Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Janusz Panasewicz - Generalnie staram się pisać o swoich przeżyciach

2 Kwietnia 2014

Janusz Panasewicz to legenda polskiego rocka. Dla niektórych polskie wcielenie Micka Jaggera z Rolling Stones. Niedawno nagrał solową płytę we współpracy z nie mniej znamienitym Johnem Porterem. Z głosem Lady Pank rozmawialiśmy oczywiście o nowej płycie, ale zahaczyliśmy również o takie tematy jak tajemniczy niezrealizowany projekt z Porterem i piłka nożna.

fot. Dominik Zawadzki
fot. Dominik Zawadzki

Dominik Zawadzki: Zaczniemy nieco niepoważnie. Czuje się Pan trochę jak polski Mick Jagger? Już wyjaśniam skąd to skojarzenie. Podobnie jak Jagger ma Pan status legendy muzyki, Lady Pank podobnie jak The Rolling Stones jest oparte na dwóch silnych osobowościach, no i wydał Pan drugą solową płytę - Jaggerowi też się zdarzało.

Janusz Panasewicz: Jakaś analogia między nami może być, bardzo lubię i szanuję Jaggera. Zawsze trzymam kciuki, gdy Mick wydaje jakąś płytę, czy sam czy ze Stonesami. Ale jesteśmy różnymi osobami, nawet się nie znamy. Niemniej jednak to bardzo miłe skojarzenie, lubię zresztą zarówno Jaggera jak i Richardsa.

DZ: W jakimś wywiadzie wspomniał Pan o materiale z "Fotografii", że to nie są łatwe piosenki, że potrzeba czasu, żeby je sobie przyswoić. Ja po przesłuchaniu tego materiału odnoszę jednak wrażenie, że sporo tu jest utworów o radiowym potencjale. Nie spodziewałem się tego po Johnie Porterze, który jest autorem większości muzyki z tego krążka. Mówił Pan jednak również, że razem z producentem Kubą Galińskim zaadaptowaliście pomysły Johna na własne potrzeby - jak dużo zmieniliście?

Panasewicz: Dość dużo. Dostaliśmy wersje bardzo surowe. Jedna gitarka, jakiś bębenek z tyłu i wokal Johna. On śpiewa zresztą w innej tonacji niż ja. Dodaliśmy sporo, jak to się dzisiaj mówi vintage'owych instrumentów, mam na myśli organy Hammonda na przykład. Ja się dość dobrze czuję w takim instrumentarium. Natomiast jeśli chodzi o budowę utworów, układ: zwrotka - refren, to ona została zachowana w takiej formie, jaką zaproponował mi John. Rozbudowaliśmy aranżacje piosenek, ponieważ w tej surowej stylistyce jaką proponował Porter ja nie czułem się zbyt komfortowo. Czułem, że czegoś mi tam brakuje. Można by powiedzieć, że to by było za bardzo a'la John Porter, a nie Janusz Panasewicz.

DZ: Jaki wkład w album miał Kuba Galiński?

Panasewicz: Ogromny. Spotkaliśmy się z Kubą pół roku temu, wtedy miałem już kompozycje od Johna, 7 czy 8 numerów. Szukałem kogoś, kto mógłby ten materiał wyprodukować. Miałem w głowie nazwiska jakichś producentów, którzy by to ogarnęli. Wtedy Jarek Szlagowski, który w Universalu jest szefem artystycznym zaproponował Kubę. Urzekł mnie on swoim entuzjazmem. Był bardzo nakręcony na zrobienie tej płyty. Natychmiast pokazał mi kilka nowych kapel amerykańskich, których nie znałem. Grających trochę na pograniczu muzyki z filmów Quentina Tarantino, z podobnym feelingiem. Spodobało mi się to. Oczywiście nie przenieśliśmy tych tematów 1:1 na płytę, ale są to podobne klimaty do tego, czego można posłuchać na "Fotografiach". Kuba bardzo się zaangażował, więc jego wkład jest naprawdę ogromny. Oczywiście, byli muzycy, którzy zagrali na płycie - był Piotrek Winnicki, który pojawił się pod koniec nagrań, bo brakowało mi zadziornej gitary. Ale generalnie siedzieliśmy we dwóch z Kubą nad tymi numerami. Kiedy obrobiliśmy już piosenki, wtedy zaprosiliśmy kilku muzyków, żeby je przygotowali, zrobili próby i weszliśmy do studia.

DZ: Poszukiwania muzyków, w tym wypadku ciężko ich nazwać inaczej niż sesyjnymi, przebiegały po liniach Pana znajomości czy robiliście casting?

Panasewicz: Tak, to są znajomi moi i Kuby Galińskiego. On znał basistę - grał z Anią Dąbrowską. Pomyślałem: ,,Czemu nie? Ty produkujesz, więc wiesz, z kim pracujesz". Ja z kolei bardzo chciałem, żeby zagrał na "Fotografiach" Kuba Jabłoński z Lady Pank. Przyjaźnimy się, nie grał na pierwszej mojej solowej płycie. Wyczuwałem, że on też bardzo chce zagrać na tym albumie. Gdy tylko usłyszał kompozycje Johna, wysyłał takie fluidy, ze nie mogło być inaczej. Zresztą zagrał świetnie. Był Mateusz Waszkiewicz, był wspomniany Piotrek Winnicki, który zagrał pod koniec sesji w kilku piosenkach. No i Kuba Galiński również zagrał na gitarze w kilku miejscach. Podsumowując, dwie osoby były ode mnie, dwie to znajomi Kuby. I tak to połączyliśmy.

DZ: Słychać na "Fotografiach" Wasze starania o różnorodność. Znajdziemy tu takie utwory, jak delikatne, akustyczne "Do góry głowa", ale również mocniejsze jak "Tępy nóż".

Panasewicz: Takie mieliśmy kompozycje. Co do "Tępego noża" to pytałem o wrażenia po przesłuchaniu wersji instrumentalnej znajomego filmowca. Odpowiedział, że kojarzy mu się z ,,nożem". Ja też widziałem tam ,,nóż" (śmiech). Ja piszę do muzyki, riffy, które się pojawiły były inspiracją do tego, o czym ma być utwór. Wiadomo, że na jedną nutę można napisać wiele tekstów, ale starałem się, by pasowały do muzyki. Dostałem zresztą sporo miłych słów od Johna Portera, który był wręcz zaskoczony, że można napisać po polsku takie teksty do jego muzyki. A akceptacja słów przez autora muzyki była dla mnie bardzo ważna.

DZ: Mówi Pan również, że chcieliście, żeby to była płyta maksymalnie organiczna, łatwa do odtworzenia na koncertach.

Panasewicz: Tak, to jest dla nas bardzo ważne. Staraliśmy się, żeby ten materiał dał się odegrać 1:1 na żywo. Nie sztuką jest naklepać w studio klawiszy, a potem na koncercie odpalić komputer, żeby grały. Chodzi o to, żeby wyszli żywi ludzie i zagrali to, co mają w duszy. Staraliśmy się iść tą drogą. Szykuje się trasa promocyjna, więc potrzebujemy materiału, który się sprawdzi. Będziemy musieli zaadaptować również kilka piosenek z mojej pierwszej solowej płyty do klimatu "Fotografii".

DZ: Powiedział Pan, że ,,nie sztuką jest śpiewać po ,,norwesku" czy angielsku. Ściana zaczyna się wtedy, gdy trzeba zmierzyć się z polskimi tekstami, w dodatku wyrażającymi własne przekonania." Co Pan rozumie przez to zdanie?

Panasewicz: W tym wypadku chodziło mi o to, że kompozytor, który jest Brytyjczykiem, śpiewał szkic tekstu. Nie mogłem tłumaczyć pojedynczych zdań - musiałem napisać całość. Mogłem domyślać się, o czym John chciał opowiedzieć. Ale raczej staram się opowiadać o tym, co ja sam czuję. Sugeruję się oczywiście dźwiękami, tym, czy piosenka jest szybka czy wolna, czy jest posępna czy radosna. To nie jest łatwe. Zawsze masz obawę, że kompozytor powie: ,,stary, ja w ogóle nie miałem na myśli tego, o czym Ty napisałeś". A tekst i muzyka muszą stanowić jedność. Natomiast staram się to robić jak najlepiej. Inna sprawa, że wyrażam to, co czuję w danej chwili - nie wiem, co napisałbym za pół roku. Pewnie pozmieniałbym połowę.

DZ: Pisze Pan teksty o sobie?

Panasewicz: Tak wolę. Nie mam w zwyczaju, ani chyba nie mam takiej natury, żeby kogoś pouczać, albo żeby komuś dawać jakieś drogowskazy. Najwyżej mogę spróbować kogoś pocieszyć jak w piosence "Przyjacielu". Wolę pokazać swoje własne zdanie. Oczywiście nie każdy musi zgadzać się z moim spojrzeniem na świat. Ale tak jest w każdej dziedzinie sztuki. Fajnie jeśli jest więcej osób, którym podoba się mój sposób mówienia o świecie czy problemach. Ale generalnie staram się pisać o swoich przeżyciach.

DZ: Czy jest na "Fotografiach jakiś fragment lub cały tekst szczególnie Panu bliski?

Panasewicz: Jest taki utwór "Bierze mnie na sentymenty". Kiedyś postanowiłem sobie, że na mojej solowej płycie będzie piosenka o moim mieście. Pochodzę z Mazur, z Olecka. Nie mieszkam tam od wielu lat, ale moja mama ciągle tam żyje. Mam tam wielu przyjaciół. Opisuję tam takie podwórkowe życie, młodego chłopca, którym wówczas byłem. Jest tam taka linijka: ,,Lubię momenty kiedy stoję na moście i widzę drugi brzeg/ a na niebie lot gołębi". Hodowałem wówczas gołębie. Wtedy albo ganiałem te gołębie albo biegałem za piłką. Mam sentyment do tego miasta i życia, które tam wiodłem. Jest to mi na pewno bardzo bliski tekst.

DZ: Woli Pan osobiste teksty, czy byłby Pan w stanie napisać tekst o niczym?

Panasewicz: Pewnie bym mógł, ale nie wiem czy to by było fajne. Oczywiście nie wszystkie moje teksty dotyczą sytuacji, które przeżyłem. Są też takie, które opowiadają o sytuacjach, o których ktoś mi opowiedział. Jeśli historia mnie interesuje, to zagłębiam się w nią i może z tego powstać dobry tekst. Ale raczej unikam sytuacji pisania tekstów o niczym. Staram się raczej pisać o tym co siedzi we mnie.

DZ: Trudno było sprawić, żeby muzyka na "Fotografiach" nie kojarzyła się z Lady Pank? Mam na myśli Pana charakterystyczny głos.

Panasewicz: To było bardzo trudne. Wiele osób kojarzy mnie automatycznie z Lady Pank. Nieważne, że na płycie nie ma ani jednej nuty Janka. Mam rozpoznawalny wokal, co oczywiście jest też zaletą. W tym wypadku to jednak wada. Mimo, że nie ma na "Fotografiach" ani jednego dźwięku nagranego w stylu Lady Pank, to komuś może się to kojarzyć. Dlatego właśnie, gdy rozmawiałem z Johnem, prosiłem go żeby napisał mi utwory ,,swoje". Żeby nie starał się imitować brzmienia Lady Pank. Ale no cóż, mój głos przez 30 lat bycia na scenie tak wbił się w ludzką świadomość, że z pewnością znajdzie się ktoś, kto słysząc piosenkę z tej płyty powie: ,,To chyba nowa piosenka Lady Pank". Odpowiadam, one wszystkie mogą kojarzyć się z Lady, bo ja mam po prostu taki głos. Trzeba się starać, ale jestem zadowolony z efektu tych starań, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Nie wiem, co będę myślał za pół roku (śmiech). Zresztą, zaczęliśmy od Jaggera - kiedy włączasz jego solowe płyty od razu myślisz: Rolling Stones. Jasne, są inne kompozycje, ale duch Stonesów jest słyszalny. Trudno od tego uciec.

DZ: Ciągnąc ten temat, czy któraś z piosenek z "Fotografii" mogłaby się znaleźć na którejś z płyt Lady Pank?

Panasewicz: Myślę, że tak, choćby pierwsza "Między nami nie ma już". Pewnie nieco inaczej pracowałyby gitary, byłyby bardziej ,,jankowe". Ale myślę, że parę by się znalazło.

DZ: Dlaczego cykl nagrywania między pierwszą, a druga solową płytą trwał aż sześć lat?

Panasewicz: Jestem trochę leniwy (śmiech). Nagrywanie wymaga zgrania sztabu ludzi, zgrania terminów, zgrania działalności solowej z graniem w Lady. Dużo pracy. Nie miałem wielkiego parcia na tę płytę. Myślałem sobie ,,może już czas". Co jakiś czas dostawałem od różnych kompozytorów piosenki, jednak były na tyle mało interesujące, żeby podejść do płyty. Może fajniej byłoby, gdybym sam usiadł i skomponował parę piosenek. Kto wie, może w przyszłości tak właśnie zrobię. W każdym razie czekałem na to, co się wydarzy i odkładałem decyzję o nagraniu płyty w czasie. Wreszcie Jarek Szlagowski (były perkusista Lady Pank, obecnie dyrektor Artystyczny Universal Music) zaproponował mi nagranie płyty - jednak ja nie miałem materiału. Wtedy pojawił się pomysł z Johnem. Myślałem, że wyśle mi ze dwie piosenki i dalej będę czekał, ale ku mojemu zaskoczeniu dostałem prawie cały materiał. Utwory spójne stylistycznie, co było bardzo ważne.

DZ: Jest Pan kibicem piłkarskim. Chciałby Pan, żeby kiedyś któraś z Pana piosenek została na Legii takim hymnem jakim jest "Sen o Warszawie" Niemena?

Panasewicz: Każdy by chciał, no jasne (śmiech). Zresztą, akurat nie na Legii, ale hymnem polskich siatkarzy, o czym nie wiedziałem, jest "Zawsze tam gdzie Ty". Nawet poproszono nas, byśmy zagrali podczas losowania siatkarskich Mistrzostw Świata w Sali Kongresowej. Ale jak wiadomo, takie piosenki żyją swoim życiem, może za jakiś czas któraś z naszych piosenek stanie się hymnem jakiejś polskiej drużyny, nigdy z tym nie wiadomo (śmiech).

DZ: A synkowi udało się przybić piątkę z Leo Messim?

Panasewicz: Nie, niestety nie pojechaliśmy na mecz Lechii Gdańsk z Barceloną, ale myślę, że wybierzemy się na mecz do stolicy Katalonii pewnego dnia i nadrobi tę stratę (śmiech).

DZ: Dziękuję Panu za wywiad.

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.