Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


The Flying Eyes - Nie lubimy pisać dwa razy tej samej piosenki

30 Sierpnia 2013

The Flying Eyes to jeden z ciekawszych zespołów na amerykańskiej scenie psychodelicznego stoner rocka. Coraz częściej bywają też w Polsce, a możliwość rozmowy z nimi to czysta przyjemność. Chłopaki są wyluzowani i bezpretensjonalni - kiedy okazało się, że w klubie przed koncertem jest za głośno, żeby spokojnie porozmawiać, przeszliśmy się na krakowski rynek. Siedząc na pomniku Adama Mickiewicza mieliśmy okazję pogadać o ich nowej płycie, poszukiwaniu własnego stylu, a także polskich i niemieckich fanach.


Miłosz Stelmach: Właśnie wyszedł wasz trzeci album i po przesłuchaniu go mam wrażenie, że to kolejny stopień pewnej ewolucji. "Lowlands" jest mniej blusowe, cięższe i bardziej... wasze.

Elias Mays Schutzman: Bardziej oryginalne?

MS: Tak. Wasza pierwsza płyta bardziej przypominała to, co znamy już z klasyki rocka.

Adam Bufano: Wszyscy zaczynają od naśladowania innych wykonawców, muzyków, których podziwiają. Ale później zaczynasz się rozwijać i szukać swojego własnego brzmienia. I myślę, że my właśnie na tym albumie znaleźliśmy nasze brzmienie.

MS: Więc ta zmiana stylistyki to była przemyślana decyzja, a nie coś, co wyszło spontanicznie?

Elias: Na pewno była to naturalna ewolucja muzyki. Więc to też nie było tak, że któregoś dnia podjęliśmy decyzję: "Teraz zmienimy naszą muzykę w tym kierunku". To był wynik różnych procesów. Na przykład zaczęliśmy słuchać trochę innej muzyki, co przełożyło się na szeroką gamę inspiracji.

MS: Byłbyś w stanie wymienić kilka nazw?

Elias: Jasne. Na pewno w cięższym kierunku ciągnęli nas Electric Wizard czy Sleep, pokazując możliwości stoner metalu. Do tego dodać można Black Angels, Dead Meadow albo Sleepy Sun. Ale słuchając tak wielu rzeczy jednocześnie nieświadomie kreowaliśmy swój własny, oryginalny styl.

MS: A jak było z wokalami? Słusznie czy nie, Twój głos na debiucie był nieustannie porównywany do Jima Morrisona. Teraz jednak zmienił się trochę, prawda?

Will Kelly: To prawda. Oczywiście lubię być porównywany do Jima Morrisona, ale przecież jednocześnie chcę być przede wszystkim sobą. Starałem się więc zrobić coś po swojemu.

Adam: Myślę, że to po prostu była przesada. Zbyt wiele osób mówiło nam, że brzmimy jak The Doors i Jim Morrison, więc chcieliśmy pokazać, że to nieprawda. Że jesteśmy The Flying Eyes. Myślę, że to mogła być nawet podświadoma decyzja, ale Will nieco przestawił swój głos, oddalając się od tego.

Elias: Przed pierwszym albumem Will nie miał nawet specjalnie doświadczenia, nie grał w zespole. Nie mogę mówić za Ciebie Will, ale wydaję mi się, że po prostu teraz zaczynasz wykształcać swój styl. Naturalnym początkiem było wykorzystanie swoich największych inspiracji, czyli The Doors. Morrison miał jednak tak charakterystyczny głos, że niewielu piosenkarzy śpiewa podobnie, więc tutaj od razu pojawiły się porównania.

MS: Wydaje mi się też, że "Lowlands" to bardziej zróżnicowana płyta. Można na niej usłyszeć naprawdę ciężkie kawałki, jak sludge'owaty "Smile", ale na przykład finałem płyty jest utwór "Surrender", w którym słychać orientalne wpływy...

Adam:: Tak, w tym utworze użyliśmy sitaru.

MS: Skąd wziął się pomysł na taki egzotyczny instrument?

Adam: Trudno powiedzieć. Pracowaliśmy wtedy w studiu nad tym kawałkiem i czuliśmy, że czegoś w nim brakuje. Mamy przyjaciela, który gra na sitarze, więc zaprosiliśmy go na próbę i okazało się, że to brzmi świetnie.

Elias: W ogólę do tego ostatniego kawałka - "Surrender" - zaprosiliśmy sporo gości. Żeńskie wokale robiła tam Katrina Ford z dobrze znanej baltimorskiej kapeli Celebration, na sitarze zagrał Bryan McBride, nasz producent Rob Girardi nagrał niektóre ścieżki gitar, a nasz kolejny przyjaciel Dave Gibson zagrał na fisharmonii. Jak widać, w tym kawałku się nie ograniczaliśmy i zaszaleliśmy pod względem aranżacji. A wracając do kwestii zróżnicowania całego albumu, to oczywiście chcieliśmy napisać możliwie wiele odmiennych kawałków.

Adam: Nie lubimy pisać dwa razy tej samej piosenki. Jeśli dochodzimy do wniosku, że nowy utwór brzmi jak coś, co już wcześniej napisaliśmy, to z miejsca ląduje w koszu.

Elias: Ewentualnie bierzemy z tego tylko jakiś pomysł i zmieniamy w coś zupełnie nowego. W końcu albumy, które są bardziej zróżnicowane, są też ciekawsze. Album musi mieć swoją dynamikę, pewien przepływ energii - nie może być jednostajny.

MS: Opowiadacie o wszystkich tych zaproszonych gościach. Czy to znaczy, że w Baltimore istnieje coś w rodzaju społeczności skupionej wokół muzyki psychodelicznej, stonerowej?

Elias: To nawet nie jest stricte stonerowa scena. Po prostu w mieście jest trochę muzyków, którzy grają różne rzeczy i tworzą coś w rodzaju społeczności. W końcu Baltimore nie jest takim dużym miastem. Wszyscy się znamy, nawet jeśli nasza muzyka różni się znacznie.

MS: Wracając do albumu, na waszej stronie można przeczytać, że powstał dzięki "lojalnemu wsparciu mediów społecznościowych". Możecie zdradzić co się za tym kryje?

Adam: To po prostu kickstarter.

Elias: Przygotowując "Lowlands" mieliśmy dokładną wizję, jak chcemy wyprodukować ten album. Chcieliśmy to zrobić z Robem Girardi, dość znanym baltimorskim producentem i chcieliśmy żeby zmiksował to Chris Smith, który mieszka w Austin. Wtedy zrozumieliśy, że potrzebujemy dużo pieniędzy, których wtedy nie mieliśmy. Zaczęliśmy więc kampanię na kickstarterze, który pozwala zbierać pieniądze od ludzi na określony cel, za co oni później dostają odpowiednie nagrody. W zasadzie to rodzaj bardzo odległego "pre-orderu". No i nam się udało - zebraliśmy pieniądze, co przyniosło nam sporo dodatkowej pracy poza tworzeniem albumu. Nagraliśmy nawet pięć osobnych, oryginalnych utworów, żeby odwdzięczyć się ludziom, którzy przekazali nam po 300 dolarów. W ten sposób udało się włączyć fanów w proces tworzenia.

MS: Liczba albumów wydanych dzięki pieniądzom z portali crowdfundingowych, takich jak kickstarter, ciągle rośnie. Czy sądzicie, że to może być przyszłość muzyki?

Adam: Na pewno to wciąż się rozwija, ale myślę, że jeśli zbyt wiele osób zacznie tak robić, to wszystko może się załamać.

Elias: Dla nas dostęp do mediów społecznościowych był kluczowy. A jedyne, co zrobiliśmy, to promowanie projektu przez facebook. Może jeszcze kilka blogów pisało o nas, ale to wszystko. Było to więc zaskakująco efektywne.

MS: Dzięki temu jesteście teraz w środku trasy promującej "Lowlands". Dziś gracie szósty, ostatni w tym roku koncert w Polsce...

Adam: Tak, w tym roku sporo gramy w Polsce. Więcej niż kiedykolwiek.

MS: I więcej niż w jakimkolwiek innym państwie, nie licząc Niemiec oczywiście.

Adam: No tak, Niemcy. Tam gramy ponad 20 koncertów.

MS: Czy to znaczy, że macie coraz więcej fanów w Polsce?

Adam: Na pewno. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżamy, jest coraz lepiej. To też duża zasługa Agaty Rutkowskiej. Ona zajmuje się wszystkim - załatwia nam koncerty, promocję i tak dalej.

MS: A skąd w takim razie taka miażdżąca przewaga Niemiec? Jak myślicie, dlaczego muzyka rockowa w ogóle, a stonerowa szczególnie, jest tam tak popularna?

Will: Dobre pytanie.

Elias: Niemcy zawsze byli znani z rozbudowanej sceny heavy metalowej i myślę, że stąd mogła się wykształcić również ta psychodeliczno-stonerowa scena. Tam naprawdę dużo ludzi przychodzi na nasze koncerty.

MS: Czy to znaczy, że tam jest też najlepsza publika, dla jakiej gracie?

Adam: Na pewno najliczniejsza. Ale nie powiedziałbym, że w Niemczech są lepsi fani. Na przykład polscy fani są wspaniali - bardzo dużo dobrej energii. Czesi zresztą też.

Elias: Generalnie, im dalej jedziemy na wschód, tym bardziej żywiołowa widownia. Bardziej roztańczona.

MS: Skoro jesteśmy przy podróżach na wschód, to zapowiedzieliście już wasz występ na festiwalu Antaragni w... Indiach. Będziecie gwiazdą tego festiwalu. Jak to się stało?

Adam: Zupełnie przypadkowo. To po prostu spadło na nas znikąd. Oni się z nami skontaktowali.

MS: To dziwne, bo wydaje mi się, że to nawet nie jest festiwal rockowy, bardziej festiwal kultur albo coś takiego.

Elias: Antaragni to rzeczywiście wielki festiwal kultur, ale w ramach tego powstał też festiwal rockowy, który nazywa się Synchronicity. Odbywa się tam krajowy konkurs kapel, ale zapraszają też kilku zagranicznych headlinerów. Myślę jednak, że nie mają pieniędzy na prawdziwą gwiazdę, więcz szukają zespołów takich jak my, które zrobiłyby to nawet dla samej możliwości doświadczenia takiego festiwalu. Jesteśmy więc szczęśliwi, że po raz pierwszy możemy udać się do Azji.

MS: Życzę wam w takim razie powodzenia i dziękuję za wywiad.

Miłosz Stelmach

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.