Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Wojciech Hoffmann - Turbo - Fani są niereformowalni.

22 Listopada 2013

Jeśli w Polsce istnieją jacyś legendarni gitarzyści metalowi, to do tego niewielkiego elitarnego grona na pewno zalicza się Wojciech Hoffmann. Lider zespołu Turbo, z którymi nagrał takie klasyczne płyty jak "Dorosłe dzieci" czy "Kawaleria szatana", nie ma jednak zamiaru spoczywać na laurach. Właśnie ukazał się kolejna, jedenasta już studyjna płyta w dorobku zespołu, o której opowiada nam w wywiadzie udzielonym w klubie Proxima przed wspólnym występem z rosyjską grupą Aria.


Miłosz Stelmach: Głównym powodem, dla którego teraz rozmawiamy, jest nowa płyta Turbo, która wyszła na dniach - "Piąty żywioł". To oznacza pewnie napięte plany na najbliższe tygodnie?

Wojciech Hoffmann: Tak, zaczynamy trasę 5 grudnia, kończymy 22 grudnia w Kaliszu - 10 miast. To jest pierwsza część, bo w przyszłym roku będzie dalsza część trasy, mam nadzieję, że duża. A już 6 stycznia Struś [Tomasz Struszczyk, wokalista Turbo - M.S.] wchodzi do studia i będzie śpiewał, tym razem po angielsku, bo od 2001 roku, od "Avatara", każda nasza płyta była wydana w dwóch wersjach językowych - polskiej i angielskiej.

MS: Czy to znaczy, że chcecie ruszyć też na Zachód - koncertować za granicą i dystrybuować tam swoją płytę?

WH: Czy chcemy? Pewnie, ale zdajemy sobie sprawę, że nasz czas w tamtym kierunku już chyba minął. Jesteśmy starszymi facetami i nie sądzę, żeby ktoś chciał inwestować w starą kapelę. Wiadomo jak teraz to wygląda - każdy najbardziej ceni sobie młodość, a nawet prawie dzieciństwo. Młodzi rokują perspektywicznie. A jakie my możemy mieć perspektywy? Ja mam prawie 60 lat, Bogusz prawie 50 [Bogusz Rutkiewicz - basista Turbo] i za chwilę będziemy już totalnie starymi dziadami, dlatego wiemy, że już nikt nie zainwestuje w nas, choć wierzymy, że płyty być może będą się sprzedawały przy jakiejś minimalnej reklamie.

MS: A macie zagranicznego wydawcę?

WH: Nie, myślę, że to Metal Mind będzie starał się coś tam w tym kierunku poczynić. Na pewno będziemy jeździć na festiwale i pierwszym, który zaliczymy będzie Headbangers Ball w lipcu przyszłego roku w Niemczech. Być może to da nam możliwość grania jakiś koncertów czy festiwali tam. Natomiast o karierze tam nawet nie ma co myśleć - chciałbym grać koncerty i to by mi wystarczyło. Możliwość tak zwanej "kariery" na Zachodzie to była w latach 80. i wtedy rzeczywiście byliśmy na progu. Nie udało się to z różnych powodów, chyba bardziej politycznych.

MS: Wtedy chyba wydawało się, że wiele polskich kapel ma szansę ruszyć na Zachód, ale koniec końców nikomu się nie udało...

WH: Tak, to była choćby kwestia paszportów, wiz i tego typu spraw. Zadecydowały więc moim zdaniem głównie względy polityczne, a nie merytoryczne, bo uważam, że naprawdę byliśmy kapelą bardzo dobrą i nieraz stojąc na scenie, choćby na naszych Metalmaniach, byliśmy porównywalni, a czasem nawet lepsi od zagranicznych kapel. Ale w tych czasach już nic takiego się nie stanie. Oczywiście, gdyby coś drgnęło, byłoby zajebiście, ale trzeba być realistą - jak nie wyjdzie, to się nie powiesimy, tylko dalej będziemy grać tutaj swoje koncerty, nagrywać płyty, dopóki tylko się da.

MS: Mówimy o tym, co się zmienia, ale warto też wspomnieć o tym, co pozostaje takie samo. Na pewno nie zmienia się wasza muzyka - pod tym względem jesteście dość konserwatywni i na nowej płycie sięgnęliście po sprawdzone brzmienia. Gracie klasyczny heavy metal, co jest na pewno ukłonem w stronę fanów zespołu, którzy tego właśnie chcą, ale czy nie ciągnie was w kierunku innych rzeczy?

WH: Ludzie chcą prawdy. A muzyka rockowa, bo heavy metal jest częścią rocka, to jest muzyka prawdy. To świat, gdzie nie ma kalkulacji. My też nie kalkulujemy, bo gdybyśmy to robili, to gralibyśmy jak Budka suflera, przy całym szacunku do tego zespołu. Natomiast my chcemy robić to, co najbardziej kochamy, bo to jest nasze wnętrze. Poza tym Turbo to jest Turbo - tu już nie będzie żadnych wielkich zmian. Myśmy zrobili już "Avatara" troszeczkę bardziej awangardowego, "Epidemie" już były awangardowe, nawet "Wojownik" był trochę awangardowy jak na tamte czasy. Ale wtedy nasz rozwój poszedł tą samą drogą, co muzyka, którą graliśmy. Widzieliśmy rozwój tej muzyki i Turbo wtedy trochę eksperymentowało. Zresztą mogę mówić tylko za siebie, bo to tylko moja zasługa i wina jednocześnie, ponieważ nie chciałem, żeby Turbo nagrywało wciąż te same płyty, bo to by było nudne. Po latach okazało się, że chyba się myliłem. Dlaczego? Dlatego, że dla mnie to było ok, ale dla fanów nie. Fani są niereformowalni, ale w tym dobrym tego słowa znaczeniu. To nie jest zarzut absolutnie i ja wiem, o co im chodzi. Nawet ja, kiedy zacząłem grać w Czerwonych gitarach, jako ich totalny fan nie lubiłem, kiedy przerabiali stare kawałki i odchodzili od tego, co robili w latach 60. I właśnie w Czerwonych gitarach zrozumiałem, że ludziom po prostu trzeba dać to, czego potrzebują, bo to oni kupują płyty, przychodzą na koncerty i utrzymują nas.

MS: Czyli zespół dla fanów, a nie fani dla zespołu?

WH: Tak. Musi być ukłon w stosunku do publiczności, ale trzeba sobie małą furtkę zostawić. Nie wolno się też całkowicie poddać fanom, bo wtedy oni ci na głowę wejdą, a ty zejdziesz do poziomu zespołu dancingowego i będziesz grał covery albo to, co aktualnie ludziom się podoba. Na to musi zespół uważać i dlatego muszą być nowe płyty. I teraz, czyli powiedzmy od początku nowego stulecia, gramy to, co graliśmy kiedyś, ale to też nigdy nie będzie identyczne. To nigdy nie będzie jak w AC/DC, które od 100 lat nagrywa tę samą płytę. I to nawet nie jest zarzut, natomiast nie wiem, czy nie potrafimy, czy raczej nie chcemy, ale po prostu nie nagrywamy idealnie tego samego. Teraz też mogliśmy nagrać taką samą płytę jak "Strażnik", ale po nagraniu "Strażnika" ja natychmiast powiedziałem, że następna płyta będzie "krótka, zwięzła i na temat". Krótsze, bardziej melodyjne utwory, bliższe może "Kawalerii". I myślę, że to nam się udało. A następna płyta już mi chodzi po głowie i wiem też co to będzie.

MS: Już są jakieś kawałki, pomysły?

WH: Coś tam jest. Po prostu siedzę często przy komputerze, mam gitarę, coś tam nagrywam sobie. Zresztą każdy z nas coś takiego robi, potem kiedy się spotykamy, to rozmawiamy, sklejamy coś, coś innego wyrzucamy. Ta następna płyta będzie chyba już najbardziej zbliżona do "Piątego żywiołu", ale niewykluczone, że mocniejsza.

MS: A dlaczego jeden utwór, "This war machine", ukazał się już na tej płycie po angielsku?

Tomasz Struszczyk (akurat przechodzący obok): Ponieważ jakbym taki kawałek zaśpiewał po polsku, to mógłby brzmieć śmiesznie... Jakoś mi nie pasuje taki śpiew, taka stylistyka do polskiego śpiewu.

MS: Dla mnie to jest trochę taki "Painkiller" Judasów. Czy to świadoma inspiracja?

WH: Tak, jasne.

TS: Po prostu taki sposób śpiewania się kojarzy z "Painkillerem", bo on był jednym z pierwszych tak zaśpiewanych.

MS: Dlaczego w takim razie pewien rodzaj śpiewania pasuje bardziej do języka polskiego, a inny już nie?

TS: Angielski język jest dużo bardziej plastyczny. Wystarczy zdać sobie sprawę z jednej prostej rzeczy - w języku angielskim jest bardzo dużo wyrazów jednosylabowych. Jeśli piszesz tekst i chcesz, żeby się rymował, to naturalnym sposobem jest pisanie w ten sposób, żeby na końcu frazy był jednosylabowy wyraz. W języku polskim jest ich tak mało, że szybko orientujesz się, że zaczynasz obracać się w worku tych samych wyrazów. Przez to czasami staram się zmienić nieco linię melodyczną utworu, dodać na końcu jakiś dźwięk, żeby móc operować dłuższymi wyrazami.

MS: A czy w takim razie teksty na anglojęzyczną płytę będą tłumaczone, czy może piszecie coś od nowa?

TS: Bardzo mi się nie podoba, gdy zespół ma dwie wersje językowe płyty i one w żaden sposób nie są związane tekstowo. To dla mnie sygnał, że tekst dla takiego artysty jest jak śmieć, który się dorzuca do piosenki, bo jak śpiewała Nosowska, "piosenka musi posiadać tekst". Tymczasem dla mnie tekst i muzyka to integralne części jedności. Piosenka funkcjonuje tylko z danym tekstem i nie wyobrażam sobie teraz napisać zupełnie innego tekstu do danej piosenki, to się dla mnie mija z celem. Poza tym, "Piąty żywioł" to też jest płyta koncepcyjna. To nie jest koncept w sensie jednej spójnej historii, bo z tym najczęściej kojarzy się koncept album. Nasze piosenki teraz są o różnych rzeczach, natomiast jest ten wspólny mianownik, że w większości piosenek jest podejmowany temat jakiejś cząstki natury człowieka, która jest porównywana do żywiołu - jednego konkretnego lub wszystkich żywiołów. To jest na tej samej zasadzie koncepcyjna płyta, co "Kawaleria szatana", która też ma przemyślaną ogólną treść, mimo że znajdują się na niej numery zupełnie "od czapy" jak "Żołnierz fortuny" czy "Kometa Halleya".

MS: Zmieniając zupełnie temat, chciałem zadać pytanie odnośnie dzisiejszego koncertu. Supportujecie rosyjską klasykę heavy metalu, Arię. W związku z tym chciałem zapytać o wasze kontakty ze Wschodem. Oczywiste jest, że w latach 80., kiedy w Polsce rodziła się scena metalowa, wszyscy zapatrzeni byli na Zachód, ale czy zdarzało wam się słuchać lub poznawać muzyków ze Związku Radzieckiego?

WH: Nie, zupełnie. Jeśli chodzi o mój kontakt w ogóle z kapelami z bloku wschodniego, to były lata 70. - Lokomotiv GT, Omega, czyli Węgry. W NRD coś tam się działo, ale najlepszą moim zdaniem kapelą tego okresu była Bijelo Dugme z Jugosławii. Kiedy poszedłem na ich koncert w Poznaniu, to czułem się jakbym usłyszał jugosłowiańskich Purpli. Oni grali jak Deep Purple, z tymi Hammodami i wszystkim. A najlepszą polską kapelą w tamtych latach, i myślę, że to mogła być nawet jedna z najlepszych na świecie, było SBB. Po ich koncertach przychodziłem do domu i nie wiedziałem gdzie jestem i co się ze mną dzieje.

MS: Skoro jesteśmy już przy dawnych czasach, to czy kumplujesz się z innymi chłopakami ze środowiska rockowego, które istniało w latach 80.?

WH: Na pewno teraz jest lepiej niż w latach 80. Wtedy wszyscy byliśmy tacy napięci, każdy chciał udowodnić reszcie, że jest lepszy. Teraz nie ma po tym śladu. Mogę sobie usiąść na przykład z Andrzejem Nowakiem i swobodnie porozmawiać, choć kiedyś nie było to możliwe. Teraz grałem z Katem dwa koncerty na ich 33-lecie działalności i też było bardzo fajnie.

MS: A fani - zostali ci sami?

WH: Na nasze koncerty teraz nie przychodzą nasi starzy fani, bo dla nich już jest za głośno albo nie chce im się. My nie zwolniliśmy tempa i wciąż napierdalamy, a oni sobie pracują, są na przykład biznesmenami i swoje widzieli. Po pracy wolą telewizorek i pilota. Ale na nasze koncerty wysyłają swoje dzieciaki, które gdzieś, kiedyś usłyszały naszą płytę albo nawet kasetę i przychodzą. A to daje nam taki zastrzyk adrenaliny, bo oni reagują dokładnie tak samo jak 30 lat temu, kiedy ja zaczynałem. To jest dokładnie to samo odczucie na scenie - nic się nie zmieniło. A jakie laski przychodzą! Teraz mamy chyba większą popularność u kobiet niż kiedyś. Zaczyna to być niebezpieczne! Kiedyś na koncercie w Bydgoszczy siedzi przede mną bardzo młoda, ale dobrze rozwinięta dziewczyna. Widzę, że jest lekko podlana i cały czas pokazuje do mnie, żebym się zbliżył. No więc ja się nachyliłem, a ona jak się na mnie nie rzuciła i zaczęła mnie całować. Myślałem, że się nie wyrwę. Potem przyszła do garderoby z koleżanką, która koniecznie chciała coś od zespołu. Struś dał jej skarpetki, a ta jak nie zaczęła ryczeć ze wzruszenia. To brzmi zabawnie, ale to jest fajne, bo wtedy czujemy sens tego, co robimy. I właśnie dlatego pewnie będziemy to robić, aż nie umrzemy.

MS: I tego wam życzę, a tymczasem dziękuję za rozmowę.

Miłosz Stelmach

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.