Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Low Roar - Sukces radiowy to już nie miara sukcesu...

15 Lipca 2014

Z muzykami Low Roar spotkałem się przy okazji wrocławskiego Nextpop Festivalu. Spędziliśmy bite pół godziny na luźnej pogawędce o podejściu do tworzenia muzyki, o wadze bliskości i zrozumienia w zespole, a także o współczesnej muzyce, zacierających się granicach stylów muzycznych i tatuażach Ryana. Rozmowa była tak przyjemna i spokojna, jak większość utworów Low Roar z debiutanckiego krążka. Z poniższego wywiadu dowiecie się też, czego spodziewać się po kolejnych wydawnictwach projektu.

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Mateusz Biegaj: Czy to wasza pierwsza wizyta w naszym kraju?

Ryan Joseph Karazija: Nie, byliśmy tutaj w marcu. Graliśmy w Krakowie, Warszawie, tutaj we Wrocławiu, Łodzi, Rzeszowie i Katowicach.

MB: To niezwykłe, że pamiętacie te wszystkie miasta.

Ryan: Tak, bo doskonale się bawiliśmy! W tej chwili gramy dla was w przededniu wydania naszego kolejnego albumu. Zagramy w sumie 9 koncertów, z Oly. 4 w Polsce, a potem jeszcze kilka w Niemczech, np. w Berlinie, ale też w Pradze. Byliśmy tam już 2 dni temu, ale do Niemiec dopiero zawitamy.

MB: Co sądzicie w takim razie o Polsce?

Leifur Björnsson: Dla mnie to bardzo otwarty kraj. Dobrze się tu czujemy. Wielu ludzi przychodzi na nasze koncerty i są do nas bardzo przyjaźnie nastawieni.

MB: Mieliście trochę czasu, żeby pozwiedzać, coś zobaczyć?

Leifur: W marcu nie bardzo... głównie obracaliśmy się wokół rynku danego miasta, ewentualnie miejsc, które były blisko klubów, gdzie graliśmy.

Ryan: Ale tym razem jest trochę lepiej. Wczoraj mieliśmy wolny wieczór, więc udało nam się wyjść na miasto. Mamy za sobą niezłą podróż: wyruszyliśmy o pierwszej w nocy z Islandii, o siódmej byliśmy w Hamburgu, stamtąd do Pragi i wreszcie busem dojechaliśmy tutaj. Można powiedzieć, że ominęliśmy noc...

MB: A co myślicie o samym Nextpop Festival?

Ryan: Znam kilku artystów, którzy dzisiaj występują. Wcześniej graliśmy już z Oly, a w Poznaniu spotkaliśmy się z Fismollem. I od tego czasu jesteśmy w stałym kontakcie. Znam też jednego z muzyków Bokki, więc w sumie kojarzę większość artystów, którzy dzisiaj grają. Nie spotkałem wcześniej tylko Kari i tego zespołu przed nami, którego nazwy nie umiem nawet przeczytać... (Ryanowi chodzi o gościa specjalnego, którym okazał się być Tomek Makowiecki). Znając tych artystów i wiedząc, jaką muzykę grają, wiem, że to będzie świetna impreza. Uwielbiam Oly i nie wierzę, że ma tylko 19 lat!

MB: Muszę zadać to pytanie... Dlaczego przeniosłeś się ze słonecznej Kalifornii...

Ryan: ...do depresyjnej Islandii (śmiech)? Na początku przez dwa lata latałem tam i z powrotem. Głównie dlatego, że się zakochałem. A zaczęło się w ten sposób, że za zarobione pieniądze wybrałem się w podróż do Islandii. Poznałem dziewczynę, kontakt zaczął się zacieśniać. Początek był niewinny, ale okazało się, że się bardzo dobrze rozumiemy i dogadujemy. Aż w końcu pewnego dnia w 2010 zapytała się: dlaczego się nie pobierzemy? Zgodziłem się i zacząłem myśleć o przeprowadzce. Wiesz, pierwszy raz opowiadam tę historię tak dokładnie i w całości, także dostajesz pionierski materiał (śmiech). W końcu (też nie bez znaczenia było to, że ona miała syna) przeprowadziłem się. Przez chwilę zastanawialiśmy się, które z nas ma się przenieść, ale ja podjąłem decyzję. W Stanach już nic mnie nie trzymało. Niestety finalnie się rozwiedliśmy. Ale ja już wtedy poznałem sporo muzyków i zacząłem się zadamawiać w Islandii. Pracowaliśmy nad materiałem, graliśmy koncerty... Pierwszy album powstał w 2011, koło kwietnia/maja.

MB: Jak się poznaliście z twoim obecnym zespołem?

Ryan: Z Leifurem poznaliśmy się przy pracy nad drugim albumem przez wspólnego znajomego muzyka. Szybko nawiązała się między nami więź i chęć współpracy. Z kolei inny członek zespołu to kuzyn mojej żony.

MB: Wszystko w rodzinie. Pierwszy album nagrałeś zaraz po przeprowadzce. Jak zmieniło się twoje podejście do muzyki przy pracy nad drugim wydawnictwem?

Ryan: Wiesz... Mam wrażenie, że wiem dokładnie, kim jestem. Mam przy sobie przyjaciół, którzy są wszyscy Islandczykami, oprócz Mike'a (śmiech), który jest Brytyjczykiem, z South Hampton.

MB: Ale też jest w sumie wyspiarzem.

Ryan: Tak, dokładnie. Także ja dokładnie wiem, gdzie jestem. Nie wydaje mi się, żeby ten nadchodzący album był bardziej islandzki. Owszem, wszyscy grający na tej płycie są Islandczykami... oprócz Mike'a. Po prostu pracując nad tym materiałem, szukałem inspiracji i słuchałem różnych rzeczy, jak każdy. To był bardzo długi okres, album nie powstał w miesiąc. Tworzyliśmy go ponad rok i bardzo wiele w tym czasie się wydarzyło.

MB: A gdybyś miał porównać ten album z poprzednim pod kątem zawartych emocji?

Ryan: Wydaje mi się, że umiem wziąć jakąkolwiek emocję i przerobić ją na piosenkę. Ale drugi album jest faktycznie inny i na tym mi bardzo zależało. Niektórzy być może chcieliby, żebym nagrał jeszcze raz coś bardzo podobnego, ale to się nie wydarzy. Nigdy. Natomiast ludziom, którym podobało się poprzednie wydawnictwo, powinno spodobać się także to. Wydaje mi się, że tym razem byliśmy wszyscy bardziej zaangażowani w projekt.

MB: A jak będą teraz wyglądać wasze koncerty?

Leifur: Ja zajmuje się tutaj głównie puszczaniem beatów i podkładów. Natomiast kiedy słuchałem tłoczenia testowego winylowej wersji tego krążka, piosenki zabrzmiały dla mnie zupełnie inaczej niż na próbach i nawet w studio; mimo to, że gramy razem już sporo czasu. Na pewno dorzucimy sporo żywych instrumentów do naszych koncertów.

Ryan: Raz słyszałem jednego z artystów, z którym zdarzyło mi się występować, jak opowiadał o wykonywaniu na żywo swojego solowego albumu. Na jego płycie było tyle różnych rzeczy nagranych, orkiestracje itd... Ja poszedłem nieco inną drogą. On miał 4-, czasem 5 osobowy zespół na scenie. My używamy też podkładów, ale np. wszystkie instrumenty perkusyjne i bębny są grane na żywo. Wracając do tego artysty - powiedział o czymś, co też dzieje się w naszym przypadku. Wykonanie staje się bardziej surowe i skąpe, ale zarazem cięższe, dosadniejsze w stosunku do bardziej wycofanych wersji albumowych.

MB: Ciekawe, bo dzięki takiemu podejściu za każdym razem na koncercie tworzycie nową jakość, a nie odwzorowujecie studyjne wersje nagrań.

Leifur: Na początku, jak Low Roar występował tylko jako duet, różnice między wykonaniem live a wersjami studyjnymi były kolosalne, zupełnie inne rzeczy. Byłem bardzo podekscytowany, kiedy nadarzyła się okazja współpracy...

Ryan: Spotkaliśmy się u Mike'a i zaczęliśmy gadać. Od razu stwierdziliśmy, że musimy zrobić coś razem, i w końcu tak się stało. W tej chwili gramy jeszcze z bębniarzem, który obsługuje bas czy klawisze. Dodaje wokale, puszcza beaty. A ja gram na klawiszach i gitarze, obsługuję efekty i oczywiście śpiewam. Ogólnie dużo bardziej podoba mi się wykonanie live, sprawia mi też więcej przyjemności.

MB: Co po wydaniu albumu? Ogólnoświatowa trasa?

Ryan: Większość planów jest jeszcze niepotwierdzona. Ale póki co plany są takie: wracamy na Islandię, gramy na paru festiwalach, w sierpniu bierzemy wolne, potem próby i gdzieś w połowie września ruszamy na trasę europejską. Na kilka koncertów przenosimy się do Stanów, na wschodnie wybrzeże i znów wracamy na Islandię. Itd., itd... Nowy album wyjdzie gdzieś koło maja, także powinniśmy się załapać z nim na parę letnich festiwali. Mamy też nadzieję, i taki jest plan, żeby wrócić do Polski.

Leifur: Przed nami sporo pracy, bo do projektu dołączają nowi ludzie i musimy porządnie dograć materiał w nowym składzie.

Ryan: Budujemy naszą drużynę. Mamy już swojego zaufanego managera, szukamy też agenta koncertowego. Jak nam nie wyjdzie, wrócimy do was (śmiech).

MB: Jesteście zawsze mile widziani! Czy dobrze zrozumiałem, że pracujecie już nad zupełnie nowym materiałem?

Ryan: W zasadzie tak... cały czas pojawia się coś nowego. Bardzo lubię te momenty na próbach, kiedy po przegraniu materiału, zupełnie na luzie siadamy do jakiegoś nowego pomysłu. Planujemy dzisiaj zagrać coś z tych rzeczy.

MB: Dokąd tym razem zmierzacie?

Ryan: Uh, jeszcze nie wiem. Prawdopodobnie będzie to bardziej miękkie, lżejsze, ale też cięższe w pewnym sensie. Nie mam dokładnej koncepcji. Trochę się zakręciłem teraz na akustyczną gitarę. Na nowym albumie są chyba tylko 3 piosenki z akustykiem i to zazwyczaj przy końcu utworu. Poza tym w ogóle go nie ma. W tej chwili mam gitarę akustyczną cały czas przy sobie i zauważyłem, że można też jej używać w dużo cięższym znaczeniu, jako dosadny, brudny podkład. Coś takiego chodzi mi po głowie. Ale każdy z nas ma też swoje projekty, nad którymi pracuje równocześnie, więc nie ma za bardzo czasu na nowy materiał. Mimo to, zawsze odnajdujemy się we wspólnym miejscu. To dość ciekawe, na pierwszym spotkaniu po prostu wziąłem gitarę, zacząłem grać bez żadnej rozpiski harmonicznej czy strukturalnej i reszta do mnie dołączyła, wpasowali się. W paru numerach gramy też zupełnie bez rytmu. Są tylko zmiany harmoniczne, akordowe, które pojawiają się w określonych momentach, na znak. Dlatego potrzebujemy bardzo dużego skupienia i zrozumienia siebie nawzajem w zespole, też kontaktu wzrokowego. W moim poprzednim zespole to nigdy nie wychodziło, chociaż próbowaliśmy. Jakiś koszmar. Tutaj jest zupełnie inaczej.

MB: Jesteście też blisko poza samą muzyką?

Ryan: Bardzo! Naszym fanklubem są nasze żony i dziewczyny (śmiech). Jemy razem obiady, spędzamy wspólnie czas... Jesteśmy jak rodzina. Ostatnio Leifur zrobił zupę i cały posiłek z homara. To wychodzi zupełnie naturalnie. Ah, no i jesteśmy sąsiadami. Przejście od mojego do jego (Leifura) domu zajmuje mi tyle, co wyjście stąd na zewnątrz, czyli jakieś 2 minuty...

MB: Macie też takie bliskie, zaprzyjaźnione zespoły, z którymi gracie? Albo może chodzi wam po głowach jakiś skład, z którym koniecznie chcielibyście zagrać?

Ryan: Tu jest trochę problem... Żaden z moich ulubionych zespołów nie jeździ na trasy z supportami. Poza tym nawet jeśli by się zgodzili, to raczej nikt nie zwraca uwagi na zespół, który gra wcześniej. Wspominałem jednak o tej dziewczynie Oly, bardzo chętnie bym z nią współpracował. Wydaje mi się, że jej muzyka doskonale dopełnia naszą. Nigdy jednak z nikim nie rozmawialiśmy na zasadzie "bardzo chcemy z wami zagrać!" (śmiech).

MB: Czy wydaje wam się, że taka prawdziwa, mało komercyjna, introwertyczna, trochę artystowska i offowa muzyka staje się coraz bardziej popularna? Bazując na waszym doświadczeniu koncertowym...

Leifur: Nie wiem... Ale dzisiaj jest tak dużo różnej muzyki, która jest tak łatwo dostępna, że ludzie po prostu słuchają coraz większej ilości różnych propozycji, stylów. Tak mi się wydaje. Granice się rozmywają, przenikają. Nie ma już "metalu" czy "popu" w takim twardym znaczeniu, a ludzie doceniają coraz bardziej różnorodne, synkretyczne stylistyki. Nawet nie wiem jak dzisiaj zdefiniować mainstream...

Ryan: Prawdopodobnie każdy rodzaj muzyki może pojawić się w mainstreamie. Kiedyś wszystko, żeby trafić do radia, musiało mieć 3,5, maksymalnie 4 minuty. Do tego dochodził charakterystyczny, McCarnteyowski styl pisania piosenek - zwrotka, refren, zwrotka, refren, most, podwójny refren, outro. My podchodzimy zupełnie inaczej. Nie obchodzi nas struktura numeru. Musi stanowić dla nas po prostu zamkniętą całość. A popularność radiowa nie odgrywa już takiego znaczenia; chcesz słuchać 8-, 9minutowego kawałka, to wrzucisz go sobie na mp3-kę albo do samochodu. Także myśmy nigdy nie podchodzili do naszej muzyki pod kątem osiągnięcia sukcesu. Zabawna historia łączy się z numerem "Breathe In", w którym przez 8 minut jestem tylko ja i gitara. Byłem w trakcie nagrywania, a Mike siedział przy konsolecie. Skończyłem, czekam, cisza... Poszedłem do reżyserki, a Mike właśnie się budził. "Hej, skończyłem!" mówię, a on na to: "Hm, uaaaa, co powiesz na to, żeby to troszeczkę skrócić?". Jednak później, jak dograliśmy inne tracki, zaaranżowaliśmy całość, zaczęło to nabierać sensu.

Leifur: Uważam, że to dużo zdrowsze podejście, żeby robić muzykę po swojemu. Żeby jakiś koleś mi mówił, jak mam zagrać, to bez sensu. Taki powrót do lat 60., kiedy zespoły zaczynały kombinować i np. nagrywały 15minutowe sprzężenie gitarowe. A potem wszyscy kupowali płytę, zespołu nie obchodziło radio.

MB: Znak czasów?

Ryan: Bycie w radio to już nie miara sukcesu. Muzyka przecieka do nas zewsząd, każdy ma dostęp do Internetu i może wybierać. Nikt nic nie narzuca.

Leifur: Tak, i te wszystkie amerykańskie talkshows, gdzie trzeba skracać numer, żeby się wpasować w czas antenowy. Pieprzę was, piosenka trwa 8 minut!

MB: Ostatnie pytanie: twoje tatuaże. Wszystkie są czarno białe?

Ryan: Tak. No więc mam Indianina ze względu na indiańską krew: to Siedzący Byk. Tutaj mam imię byłej żony, tutaj są jakieś ptaszki. Żona miała syna, który nazywał się Ulver, co po islandzku oznacza wilka. Dlatego na środkowym palcu mam podobiznę małego wilka. A ten tutaj zrobiłem, jak miałem 18 lat... Mam też 2 rybki. Jedna mówi "kocham cię", a druga odpowiada "Ja ciebie też". Zrobiliśmy je sobie z przyjacielem, on ma takie same. Chcesz zobaczyć?

MB: Pewnie! Bardzo wam dziękuję za rozmowę i prezentację i życzę udanego koncertu.

Ryan: Dzięki, trzymaj się!

mateusz.biegaj

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.