Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Frontside - To, że ciągle gramy, to coś bardzo osobistego.

16 Maja 2014

Najnowszym albumem zatytułowanym "Sprawa jest osobista" zespół Frontside wprawił swoich długoletnich fanów w niemałą konsternację, a to za sprawą dość śmiałej wolty stylistycznej. O tym, jak do niej doszło, o życiu rock'n'rollowca oraz o polskim społeczeństwie rozmawialiśmy z Mariuszem Dzwonkiem - liderem tej formacji.

fot. Dominik Zawadzki
fot. Dominik Zawadzki

Dominik Zawadzki: Gratuluję pięknego jubileuszu! Postanowiliście zrobić fanom ciekawy prezent swoją nową płytą "Sprawa jest osobista".

Mariusz "Demon" Dzwonek: Dla jednych prezent, dla drugich psikus (śmiech). Zmieniliśmy dość drastycznie styl muzyczny. Natomiast "ostrzegaliśmy" już od roku, udostępniając różnego rodzaju newsy, łącznie z filmikami video, na których podawaliśmy informacje, że planujemy woltę stylistyczną. Zapowiadaliśmy, że ta płyta będzie inna. Chcieliśmy zrobić taką muzę głównie z egoistycznych powodów - chcieliśmy się rozwijać, spróbować zupełnie innych rzeczy. Po drugie, uznaliśmy, że będzie większą frajdą dla wszystkich, jeśli podkreślimy dwudziestolecie działalności w taki oryginalny sposób. Zamiast wydawać płyty z cyklu "The Best Of" czy jechać na trasę z jakimś ogranym materiałem, woleliśmy podjąć wyzwanie i zrobić coś zupełnie odmiennego niż do tej pory.

DZ: Czyli to, że płyta brzmi tak a nie inaczej, to jest trochę wykalkulowane działanie?

Mariusz: Melodie pojawiały się już wcześniej, choćby na "Absolutus" czy "Zmierzchu Bogów". Może najwięcej na ostatniej naszej demówce. Ale oczywiście nie w takiej ilości jak w przypadku "Sprawy...". Ale wracając do twojego pytania, to nie było tak, że spinaliśmy się, by nagrać hard rockowy album na siłę. Po prostu okazało się, że obecnie kręcą nas zespoły grające lajtową muzę. Żeby nie powiedzieć, że nawet post rockowe rzeczy lub nawet zahaczające o indie czy alternatywę. Skoro potrafiliśmy się podniecać ostatnimi płytami Whitesnake czy Turbowolf, to był dla nas jasny sygnał, że coś się zmieniło. Generalnie w busie koncertowym słuchamy teraz raczej lżejszych klimatów. To już nie Cannibal Corpse czy Kilswitch Engage, ale dajmy na to Velvet Revolver czy Mastodon - jak wiadomo gatunkowo granie dużo lżejsze. Na próbach okazało się, że faktycznie w tym momencie lepiej nam leży granie bliższe tym kapelom wymienionym przeze mnie przed chwilą. Powstało sporo pomysłów i uznaliśmy, że nie ma co się rozdrabniać, nagrywać 2 piosenek o hard rockowym charakterze, tylko pójść na całość i nagrać płytę wypełnioną takimi numerami.

DZ: Myślę, że nowy album jest takim szokiem dla odbiorców, bo zabrakło czegoś pośredniego między płytami, nie sądzisz?

Mariusz: Rzeczywiście, nie było nic pośredniego, ale wiesz, od zakończenia pisania "Zniszczyć wszystko" minęło prawie 4 lata. "Sprawa jest osobista" pisała się ok. 2 lat. Potrzebowałem mnóstwa czasu, by wyzbyć się nawyków towarzyszących mi zawsze przy pisaniu muzyki metalowej. Nie chcę, by zabrzmiało to arogancko, ale muza metalowa nie ma dla mnie w sobie już takiej zagadki, jaką ma muzyka hard rockowa czy jakakolwiek inna. Grając od paru ładnych lat mariaż hardcore'a z metalem, który opierał się głównie na mocy i agresji, wyeksploatowaliśmy się. Powiedzieliśmy w tej muzyce tyle, że musielibyśmy zacząć kopiować samych siebie, a nie o to nam chodzi. Muzyka zawsze była dla nas wyzwaniem. Zawsze też podchodziliśmy do grania bardzo egoistycznie - przede wszystkim my musimy być zadowoleni z tego, co aktualnie robimy. Pracowałem nad tą prawie 3 lata i jestem z niej na maksa zadowolony. Jestem rad z tego, że podołałem. To przecież nie było tak, że te numery napisały się same. Zajebiste w tym wszystkim jest to, że nic nie dzieje się po prostu. To ma być wynik pasji, a granie jest naszą pasją. Nie jest dla mnie ważne, co mówią o niej zastępy adwersarzy czy ewentualnie całej ligi klakierów.

DZ: Trafiłeś na osobę, której ta płyta się podoba i powiem szczerze, że bardziej pasujecie mi w obecnej odsłonie.. Odniesienia do lat 70., klasyki hard rocka..

Mariusz: Dla mnie to jest komplement. Wiesz, nie chcieliśmy robić przede wszystkim wycieczek brzmieniowych w lata 70. czy w przeszłość ogółem. Myślę, że nie brzmielibyśmy wiarygodnie. Charakter brzmienia mamy nadal metalowy. Ale poza tym faktycznie mieścimy się w tym nurcie i chyba brzmimy wiarygodnie. Wiadomo, że wszystkich elementów charakterystycznych dla hard rocka nie udało się tam zmieścić. Ale jest mnóstwo rozwiązań, które musiały się pojawić jeśli ktoś definiuje tę muzę jako hard rock.

DZ: Jak jest z odbiorem "Sprawy.."? Dużo dostajecie hejtu?

Mariusz: Jasne, ale generalnie nam to zwisa. Zawsze dostawaliśmy jakąś porcję hejtu, ponieważ nigdy do końca nie pasowaliśmy do tego, co się działo w muzyce w Polsce. Nigdy nie szliśmy za jednym konkretnym nurtem w muzyce, bo fascynują nas tak różne rzeczy, że uznawaliśmy, iż nie warto się ograniczać i być częścią jednej sceny. Było dla nas ważne, żeby konsolidować ludzi a nie ich dzielić. Pewnie słuchasz cięższej muzyki, może też hardrocka, pewnie czasem jakiś blackmetal się pojawi w odtwarzaczu, może indie, może punk... Chodzi o to, że kochamy różne nurty. Uważam, że jest głupie, by dzielić fanów muzyki między siebie. Zawsze byliśmy zespołem, który chciał skłonić ludzi do zastanowienia się: jesteś hardcorowcem? Dlaczego masz nie przyjść na koncert metalowego zespołu? Tym bardziej, że na zachodzie tak jest od lat. Nie jest tam żadnym problemem, by zespoły satanistyczne jechały na trasę z kapelami chrześcijańskimi. Nikt nikomu nie skacze do gardeł. Fajnie jeśli muzyka mówi coś istotnego, ale podstawową jej funkcją jest bawić, sprawiać radość. Oczywiście chcemy zawsze zawierać w muzie jakieś przesłanie, ale przede wszystkim muzyka ma łączyć, a nie dzielić.

DZ: Zostawiliście sobie jednak pomost między Waszymi poprzednimi płytami a nową w postaci kawałka "Jestem".

Mariusz: No tak, "Jestem" ma drive i motorykę charakterystyczną dla naszych wcześniejszych dokonań. No i wokal. Jest agresywny od początku do końca. Nie wiem, czy to jest jakaś furtka. Nie wiem, co będziemy robić w przyszłości. Nie wiem, jak będzie wygladała kolejna płyta. Wiem, kiedy w przybliżeniu się pojawi, ale nie jestem w stanie powiedzieć Ci, jak będzie brzmieć. Fascynacje nam się zmieniają - 4 lata temu nie pomyślałbym, że zrobimy płytę hard rockową.

DZ: Zauważyłem, że ludzie nie są w stanie ocenić, czy "Sprawa.." to płyta na poważnie, czy rodzaj żartu.

Mariusz: Z tym albumem nie mogą sobie poradzić osoby, które miały zupełnie inne oczekiwania wobec nas. Nie bardzo rozumiem, co tam może być niepoważnego. Jesteśmy facetami przed 40 i nie mamy czasu na pierdoły. Niepoważnych tematów na tej płycie nie ma. Tym bardziej, że pozbawiliśmy adwersarzy jednego atrybutu - nie ma na płycie żadnych historii sercowych, czy może przede wszystkim - brak tam tekstów o relacji między człowiekiem a Bogiem i Szatanem. Zgadzam się z tym, że takie teksty nie wszystkim musiały odpowiadać, ale teraz tego nie ma. Płyta jest jak najbardziej poważna - jeśli ktoś miał inne oczekiwania i nie wierzył w to, co próbowaliśmy na przestrzeni ubiegłego roku pokazywać ludziom, to mogę powiedzieć, że to ta osoba jest niepoważna. To nie był "atak z zaskoczenia" na odbiorcę. Ostrzegaliśmy (śmiech).

DZ: Jasne, ale popatrz: są takie zespoły, jak na przykład The Darkness, których słuchając wiesz, że to od początku do końca są jaja. Wy zaczynacie nieco jajcarskim pierwszym utworem, potem jest jeszcze pastiszowa "Legenda", a z drugiej strony są teksty traktujące o poważnych problemach jak ironiczna "Polska", czy chyba najpoważniejszy na płycie, zamykający ją "Nieważne". Może ludzie czują po prostu pewien dysonans?

Mariusz: Nie jesteśmy zespołem, który spełnia oczekiwania. Nigdy nie graliśmy na weselach, nie jesteśmy przyzwyczajeni do koncertu życzeń. Jesteśmy autonomicznym zespołem, który chce tworzyć to, co czuje. Fani nie mogą na nas niczego wymusić, jakkolwiek bym ich szanował, bo oczywiście szanuję. Ale albo ktoś akceptuje to, co robimy, albo niech nas nie słucha. Mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni. Zresztą nie sądzę, by miało się zmienić, bo zespół nie jest naszym źródłem utrzymania, nie mamy więc noża na gardle. To, że możemy tworzyć i grać to, co chcemy, to jest zajebisty komfort - niewiele zespołów na to stać. Wielu znajomych muzyków z zespołów o dużej pozycji na scenie mówiło mi, że nie mogą pozwolić sobie na wolty stylistyczne podobne do tej, którą zrobiliśmy my, ponieważ zostaliby ukrzyżowani. Nie chcemy być niczyimi niewolnikami.

DZ: Wolność artystyczna to świetna sprawa, ale nie jest Ci trochę przykro, że nie daje się zarobić na Waszej działalności?

Mariusz: Nie jest, bo mam i zawsze miałem świadomość, że na tej muzyce nie da się, a przynajmniej bardzo trudno jest zarabiać. Mieliśmy kiedyś moment przemyśleń "co by było, gdyby". Gdybyśmy wyjechali na Zachód, zaryzykowali. Niestety, decydując się na taki krok, musisz brać pod uwagę szereg czynników, które muszą być spełnione, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Większość muzyków, nawet takich z dłuższym stażem, myśli, że skoro są płyty, dobra prasa i tak dalej, to wszystko się układa. Niestety tak nie jest. Żeby na dobre zaistnieć na jakiejkolwiek scenie trzeba mieć po pierwsze wydaną płytę, po drugie mnóstwo wywiadów, a po trzecie bardzo fajne koncerty. To wszystko musi zadziałać w tym samym momencie. Nie zawsze jest tak, że zespół jest w stanie to pociągnąć sam. Czasem jest tak, że zespół sobie wypracuje pozycję, tak jak Vader czy Behemoth. Kiedy Frontside pojawił się na scenie, trafił akurat na czas, kiedy metalowcy niespecjalnie rozumieli ten rodzaj muzyki. Na Zachodzie deathcore kiełkował i zaczynał odnosić sukcesy, podobnie jak crossover, a u nas nie. Dodatkowo mieliśmy rozłam w zespole - nie udało się połączyć tych wspomnianych wcześniej czynników. Z perspektywy czasu nie byliśmy na to przygotowani również psychicznie. Rozmawiałem kiedyś z Peterem (Wiwczarkiem, liderem Vader - przyp. DZ) jak to wygląda ze strony zawodowej. Czy opłacają sobie ZUS i takie sprawy. Niestety, jest to wolna amerykanka. Mając na utrzymaniu rodzinę, dzieci nie można sobie na to pozwolić. Później często kończy się to tak, jak w przypadku wielu kapel, o których pewnie słyszałeś, że są zmiany składu - jednego, drugiego, trzeciego członka i lidera, który to ciągnie. Oczywiście, są jednostkowe przypadki sukcesu, ale generalnie na metalu nie zarobisz pieniędzy, które pozwolą myśleć o spokojnej starości.

DZ: To właśnie opisujesz w tekście do "Jaki kraj taki rock'n'roll"? Ten brak warunków do grania?

Mariusz: Warunki są, one są wszędzie. Nie zrozum mnie źle - my nie mamy powodów do narzekań. Gramy bez ustanku, nagrywamy płyty, są koncerty, na które przychodzą ludzie. Ale generalnie rock'n'roll nie wygląda tak, jak się to opisuje, choćby w biografii Ozzy'ego Osbourne'a, że masz do dyspozycji kilogramy kokainy, latasz samolotem z miejsca na miejsce i nie musisz mieć pieniędzy na własne lokum, bo śpisz w hotelach i masz wszystko w dupie. Zmieniasz laski jak rękawiczki, wciągasz koks i jest zajebiście (śmiech). To tak w ogóle nie wygląda (śmiech).

DZ: Wróćmy do przyjemniejszych tematów, czyli do płyty. Powiedz co oznacza jej tytuł?

Mariusz: To nasze granie to "osobista sprawa" (śmiech). Jeśli udaje nam się 20 lat ciągnąć działalność Frontside, to musi to być coś osobistego.

DZ: Znalazłbyś jakiś motyw przewodni w tekstach na nowej płycie?

Mariusz: Motywu przewodniego raczej nie ma, to nie jest concept album. Natomiast nie lubię mówić o tekstach, gdyż trzeba je rozkładać na czynniki pierwsze. Nie wszystkie zresztą znam na pamięć (śmiech). Zawsze staraliśmy się mówić w tekstach o rzeczach istotnych dla nas, a które, jak nam się wydawało, są również istotne dla innych. Nie zawsze były to tematy wygodne. Staraliśmy się znaleźć złoty środek w tekstach - nie chcieliśmy słów banalnych, ale również takich, które będą nieczytelne. "Sprawa jest osobista" ma wymiar bardziej społeczny, pod względem tekstów to album bardzo hardcore'owy, zaangażowany. Pewnie byłbym w stanie napisać tekst o "Dupie Maryni", ale biorę za teksty jakąś odpowiedzialność i nie zamierzam się ich kiedykolwiek wstydzić (śmiech). Gdybym pisał teksty dla kogoś na zlecenie, pewnie mógłbym pisać o niczym, ale nie podpisałbym się pod takimi tekstami. Pisanie nie przychodzi mi jakoś szczególnie łatwo, niekiedy zajmuje mi dużo czasu.

DZ: Opowiedz trochę o powstaniu "Legendy". Słyszałem, że historia tego kawałka jest ciekawa.

Mariusz: Z "Legendą" sprawa jest o tyle dla nas nietypowa, że najpierw powstał tekst. Coż, jakieś 3 lata temu miałem historię z pewną substancją narkotyczną. Ten narkotyk ma to do siebie, że jego działanie nie kończy się jednorazowo. Kiedy przestaje działać, mija faza, nazwijmy ją "fazą zwidów", wydaje się, że już wszystko jest OK. Potem faza pojawia się powtórnie, mija i tak kilka razy. W sytuacji, o której opowiadam, wróciłem do domu z nocnej imprezy i chciałem się położyć spać. Położyłem się na brzuchu i widziałem latające nad sobą smoki, postaci diabłów, gotujące się w kotle - jakbyś gotował zupę pomidorową (śmiech). W jakiś irracjonalny sposób pomyślałem, że skoro leżę na brzuchu i nade mną latają smoki, to jak położę się na plecach, to one znikną. Niestety nie zniknęły (smiech). Zanotowałem sobie "Smoki, ja tu wszędzie widzę smoki", a potem powstała reszta tekstu.

DZ: A klip nakręcony do utworu? Też trzeba przyznać niebanalny i z poczuciem humoru.

Mariusz: Zawsze chcemy robić klipy wymykające się konwencji. 3 ostatnie klipy zrobiliśmy w żartobliwy sposób i to jest jeden z nich. Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie skąd pomysł na sam klip. Wiem, że chcieliśmy od początku dzieciaki, żeby pokazać, że ciężka muzyka od dziecka kiełkuje w głowie. Dzieci są znajomych, nie nasze (śmiech).

DZ: Zmieniając klimat z wesołego na smutny - skąd pesymizm, obecny choćby w utworze "Nieważne"?

Mariusz: Piosenka jest pesymistyczna, bo gdyby rozejrzeć się wokół, to dla wielu osób nie jest istotne to, co się dzieje na świecie. Wiele osób interesuje się tylko tym, co dzieje się w kręgu znajomych, na wysokości własnych oczu lub na własnym podwórku. Niewiele osób interesuje się choćby wydarzeniami na Ukrainie. Niech potwierdzeniem tych słów będzie fakt, że kiedy wrzucam na swój profil na Facebooku coś śmiesznego, to lajków jest w krótkim czasie z pół miliona (śmiech). Kiedy wrzuciłem na ten sam profil zdjęcie obrazujące sytuację na Ukrainie sprzed 2 miesięcy nikt się nie wypowiedział. No, zdarzy się czasem jakiś sfrustrowany idiota. O tym jest ten tekst. O podejściu pod tytułem "jak się u mnie w domu nic złego nie dzieje, to co mnie obchodzi, że dzieje się gdzie indziej?". Po prostu świat jest przepełniony apatią i chyba dlatego ten tekst ma taką formę jaką ma.

DZ: Sporo na "Sprawie..." krytyki polskiego społeczeństwa. Rzeczywiście masz taki obraz Polski i Polaków?

Mariusz: Odpowiem tak: jakoś nikogo nie dziwi obraz społeczeństwa ukazany przez Smarzowskiego w jego filmach. Taka jest po prostu rzeczywistość. Wiadomo, że świat nie jest tylko taki jak go Smarzowski przedstawia w filmach, czy ja w tekstach, natomiast w wielu przypadkach tak właśnie jest. Mamy takie cechy a nie inne i czasem nie ma wielu powodów, by być dumnymi z tego, że jesteśmy Polakami. Zawsze śmieszą mnie konferencje prasowe partii politycznych, zwłaszcza z prawej strony sceny, na których politycy mówią, że naród polski jest wyjątkowy.. W jakiej sferze? Indywidualnie, jasne jesteśmy wyjątkowi - jak każda jednostka pracująca nad sobą. Ale na przykład w kulturze? Co świat wie o polskim kinie, teatrze czy muzyce? Są incydentalne przypadki przebicia się polskiej sztuki do świadomości ludzi poza granicami naszego kraju. Militarnie nie istniejemy. Technologicznie? Też nie mamy się czym popisać. Oczywiście Pan Jezus wie, że jesteśmy narodem wybranym (śmiech). Oczywiście rozumiem, że teksty mogą być pisane ku pokrzepieniu serc, ale takich tekstów powstało bardzo dużo, a mam wrażenie, że osoby, które słuchają ich tylko utwierdzają się w swoich złych nawykach, nic ze swoim życiem nie robiąc.

DZ: Przejdźmy do muzyki. Łatwo było się przestawić z grania deathcore'a na hard rock?

Mariusz: Generalnie w muzyce wszystko można rozpisać matematycznie, gdyby się nad tym zastanowić. Na upartego materiał, myślę że w dowolnym stylu, można napisać w tydzień. Gdybyś się uparł. Tym bardziej, że z obecnymi możliwościami, pozwalającymi na nagrywanie na komputerze, wszystko stało się dużo prostsze. Natomiast, rzeczywiście nie było łatwo - musieliśmy się wyzbyć rzeczy charakterystycznych dla metalu. Na nowej płycie nie ma blastów, growli, nie ma agresji. Zupełnie inne emocje. Zrobiliśmy selekcję - wybieraliśmy utwory, które pasowały do mojego wyobrażenia o tym, jak powinno się grać hard rocka. Oczywiście powstawały również utwory bardziej pasujące do naszego dawnego stylu - metalowe, metalcore'owe.

DZ: Słyszałem plotkę, że Daron musiał uczyć się kilku nowych rzeczy..

Mariusz: No nie całkiem. Daron jako gitarzysta metalowy miał zupełnie inny styl - ścigał się z czasem, zapierdalał na zupełnie innych gamach, a na przykład zupełnie opuścił pentatonikę. Tak jak ja musiałem się nauczyć pisania całkowicie innych riffów, tak on brał lekcje pentatoniki od podstaw. I to słychać. Jego solówki są zupełnie inne. Technika oczywiście została, ale leci zupełnie innymi harmoniami, inaczej wszystko układa.

DZ: Opowiedz proszę o gościach, którzy zaśpiewali na płycie.

Mariusz: W pierwszej kolejności "Zielony". Był pierwszą osobą, do której się zwróciliśmy, kiedy postanowiliśmy zrobić płytę hardrockową i mieć gości spoza zespołu. Znamy "Zielonego" już dobrych kilka lat, graliśmy wspólnie koncerty. Wiedzieliśmy, że mimo że stoi na czele kapeli thrashowej, to słucha głównie hard rocka. Tak więc jego chcieliśmy mieć jako pierwszego i już dawno temu się dogadaliśmy. Piotr Rogucki - dla wielu pewnie wybór kontrowersyjny, ale "Roguc" to przede wszystkim 100% profesjonalista. Stoi na czele największego zespołu rockowego w Polsce. Na początku trochę się obawiał, nie wiedział jak nam odmówić, ale na szczęście piosenka, którą dostał mu przypasowała. Tekst również zinterpretował w należyty sposób, myślę, że nie dało się tego zrobić lepiej. Piotr jest artystą kompletnym - ma wspaniały głos, wie, po co jest na scenie i nigdy nic nie pozostawia przypadkowi. Natomiast Ola Kasprzyk - po prostu chcieliśmy mieć kobiecy wokal. Usłyszeliśmy ją w coverze Gunsów w telewizji (Ola Kasprzyk brała udział w The Voice of Poland - przyp. DZ) i pomyśleliśmy "dlaczego nie?". Ma bardzo fajną barwę głosu. Jest charyzmatyczną osobą. Szkoda, że nie ma jej na scenie, ponieważ zajmuje się innymi rzeczami. W piosenkach z udziałem gości nie ma Aumana. Chcieliśmy dać zaproszonym ludziom 100% czasu. Wiem, że nie wszystkim się to podoba, ale gdyby Auman zaśpiewał w tych piosenkach, to co by to wniosło? Jakiś backing wokalny, jakiś element chórku. Także niewiele by to zmieniło, bo przecież melodia pozostałaby taka sama.

DZ: Mieliście jeszcze jakichś kandydatów na "gości"?

Mariusz: Nie, osoby, które pojawiły się na płycie, były naszym pierwszym i jedynym wyborem.

DZ: Wiesz już, w którą stronę pójdzie Frontside w przyszłości?

Mariusz: Wiem, kiedy powstanie płyta, ale nie wyciągniesz ze mnie, jak będzie brzmieć, bo sam do końca nie wiem. Nie wiem, czy nie pójdziemy w stronę, która jeszcze nie była naszym udziałem. Zobaczymy.

DZ: Które z nowych numerów gracie na koncertach?

Mariusz: Zawsze gramy "Legendę" i "Jaki kraj taki rock'n'roll". Wymiennie pojawiają się też "Ewolucja albo śmierć" oraz "Wszystko albo nic". Dla publiki metalowej to nie są wygodne numery. Najlepiej wypada "Legenda", która chyba będzie naszym szlagierem koncertowym. Jeśli jednak publika jest typowo metalowa, to nieco kręcą nosem (śmiech).

DZ: Na koniec - która z Twoich pasji pojawiła się wcześniej: muzyka czy tatuaż? (rozmawialiśmy w studio Rock'n' Roll Tattoo w Warszawie, którego właścicielem jest Mariusz - przyp. DZ)

Mariusz: Muzyka. Zacząłem coś tam brzdąkać w wieku 15 lat. Pierwszy tatuaż, który przyozdobił moje ciało został wykonany, gdy skończyłem 18. Ale te dwie sprawy można połączyć. Zaczynałem grać, bo chciałem być jak idole, których słuchałem. Kiedy nie miałem gitary, to "grałem" na rakietce do badmintona. Z braku perkusji ustawiałem poduszki i udawałem, że gram (śmiech). Wygląda na to, że to muzyka pchała mnie do wszystkiego, również tatuaży.

DZ: Myślisz, że tatuaże, długie włosy i inne atrybuty, to ciągle nieodłączne elementy wyglądu fana tej muzyki?

Mariusz: Nie, zdecydowanie nie. Obecnie będąc na koncercie metalowym, możesz zaobserwować, że ledwie ułamek ludzi ma długie włosy. No, chyba że jesteś na jednym z zespołów "z lasu' - tam wszyscy są mroczni, źli i smutni. Ale kiedy zaczynałem słuchać muzy, to chciałem być częścią tej subkultury. Nosiłem długie włosy, miałem metr sześćdziesiąt wzrostu, ważyłem pięćdziesiąt parę kilo i wyglądałem jak dziewczyna (śmiech). Ale zupelnie mi to nie przeszkadzało. To, że mam długie włosy i metalowe koszulki było dla mnie najważniejsze. Tak było, gdy byłem łepkiem (śmiech).

DZ: Czego życzyć Frontside w najbliższym czasie?

Mariusz: Żeby udawało nam się dalej ciągnąć ten wózek tak jak do tej pory. Żeby starczyło nam energii i determinacji.

DZ: Dzięki za rozmowę.

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.