Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Józef Skrzek. Chleb z tłustym

Z Józefem Skrzekiem umówiłem się w jego rodzinnych Michałkowicach. Na co dzień bardzo zagoniony i pracowity, na szczęście znalazł dla mnie czas na zrobienie i nagranie wywiadu. Najpierw pojawiłem się w domu Józka, a potem pojechaliśmy do polecanej przez niego knajpy. Podczas wywiadu, w kameralnej atmosferze zajadaliśmy się ulubioną przystawką Józefa... chlebem ze smalcem.

Kamil Rubik: Nagrywał Pan z wieloma polskimi muzykami i występował Pan również często na scenie w ich towarzystwie, ale zadebiutował Pan w zespole Breakout. Jakie są Pana wspomnienia z tym okresem?

Józef Skrzek: Jeśli chodzi o stronę zawodową, to był to rok 70 - miało to swoje oblicza oficjalne i za kulisowe. Wiesz, pierwszy entuzjazm, spotykanie się z publicznością i światem było szokujące. Z jednej bardzo pozytywne, z drugiej strony odreagowania były negatywne. Dla przykładu: granie 30, 40 koncertów w jakimś województwie. Czasami 3, 4 koncerty dziennie - to było takie odrabianie pańszczyzny. Powiem Ci, że moim zdaniem to nie miało stylu. Prawdziwy muzyk gra jeden dobry koncert 2, 3 godziny - daje z siebie wszystko i idzie spać. Wtedy były takie "dziwaczne" ułożenia i one były szkodliwe. Człowiek się cieszył, że gra ze znanym zespołem, a za 3 miesiące stwierdzał, że to jest nudne. Stwierdziłem wówczas, iż po prostu nic ciekawego się nie dzieje.

KR: Niedługo potem założył Pan swój wymarzony band SBB, otwierając całkiem nowy nurt polskiej muzyki. Jakimi odczuciami kierował się Pan wtedy tworząc taki rodzaj muzyki?

JS: Szczerze mówiąc, marzenie o zespole było już wcześniej, bo przecież zanim wszedłem na scenę zawodową, to grałem tu dużo na Śląsku. Ocierałem się o to pojęcie muzyki bluesowo - rockowo - jazzowej, grając w różnych klubach. Będąc jeszcze w szkole, spędzałem często czas na muzykowaniu i wtedy właściwe marzyłem o zrobieniu zespołu! Nie było mnie niestety stać na to, dlatego, że my chłopcy ze Śląska mieliśmy zawsze utrudnione wyjście na świat.

KR: Co właściwie oznacza nazwa SBB?

JS: Gdy byłem na Akademii Muzycznej w Katowicach, to moi koledzy, później bardzo znani jazzmani mieli taki swój zespół "Silesian Jazz Club Band". No to ja wymyśliłem "Silesian Blues Band". To było wtedy wszystko takie proste - będziemy grać bluesa na Śląsku. Nie przywiązywałem wagi do tego, to były początki i nikt nie myślał, że w przyszłości zrobi się z tego taka kapela. Jak zaczęliśmy być po pewnym czasie bardziej znani, to mogliśmy zmienić nazwę na jakąś inną, ale skróciliśmy do SBB. Gdy przyszedł pan redaktor Franciszek Walicki czyli słynny manager, który lansował wiele znanych gwiazd - od Czesława Niemena po Irenę Majdaniec, nie mówiąc o Czerwonych Gitarach, to stwierdził, że lepiej jest nazwać band "Szukaj Burz Buduj". "Jak was posłuchałem to oniemiałem. To jest naprawdę tak odkrywcze, że się w głowie nie mieści" - dodał. Właściwie Franciszek to był z prawdziwego zdarzenia manager w Polsce, który nagle z SBB zrobił "Szukaj Burz Buduj". Potem jak byliśmy we Wiedniu, młodzi ludzie z Getyngi stwierdzili, że to świetnie pasuje również po angielsku: "Search Break Build". Powiem Ci szczerze, że dla mnie na dzień dzisiejszy jest to prostu TRIO. Trzy litery - trzech ludzi.

KR: SBB nieustannie kojarzone jest właśnie z fantastycznym trio : J. Skrzek - A. Anthimos - J. Piotrowski, a teraz Paul Wertico. Przez tyle lat trzymacie się na rynku muzycznym w tak wspaniałej formie. Jaki jest Wasz przepis na sukces?

JS: Chleb ze smalcem... (śmiech). To jest rzeczywiście szczęście tak być cały czas na rynku muzycznym. Można być takim zespołem, który wchodzi na jeden sezon i zarabia milion a najlepiej cztery, potem dobrze się żyję i reklamuje się proszek - to nie ma problemu (śmiech). Natomiast jeśli chodzi o bycie w muzyce i zaskakiwanie publiczności, nie mówiąc o sobie, bo jeżeli nie zaskakujesz, to jesteś nudziarzem. W muzyce trzeba próbować ciągle czegoś nowego, odkrywać i zaskakiwać. Jeśli chodzi o SBB to zauważ, że my nie gramy cały czas. W pierwszym okresie czasu graliśmy wciąż przez 9 lat, z czego dwa lata z Cześkiem Niemenem, a pierwszy rok to była taka bieda, że nawet nie chcę Ci mówić. Trudno było wyjść nawet przez Warszawę, ale udało się. Jednak ten pierwszy czas kiedy graliśmy od 1971 - 1980 to był najlepszy, byliśmy wtedy najbardziej znani. W tym właśnie czasie poznali nas ludzie w Europie, na świecie. Byliśmy wtedy pierwszymi, którzy przeszli za tzw. "żelazną kurtynę". Jeździliśmy po świecie, graliśmy w Roskilde - byliśmy naprawdę szczęściarzami. Można powiedzieć, że byliśmy znakiem wolności dla tych tu ludzi, którzy byli zniewoleni. Potem nastąpiła luka ponieważ był stan wojenny. Nie mogliśmy grać koncertów, podczas gdy zomowcy byli młodzież. Na każdy koncert rockowy przyjeżdżało mnóstwo osinobusów, żeby trenować pały na młodzieży, o czym wie dobrze Zbyszek Hołdys. Powiedziałem, że nie będę grał takich koncertów. Ja grałem jednak dalej jako solista, z chórami, teatrami, baletami - był to kolejny etap w moim życiu. W latach '90 SBB troszeczkę odpoczywało - raz zagraliśmy jakiś koncert w Spodku z Ryśkiem Riedlem, potem pojechaliśmy do Ameryki, ale nie graliśmy cały czas ponieważ nie było jak. No i teraz nagle pojawiła się nowa koncepcja z nowym perkusistą - Paulem Wertico. Pierwszy raz spotkaliśmy go w Chicago, jak byliśmy tam z SBB w 1994 roku i graliśmy w klubie Włodka Wandera. Przyszedł Paul z żoną i przyglądał się naszemu graniu. Po koncercie powiedział parę ciepłych słów o nas i wyraźnie mu się spodobało. Zresztą od początku wydawał się mi taki normalny: przyszedł w spodenkach i sandałach..(śmiech). No i to był taki epizod. Potem w 2000 roku w Niemczech chciano zrobić koniecznie koncert SBB w Norymberdze. No ale nie było bębniarza... Ktoś powiedział mi, że jest w fan klubie Pata Metheny'ego i porozmawia z tym Wertico. Niespodziewanie Paul się zgodził, żeby przyjechać na jeden koncert z nami. Nagraliśmy cały koncert - żeby mieć jakiś dokument. To był znak, że możemy grać razem. Następnego roku przyszło na nas kilka zaproszeń z Węgier, Niemiec, Czech. No i zagraliśmy około 20 koncertów w ubiegłym roku, a pod koniec trasy weszliśmy do studia (nad morzem) i nagraliśmy płytę. Teraz nastąpiła 9 miesięczna przerwa, ale w ostatnich tygodniach znowu zagraliśmy parę koncertów. Prawdopodobnie promocja nowej płyty Nastroje spowoduje znowu wspólne granie.

KR: Nagraliście kilkanaście płyt w wielu krajach, sprzedaliście kilka milionów płyt, o liczbie koncertów nie wspomnę... Która z płyt nagranych z SBB jest dla Pana najważniejsza?

JS: Każde dziecko jest ważne i każde dziecko się kocha - to jest prawidłowość rodzinna. Jako ojciec tych wszystkich krążków powiem Ci, że wszystkie są piękne.

KR: Jaka jest Pana ulubiona kompozycja z która jest Pan jakoś szczególnie związany?

JS: To ciekawe pytanie... w zasadzie do każdej kompozycji czuje się przywiązanie, ale Z miłości jestem ma dość duże znaczenie dla mnie. Uważam, że człowiek, który jest z miłości i jest kochany od momentu kiedy się rodzi jest właśnie najlepszym dowodem miłości. Dlatego Julian Matej tak napisał ten tekst: "Z miłości jestem, z których krwi, krew moja". Jeżeli człowiek jest kochany i stworzony z miłości przez rodziców to jest dobrze.

KR: Jacy są Pana muzyczni przyjaciele?

JS: Przede wszystkim moimi przyjaciółmi są ptaki.. (śmiech). Ja kocham przyrodę - świetnie się czuję gdy np. leżę na łące i patrzę prosto w niebo. Natomiast jeżeli chodzi o moje przyjaźnie międzyludzkie to jest naprawdę wielu przyjaciół z kręgu muzyki i sztuki. W teatrze mam mnóstwo przyjaciół: Hanuszkiewicz, Skolimowski, Piotrek Fronczewski i wielu innych. W muzyce już nie zliczę! Z wszystkimi się dobrze rozumiem i szybko nawiązuje kontakt. Najbardziej brak mi tego, że nie nagrałem jeszcze płyty z bratem. (Janem "Kyksem" Skrzekiem - od.red.)

KR: Czy Pan również podziela to zdanie, że SBB jest najlepsze na koncertach?

JS: Na koncertach artyści muszą się "wygrać". Np. wszystkie te płyty winylowe miały 40 minut, a bywało tak, że 40 minut trwał jeden utwór wraz z solówkami... (śmiech), ale rzeczywiście - masz rację. Prawdopodobnie przyczyną tego jest podstawowy element sztuki, czyli dwie strony: artysta i odbiorca. Ta symbioza ma piorunujące znaczenie w naszym przypadku. Dlatego bardzo lubimy koncerty.

KR: Jest Pan basistą, pianistą i gra Pan również na harmonijce ustnej. Które z tych trzech instrumentów lubi Pan najbardziej?

JS: Przede wszystkim jestem i byłem pianistą. Pierwszą moją nauczycielką była mama. Najczęściej kobiety mnie kształciły jeżeli chodzi o granie na pianinie - to też ciekawa sprawa (śmiech). Potem śpiewałem w chórach, w różnych projektach, ale raczej byłem wstydliwy. Żeby śpiewać to trzeba mieć naprawdę tupet - musisz się otworzyć. Od pewnego momentu zacząłem "ryczeć", a potem może i śpiewać. Jeśli chodzi o bas, to był to taki element szkolny jak byłem w ogólniaku. Nie było basisty w szkole, więc zacząłem grać. Okazało się, że całkiem nieźle mi wychodzi. Traktowałem to jako taki epizod - coś tam grałem. Później Breakout zaproponował mi granie, musiałem pracować, bo zmarł ojciec i byłaby bieda, a byłem najstarszy w rodzinie. Miałem grać z nimi na basie, a ja przede wszystkim byłem pianistą. Z basem musiałem się strasznie namęczyć manualnie, ale dałem radę. W domu podśpiewywałem do tego basu kompozycje Roberta Planta, które też były trudne wokalnie. Jak ojciec słuchał mojego śpiewania to mówił: "matka, daj mu jeść bo on głodny..." (śmiech). Obecnie jak gram na basie - okazuje się, że bardzo dobrze mnie ludzie przyjmują, doszedłem do wniosku, że gitara basowa w konstrukcji całego aranżu jest bardzo ważna. Podoba mi się to i powoli się znów wciągam, dlatego też w SBB najwięcej grałem kiedyś na basie.

KR: Niedawno ukazała się Wasza koncertowa płyta Freedom - Live Sopot '78, materiał odnaleziony przypadkiem na Pana strychu. Czy macie jeszcze takie "białe kruki" w planie wydać w przyszłości?

JS: Niedawno znajomi przekopali ten strych, odkurzając dużą część materiałów. Myślę, że tam jest jeszcze sporo takich nagrań. Przyznam szczerze, że pogubiła mi się masa różnych taśm - ktoś pożyczył później nie oddał itd. Są całe trasy koncertowe w Szwecji, na Węgrzech nagrane wówczas. Tak właśnie powstała płyta Freedom - Live Sopot'78. Również Karlstad Live i Budai Ifjusagi Park - to są wszystko taśmy z mojego strychu. Wszystko to masz zremasterowane, odszumione, odświeżone. Od tego są teraz fachowcy, którzy niesamowicie potrafią polepszyć jakość nagrania. Ogólnie myślę, że jeszcze zostanie coś archiwalnego wydane.

KR: Co może Pan powiedzieć o najnowszej płycie Nastroje? Wracacie nią na rynek muzyczny, to pierwsza płyta studyjna od wielu lat...

JS: Płyta powstawała w znakomitej atmosferze. Związała nas trzech w ułożeniu: Jankes, Grek i Hanys. Nie ma absolutnie granic - muzyka łączy wszystko. Nagrywaliśmy to w niewielkim studio nad morzem, właśnie w takich małych wnętrzach i kameralnych sytuacjach ludzie mogą się lepiej poznać i dopasować. Wszystkie elementy międzyludzkie - wstawanie o określonej porze, wspólne posiłki itd. musiały grać ze sobą, a nie stwarzać pozory. U nas tak właśnie było. Materiał nagrywaliśmy w okolicach listopada, kiedy odczuwa się taką samotność, ta przestrzeń i klimat jakie dawało polskie morze - dla mnie to było naprawdę fantastyczne. Przeżyliśmy razem fantastyczne chwile, które chyba zapamiętamy do końca życia. Jeśli chodzi o stronę producentcką - jeszcze w lutym robiłem "miksy" tego materiału, pewne rzeczy się poprzesuwały - zmieniliśmy wydawcę na Pomaton itd. Płyta ukazała się 11 października - już jest w sklepach. Jeżeli chodzi o samą muzykę - jest właściwie w trójwymiarze. Trójwymiar bardzo można odczuć słuchając tej płyty. Nie ma czegoś takiego, że dominuje lider. Jak dobrze przystawisz ucho to poczujesz ocean Paula - tam fale biją inaczej. Słyszysz też jak Antymos mówi po grecku myśl Arystotelesa. Lakis wybrał to krótkie motto, które zaczyna naszą płytę. Znajdziesz tam parę kompozycji każdego z nas. Ja wybrałem kilku poetów, nie tylko Juliana Mateja. Jest tam m.in. Lech Majewski, Tomek Pałasz i Tadek Sławek - były rektor Uniwersytetu Śląskiego. Oczywiście nie zabrakło jak już wspomniałem Juliana Mateja jako klasyki SBB. Inaczej mówiąc jest to muzyka, sztuka wielowarstwowa. Dla mnie jest to taka baja, którą zaczął żeglarz na samotnej wyspie u wybrzeży Grecji i płynie przez jakiś czas, przez różne miejsca po czym topi się w morzu.

KR: Jakie plany na najbliższą przyszłość?

JS: Ostatnio często zapraszany jestem przez muzyków z południa. Odwiedzam różne kraje: Czechy, Słowację, Węgry i Niemcy. Gram z tamtejszymi muzykami. Zapraszają mnie do różnych projektów z których czasem nawet pozostaje jakiś ślad w postaci np. singla. Jeśli chodzi o Polskę - jeżdżę trochę po naszym kraju - szukam inspiracji. Czasem nagrywam jakieś materiały i mam zamiar ciągle poszukiwać czegoś nowego. Lubię pracować z góralami - właśnie zestawiłem ciekawą grupę osób z którymi szykuje wydanie płyty. Halina Frąckowiak chce ze mną również współpracować - nagraliśmy właśnie jednego singla. Dalej mam zamiar kontynuować koncerty na górze Św. Anny, które bardzo dobrze na mnie wpływają. Św. Anna jest dla mnie kultową postacią. Lubię pisać też muzykę filmową, ponieważ daje to duże możliwości. Ogólnie rzecz biorąc chciałbym podążać do przodu i się rozwijać.

KR: Dziękuję bardzo serdecznie za rozmowę.

JS: Dziękuję Ci również bardzo gorąco.

Wywiad został przeprowadzony na początku października 2002 roku.

Kamil "Rubiccon" Rubik

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.