Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Wojciech Waglewski - Voo Voo - Czas nagrywać płyty, których nikt nie będzie chciał kupić

10 Lutego 2015

Prawdziwe oblicze Voo Voo jest "szamańskie" - twierdzi Wojciech Waglewski w rozmowie o intymności, jaką stwarza gra w klubach, kondycji polskiego dziennikarstwa muzycznego i - rzecz jasna - ostatnim albumie Voo Voo.


Maciej Madey: Jesteście w trakcie trasy, która w dużej mierze odbywa się w klubach. Kilkanaście miesięcy temu jeden z moich rozmówców, muzyk, stwierdził, że wraca moda na "klubowe granie". Wraca, po latach posuchy związanej ze zniszczeniem rynku koncertowego przez niebiletowane, plenerowe koncerty. Odczuwacie taką zmianę?

Wojciech Waglewski: Naszym żywiołem jest granie w klubach. Był taki okres w naszej działalności, kiedy występowaliśmy w halach. Nie ma nic gorszego. Jest strasznie - brzydko, śmierdzi, nie da się tych występów odpowiednio nagłośnić. Fatalnie. Wychowałem się na muzyce jazzowej, właśnie w latach sześćdziesiątych w klubach wszystko się zaczęło. Nie bez kozery Stonesi praktykują czasami niespodziewane występy w małych salach - po to, żeby wrócić do tego klimatu i nasycić się specyficzną atmosferą. Każdy, kto zetknął się z muzyką rockową wie, że to jest siła tej muzyki. Koncerty duże, stadionowe są pewną koniecznością. Z niektórych powodów jest to ciekawe, można pozwolić sobie na różne zabiegi scenograficzne, itd. Ja uwielbiam bliskość podczas koncertów, pewną intymność. Niespecjalnie odczułem jakieś załamanie, chociaż teraz jest jakiś "boom", bo sprzedajemy po dwa, trzy koncerty w jednym miejscu. Może to z szacunku dla wieku? (śmiech)

MM: Może zauważa pan za to zmianę w podejściu słuchacza do wykonawcy? Mnie często przeszkadzają nieustanne spacery między sceną i barem, machanie tabletami koło mojej głowy w celu rejestrowania koncertu...

WW: Tak jest, ale mnie to tak mocno nie przeszkadza, podejrzewam, że bardziej słuchaczom. Tylko to nie jest do przeskoczenia, takie są uroki klubu i dzisiejszych czasów. Inna sprawa, że w klubie nie wolno grać "piosenek", odgrywać tego, co znajduje się na płycie. My tego nienawidzimy i nie praktykujemy. Jeśli ktoś powie, że nasze utwory nie brzmią podczas występu tak, jak na płycie, to ma rację. Tyle, że tak ma być, bo one mają na koncercie żyć swoim życiem, poruszyć. Reakcje słuchaczy są różne, ale działają na nas mobilizująco.

MM: Powtarza pan konsekwentnie, że Voo Voo to zespół bez przebojów. Domyślam się, o co chodzi. Ale bywając na waszych koncertach widać, tak jak dziś, że większość przybyłych teksty ma opanowane na pamięć.

WW: Oczywiście, mówię o tym z lekkim przekąsem. Jesteśmy zespołem, który nie mieści się w standardach piosenkowości, przekraczamy "radiowe trzy i pół". Voo Voo ma kilka przypadków w swojej historii, kiedy nagrania nie zrobiły kariery w radiu, ale są ogromnymi hitami koncertowymi. Na przykład "Bo Bóg dokopie" czy "Kobieto proszę cię". W sumie dopiero kiedy nagrałem je z Maleńczukiem, to ktoś zaczął to rozpoznawać. "Flota zjednoczonych sił' nigdy w radiowej wersji nie została nagrana, a sprawdza się świetnie. Myślę, że jesteśmy już w takim momencie, że nie musimy się tym w ogóle przejmować.

MM: A przejmowaliście się kiedykolwiek?

WW: Skłamałbym, gdybym powiedział, że mieliśmy gdzieś media. Na początku kariery graliśmy na Jarocinie. To był festiwal kompletnie niemedialny, traktowany w kategoriach zaburzeń społecznych. Z drugiej strony był... najbardziej komercyjny, bo każdy, kto pokazał się tam z dobrej strony, momentalnie sprzedawał duże nakłady płyt. Po pierwszym naszym Jarocinie sprzedaliśmy 40 tysięcy płyt debiutanckiego albumu. Albumu zespołu, który na początku kariery został skreślony z mediów, z różnych przyczyn. Czasami więc, paradoksalnie, to przebywanie poza mediami jest lepsze niż bycie w ich centrum.

MM: Wydaje mi się, że Voo Voo ma dwa oblicza. Pierwsze - ludyczne, wesołe, zakorzenione w muzyce rozrywkowej. Drugie - szamańskie, inspirowane etno. Które z nich jest bliższe panu?

WW: Myślę, że tym prawdziwszym jest "szamańskie". Przez granie dużych koncertów, np. na Przystanku Woodstock, "wkręciliśmy się" w to, żeby ruszyć tę dużą publiczność. Apogeum tego typu grania osiągnęliśmy na Solidarity of Arts w Gdańsku podczas koncertu z Esperanzą Spalding. Zagraliśmy wszystkie te nasze "zaśpiewy" i zwieńczyliśmy temat. Mnie jest zdecydowanie bliższa nuta transowa, mistyczna. Nieco zmieniłem podejście po koncertach z ostatnią płytą nagraną z synami ("Matka, Syn, Bóg" przyp. MM). To oni mnie przekonali, żeby na występach festiwalowych, plenerowych, dać sobie spokój z zabawianiem ludzi. Po prostu zwolnić i robić swoje. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, bo nie czuję przymusu, że muszę kogoś zachęcać do zabawy. I okazało się, że ludzie też to lubią. Dzięki temu udało się wrócić do tego prawdziwszego obrazu Voo Voo - grania ekspresyjnego i agresywnego, ale jednocześnie magicznego.

MM: Na płycie "Dobry wieczór" pojawia się Alim Quasimov. Nie będę drążył tematu samego muzyka, bo powiedział pan o tym w ostatnim czasie wiele - że muzyk wybitny, wyprzedający sale w Nowym Jorku, że laureat nagrody UNESCO, będącej muzycznym Noblem... Ale zapytam, czy nie jest panu żal, że obecność Quasimova - a takie mam wrażenie - kompletnie została pominięta w medialnych recenzjach i opiniach dotyczących płyty?

WW: Nie, nie... Nie jest mi żal, bo kompletnie nie szanuję mainstreamowych mediów muzycznych. Jest paru ludzi w tym środowisku, głównie starszej daty, którzy chodzą na koncerty i kupują płyty, ale to wyjątki. W tej chwili dziennikarstwo to głównie praktyka wirtualna. To są ludzie, którzy komunikują się i szukają informacji o muzyce przy pomocy internetu, a zespoły oglądają na festiwalach. Robią wiele, żeby znaleźć się na OFF-ie czy Openerze i mógłbym o tym opowiedzieć wiele historii, ale mi się nie chce. Nie uczestniczą w powstawaniu i odgrywaniu muzyki, więc ich opinie nie mają dla mnie znaczenia. Tak więc nie mam żalu. Oczywiście fakt, że artysta tego pokroju zdecydował się na współpracę z zespołem bigbitowym, jest warty uwagi. Ale kiedy czytam, że Voo Voo "skręca w stronę muzyki azerbejdżańskiej", to nóż się w kieszeni otwiera i należy autorom takich słów złożyć wyrazy politowania...

Za to pojawił się niezależny ruch blogerski. To są ludzie, którzy kupują płyty, a nie czekają aż przyśle je wydawnictwo. Chodzą na koncerty, bo dla nich to przeżycie. W ich artykułach widać, że zwracają uwagę na emocje i robią to, co lubią, z pasji. Rynek dziennikarzy muzycznych, mówiąc kolokwialnie, się sk...ił. To świat, który zaczyna zjadać własny ogon. Słyszałem nawet, że w niektórych gazet nie są mile widziane recenzje płyt, bo ponoć nikt ich już nie czyta...

MM: Na waszej najnowszej płycie są dłuższe nagrania - pięcio, siedmio-minutowe. Korci, żeby coraz odważniej stawiać na takie dłuższe formy w studiu?

WW: Nie wiem co nas kusi... Nieskromnie powiem, że już nic nas nie musi kusić. Płyty traktuję jako przygotowanie do koncertu. Bardzo się cieszę, że "Dobry wieczór" sprawdza się koncertowo. Po śmierci ś.p. "Stopki" powstała "Nowa płyta", będąca w jakimś stopniu hołdem dla niego. Nie znałem jeszcze dobrze Michała Bryndala [następcy Piotra "Stopki" Żyżylewicza - przyp. MM], nie wiedziałem jak gra. Teraz już poznałem pełne możliwości zespołu - Karim Martusewicz wrócił na kontrabas, Bryndal gra to, co lubi. I nie ukrywam, że chciałbym z tą płytą jeszcze się pobawić i nie myślę, co będzie dalej. Mój syn, Emade powiedział, że powinienem nagrywać płyty, których nikt nie będzie chciał kupić (śmiech). Teraz trochę tak zrobiliśmy - nie myśląc o tym, kto i ile jej kupi, tylko żebyśmy my po jej wydaniu i na koncertach byli szczęśliwi. Zresztą jest duże zainteresowanie występami, zapełniamy sale, które dwa, trzy lata temu trudno byłoby wyprzedać. I pojawia się dużo nowych, młodych fanów. To mnie utwierdza w przekonaniu, żeby nagrywać płyty, których... nikt nie będzie chciał kupić.

MM: Wspomniał pan o powrocie do kontrabasu. To miało nadać płycie jazzowy sznyt, bardziej klasyczne brzmienie?

WW: Nie, Karim przede wszystkim jest kontrabasistą. Kiedy pojawił się w Voo Voo grał na kontrabasie, mieliśmy wtedy taki okres jazzowy. Poza tym kontrabas to nie tylko jazz, ale też rockabilly, w ogóle początki rock'n'rolla. Karim jest zadowolony, bo czuje się na tym instrumencie lepiej, niż na "basówce", a całemu zespołowi poprawiło to brzmienie, nieco je zmieniło.

MM: Wróciliście do współpracy z realizatorem nagrań, Wojciechem Przybylskim. Na ile jego obecność w studiu wpłynęła na brzmienie płyty?

WW: Wojtek jest specjalistą od dokładnego rejestrowania instrumentów. Już przy poprzedniej płycie chciałem go namówić do współpracy, ale w końcu się nie udało. Wojtek pasuje do Voo Voo, bo wyznaje zasadę, że ze złego muzyka nic nie ukręci. Jeśli ktoś chce dobrze brzmieć, to musi mieć dobry sprzęt i potrafić na nim grać. To rzecz prosta i nieprzemijalna. Chciałem, żeby trochę zaszalał z brzmieniem, z pogłosami i jestem bardzo zadowolony, nawet kilku audiofili stwierdziło, ze to brzmi naprawdę dobrze. A ze swoich doświadczeń wiem, że płyty z "Przybylem" się nie zestarzeją i za kilka lat wciąż będą brzmieć tak samo dobrze. "Emadziak" [Emade - przyp MM], który jest świetnym producentem, powiedział, że ta płyta brzmi "międzyświatowo", co też wiele znaczy.

MM: Od kilku lat mówi się o modzie na nagrywanie analogowe, granie gitarowe, tzw. "cicho-głośno". Można postawić dwie teorie. Pierwszą - że muzyka zatacza koło i nic już więcej się nie wymyśli. Drugą, której sam jestem bliższy, że muzyka jest na tyle plastyczna materią, że mimo powrotu do różnych trendów i mód, wciąż da się tworzyć nowe. Pan, z którym zgodzi się poglądem?

WW: Pewnie, że da się wymyślić nowe, ale pytanie brzmi, jakie środki temu służą? Dan Auerbach, Jack White czy inni młodzi słuchający starej muzyki mocno inspirują się przeszłością. Auerbach kupił stare studio, ale tworzy w nim po nowemu. Inaczej nagrywa, zgrywa, jest producentem który w starą muzykę potrafi tchnąć nową duszę. Myślę, że podstawą muzyki rockowej są emocje. Pokazały to lata osiemdziesiąte, kiedy prawie wszystkie próby jej tworzenia były straszne. Robiło się muzykę bez dynamiki, np. przez "bramkowanie" perkusji. Była taka historia z Ramonesami, którzy nagrali płytę ze śmietanką amerykańskich producentów, m. in. z Philem Spectorem. Cała ich muzyka, polegające na dawaniu czadu, została nagrana zgodnie z trendami tamtych lat i okazała się totalną porażką. Dlatego w muzyce rockowej na pewno zawsze będzie wracało się do emocji. Tylko jakimi środkami? Musi być dynamika, granie ciszej-głośniej. Nie zadziała spłaszczanie utworów do krótkiego, radiowego formatu. Bardzo tęsknię za muzyką która oddaje moc na koncertach. Widziałem koncert The Black Keys na Lollapaloozie , gdzie grali długie formy, improwizowali i kilkadziesiąt tysięcy ludzi szalało. I widać, także w nieporównywalnym, klubowym rozmiarze, że ludzie czegoś takiego oczekują. Są pewne stałe elementy muzyki rockowej, tak jak i jazzowej czy klasycznej. Można się nią bawić, ale jeśli te emocje zabije się produkcją, to całość będzie do niczego.

MM: Kończąc, zapytam jeszcze, jak zespołowi Voo Voo funkcjonuje się w teatrze? Od poprzedniego sezonu teatralnego gracie na żywo muzykę do spektaklu Agnieszki Glińskiej "Jak zostałam wiedźmą" na podstawie książki Doroty Masłowskiej.

WW: To jest świetny tekst Masłowskiej. Chociaż zdenerwowała mnie i to mocno, bo powiedziała, że chciała mieć "oldschoolowy zespół". Ja na to: "człowieku, jesteśmy awangardowi, jeśli już" (śmiech). Ale mniejsza z tym. Spodobało jej się to, co zrobiliśmy i to jest najważniejsze. A sama praca w teatrze jest nudna, rządzi się swoimi specyficznymi prawami. Jest bardzo małe pole na improwizację i zabawę muzyką, wywrócenie formy. Aczkolwiek zapraszam wszystkich, bo to naprawdę dobry spektakl.

Maciej Madey

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.