Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Janusz Kruciński - Portret naszej rebelii

21 Października 2013

Płyta zespołu Ordalia sprowokowała nas do rozmowy z wokalistą grupy, Januszem Krucińskim. Dyskusja okazała się bardzo żywa, wielowątkowa, a wnioski wzbudzające skrajne emocje... Było mniej więcej tak - impulsem do powstania Ordaliów były prace graficzne scenografa Marcina Chlandy, które wraz z Pawłem Stankiewiczem (założycielem zespołu) uznali za gotowe okładki płyt. Do pełni szczęścia potrzebny był już tylko zespół... Rok temu, mniej więcej w okresie, gdy Polskę ogarnęła piłkarska gorączka związana z Euro 2012, zespół Ordalia stworzony przez grupę znajomych muzyków zarejestrował pierwszą płytę. Na wskutek wielu problemów wydawniczych płyta oficjalnie została wydana latem tego roku. Okazała się więc długo oczekiwanym i... planowanym dzieckiem. Nie tak dawno spotkałem się z jednym z ojców tej krnąbrnej, bystrej i uroczej pociechy - Januszem Krucińskim (wokalistą zespołu), który dobrze znany jest miłośnikom musicalu, ostatnio ze sceny warszawskiego Teatru Muzycznego ROMA.


Maciej Madey: Zaczniemy od nazwy... Nieoczywistej, podobnie jak charakter zespołu.

Janusz Kruciński: W zasadzie o genezę tej nazwy należałoby spytać Pawła Stankiewicza, który wymyślił zespół, stworzył cały repertuar. Ja z pewnością mogę stwierdzić, że nazwa jest kwintesencją tego, co chcemy przekazać. "Ordalia" tłumaczy się jako sąd Boży. Podstawową cechą charakterystyczną tegoż sądu, w uproszczeniu, jest brak jakichkolwiek znamion sprawiedliwości, czy zdrowego rozsądku; to proces faworyzujący silniejszych. Nasza płyta w głównej mierze opowiada o rzeczywistości współczesnego człowieka - starciu z bezduszną machiną, która nas mieli i wypluwa. Niestety coraz mniej osób ma tego świadomość. Społeczeństwo przyjmuje podstawianą mu papkę i pozostaje w letargu. My staramy się w mądry sposób zaprotestować, zbuntować się i trafić do tych, którzy wykazują choć minimalną chęć wybudzenia się z tego snu.

MM: Kiedy tego słucham to mam wrażenie, że niesiecie na sztandarach hasło "misja". To ostatnio potwornie wyświechtane słowo, ale czy macie na celu taką "misyjną" rewolucję?

Janusz: Dewaluacja znaczenia słów takich jak misja jest smutnym faktem. Nasza płyta ma na celu odgruzowanie wielu rzeczy, które ostatnio całkowicie straciły swoją wartość. W tekstach piosenek zdarza się nam sięgnąć po wulgaryzmy. Ale jeżeli słuchacz przeanalizuje ten tekst, dowie się, że nie pojawiają się one bez powodu, w przeciwieństwie do potocznej polszczyzny, w której coraz częściej zastępują znaki przestankowe. W momentach gdy emocje narastają tak, że brakuje już parlamentarnych słów, decydujemy się na użycie tych dobitnych. Wracając do pytania - chodzi o to, by przywrócić pewnym sprawom sens, ich wartość. To nasza myśl przewodnia i pewnie także w jakimś stopniu misja. Założyliśmy, że nasza działalność nie trafi pod strzechy, ale będzie kroplą, która drąży skałę, a właściwie "beton".

MM: Nie przepadam za szufladkowaniem, ale spróbujmy, bo to intrygujące, skategoryzować waszą muzykę. W warstwie muzycznej z pewnością jest ciężko - rock, czasami progresywny, metal, a w warstwie tekstowej to i nawet piosenka aktorska...

Janusz: ... wymyśliłem takie określenie dla naszej twórczości, że to "poezja śpiewana... inaczej" (śmiech)

MM: No i coś w tym jest. Nawet indie-rockowe gitary udało mi się dosłyszeć.

Janusz: To dowód, że warto się w nią wsłuchać. W zasadzie cała płyta jest konglomeratem różnych źródeł, gatunków. Jednak z pewnością należy ją zakwalifikować do brzmień ciężkich.

MM: Pojawiają się nawet syntezatory, czy rozwiązania akustyczne przeciwstawione punkowym... Skąd ten eklektyzm?

Janusz: To efekt spotkania sześciu ludzi, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Wszyscy jesteśmy związani z muzyką, sceną, estradą, od wielu lat. Wszyscy stale pracujemy z czołówką polskich artystów. Żeby móc sprawnie robić to, czym zajmujemy się na co dzień, musimy czerpać z wielu nurtów i posiąść umiejętność poruszania się w obrębie wielu estetyk. Wypadkową jest takie właśnie brzmienie płyty.

MM: Skoro wspomniałeś o teatrach - zespół powstał z inicjatywy scenografa, a ja naprzeciw siebie mam aktora...

Janusz: Cała nasza grupa to ciekawe przypadki. Piotr Aleksandrowicz wywodzi się z nurtu jazzowego, a jak słychać, odnalazł się w repertuarze, który niejednemu jazzmanowi pewnie by uwłaczał. Paweł Stankiewicz, autor wszystkich kompozycji, współpracuje z teatrami, filmowcami, zespołami i solistami w całym kraju. Piotr Banaszek pracuje w Radiu Olsztyn, jest pianistą rozmiłowanym w klasyce i ma na koncie występy z orkiestrami symfonicznymi. Michał Żeńca także jest znany z wielu działań muzycznych w uznanych zespołach, nie tylko tych brzmiących ciężko jak B.E.T.H.. Paweł Bomert jest... skrzypkiem, tylko "przesiadł się" przed laty na większy instrument; na co dzień współpracuje z telewizją, teatrem, kabaretem. Nasze korzenie rosną w wielu kierunkach, zatem to, co rozkwita na powierzchni też jest bardzo rozłożyste.

MM: Nie jest też tak, że w tym muzycznym tyglu każdy z was odkrywa swoje drugie oblicze, niemożliwe do pokazania na co dzień?

Janusz: Bez wątpienia - jest to dla nas wszystkich możliwość artystycznego wyrażenia siebie, bez oglądania się na obowiązujące trendy. Co do mnie... początek mojej przygody ze sztuką to trzecia klasa liceum i zespół grający covery rockowych przebojów z lat 90.. Ordalia to dla mnie, jakby nie patrzeć, powrót do korzeni. Każdy z nas pamięta czasy, gdy ciężkie brzmienia były u szczytu popularności, a subkultura "metali" była bardzo widoczna na ulicach. Wracamy do lat pięknej młodości (śmiech). A głównie chodzi o to, że właśnie w ciężkich brzmieniach znaleźliśmy sposób na przekazanie, wykrzyczenie tego co nas nurtuje i uwiera.

MM: Hard rock, metal słyną z charakterystycznego entourage'u. Gdy zestawiam to sobie z tym, że część zespołu, a przede wszystkim Ty, związani jesteście z teatrem zastanawiam się jak to postrzegasz? Te światy dość mocno się przenikają, a koncerty metalowe zawsze były spektaklami.

Janusz: Jest coś w tym, że w nurcie ciężkiego grania zespoły, którym udało się zrobić karierę i było je na to stać, stawiały na show. Często latami żyją opowieści o tym, co na scenie wyrosło, wybuchło, czy też pojawiło się znikąd. Czasem te obrazy przyćmiewają wspomnienia typowo muzyczne. Z pewnością ciężki rock doskonale odnajduje się w formie widowiska.

MM: Ordalia traktujecie jako hobby, pasję, czy wydając płytę, dajecie sygnał, że bardzo poważnie, a więc też komercyjnie traktujecie tę działalność?

Janusz: Rzecz polega na tym, że jesteśmy grupą dorosłych facetów z bogatym doświadczeniem zawodowym, życiowym i z rodzinami. Nie możemy więc poświęcić się zespołowi w zupełności, kreować jego pozycji na rynku. W znakomitej komedii "Pieniądze to nie wszystko" pada stwierdzenie: "Dzisiaj bez PRu nawet renty nie dostaniesz.". Nasz PR to my i grupa wspaniałych, życzliwych nam osób. Wierzymy w to, że się uda. Chcemy tego, ale wiemy również jak trudne zadanie przed nami w świecie, w którym coraz mniej znaczy talent i treść, a coraz więcej promocja. Nasz atut to siła prawdy i autentyczna sympatia wolno ale systematycznie rosnącej grupy naszych fanów. Wierzę, że w ostatecznym rozrachunku to więcej niż zaklejona kolorowymi magazynami rozsypująca się fasada promocyjnej machiny.

MM: Wracając do tekstów - są bardzo specyficzne. Dosadne, ale też wyrafinowane. Próbujecie przywrócić szacunek do słowa? Zwłaszcza w sytuacji, gdy teksty polskich utworów obniżają loty...

Janusz: Jako człowiek, który sam popełnił różnego rodzaju teksty - lepsze lub gorsze, ale żadnego z nich się nie wstydzę - widzę i wiem, że tworzy się teksty, których wartość merytoryczna nie musi być wysoka, bo tworzy się je dla szerokiego grona odbiorców. Musi "wpadać w ucho". A rzeczywistość, która nas otacza, wytwarza w ludziach przemożną chęć oderwania się od tego wszystkiego. I tak na przykład coraz trudniej w teatrach sprzedać sztukę poważną, za to wzięcie mają komedie, farsy. Ludzie tęsknią za czymś lekkim, łatwym i przyjemnym. Ci, którzy kierują rynkiem muzycznym potrafią tę tendencję wykorzystać i zarobić na niej horrendalne pieniądze. I tak rynek jest zalewany tekstami będącymi zbitkiem słów, po chwili sławy przemijającym, pozostawiającym w sercu niewiele ponad wspomnienie wakacyjnego romansu, który też uległ dziś dewaluacji. Naszym celem jest przywrócenie słowom zagubionych, prawdziwych znaczeń.
Jest mnóstwo ludzi, którzy przychodząc na spektakl czy koncert, chcą pomyśleć, przeżyć coś duchowego. Doceniają słowo, warsztat wykonawczy, wrażliwość twórców; nie interesują ich "światy" wykreowane przez komputer. Niestety, rynek często ich ignoruje albo wręcz miażdży. Chcemy przedrzeć się do takich ludzi, tęskniących za szczerą twórczością.

MM: To nieźli z was rebelianci, walczący z systemem. Prawdziwi rockmani.

Janusz: Tak, ten nurt buntowniczy najbardziej ujawnia się w teologicznej warstwie naszych tekstów. Żyjemy w kraju, gdzie 98 procent społeczeństwa to rzymscy katolicy, ale praktykujących - w sensie sumienia i postępowania zgodnego z tym, co głoszą - jest może 5 procent. Często odwołujemy się do braku wiary, przeinaczania, kupczenia nią. To jest ta najwierniejsza część portretu naszej rebelii. Nie chcemy obalić Boga, Kościoła, nie występujemy przeciw wierze. Chcemy, by ludzie zobaczyli, że wszystko ma swoje dwa oblicza, również każde zagadnienie dotyczące wiary; bez względu na to, o jakim wyznaniu mówimy. Zapominamy o tym, że Boga i prawdy trzeba szukać bez ustanku i wytchnienia. Tylko wtedy jest szansa na odnalezienie i zrozumienie naszego miejsce w świecie. Jest to zatem bunt przeciw rutynie, brakowi myślenia i elementarnej wiedzy, głupocie, chamstwu, manipulacji.

MM: Będziecie eksperymentować brzmieniowo?

Janusz: Na pewno! Oby jak najdłużej. Tylko tak możemy posuwać się naprzód.

MM: Planujecie stworzyć w najbliższym czasie nowy materiał?

Janusz: Trzy, cztery utwory mamy są gotowe w ogólnym zarysie. Sporo osób "zarażonych" naszą muzyką stwierdza, że to materiał świetny do wykorzystania w formie scenicznej. Zastanawialiśmy się jak to ugryźć (i czy w ogóle), ale w końcu mamy pewien plan, który chcemy zrealizować w tym sezonie teatralnym. Częściowo oprzemy się na repertuarze z płyty, ale będą też premiery.

MM: A propos - obecnie występujesz w "Deszczowej piosence". Mało rockowy repertuar (śmiech).

Janusz: (śmiech) Udało mi się ocalić długie włosy! Schowałem pod peruką... To mało rockowe, ale rock ‘n' rolla nosi się w duszy. Teatr od 20 lat daje mi utrzymanie, jest moją pasją, miłością i sposobem na życie. Nie zamierzam tego porzucić. Zwłaszcza, że tak wiele jest teatru w muzyce, a muzyki w teatrze jeszcze więcej.

MM: Ale teatr i zespół traktujesz, mimo tych korelacji, osobno?

Janusz: Absolutnie nie! Wszystko się ze sobą wiąże - emocje, energia... Tak naprawdę od pierwszych prób z zespołem zastanawiałem się, jak wykorzystać swoje doświadczenie teatralne w realizacji materiału. Wyszedłem więc z punktu rozumienia tekstu, przedstawienia go, dopiero potem nakładając na to kompozycje Pawła. Sama technika wokalna, nabyta w czasie pracy w teatrze jest wielce przydatna. Te dwa światy cały czas się wzajemnie przeplatają.

MM: Jakie masz najbliższe plany?

Janusz: Hmm... liczne, zweryfikuje je rzeczywistość; jak zawsze. Jeśli chodzi o teatr, to na pewno będę kontynuował współpracę z warszawskim Teatrem Muzycznym ROMA i Teatrem Rozrywki w Chorzowie; zapewne z czasem pojawią się nowe przedsięwzięcia, nie tylko teatralne. Ordalia planują jesienią wedrzeć się akustycznym szturmem do klubów studenckich. Znaleźliśmy również teatr żywo zainteresowany naszym projektem scenicznym. Trzeba kuć żelazo póki gorące, a nasza płyta nie stygnie. Przeciwnie, powoli rozjarza się w ciemności ferrycznym blaskiem.

Maciej Madey

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.