Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Balthazar - Piękna szukamy po tej ciemnej, tajemniczej stronie

18 Lutego 2014

Balthazar to zespół pięciu młodych muzyków (w tym jednej przedstawicielki płci żeńskiej), pochodzących z Belgii. Na swoim koncie mają już dwa albumy - "Applause" (2010) oraz "Rats" (2012). Sami określają swoją muzykę jako mroczny, nieco refleksyjny pop noir. W Polsce zagościli pierwszy raz w 2013 roku w ramach trasy koncertowej The Editors, w tym roku zagrali dwa koncerty - w Poznaniu i Warszawie - już jako headliner. Przed koncertem w warszawskiej Hydrozagadce udało nam się porozmawiać (po krótkiej rozgrywce przy stole do ping-ponga) z założycielami zespołu - Maartenem Devolderem oraz Jinte Deprezem.


Konrad Czubaj: Dobrze jest widzieć was znowu w Polsce. Pierwszy raz zagościliście u nas podczas trasy z The Editors, drugi raz był wczoraj w Poznaniu. Jak wam się podobał wczorajszy koncert?

Maarten: Było wspaniale! To nasza pierwsza trasa w Polsce jako headliner. Wczorajszy koncert w Poznaniu nie był jakimś ogromnym wydarzeniem, niemniej wszystkie bilety zostały wyprzedane. To było dla nas niesamowite. Myśleliśmy sobie - jak to możliwe, że ludzie wiedzą, że tu jesteśmy... Najwyraźniej niektórzy znali nas z trasy The Editors, niektórzy znali nas z Internetu. To było bardzo ciepłe przyjęcie.

Jinte: Decyzja o zagraniu tutaj wiązała się z dużym ryzykiem - zastanawialiśmy się, czy jeśli przyjedziemy, to ktokolwiek pojawi się nas posłuchać. A wszystko wyszło świetnie.

KC: Jaka historia wiąże się z powstaniem zespołu Balthazar?

Jinte: Byliśmy bardzo młodzi, kiedy założyliśmy zespół. Obaj graliśmy na ulicy, w zasadzie to tam się poznaliśmy. Ja grałem na rogu i Maarten grał na rogu. W pewnym momencie zaczęliśmy grać razem i to wszystko brzmiało po prostu lepiej, zarabialiśmy więcej pieniędzy i tak to się zaczęło. Potem zagraliśmy pierwszy występ na scenie i wzbogaciliśmy nasz zespół o sekcję rytmiczną. Simon i Christophe dołączyli później.

KC: Jako zespół sprawiacie na scenie wrażenie, że macie ze sobą bardzo dobry kontakt. Czy w waszej grupie jest jakaś hierarchia? Czy macie lidera?

Jinte: Myślę, że na scenie wszyscy są równie ważni, ponieważ każdy z nas pełni odmienne funkcje. To nie wygląda jak w wojsku, potrzebujemy siebie nawzajem. Natomiast utwory piszemy sami, nikt nie robi tego za nas.

KC: Czy w zespole ktoś konkretny odpowiada za muzykę i za teksty?

Jinte: Nie, pisanie piosenek to zawsze wspólny wysiłek. Jesteśmy dla siebie największymi krytykami. To powoduje, że dajemy z siebie jak najwięcej i staramy się dopracowywać wszystko tak, żeby końcowy efekt był jak najlepszy dla Balthazara.

KC: Dlaczego nazwaliście tak swój zespół?

Maarten: Nie kryje się za tym jakaś szczególna historia. Potrzebowaliśmy nazwy na nasz pierwszy koncert i wpadliśmy na pomysł z Balthazarem, który spadł znienacka. Uznaliśmy, że to dość dziwaczne imię, trochę zabawne, więc spróbowaliśmy go na ten pierwszy występ. Zostaliśmy przy tym imieniu, nigdy go nie zmieniliśmy...

Jinte: W sumie to zapomnieliśmy je zmienić.

Maarten: Były chwile, kiedy nienawidziliśmy tej nazwy, ale teraz ją na dobre przyjęliśmy.

KC: W waszych utworach często pojawiają się odwołania do Biblii, między innymi w "Lion's Mouth" i "Any Suggestion". Balthazar to też imię biblijne...

Jinte: Właściwie to gramy chrześcijańskiego rocka, w tym rzecz.

KC: Sami często określacie swoją muzykę jako pop noir. Bywa dość smutna i nostalgiczna, ale dla mnie niesie także nadzieję i radość. Zgodzilibyście się z tym?

Maarten: Jak najbardziej. Nie śpiewamy o rzeczach, które wywołują w nas smutek, ale o rzeczach, które uważamy za piękne. I to jest właśnie to, co daje nam nadzieję. Rzecz w tym, że piękna szukamy po tej ciemnej, tajemniczej stronie.

Jinte: Która jest dużo ciekawsza. Na przykład utwór jest o dziewczynie. Dziewczyna jest prostytutką. To znaczy tyle - ja pierdolę, jak ja kocham tę dziewczynę, jest naprawdę wspaniała! Nie umiem znieść tego, że nie mogę jej mieć. Trochę jak w "Roxanne" The Police!

Maarten: Tak, dokładnie. Utwór jest wyrazem moich uczuć do tej dziewczyny, jest jej dedykowany. Trzeba po prostu patrzeć na wszystko z szerszej perspektywy.

KC: Porozmawiajmy o waszych albumach. "Applause" jest dla mnie bardziej energetyczny, ma w sobie coś z garażowego grania, a "Rats" jest jakby spokojniejszy, z bardziej zróżnicowanym, ale łagodniejszym pulsem.

Jinte: W zasadzie to "Rats" nie ma spokojniejszego pulsu! Wszyscy to mówią. Ale to prawda, nie chcieliśmy przeć tak mocno naprzód, jak przy pracy nad pierwszym albumem. Myślę, że to wynika z faktu, że praca nad tamtym albumem była efektem tego, jak bardzo uwielbialiśmy to, co robimy. Każdy utwór dostał solidną dawkę zaangażowania i energii, ale tempo już wtedy bywało spokojniejsze. Na "Applause" jest dużo wolnych utworów. Przy pracy nad drugim albumem mieliśmy dużo więcej swobody i radości w konstruowaniu materiału. Uważam, że "Rats" jest bardziej dynamiczny, ma większy potencjał, a także jest bardziej nastrojowy; jest dla nas bardziej spontaniczny, mniej racjonalny, tworzony bez reguł. Przy pracy nad pierwszym albumem postawiliśmy sobie dużo ograniczeń, zasad, jak coś może brzmieć, a jak nie. W drugim albumie to nie miało znaczenia. Komponowaliśmy utwory tak, jak chcieliśmy. Fajnie jest widzieć swój rozwój bez konieczności wyjaśniania przyczyn. Zobaczymy co przyniesie kolejny album!

KC: Jakie macie muzyczne inspiracje? Czego lubicie słuchać?

Maarten: Bardzo duży słuchamy takich klasyków, jak Lou Reed, Velvet Underground, czy Bob Dylan. Ale moim ulubionym zespołem jest Roxette, więc to coś zupełnie innego.

Jinte: Ja najwięcej słucham Queen. Za każdym razem, kiedy mam kiepski humor i piszę mroczną muzykę, włączam sobie Queen i od razu piszę coś radosnego. Lubimy także nową muzykę. Ale nawet jeśli wymieni się jakichś młodych twórców, to ich zadaniem jest udowodnić, że przetrwają!

KC: Czy to, że piszecie po angielsku, wynika właśnie z tego, jakich zespołów słuchaliście?

Maarten: Jasne. Piszemy po angielsku między innymi dlatego, że wychowaliśmy się na angielskim popie. Słuchaliśmy też trochę muzyki w naszym ojczystym języku, ale ona nie jest zbyt popularna wśród młodzieży.

Jinte: Brzmi też fatalnie.

Maarten: No i nie daje ci szansy na dotarcie do szerszej publiczności. Możesz pograć trochę w swojej okolicy, ale to wszystko. Niezbyt ekscytujące. Gdybyśmy grali muzykę w swoim ojczystym języku, prawdopodobnie nigdy byśmy nie dotarli do Polski.

KC: W jednym z wywiadów dla brytyjskiego magazynu wasz rozmówca stwierdza, że wasze teksty są dużo bardziej elokwentne i inteligentne, niż teksty większości młodych brytyjskich zespołów. Jak udało się wam to osiągnąć?

Jinte: Myślę, że pisaniu tekstów poświęcamy dużo uwagi. To jest najważniejsza sprawa. Być może pewną przewagę stanowi fakt, że angielski nie jest naszym ojczystym językiem, więc posługujemy się nim trochę inaczej. Bardzo się staramy. Czytamy książki po angielsku i piszemy naprawdę dużo tekstów, by wybrać najlepsze. Są one dla nas równie istotne, co muzyka.

KC: Na scenie nikt z zespołu nie ogranicza się tylko do jednego instrumentu. Czy multi-instrumentalizm zawdzięczacie jakiejś edukacji muzycznej?

Maarten: Trochę jej liznęliśmy. Ale to, że każde z nas gra na różnych instrumentach chyba wynika z faktu, że tak naprawdę nikt z nas nie gra dobrze na jednym. Więc gramy po trochu na wszystkim. Kiedy umiesz wydobyć trzy nuty z jakiegokolwiek instrumentu, możesz już tego użyć. Właśnie tak pracujemy. Nigdy nie gramy trudnych technicznie linii, albo riffów.

Jinte: Trzeba mieć na uwadze, że gramy muzykę pop, w której nie musisz grać wielu nut. Ale to duża frajda używać różnych instrumentów. Można z nich wydobywać zróżnicowane dźwięki, a my się nie ograniczamy. Ostatnio spróbowaliśmy trąbki... Nie wyszło za dobrze, więc na razie sobie daliśmy spokój. Fajnie jest jednak przynajmniej spróbować.

KC: Jesteście w stanie przypomnieć sobie jakiś występ szczególnie ważny dla waszej kariery?

Jinte: W naszej karierze wszystko przebiegało naprawdę stopniowo, krok po kroku. W takim wypadku wiele występów miało duże znaczenie, ale nie było jednego szczególnego koncertu, po którym stalibyśmy się sławni na cały świat. Zawsze działaliśmy krok po kroku. Myślę, że to jest wartościowy aspekt naszej działalności. Nigdy nie próbowaliśmy za wszelką cenę zdobyć popularności, to przebiegało powoli. Mieliśmy czas, by to doceniać i się tym cieszyć.

KC: A co możecie powiedzieć o trasie w RPA? Czy to było najodleglejsze miejsce, w którym graliście?

Jinte: To była nasza pierwsza trasa koncertowa.

Maarten: Tak, to było całkiem daleko, choć w tym roku graliśmy w Japonii, Los Angeles, Kanadzie. Ale Afryka to było dość ciekawe doświadczenie, w sumie dziwne.

Jinte: Pojechaliśmy tam, nie wiedząc do końca, co robimy.

Maarten: To było coś bardziej jak wakacje (śmiech). Graliśmy głównie w małych klubach. Zagraliśmy też na jednym dużym festiwalu, który był fantastyczny.

Jinte: Odbywał się w środku dżungli.

KC: Wolicie grać w małych klubach, gdzie kontakt z publicznością jest bardziej intymny, czy wielkie festiwale?

Jinte: Chyba pewnego rodzaju połączenie najlepszych cech jednego i drugiego. Myślę, że granie w małych klubach sprawia dużo radości, ale z pewnością potrzeba sezonu festiwalowego, by wyjść z tych klubików na jakiś czas i zobaczyć trochę dziennego światła. Duże koncerty też są super, ale z drugiej strony jeśli grasz tylko takie, możesz stracić szansę na doświadczenie tego wszystkiego, co dzieje się w klubach - kiedy wszystko idzie nie tak, ludzie oblewają piwem twojego pedalboard'a, Maarten traci mikrofon i nurkuje w tłum. To nigdy nie wydarzy się na dużym koncercie. Więc wiesz, wszystko to jest super!

KC: Żyjemy w świecie Internetu, gdzie łatwiej dotrzeć do odbiorcy, ale też coraz ciężej się utrzymać. Trudno jest być dziś artystą?

Jinte: Nigdy nie doświadczyliśmy jak to jest, kiedy sprzedajesz dużo płyt, albo jesteś zespołem z lat 90. Widzimy tylko tę dobrą stronę, zwłaszcza pochodząc z Belgii. To duża przewaga, mieć możliwość zaprezentowania się w sieci, albo na Spotify, kiedy Amerykanie, Australijczycy, albo Japończycy za pomocą jednego kliknięcia mogą posłuchać naszej muzyki. To nie byłoby możliwe bez Internetu. A jeśli chodzi o kasę... Nie jesteśmy rozpuszczeni. To się cały czas zmienia, teraz tych pieniędzy jest więcej.

Maarten: Mamy autobus!

Jinte: Nawet dwa, więc nie narzekamy.

Maarten: Trochę tych luksusów jest, ale nie zarabiamy, w tym rzecz. Wszystko, co zarobimy, oddajemy kierowcy. (śmiech)

KC: Jakie rady dalibyście młodym, początkującym muzykom, na przykład w Polsce?

Maarten: Trzymajcie się z dala od narkotyków. (śmiech)

Jinte: Spotykajcie się z dziewczynami!

KC: A żeby odnieść sukces?

Jinte: Jeśli napisałeś pięć piosenek i uważasz je za świetne - napisz kolejne pięćdziesiąt. Nie myśl, że to, co osiągnąłeś, jest już wystarczająco dobre. To najważniejsza kwestia.

KC: Co byście robili, gdybyście nie byli muzykami?

Jinte: W zasadzie tuż po skończeniu studiów założyliśmy zespół i wydaliśmy pierwszą płytę, więc to jest jedyna praca, jaką kiedykolwiek wykonywałem. To nawet nie jest prawdziwa praca... Nie wiem, zawsze chciałem być muzykiem!

Maarten: Ja chciałem być rzeźnikiem, krew i w ogóle... Super sprawa.

KC: A jakie macie plany na przyszłość? Jakieś festiwale, albo nowy album, o którym wspominaliście?

Maarten: Po tej trasie zamierzamy wejść do studio, by nagrać utwory, które napisaliśmy na następny album. No i będziemy pisać nowe utwory. Oczywiście wystąpimy na kilku festiwalach, ale nie tak wielu, bo w te wakacje graliśmy niemal wszędzie. Przyszedł czas na lekkie wstrzymanie, by popracować nad albumem.

Jinte: Każdy utwór, który ostatnio napisaliśmy, był tworzony pomiędzy, albo podczas samych tras koncertowych. Warto będzie poświęcić całą swoją uwagę pisaniu piosenek, nie zastanawiając się, kiedy by tu znowu wyruszyć w trasę. Sam album planujemy wydać za rok, na początku stycznia, to jest pierwszy termin. Zobaczymy, czy nam się uda.

KC: Balthazar, dziękuję za rozmowę.

Konrad Czubaj

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.