Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Jerzy Skarżyński. "Gillan jest dokładnie taki jak ja..."

Jerzy Skarżyński. Pasjonat. Z wykształcenia historyk, z zamiłowania i zawodu dziennikarz muzyczny. Żywa legenda tego zawodu w Krakowie i nie tylko. Od 1971 działa w Studenckim Klubie Kultury ?Pod Przewiązką?, w którym organizuje cotygodniowe spotkania poświęcone poznawaniu wielkiej muzyki. Wynalazca idei giełdy płyt. Od 1977 stale obecny na antenie Radia Kraków. Potrafi godzinami opowiadać o Beatlesach, których uważa za największy zespół w historii (jak sam twierdzi, potrafili zagrać wszystko). Przy wszystkich swoich zasługach pozostaje człowiekiem niezwykle skromnym i otwartym, od którego na antenie bije niesamowita szczerość i autentyczność. Podobnie zresztą jak od wszystkiego co robi. Pozostaje wzorem dla wielu młodych, chcących w przyszłości prezentować muzykę.

Z blisko 50 minut rozmowy, jaką przeprowadziłem z red. Skarżyskim w reżyserce klubu "Pod Przewiązką", zebrało się 9 stron maszynopisu. Zebrane tutaj około 50% oryginału stanowi samą esencję tego, o czym rozmawialiśmy. A rozmawialiśmy i o radiu, i o muzyce, i o książce, którą napisał. Zapraszam do lektury.

Michał Błaszczyk: Jak Pan trafił do "Przewiązki", jak to wszystko się zaczęło?

Jerzy Skarżyński: To było na przełomie 70 i 71 roku. Pojechałem wtedy na wakacje za granicę, a wówczas rzadko się wyjeżdżało. Ponieważ już wtedy interesowałem się muzyką, przywiozłem sporo longplayi. Kiedy mój kolega, który prowadził tutaj dyskoteki, dowiedział się o tym, że mam płyty, zaproponował mi umowę. Otóż jeżeli zgodzę się je puszczać w czasie "przewiązkowych" imprez, to on będzie mi pozwalał, żebym ja, wówczas jeszcze licealista, mógł wchodzić do tego klubu. Wtedy, dla mnie, jako dla ucznia liceum, wejście do klubu studenckiego to była bardzo atrakcyjna propozycja, to raz. Dwa, że miałem możliwość puszczania muzyki publicznie, więc się zgodziłem. A po jakimś czasie, kolega zawalił na studia, wzięli go do wojska, a ja zostałem pod Przewiązką sam.

MB: Jako licealista, czyli w jakim wieku?

JS: 15 lat.

MB: A potem pojawiło się radio?

JS: Tak, to było w roku 1977, czyli w sześć lat później. Pod Przewiązką już wszystko funkcjonowało, były dyskoteki, była giełda płyt, do dzisiaj, z resztą funkcjonująca. Kiedyś pojawił się tutaj Antoni Krupa, który już wcześniej zajmował się jazzem w Radiu Kraków i zapytał, czy nie chciałbym tam robić audycji związanych z muzyką. No i tak trafiłem do radia, i po wstępnym okresie, już ponad 25 lat pracuję non-stop.

MB: Ponad 25 lat, ładny staż. A jak się ma to radio, które było wtedy, w porównaniu do tego, które jest dzisiaj. Czy to jest duża różnica?

JS: Ogromna, niestety. Raz, że wtedy nie rządziła radiem komercjalizacja, nie to było najważniejsze. Nie było też oglądania się na trendy, na to, co się lepiej sprzeda, albo co robić, żeby sprzedać jak najwięcej czasu antenowego. Nie schlebiało się też najprostszym gustom. Dwa, to były czasy muzyki rockowej, więc jej było pełno w programach stricte rozrywkowych. Ale przede wszystkim, radio niosło wówczas bardzo dużo wartości intelektualnych. Teraz są stacje służące wyłącznie rozrywce, wtedy było zupełnie inaczej. Ale to zbyt długi temat, żeby go w paru zdaniach wyczerpać.

MB: Rozumiem. A nie odczuwa Pan, że jest niejako, ze "starej gwardii", tych, którzy robili porządne radio? Że po Panu, panach Kaczkowskim, Niedźwiedzkim, nie będzie już nikogo, kto chciałby robić "dobre, stare, radio"?

JS: Nie wydaje mi się, że nie ma, bo to kwestia znalezienia takich osób. Pewnie by się znalazły, bo skoro są osoby słuchające takiej muzyki, interesujące się nią, to pewnie są też osoby chcące taką muzykę prezentować. Problem polega na tym, czy one umiałyby to robić, bo to jest kwestia pewnej wiedzy, nabytej latami. Bez tego nie da się robić dobrych programów muzycznych. Dlatego właśnie tak odłogiem, pod tym względem, leżą wszystkie stacje komercyjne, w których programy prowadzą dwudziesto - paro letni prezenterzy, którzy nie mają pojęcia o historii muzyki, bo skąd mogą mieć. Bo trudno, żeby ktoś, kto ma 20 lat, znał od podszewki 30 lat historii muzyki, skoro to są tysiące płyt, których trzeba posłuchać. Żeby puszczać muzykę, trzeba też mieć świadomość tego, na ile była ona związana z ówczesnymi wydarzeniami. I dlatego prezenterzy (stacji komercyjnych ? red.), którzy chcieliby się tym zająć, mogą nie rozumieć kontekstu tej muzyki, czyli dlaczego ćpali, dlaczego uciekali z domu, czy dlaczego protestowali przeciwko wojnie w Wietnamie, itd. Komuś patrzącemu z perspektywy dzisiejszych realiów wydaje się, że trzeba było robić skandale, żeby być popularnym, a to nieprawda.

MB: Twierdzi Pan, że "rock to emocje". Czyli, Pana zdaniem, rock się nie skończy, tak jak nigdy nie skończą się emocje?

JS: Tak, nie skończy się, tak jak nie skończył się np. jazz tradycyjny. Generalnie, wszystkie gatunki muzyczne kiedyś zaczęte w jakimś stopniu trwają. To jest kwestia tego, że schodzą na drugi, trzeci plan. Teraz sytuacja jest taka, że rock jest w defensywie, dlatego, że mass media to robią. Jest to proces związany z globalizacją muzyki, niczym innym?

MB: I z pieniędzmi.

JS: I z pieniędzmi, oczywiście. Otóż ta globalizacja powoduje, że wielkie koncerny wchłaniają się nawzajem, rozrastają się, przez co pożerają ogromny potencjał małych wytwórni, które kiedyś stać było na lansowanie wlasnych wykonawców. Efekt jest taki, że zamiast 200 wytwórni mamy w tej chwili 6 wielkich koncernów. I każdy z nich ma jedną śpiewającą panienkę, jeden boysband, jeden zespół metalowy, jeden taki, jeden taki. I w sumie konkuruje ze sobą 6 panienek, 6 zespołów metalowych itd. Natomiast kiedy tych wytwórni było 200, to konkurowało ze sobą odpowiednio 200 wykonawców i ta konkurencja powodowała przesiew artystyczny. Po prostu miernoty odpadały.
Dzisiaj funkcjonuje zasada chleba. Dlaczego najpewniejszym biznesem jest piekarstwo. Bo wiadomo, że albo ludzie ten chleb zjedzą, albo on zjełczeje. Niezależnie od tego i tak będą musieli go następnego dnia znowu kupić. I tak to się robi. Po co wydawać raz na 8 lat płytę, np. Pink Floyd, która sprzeda się w nakładzie 10 milionów egzemplarz, jak można przez te 8 lat wylansować 10 panienek, z których każda sprzeda po 2 miliony płyt. Czysty zysk.
Poza tym, teraz cała muzyka tworzona jest pod obraz. Im artystka bardziej wymalowana, im atrakcyjniejsza wizualnie, tym szybciej zrobi karierę. Oczywiście mówimy o muzyce komercyjnej, która nie ma nic wspólnego z rockiem. W tej chwili wszyscy wykonawcy prawdziwie wartościowi unikają telewizji, czy może raczej, telewizja unika ich. I żeby do nich dotrzeć, trzeba zadać sobie trochę trudu, poszukać.
Moim zdaniem, jednym z powodów ogólnego kryzysu muzyki lat 90 jest jej stopniowa komercjalizacja w latach 80. To właśnie spowodowało, że zaczęła się ona zniżać do poziomu schlebiania gustom disco - fanów, stawała się coraz bardziej "taneczna" i w końcu przeistoczyła się w czystą komercję. A ci, którzy nie chcieli się komercjalizować, zeszli do podziemia. To się zaczęło od czasów Nirvany. Praktycznie ostatnim wielkim, rockowym wydarzeniem, było pojawienie się grunge?u. Od tego momentu cały dobry rock jest w podziemiu.

MB: A czy wobec tego młode zespoły, które powstając wzorują się na starszych mają coś do zaoferowania? Np. RPWL, czy inne zespoły, zaczynające jako cover bandy?

JS: Wiesz, mnie akurat najmniej interesują grupy, które cokolwiek kopiują. W ostatnich latach powstały dziesiątki wielkich płyt niczego nie kopiujących, a cały nurt pseudo ? progresywnego rocka jest średniej jakości, bo to jest powielanie rzeczy już zagranych. Ten gatunek ma to do siebie, że operuje strasznie klasycznymi schematami. I tu też jest problem. Natomiast zdarzyło się w tym kręgu parę zespołów, np. Porcupine Tree, Marillion, które pchnęły muzykę rockową w zupełnie nowe regiony i zdobyły się na tworzenie czegoś nowego.
Natomiast zespoły powstające jako kopie to zjawisko normalne i trzeba mieć świadomość, że wszystkie debiutujące młode zespoły coś kopiowały. Nie należy sobie wyobrażać, że YES, czy Genesis już na pierwszych płytach grały oryginalnie. Bzdura. Genesis poziom "Foxtrotu", czy "Selling England by the Pound" osiągnął po pięciu latach i nagraniu pięciu płyt. Wszystko zależy od tego, czy zespołowi starczy sił, by na bazie tego, co robili, stworzyć własny, niepowtarzalny styl. I są tacy wykonawcy. Wspomniałem o Marillionie. Marillion też kopiował jak zaczynał. Marillion pojawił się tuż po nowej fali, po post punku, kiedy rock progresywny był wykończony zupełnie, nie istniała żadna wielka progresywna grupa. I dla sprowadzenia młodzieży na drogę słuchania prog ? rocka szukano kogoś, kto mógłby wypełnić lukę. I wtedy pojawił się Marillion, który zżynał z Genesis właściwie wszystko, i sposób przedstawienia muzyki, i aranżację, i zamysł kompozycyjny. Ale stać było później Marillion na to, żeby wyrobić sobie własny, oryginalny styl.
Ale problem leży też w funduszach. Teraz, ponieważ niektóre młode zespoły wydają płyty własnym sumptem, to zwyczajnie bankrutują, zanim dojdą do jakichś efektów artystycznych.

MB: A jak wyglądało pierwsze przesłuchanie "Wish You Were Here" w Polsce, bo to ponoć tu, pod Przewiązką się odbyło?

JS: Tak, ale takich pierwszych przesłuchań tutaj, było sporo. Np. niektóre płyty Genesis tu właśnie miały polską premierę. Wtedy przychodziło na takie wydarzenia mnóstwo ludzi. Ale wtedy były zupełnie inne czasy, inne realia. Dzisiaj to jest trudno sobie wyobrazić, bo wtedy nie było w ogóle dostępu do płyt. I dlatego tak dużą rolę odgrywało radio, bo było jedynym sposobem posłuchania zachodniej muzyki. Podczas koncertu Marillion, rozmawialiśmy z Piotrem Kaczkowskim m.in. o słowach Hogharta, że w przyszłości radia w obecnej formie nie będą potrzebne. Ja się z nim nie zgadzam. Oczywiście, może być tak, że wystarczy wejść do pokoju, powiedzieć ?Schody do nieba? i się je usłyszy. Tylko skąd do cholery, następne pokolenie będzie w ogóle wiedziało o istnieniu "Schodów do nieba"? Dla następnych pokoleń ludzi takich jak ja, będą potrzebne radia - przewodniki. Bo jak nie będzie przewodnika, kogoś, kto oprowadza po muzeum, to mało kto odróżni Mona Lisę od pierwszego lepszego pacykadła. Bo ilu ludzi ma wrodzony instynkt rozpoznawania że "ta sztuka wielką jest"? Tego się uczy. Ktoś musi pokazać, czego szukać w takiej sztuce. Bez Bogusława Kaczyńskiego połowa Polski nie wiedziałaby, czym się różni jedna opera od drugiej. Bez specjalistów od filmu ludzie by myśleli, że całe kino to Matrix i Troja, a pies z kulawą nogą nie poszedłby na jakiś ambitny film. W przyszłości wszystko się skomercjalizuje do granic możliwości, aż tu nagle pojawią się stacje radiowe, gdzie autorytety, ludzie godni zaufania, będą promować wielką sztukę. Taka będzie rola dziennikarzy, czy to w radiu, czy w dowolnym innym medium.

MB: Napisał Pan książkę * o muzyce, proszę powiedzieć, czy jest to sto płyt najbardziej wzruszających, najlepszych, największych?

JS: To jest zbiór recenzji, obejmujących płyty z okresu przed rozwojem punku. Nie chodzi o daty, raczej o to, że jest to zbiór do czasów "The Wall". Nie obejmuje ani punku, ani nowej fali, bo tu chodzi o pewien sposób tworzenia muzyki. Druga część jest pisana w tej chwili, mam nadzieję, że wyjdzie trzecia, dotycząca tego arcyciekawego dla mnie okresu, czyli lat 90.
Ta książka jest wielką atrakcją dla ludzi kochających muzykę, którzy w tej chwili są praktycznie odcięci od informacji na jej temat. Bo jak ja napiszę, że "The Wall" jest płytą wielką, to to jest wiadome przez wszystkich. W tej książce jedna połowa jest zbiorem informacji dla ludzi, którzy się muzyką interesują, a druga połowa jest w zasadzie potwierdzeniem, że "Wish You Were Here" jest wielkie. To jest sto płyt, które zrobiły na mnie największe wrażenie i miały wpływ na późniejszą muzykę, do momentu powstania punku.

MB: Czyli jest to swoisty przewodnik dla ludzi, chcących poznawać muzykę i jej historię na własną rękę. Takie kompendium.

JS: Tak, takie kompendium. Poza tym, trzeba pamiętać, że drzewo nie będzie stało bez korzeni, a dom się zawali bez fundamentów. I tę książkę można by nazwać takimi fundamentami, czy korzeniami. Bo oczywiście ja wiem, że przed Beatlesami się działo dużo i że to były zalążki. Ale nimi się już nie zajmowałem. Na końcu mógłbym napisać takie uzupełnienie o płytach, które były jakimiś tam początkami, że "stąd się to wszystko wzięło". Natomiast w tej książce, zasiane ziarenka mnie nie interesują. Liczy się korzeń. Zawartość merytoryczna tej książki to jest taki pień i korzeń, z którego dopiero zaczną buchać wszystkie gałęzie wspaniałego, bujnego drzewa muzyki.

MB: Proszę jeszcze powiedzieć, jak to jest rozmawiać z Ritchiem Blackmore'em?

JS: Blackmore jest jednym z największych, jest gwiazdą mistrzem, ale gwiazdą otoczoną mitem "gwiazdorstwa zupełnego". To jest tak jakby esencja gwiazdorstwa. Te wszystkie pozy, o jakich się słyszy, są w pełni uzasadnione. I z tego powodu szedłem na to spotkanie ** lekko wystraszony. Bałem, się, czy on nie będzie mówił "Ja, Wielki Blackmore...". I nagle okazuje się, co było największym odkryciem tego spotkania, że on jest dokładnie taki sam jak wszyscy. Spokojny, zrównoważony, zakochany w Candice Night. To było widać po tym, jak na nią patrzył, jak podczas prawie dwugodzinnej rozmowy cały czas trzymał ją za rękę, czy co chwilę całował ją w policzek. A oni nie są zakochani od paru miesięcy, oni są już ponad 10 lat ze sobą i wszystkie te zachowania świadczą o tym, że jest Blackmore szczęśliwym człowiekiem. Do tego dochodzi ten ogromny spokój i ta wielka wiedza o wszystkim, na czele z muzyką.
Blackmore jest człowiekiem niezwykłym, od niego emanuje jego osobowość, z niego bije niesamowita autentyczność i spokój. Są ludzie, od których w czasie rozmowy, czuje się bijącą stu-procentową pewność tego, co oni robią. On wiedział dokładnie, że jak grał metal, to musiał być konkretną osobowością, a teraz, jak jest szczęśliwy, grając muzykę renesansową, to on powinien być zrównoważony i wyciszony. Jak on mówi, że on tworzy podczas spacerów po lesie w absolutnej ciszy, to jemu można wierzyć.
Blackmore nie używał narkotyków, jest niepalący, a to ma istotne znaczenie. Jak słyszało się, że Blackmore podczas koncertu podpalał sprzęt, czy rozwalał gitarę, to te akcje nie wynikały z pozerstwa. Jego ten rock tak potrafił "nakręcić", że potrzebował kropki nad i. Ja kiedyś z nim rozmawiałem, dlaczego tak robił. Otóż, kiedy koncert był szalenie efektowny, kiedy czuł, że gra solo życia, to już w zasadzie nie mógł zrobić nic. Kto słyszał "Made In Japan", ten wie, co Blackmore potrafił zrobić podczas koncertu. I jak to zakończyć? Gdyby miał dynamit, to wysadziłby wszystko w powietrze. Z braku laku pozostawało rozwalenie gitary. Ale to wszystko wynikało z emocji.
Ta rozmowa była niewiarygodna też pod tym względem, że rozmawiało się z kimś, kto spokojnym, męskim głosem mówi o poezji, filozofii, miłości, muzyce renesansowej. Jak Blackmore mówi, że on słucha wyłącznie klasyki, nie słucha rocka, to to się przyjmuje jako pewnik. Wierzy się, że to go porusza. On tworzy w głowie, żyje we własnym muzycznym świecie, zupełnie ignoruje muzyczny świat naokoło. A trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że on ma wyczucie wewnętrzne pozwalające mu powiedzieć, że to się będzie sprzedawało, więc może pozwolić sobie na bycie takim jakim jest. Bo są tacy ludzie jak Blackomore, czy McCarteny, którzy jak coś wymyślą, to to staje się od razu wzorcem dla świata. To nie jest tak, że oni dopasowują się do mód, tylko to mody dostosowują się do nich. Do tego dochodzi żelazna konsekwencja i wielka osobowość. Jest nas 6 miliardów na kuli Ziemskiej, to zdarzają się wybitne osobowości, o niewiarygodnej charyzmie. Tak też jest z Blackmore?em.

MB: Podobno mówi się, że artystyczne widzenie świata jest spowodowane usterką połączeń w mózgu. Ale wracając do Deep Purple, Ian Gillan jest zupełnym przeciwieństwem Blackmore?a?

JS: Tak, Gillan jest dokładnie taki jak ja. Z charakteru. To jest człowiek, który jest absolutnie nie-gwiazdorski, a przy tym ma nieprawdopodobny talent. Zarówno jako wokalista, kompozytor, czy aranżer. On jest gwiazdorem, ale jego to nie obchodzi. Przy jego talencie, przy jego pozycji, jaką ma w historii rocka, gdyby miał takie predyspozycje gwiazdorskie jak Blackmore, to mógłby być mega gwiazdą. Tyle że w nim tego gwiazdorstwa nie ma. To jest facet, który po zejściu ze sceny staje się całkiem zwyczajny. Wiesz, żyje w normalnym świecie, idzie na piweczko? Ja miałem okazję się z nim zetknąć w takich okolicznościach, w czasie jednej z tras koncertowych jego zespołu, w Jastrzębiu ***. Akurat tak się złożyło, że kolega znał świetnie angielski i pracował w telewizji amerykańskiej i był akurat ze swoimi przyjaciółmi Amerykanami. I jak ci Amerykanie z zespołu Gillana dowiedzieli się, że tu w Polsce są Amerykanie, a trzeba pamiętać, że to były dawne czasy, środek zimy, to od razu się imprezka zawiązała. No i byliśmy na tej imprezie, czyli basista i perkusista Gillana, ci dwaj Amerykanie i jeszcze paru Polaków. Wiesz, siedzimy sobie i nagle ktoś puka do drzwi, wchodzi jakiś zaspany facet - nas zamurowało, dla nich to żadne wrażenie - prawie w gaciach, bo w spodniach od piżamy, i pyta:
- Cześć chłopaki, co to, kurwa, za impreza?
- A, słuchaj, znaleźliśmy tutaj, wśród tych pingwinów i niedźwiedzi polarnych dwóch Amerykanów, chodże, chodże tutaj?
- A macie jakąś flaszkę?
Wiesz, tak samo zachowuje się każdy student wchodzący do pokoju kolegów. Żadnego pozerstwa, nic. A z drugiej strony jest to facet o nieprawdopodobnym wprost talencie, już nie mówię o wokalnym, ale on też pisze świetne teksty, komponuje. Prawdziwi rockmani wiedzą, ile on jest wart. Najlepszym dowodem na to jest to, że Deep Purple wolało Gillana niż Blackmore?a, jako osobowość. Bo ten ostatni był tyranem, a Gillan stwarzał taką atmosferę - przyjacielską.
To widać zresztą teraz, po Deep Purple z Morse'em. To nie o to chodzi, że Morse poprawił atmosferę. To jest błąd, jaki wiele osób popełnia. Pojawienie się Morse?a rzeczywiście poprawiło atmosferę w Deep Purple, ale to wynikało z tego, że zniknął Blackmore. Deep Purple dlatego jest w świetnej formie, dlatego przetrwało kolejne 10 lat, że tam się oczyściła atmosfera i teraz jest autentyczna przyjaźń w zespole. Oni dlatego grają dalej i to grają fenomenalnie, bo jeżeli zespół po raz 8, jeśli dobrze liczę, przyjeżdża do Polski i mają grać na stadionie, to to już jest ewenement. I to jest zespół, który istnieje już 35 lat, to są goście już pod 60. I im się jeszcze chce, przy ich pieniądzach. Na którymś DVD, na końcu biogramu zespołu pojawia się informacja, że do tej pory, a to było jakieś 5, 6 lat temu, Deep Purple sprzedało 270 milionów płyt. To jest tak po 5 milionów każdej płyty na całym świecie, bo Deep Purple ma tak wiernych fanów, że ci bez reklamy kupują każdą płytę. Do tego dochodzą niesamowite pieniądze zarabiane na koncertach. Ci goście mają niesamowite ilości pieniędzy. A po Deep Purple widać, że to są ludzie tryskający zdrowiem i energią, więc nie sądzę, żeby przehulali te pieniądze. Oni są tak bogaci, że dla nich przejście na emeryturę oznacza, że oni, ich dzieci, wnuki i prawnuki będą miały z czego żyć, chyba że zaczną hulać na prawo i lewo.
Do tego dochodzi ta pasja, którą oni mają i która przekłada się na reakcję publiczności. Kto idzie na koncert Deep Purple ten wie, że nie dostanie zespołu odgrywającego nuta po nucie te dźwięki, które wcześniej nagrał na płycie. Ich koncerty są nieprzewidywalne i każdy ich koncert jest wydarzeniem. I to też czyni ich tak fenomenalnym zespołem.

MB: Dziękuję bardzo za rozmowę.

JS: Ja też dziękuję.

----------------------------------------------------------

* Jerzy Skarżyński - "Niezapomniane płyty historii rocka" - Wydawnictwo Jagiellonia, 2004.
czytaj dalej

** Chodzi o rozmowę, jaką Jerzy Skarżyński odbył z Ritchiem Blackmore'em i Candice Night przed koncertem w kaplicy św. Kingi w kopalni soli w Wieliczce 23 maja 2003 roku.
czytaj dalej

*** Chodzi o trasę kapeli Gillan (Ian Gillan - wokal; Brett Bloomfield - bas; Leonard Haze - bębny; Steve Morris - gitara) i koncert w Hali Sportowej w Jastrzębiu Zdroju, 8 grudnia 1991 roku.
Więc nie aż takie "dawne czasy" :)
czytaj dalej

Michał Błaszczyk

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.