kosmiczne solo. Na większe koncerty planujemy, w miarę możliwości, zapraszać go do wspólnych występów.

JT: A co z Natalią Krakowiak, która śpiewała z wami na wcześniejszych płytach, a na "Particles" jej nie ma?

Adam: Natalia wyemigrowała do Anglii, ale myślę, że w przypadku tego materiału jej obecność nie była konieczna. Marek sobie w zupełności poradził.

JT: Jak przebiegały nagrania?

Adam: Było trochę nerwowo, z jednej strony terminy, z drugiej wszystko działo się pod koniec roku, każdy z nas miał wtedy swoją własną życiową gonitwę... Przymierzaliśmy się do nagrywania tej płyty długo, bo od 2009 roku. Materiał mieliśmy przygotowany, jak nam się wydawało, bardzo dobrze, a jednak sam proces nagrywania to była nerwówka. Wiąże się to z kosztami, z czasem, a my nie zajmujemy się muzyką zawodowo, nie siedzimy od rana do wieczora z instrumentami. Poza tym, po raz pierwszy postanowiliśmy nagrywać nawet w czterech różnych miejscach. Każdy instrument nagrywany był w innym. Do tego wokal w innym, zupełnie gdzie indziej robiony był miks i master...

Rafał: Tą metodologią pracy strzeliliśmy sobie trochę w kolano, bo po drodze mieliśmy masę technicznych problemów, wynikających właśnie z ilości miejsc, w których nagrywaliśmy. Były przeszkody, wszystko było postawione na ostrzu noża, ale na szczęście się udało.

Adam: Z efektu końcowego jesteśmy zadowoleni jak nigdy. Tak dobrze brzmiącej płyty, w sensie technicznym, jeszcze nie mieliśmy.

JT: Jesteście skłonni powiedzieć, że to wasza najlepsza płyta?

Adam: Pod względem jakości nagrania, zdecydowanie tak.

Rafał: Muzycznie, kompozycyjnie chyba też.

Adam: Jest inna. Nie nam oceniać, czy jest najlepsza, czy nie. Natomiast stwierdzamy w miarę obiektywnie, słuchając naszych starszych nagrań, że ta płyta brzmi najlepiej.

JT: Czy mam dobre wrażenie, że bardzo ważnym elementem waszej filozofii tworzenia jest ciągła zmiana, ewolucja, zaskakiwanie odbiorcy? Z czego to wynika?

Adam: Wynika to z tego, że się szybko nudzimy (śmiech). A na poważnie, to nazwa ‘progresja' kojarzy nam się z ciągłym odkrywaniem czegoś nowego. Staramy się tego trzymać. Nie wiemy na dobrą sprawę, czy na następnej płycie nie będziemy grali country-progrocka.

Rafał: Na przykład, tego jeszcze nie było. Poza tym, my się bawimy muzyką podczas grania, obojętnie czy na próbach, czy koncertach, dla nas to jest zawsze frajda. To eksperymentowanie jest naturalną konsekwencją tego, że lubimy to robić, że granie to nasza pasja, że daje nam radość. Cieszymy się tym, żartujemy, i właśnie tak to okazujemy.

Adam: Po prostu tak ‘to' czuliśmy podczas tworzenia "Particles". Niektóre z kompozycji mają już po trzy lata, to bardzo przekrojowy materiał. Zaczęliśmy nad nim pracować zaraz po zakończeniu nagrań do "Uninvited Dreams", czyli na początku 2010 roku.

JT: Czyli materiał długo dojrzewał. Wyszło mu to na dobre?

Rafał: Jak najbardziej, były nawet takie momenty, że kiedy musieliśmy odłożyć na jakiś czas prace nad nim, i później wracaliśmy do tych starych nagrań, to już wiedzieliśmy, że pewne rzeczy należy przeorganizować, wręcz usunąć, słyszeliśmy, że coś w nich nie gra...

Adam: Tak, mamy nagrane sporo materiału, który nie znalazł się na nowej płycie. Może gdzieś, kiedyś go wydamy.

JT: Minęło już kilka miesięcy od waszego występu na izraelskim festiwalu ProgStage, na którym graliście razem takimi sławami jak Pain of Salvation, The Flower Kings i Andromeda. Co dziś wspominacie stamtąd szczególnie ciepło?

Rafał: Mamy stamtąd same ciepłe wspomnienia. Te wspomnienia, które gdzieś tam nam chodzą cały czas z tyłu głowy, pokazaliśmy w wizualizacji, w takim prostym klipie, który kilka dni temu pojawił się w sieci. To nagranie, które tam umieściliśmy, to materiał zarejestrowany właśnie podczas festiwalu. Same ciepłe wspomnienia, sami fajni ludzie, świetny odbiór, niesamowita atmosfera...

Adam: ...niesamowici organizatorzy pod każdym względem...

Rafał: ...fakt, że jesteśmy rozpoznawani przez fanów jeszcze przed koncertem, to nie lada sukces. Trzy tysiące kilometrów stąd.

Adam: Tak, w Polsce tego nie mamy. A czy pamiętamy coś szczególnego?...

Rafał: ...chętnie opowiemy sympatyczną anegdotę, tyle że z wyjazdu na inny festiwal, do Stanów Zjednoczonych. Po trzydziestu godzinach podróży wylądowaliśmy na lotnisku w Baltimore i przeszliśmy pierwszą kontrolę, podeszliśmy do drugiej kontroli, gdzie pan celnik sprawdzał nam bagaże. Kiedy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, od razu rozpoznał w nas Osadę Vida, wiedział, że przyjechaliśmy na ten festiwal. A my byliśmy w ciężkim szoku, ten człowiek wyglądał na pięćdziesiąt kilka lat.

JT: Ale to nie był Polak?

Rafał: Nie, absolutnie nie, to był rodowity Amerykanin, choć nie miał piór na głowie. I zostaliśmy przez niego rozpoznani.

Adam: Zresztą fani w Izraelu zaprezentowali się podobnie, jeśli chodzi o znajomość naszej twórczości, śpiewali teksty naszych utworów, co nam się nie zdarzyło jeszcze nigdy wcześniej. To było bardzo miłe dla nas.

JT: No właśnie, o potędze polskiego rocka progresywnego powiedziano już wiele, a o chłodnym do niego stosunku przez statystycznego Polskiego słuchacza chyba jeszcze więcej. Czy w takim Izraelu istnieje z jakiegoś powodu inna kultura słuchania muzyki, inna wrażliwość na muzykę? Progrock jest u nas skazany na bycie gatunkiem skrajnie niszowym?

Rafał: Ja myślę, że to nie dotyczy tylko muzyki progresywnej, ale w ogóle dobrej muzyki, w sensie muzyki przemyślanej, a nie syntetycznej i nastawionej wyłącznie na masy i zarabianie dukatów. W Polsce generalnie jest problem ze sprzedażą dobrych rzeczy, idzie się raczej na ilość, niż na jakość. Tymczasem za granicą byliśmy zaskakiwani pozytywnym odbiorem na każdym kroku, i nie był to przypadek, incydent, tak było cały czas, w obu odwiedzanych przez nas krajach.

Adam: Ten problem tyczy się większości polskich zespołów z nurtu progresywnego. Wszystkie są chyba bardziej rozpoznawalne za granicą niż w Polsce. Wiele mówi przypadek Quidam, który tam na festiwalu RosFest w Gettysburgu w Stanach był gwiazdą całego festiwalu, headlinerem.

JT: Jak w takim razie wygląda porównanie sprzedaży waszych płyt za granicą i w Polsce?

Adam: Zdecydowanie więcej płyt sprzedajemy za granicą. Za to w kwestii ściągania naszej muzyki, podejrzewam, że Polska jest na prowadzeniu.

JT: Czy te różnice widać też na koncertach, czy zagraniczna publiczność inaczej was słucha, inaczej reaguje?

Adam: Widać, że znacznie lepiej znają nasza muzykę. Panuje inna kultura odbioru muzyki. Tam ludzie kupują płyty i przychodzą na koncerty, w Polsce ludzie płyty ściągają, a na koncerty nie chodzą.

JT: Podobno w Izraelu, całkiem jak na koncertach jazzowych, publiczność klaskała po solówkach?

Rafał: Dokładnie, spotkaliśmy się z tym po raz pierwszy.

Adam: Izrael to jakby nie patrzeć południowa publika, bardzo żywiołowa, żywo reagująca. Każdy z zespołów uczestniczących w tym festiwalu, a było ich sporo, miał dokładnie takie same wrażenia. Zespoły ze Szwecji, które też nieczęsto tam grają, bo akurat Flower Kings, Pain of Salvation i Andromeda występowali tam po raz pierwszy, byli bardzo zdziwieni reakcją publiczności. Rozmawialiśmy z nimi na ten temat. Jeżdżą po Europie, jeżdżą po Amerykach, ale izraelscy słuchacze zaskoczyli ich tym sposobem odbioru.

JT: Czujecie potrzebę jakiegoś zmagania się z tą polską rzeczywistością, czy raczej przyjmujecie postawę "Nie, to nie. Będziemy grać tam, gdzie nas doceniają"?

Adam: Chcielibyśmy, żeby ludzie chociaż przychodzili na koncerty, skoro nie kupują płyt. Życzymy sobie i innym kapelom z tego nurtu w Polsce, żeby miały publiczność na koncertach, a wśród niej swoich fanów. Naprawdę miło jest grać dla szerszego grona słuchaczy, niż garstka osób.

JT: To jakie macie teraz plany koncertowe?

Adam: Pod koniec kwietnia zagramy jeszcze raz tu, w Progresji, na Warsaw Prog Days. A co dalej? Dopiero układamy grafik koncertów na jesień. Na pewno będzie coś za granicą.

JT: A o co chodziło z nagraniem singla dla jednej ze 'szlachetnych fundacji'?

Rafał: Faktycznie, był taki plan, ale nie zdążyliśmy, nie daliśmy rady czasowo. Warunkiem uczestnictwa w tej akcji było przekazanie utworu, który jest zarejestrowany. Uznaliśmy, że to, co mamy nie nadaje się na tego typu promocję. Potrzebowaliśmy jeszcze chwili, żeby dograć coś, co moglibyśmy tam przekazać, ale po prostu nie zdążyliśmy.

Adam: Myślę, że w przyszłości się jeszcze taka okazja powtórzy i tym razem jesteśmy przygotowani.

JT: Za wami długa podróż ze Śląska, planowaliście zagrać dziś kilka premierowych utworów z nowej płyty. Tymczasem wasz występ jest mocno zagrożony. Jak to skomentujecie?

Rafał: W Polsce pokutuje mit, że wszystko to, co zagraniczne jest lepsze od polskiego. Obojętnie, co by to nie było - nie mam żadnej konkretnej sytuacji na myśli - zawsze ten przymiotnik "zagraniczny" jest świadectwem, tego, że to będzie dobrej klasy, dobrej jakości. Tyle chciałem powiedzieć, jak ktoś się obrazi, to ma problem.

Adam: Kiedyś tak było, niemieckie cukierki...

JT: Wspomnieliście, że w nagrywaniu "Particles" przeszkadzały wam trochę sprawy zawodowe. Czy mogę spytać, czym się zajmujecie właśnie zawodowo?

Rafał: Zgoła innymi rzeczami, zupełnie nie przystającymi do muzyki. Bartek jest chemikiem, Łukasz pracuje w branży logistycznej, ja zajmuję się szeroko pojętą grafiką...

Adam: A ja pedagogiem. Tylko Marek żyje z muzyki i ze spraw około muzycznych.

JT: A gdybyście mogli przejść na muzyczne zawodowstwo, zrobilibyście to?

Rafał: Gdyby były realne szanse, że to by wypaliło... Ciężko by nam było zaryzykować, ale w momencie kiedy byłyby na to jasne perspektywy, to myślę, że nie mielibyśmy z taką decyzją problemu.

Adam: Nie mamy już po osiemnaście lat, żaden z nas. Mamy za to rodziny, wszyscy.

Rafał: Podejrzewam, że niejedna z naszych zacnych małżonek, gdyby usłyszała nowinę: "Kochanie, od dzisiaj zajmę się tylko graniem"...

Adam: ...Położyłaby papiery na stół. Stała pensja na konto to jest w Polsce bardzo ważna rzecz, niestety. Gdyby to było może 10-15 lat temu, to nie mielibyśmy z tym żadnego problemu, ale na chwilę obecną myślę, że byłby to problem.

Rafał: Póki co, udaje nam się godzić te zajęcia zawodowe z graniem. Nie zostaliśmy przez los postawieni przed takim dylematem, że musimy wybrać: albo w jedną stronę, albo w drugą. Tak to wygląda.

Adam: Mamy wyrozumiałych szefów i dostajemy urlopy (śmiech).

JT: W 2008 roku mówiliście, że to, czego wam brakuje, to ‘współpracy z menedżmentem z prawdziwego zdarzenia'. Co się zmieniło w tej kwestii przez ostatnie cztery lata? Jak to wygląda teraz?

Adam: Zmiany następowały kilkukrotnie. Najpierw mieliśmy menadżera, ale ta współpraca nie przyniosła oczekiwany rezultatów, natomiast aktualnie myślę, że jesteśmy na etapie formowania współpracy. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Rafał: Agnieszka z Metalmind bardzo dużo pomaga nam teraz jeśli chodzi o promocję i organizację. Wielkie ukłony w jej stronę, gdyby nie jej pomoc, wielu pozytywnych rzeczy, które teraz się dzieją, nie udałoby się zorganizować. Ktoś kiedyś, może z Deep Purple, powiedział, że muzyk powinien być taką osobą, która zajmuje się wyłącznie graniem. I to się sprawdza, można próbować robić pewne rzeczy, ale jeśli ktoś nie zorganizuje logistycznie pewnych spraw i nie ogranie pewnych tematów, to nawet mając masę dobrych chęci, nie jest się w stanie samemu podołać temu wszystkiemu.

JT: Macie wrażenie, że teraz nadchodzi wasza chwila?

Adam: Mamy nadzieję, że tak będzie.

Rafał: Oczywiście, mamy takie wrażenie, że to jest to. Szczególnie jak już zamknęliśmy etap nagrywania i wiedzieliśmy, że to już jest koniec, że osiągnęliśmy już w 100% to, co chcieliśmy, to mnie osobiście ogarnęło takie uczucie, że to jest właśnie ten moment, w którym coś się stanie dobrego.

Adam: Teraz albo nigdy.

JT: Podobno nie lubicie porównywać się do innych zespołów. Ale gdybyście musieli wymienić jeden, dwa zespoły, do których jesteście z jakiś powodów podobni, to które by to były?

Rafał: Spotykam się z takim pytaniem dosyć często, bo kiedy się ludziom mówi, czy to znajomym, czy rodzinie, w pracy, każdy z nich słysząc naszą nazwę pyta: "a jaki to jest gatunek?". I mam zawsze z tym wielki problem, bo nie przychodzi mi nigdy nic do głowy na tyle miarodajnego, żeby można było powiedzieć "słuchaj, jeśli nie znasz Osady, to Osada brzmi ‘tak i tak'". Ale potem tak sobie myślę, że to dobrze, że nic mi do głowy nie przychodzi, bo to znaczy, że robimy coś nowego i na tyle oryginalnego, że nie jesteśmy czyimś klonem, tylko czymś unikalnym.

Adam: Jest to na pewno suma naszych inspiracji. Podejrzewam, że aktualnie każdy z nas jest na innym etapie, słucha zupełnie innej muzyki.

JT: No właśnie, czego słuchacie?

Adam: Ja jestem ostatnio na etapie piosenek dla dzieci, w związku z moją małą córeczką, która ma prawie dwa i pół roku i powiem szczerze, nie mam czasu na słuchanie zbyt wielkiej ilości muzyki, natomiast na piosenki dla dzieci jestem skazany, niestety.

JT: Czyli wasza następna płyta będzie w klimatach kołysankowych?

Adam: Staram się dziecku podsuwać wartościowe rzeczy, ale te dziecięce zachcianki też muszę spełniać. Na szczęście dziecku podobają się Arka Noego albo Małe Wu Wu. To wartościowa muzyka, zapewnia dziecku dobry rozwój, dobry muzyczny start. Jest grana na żywo, z żywymi instrumentami, śpiewana przez dzieci. A jeśli chodzi o muzykę z kręgu rocka, to staram się śledzić nowości, nie odszedłem od nurtu metalowo-progresywnego, także wszystkie te rzeczy, które się w tym nurcie ukazują raczej staram się przynajmniej w jakimś tam stopniu poznać. Ale też bardzo dużo jazzu aktualnie słucham, może nawet więcej niż rocka.

Rafał: Ja akurat przerzuciłem się ostatnio w takie bardzo przestrzenne granie, np. God Is An Astronaut czy The Cinematic Orchestra, nie ukrywam, że jestem zakochany w tej muzyce od dość długiego czasu. Tak naprawdę, gdy zrobić sobie taką tabelkę i podzielić stronę na pięć rubryk i napisać w każdej nasze imię i inspiracje, które nam chodzą po głowie, to nijak nie wyjdzie z tego jedna osoba, nie ma chyba żadnych elementów wspólnych w tym, czego na co dzień słucha każdy z nas.

JT: No dobrze, to na koniec pytanie, które w momencie premiery nowego albumu nie jest pewnie najfortunniejsze: czy już rodzi się wam coś nowego na następną płytę?

Rafał: Jeszcze nie ostygliśmy po "Particles" (śmiech).

Adam: My bardzo dużo improwizujemy na próbach, staramy się te improwizacje nagrywać i w zasadzie z tych improwizacji rodzi się najwięcej rzeczy, z których później budujemy utwory. Także myślę, że na chwilę obecną już coś tam mamy. To nie jest jeszcze na pewno w formie nawet takiej połowicznej, ale jakieś pomysły krążą. One później ewoluują, czasami je zupełnie wyrzucamy, szukamy czegoś innego, ale my raczej w taki sposób tworzymy materiał. Cały czas nam coś po głowie chodzi.

JT: Macie przeczucie, w którą stronę ta kolejna płyta pójdzie? Będziecie kontynuować taką stylistykę krótkich form?

Adam: Tego jeszcze nie wiemy.

Rafał: To się będzie dopiero rodziło na późniejszym etapie. Nigdy też nie zakładamy niczego z góry, np. że ten utwór ma mieć trzy minuty, nie robiliśmy tak. Życie pokaże.

Adam: Poza tym materiał na płytę "Particles" muzycznie przygotowywaliśmy w czwórkę, jeszcze bez Marka. Marek dołożył aranżacje wokali i tekstów, natomiast muzycznie to jest jeszcze taka Osada czteroosobowa. Nowy materiał będzie już na pewno Osadą pięcioosobową. Doszedł więc kolejny człowiek z kolejnymi swoimi inspiracjami, więc wszystko może się jeszcze zmienić i nie wiemy, w jakim kierunku to pójdzie.

JT: To już naprawdę na koniec: jest jakieś pytanie, którego nie zadałem, a które chcielibyście usłyszeć i na nie odpowiedzieć?

Rafał: Bardzo się cieszymy, że nie zapytałeś o to, skąd się wzięła nazwa zespołu. To jest pytanie, które pada w większości wywiadów, a my już nie wiemy, co mamy mówić po tylu latach.

JT: To co, nie pytać? Nawet teraz?

Rafał: Nie, nie pytaj, nie pytaj (śmiech).

Adam: Rafał bardzo chce odpowiedzieć (śmiech).

Jakub Trzebiński

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.