Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Hubert "Spięty" Dobaczewski - Lao Che - Z pisaniem mam problem

4 Kwietnia 2015

Pisanie do szuflady jest bez sensu, a dzieci wyostrzają perspektywę, bo nie trzymają się konwenansów. O tym, a także bardzo dobrej płycie "Dzieciom", nadchodzącym eksperymencie z Jazzombie i jednoczeniu na scenie z innymi rozmawiamy z Hubertem "Spiętym" Dobaczewskim.

fot. Marcin Klinger
fot. Marcin Klinger

Maciej Madey: Jesteście odważni.

Hubert "Spięty" Dobaczewski: Skąd taki wniosek?

MM: Stąd, że od początku kariery każda wasza płyta to sukces artystyczny. Czy komercyjny - to już Was należałoby pytać, ale chyba nie jest najgorzej. I mimo to, na kolejnych albumach zrywacie z dotychczasową stylistyką, dokonujecie wolty muzycznej i nie boicie się eksperymentu.

Spięty: Bierze się to z tego, że każdy z członków zespołu wyrósł w subkulturze, akurat w naszym przypadku padło na tę metalową. Subkultury są z zasady "duszne", to jest pewna zbiorowość. A kiedy jest masa, to nie ma indywidualności. W momencie, kiedy zaczęliśmy bardziej świadomie podchodzić do tworzenia muzyki, powiedzieliśmy sobie: zróbmy taki zespół, który postawi na oryginalność. I kolejne kroki były myleniem zostawionego wcześniej śladu. Taki mamy pomysł na uprawianie sztuki, żeby sprawdzać się w różnych sytuacjach.

MM: To jest jakiś rodzaj adrenaliny, potrzebnej do funkcjonowania w zespole?

Spięty: Poszukujemy świeżości, nowych sytuacji. To na pewno taka nasza determinanta, popychająca kolejne działania do przodu.

MM: Inteligencja przeszkadza w tworzeniu - to twoje słowa. Trzymacie się konsekwentnie tego, żeby nie "kombinować" przesadnie?

Spięty: Akurat w przypadku naszego nowego albumu to, że przestaliśmy kombinować jest mocno odczuwalne. Nie rozmawialiśmy przed nagraniami tyle co zwykle, nie ustalaliśmy co ma powstać. Rzuciliśmy tylko hasło "jedźmy w góry". Odcięliśmy się od świata na dwa tygodnie, bo potrzebowaliśmy luzu, swobody.

MM: Czyli to w poszukiwaniu prostoty zaszyliście się w Bieszczadach. Byliście jak... plemię.

Spięty: No tak, stało się z nas takie mini-plemię. Jeżeli ma się zrobić z kimś płytę i ma to być dobry materiał, to nie można spotkać się z nim w sztywnych godzinach pracy od dziewiątej do szesnastej i "odwalić" roboty. My i tak często przebywamy razem przy okazji koncertów czy prób, ale zaistniała potrzeba mocnego wejścia w taki dwutygodniowy rytm i wspólnego komponowania. Udało się , bo stworzyliśmy około trzydziestu numerów, z których dziesięć weszło na płytę. Bez zbędnego gadania, tylko granie - sama frajda! A to nie jest prosta sprawa, zwłaszcza w momencie kiedy istnieje się już parę ładnych lat i trzeba wykrzesać chemię drzemiącą między nami.

MM: Pisząc teksty na "Dzieciom" zakładałeś maskę dziecka?

Spięty: Dużo myślałem o dzieciach, pisząc na nową płytę, więc siłą rzeczy musiałam ubrać się w ich szaty. Chciałem dostroić się do poziomu dzieci, żeby opowiedzieć o świecie starszych. Świecie, który bywa fajny, ale też wrogi. Dzieci nie trzymają się konwenansów. Nie myślą o tym, co wypada, a czego nie. Nazywają rzeczy po imieniu, nie mają zahamowań, których nabiera się z wiekiem. A to są rzeczy, które przeszkadzają w byciu szczerym, szczęśliwym.

MM: Można odnieść wrażenie, że trudno wam się uwolnić od nagrywania koncept albumów. To w jakiś sposób przeszkadza, ogranicza?

Spięty: Po prostu tak się dzieje. To nasz szósty album studyjny i już się nad tym nie zastanawiamy. Podczas nagrywania pojawia się myśl: "o, jest znowu jakiś koncept łączący całość", ale to nam nie przeszkadza. Stało się to naszym znakiem szczególnym, sposobem na tworzenie płyt. To komuś może się podobać, komuś innemu nie - rozumiem to i nie mam z tym problemu. W tym wypadku obrałem tematykę, której nie można było poświęcić tylko jednego numeru, bo to by nie wystarczyło.

MM: Zaczątek płyty "Dzieciom" powstał z myślą o twojej płycie solowej, ale ostatecznie powstał z niego nowy album Lao Che. Zostało w kajecie coś z myślą o własnej działalności?

Spięty: Nigdy nie mam tekstów w szufladzie. Przyznam, że sklecenie piosenki na gitarze, ułożenie do niej wokalu jest dla mnie kwestią dosyć prostą. Ale z pisaniem mam już problem, bo kosztuje mnie to naprawdę dużo energii. Dlatego nigdy nie zostaje mi nic niewykorzystanego, nie odkładam na później. Jeśli coś jest dobre, to wykorzystuję od razu, jeżeli zaś uznaję za słabe - leci do kosza.

MM: Czyli na tę chwilę odrzuciłeś myśli o autorskim materiale?

Spięty: Nie, wręcz znowu zaczynam o tym myśleć. W ogóle, miałem już zrobionego sporo materiału instrumentalnego. Tylko problem jest taki - jeżeli powstaje jakieś muzyczne "tworzywo", a nie pokaże się go publicznie, to z biegiem czasu, jako autor, zaczynasz to wartościować. I potem nie wiesz, czy chcesz to pokazać, czy może jednak odpuścić? Mój pomysł jest właśnie taki, by po całym procesie twórczym wypchnąć swoją pracę na widok innych i zamknąć temat. I albo ktoś się tym zainteresuje, albo nie. Tworzenie do tej szuflady jest moim zdaniem bez sensu. Po to się coś robi, żeby wywrzeć wrażenie i poddać to ocenie.

MM: "Dzieciom" to harmonijnie współgranie wiele gatunków. Udało się wam nagrać chyba najbardziej eklektyczną jak dotąd płytę? Przecież słychać nawet echa jazzu, afrobeatu...

Spięty: Cieszy mnie to, że nagraliśmy absolutnie autorską rzecz. Bez ceregieli, dźwięki spontanicznie uciekały "spod palca" i dzięki temu udało się stworzyć fajne, chwytliwe melodie. I nie uważam, że to jest pejoratywne określenie. Muzyka jest także od tego, żeby trafiała do słuchacza, wtedy zawsze się obroni. Mieliśmy zawsze takie marzenie, czy raczej założenie, by mieszać różne style. I faktycznie na tej płycie dobrze udało się to połączyć właśnie z tą chwytliwością. Pomieszaliśmy różne wpływy, które udanie współbrzmią i to jest nasz sukces.

MM: Jak dużą pieczęć odcisnął na waszym albumie Emade? Zdaje się, że już sześć lat temu miało dojść do tej współpracy.

Spięty: No tak - przed albumem "Prąd stały/Prąd zmienny". Oparliśmy go na samplach, było dużo elektroniki i uznaliśmy, że Emade doskonale się w tym odnajdzie. Ale on wtedy nie zdecydował się, by podjąć temat i ostatecznie płytę zrobiliśmy z Marcinem Borsem. Teraz się udało i przyznam, że Emade świetnie wykręca tzw. "sound" perkusyjny. On zresztą jest bardzo dobrym perkusistą, o dużej wrażliwości. Lubi dużo przestrzeni w kompozycjach, chętnie nagrywa na "setkę" i analogowo - a to wszystko też nasza ścieżka pracy. Dlatego w pewien sposób zrobiliśmy tę płytę razem. Nie wpłynął na nią muzycznie, z wyjątkiem drobnych sugestii. Bo my w zasadzie materiał mieliśmy skończony i on to dostrzegł, nie ingerował, ale zadbał o dobre brzmienie. Zrobił wszystko tak, jak sobie tego życzyliśmy, ale to nic niespodziewanego, bo wiedzieliśmy, czego się po sobie spodziewać.

MM: Pytam, bo funkcję producenta traktuje się rozmaicie. Czasami tylko jako "nazwisko" z intencją, żeby jak najmniej się wtrącał do działania zespołu.

Spięty: Tylu ilu jest na świecie producentów, tyle sposobów ich pracy, tak sądzę. Na poprzedniej płycie mieliśmy Eddiego Stevensa, który tak bardzo się zapalił do pracy, zaangażował, że wciągnęliśmy go do zespołu, był w zasadzie jednym z nas. Na pewno ważne jest to, żeby muzycy otworzyli się na producenta. Najczęściej, zwłaszcza początkujące kapele, wiedzą wszystko najlepiej i nie chcą, by ktokolwiek, cokolwiek im zmieniał. I my na początku też tak mieliśmy, ale to jest trochę szczeniackie. Z drugiej strony są też takie postawy producenckie, które polegają na zmasakrowaniu każdego pomysłu ze strony zespołu, a to już kompletna pomyłka.

MM: Ktoś napisał w recenzji "Dzieciom", że dorobiliście się przez lata "wąskiej, wiernej grupy odbiorców". Biorąc pod uwagę relację na serwisie społecznościowym z trwającej trasy koncertowej, ta grupa nie jest taka znowu wąska...

Spięty: Różnie bywa. Istniejemy kilkanaście lat, było momenty lepsze i gorsze, choć trasa związana z "Dzieciom" toczy się bardzo fajnie. Oczywiście rozumiem to, że ktoś może przestać się nami interesować, bo na przykład skaczemy sobie po różnych stylach, ale to normalka. Na pewno nie narzekamy na puste sale, pod tym względem wszystko toczy się jak najbardziej po naszej myśli.

MM: Na "Dzieciom" gościnnie pojawiają się Adam Milwiw Baron i Karol Gola z Pink Freud. Wygląda na to, że z "Freudami" nieźle się skumplowaliście?

Spięty: Bo to są dobre herbatniki, super się czujemy w swoim towarzystwie! Właściwie grając w Jazzombie to się w nich zakochaliśmy... Nasze zespołowe grono, jak każde, jest dość specyficzne, ma swój język, poczucie humoru. I chłopaki z Pink Freud doskonale do nas pasują. Jeśli chodzi o sprawy muzyczne, to absolutnie nie jest nasz poziom grania. Ale widocznie mamy w sobie coś, jakiś pierwiastek, który też ich urzekł. Do tego stopnia, że w czerwcu mamy nagrywać album. W dodatku zupełnie spontanicznie, bez prób, totalnie nie wiemy czego się po tym spodziewać!
Może wyjść naprawdę ciekawa sprawa. Mam na przykład taki pomysł, żeby nie pisać tekstów, tylko posilić się wierszami. Chce zebrać dziesięć utworów, które mnie powalają, frapują i pokazać to chłopakom w studiu.

MM: A to ciekawe. Pamiętam, że podczas pierwszej waszej przygody z Męskim Graniem powtarzałeś, że wolicie występować sami, bo "nie dorośliście muzycznie" do rozmaitych kooperacji. Na kolejnych edycjach zmieniliście zdanie, do tego byłą trasa z Czesław Śpiewa, a teraz kombinujecie z Jazzombie.

Spięty: Jak po jakimś czasie spojrzałem na niektóre wywiady, to zastanawiałem się, po co ja to wygaduję, po co takie kompleksy? Jasne - wychodzę z dość krytycznego założenia, że gram na gitarze, ale nie robię tego dobrze. Co nie przeszkadza mi w wyrażaniu siebie, granie mnie cieszy. Za to bardzo lubię wokal, głosowe improwizacje. Dlatego nie możemy sobie tak umniejszać. I faktycznie, przytrafiło się Męskie, trasa z Czesławem, Jazzombie. Być może za jakiś czas zrobimy trasę z Łąki Łan. Mieliśmy okazję grać z akordeonistą z Białorusi Yegorem Zabyelovem, sekcją dętą... Jest coraz więcej momentów, kiedy chcemy z kimś się zjednoczyć na scenie, żeby nie zmęczyć się przebywaniem we własnym sosie.

MM: I jeszcze w najbliższym czasie, z kategorii przeżyć ciekawych, czeka was koncert na dachu!

Spięty: No tak, jest taka inicjatywa Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki. Wymyślili festiwal, który trwa wiosnę i jesień, cały czas trwają koncerty. Utyskuję z tego powodu, że w moim rodzinnym Płocku nie ma zwyczaju, kultury chodzenia na koncerty. To przez brak dużego klubu, a sala POKiS jest malutka. Dlatego dzięki tej inicjatywie zaczyna tworzyć się jakiś ferment, ludzie mają okazję posłuchać naprawdę fajnych rzeczy. No i teraz padł pomysł koncertu na dachu... galerii handlowej. Jest z niego piękny widok na całe miasto, zachodzące słońce - ktoś wpadł na bardzo ciekawy pomysł i z uporem go realizuje. Oczywiście nie chcę za bardzo na Płock narzekać, bo mamy Audioriver - czołowy na świecie festiwal elektroniki, jest uznany ReggaeLand. To jest piękne miasto, a dzięki takim przedsięwzięciom jeszcze nabiera barw.

Maciej Madey

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.