Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Terrific Sunday - Nie zamierzamy zwalniać tempa

29 Kwietnia 2015

- Cieszymy się z Openera, z Orange, Jarocina i innych. Ale zdajemy sobie sprawę, że jest to przedpokój do tego, co może nas czekać, jeśli dobrze wykonamy swoją robotę - mówią w rozmowie z nami członkowie zespołu Terrific Sunday, poznańskiego kwartetu, który w przeciągu zaledwie dwóch lat działalności zdobył już kilka nagród i wystąpił na największych polskich festiwalach.


Włodzimierz Włoch: Opener, Jarocin Festiwal, Seven Festiwal, Behind The Trees, koncert w Studio im. Agnieszki Osieckiej i to wszystko w ciągu kilkunastu miesięcy. Do tego dziś ogłosiliście, że usłyszymy Was również na Orange Warsaw Festiwal. Wow!

Stefan: Strasznie się tym cieszymy. Ale zdajemy sobie sprawę z tego, że przed nami jeszcze dużo roboty. Mamy nadzieję, że totalny boom zacznie się po wydaniu płyty, co stanie się dla nas punktem zwrotnym. Obecnie wszystko idzie w dobrym kierunku i mamy nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

WW: W Polsce festiwale się Wam kończą. Skoro na naszym podwórku jest za ciasno, może czas, by szturmować zagraniczne?

Piotr: Wow. (śmiech). Skoro tak mówisz. Bardzo chciałbym w przyszłym roku zagrać na kilku mniejszych festiwalach za granicą. To moje małe marzenie, o którym jeszcze kilka lat temu tylko śniłem. Patrząc jednak na to, że w ubiegłym roku zagraliśmy na Openerze, który uważam za jeden z najlepszych festiwali w Europie, to w zasięgu ręki są również te zagraniczne.

Stefan: Określenie, że Polska jest za ciasna, nie jest trafne w stu procentach. Nie podchodzimy do tego w taki sposób. Na polskim rynku są jeszcze festiwale, gdzie warto wystąpić i mamy jeszcze sporo do zrobienia. Cieszymy się z Openera, z Orange, Jarocina i innych. Ale zdajemy sobie sprawę, że jest to przedpokój do tego, co może nas czekać, jeśli dobrze wykonamy swoją robotę.

WW: Gdzie w takim razie chcielibyście zagrać poza Polską i dlaczego?

Artur: Każdy z nas ma nieco inne preferencje. Ja chciałbym odwiedzić Reading i Roskilde, ale to jeszcze nie nasz level.

Maks: Chciałbym, abyśmy spróbowali swoich sił na zagranicznych showcase, w Anglii lub Holandii. Zagralibyśmy koło naszych rówieśników...

Stefan: ...Springbreak w Poznaniu fajnie się rozwija i pozwala nam sprawdzić, na jakim poziomie są obecnie inne kapele. Ale to w większości przypadków wiemy, bo są to nasi znajomi. Natomiast zobaczyć, jaki poziom prezentują zespoły poza granicami naszego kraju, byłoby super doświadczeniem.

WW: Czy to właśnie z myślą o koncertowaniu poza Polską tworzycie w języku angielskim?

Piotr: Jestem autorem wszystkich tekstów i wokalistą. Kiedy zaczynałem tworzyć, nawet nie myślałem, że stanę przed szansą wystąpienia przed zagraniczną widownią. Teksty w języku angielskim wyszły naturalnie, a to dlatego, że dość długo mieszkałem w Wielkiej Brytanii. A do tego - szczerze mówiąc - bardzo słabo radzę sobie, pisząc teksty po polsku.

WW: Czy uważasz, że język natywny w muzyce nie powinien być praktykowany? Na rynku muzycznym liczy się tylko angielski?

Piotr: Oczywiście, że nie. Język angielski jest bardzo muzykalny i łatwy w odbiorze dla słuchacza nieważne skąd by pochodził. Podobnie jest z francuskim, który uważam za osobny instrument. Mam ogromy respekt i szacunek do ludzi, którzy tworzą po polsku. Nasz język przepełniony "sz", "cz", "rz" albo rymami jest tak trudny, że aby napisać sensowną piosenkę po polsku, trzeba być naprawdę poetą naszych czasów.

WW: Kończąc temat koncertowania, które z wydarzeń szczególnie zapadło wam w pamięć?

Maks: Zdecydowanie najbardziej Opener. Byłem na tym festiwalu w 2013 r., krótko po założeniu naszego zespołu i myślałem sobie, jak fajnie byłoby tam zagrać. Po roku marzenie się spełniło, a na nasz występ przyszło bardzo dużo ludzi.

Piotr: Wiadomość, że zagramy w Gdyni była totalnym szokiem. A kiedy wyszedłem na scenę stało się dla mnie coś wspaniałego. Spełniłem jedno z moich największych marzeń.

Stefan: Jesteśmy więc totalnie zgodni. Każdy z nas był aktywnym uczestnikiem Openera jako widz, natomiast rok temu mieliśmy okazję zagrać na Alter Stage. Nasz bębniarz zaproponował, byśmy rozdawali ulotki z zaproszeniem na koncert. Przez trzy dni "wciskaliśmy" te wizytówki z nadzieją, że przyniesie to rezultat. Absolutnie nie spodziewaliśmy się jednak tego, że namiot będzie zapełniony niemal w stu procentach.

Maks: Dodajmy, że to były głównie ładne dziewczyny.

Stefan: To przyprawiło nas o ogromne nerwy, ale również o ogromną ekscytację.

WW: A jeżeli chodzi o najważniejsze wydarzenie dla zespołu?

Artur: Punktem przełomowym dla naszego zespołu był koncert na Spring Breaku. Warto zaznaczyć, że lineup Openera jeśli chodzi o młode zespoły pokrywał się z poznańskim showcasem.

Stefan: Zespół istnieje na tyle krótko, że każdy z nas może mieć swój ranking, ale w półtora roku wydarzyło się tyle rzeczy, że mi jest trudno wskazać jedno. W bardzo krótkim czasie zrobiliśmy wiele i nie zamierzamy zwalniać tempa. Zawdzięczamy bardzo dużo szczęściu.

Piotr: Przełomowymi momentami były te wszystkie cegiełki, które w efekcie stworzyły reakcję łańcuchową. Wydaliśmy epkę, ktoś nas puścił w radio, wygraliśmy kilka przeglądów itd. To wszystko składa się w łańcuch, który, mam nadzieję, nie zostanie przerwany, a który napędza całość, a na dziś doprowadził do naszego występu na kolejnym dużym festiwalu - Orange.

Artur: Znaleźliśmy się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu.

WW: Kiedyś wystarczyło zadebiutować w Jarocinie, teraz tego typu przeglądów jest dużo więcej, mamy internet, wiele zespołów ginie, choć są pewnie nie mniej utalentowani od was. Co poza szczęściem i talentem jest jeszcze potrzebne?

Artur: Przy obecnej liczbie zespołów i miejsc, gdzie można się wylansować, jest strasznie ciężko wskazać wydarzenie, na którym wystąpisz i zagwarantuje to skok o level wyżej. Trzeba więc po prostu konsekwentnie robić swoje.

Piotr: Nie ma ani dobrej ani złej ścieżki. Podstawową rzeczą jest robić muzykę, którą chciałoby się usłyszeć samemu w słuchawkach. I na tym się skupiać, a reszta sama się potoczy. Jeśli robisz to, co kochasz, pewne rzeczy dzieją się same. Grasz na przeglądach, bo chcesz się dzielić z innymi tym, co tworzysz. A z tego wychodzą kolejne dobre konsekwencje. Ważną częścią jest jednak na pewno internet i promocja oraz interakcja z publicznością.

Stefan: Poza miejscami, gdzie jednak trzeba się pokazać, nie można zapominać też o tym, że wszystko musi być okupione ciężką pracą. Niezależnie od tego co robisz, czy jest to praca w biurze, zawody sportowe czy muzyka, jeśli wytrwale działasz, wynagrodzenie w końcu przychodzi.

WW: Powiedzieliście, że konsekwentnie robicie swoje. Podpisaliście kontrakt z Sony Music Polska. Na jesieni ma ukazać się płyta, a teraz pojawił się singiel "Bombs Away", do którego kręciliście teledysk w Barcelonie. Powiedzcie nieco więcej o tym utworze.

Piotr: Piosenka powstawała w czasach niepokojów i konfliktu na Ukrainie. Początkowo miał to być tekst właśnie na ten temat. Jednak z czasem przerodził się w mówiący o relacjach międzyludzkich.

WW: Temat cię przerósł?

Piotr: Nie. Nie chciałem, by nasze piosenki były zaangażowane politycznie. Nie zamierzamy robić z siebie U2. Choć interesuje mnie temat konfliktu na Wschodzie, to jednak nasza muzyka nie traktuje o tym.

WW: Jak już wspomniałeś o U2, to powiedzcie o tym, jak nagrywaliście demo w Kotlinie Kłodzkiej.

Stefan: Po podpisaniu kontraktu, kiedy wiedzieliśmy już że będziemy nagrywać płytę, musieliśmy oddać demo. W Kotlinie Kłodzkiej, niedaleko granicy czeskiej, jest fajne miejsce - ośrodek wypoczynkowy, w którym zaszyliśmy się na tydzień. Zrobiliśmy tam sobie bazę, bo nie chcieliśmy, by cokolwiek nas rozpraszało. Chcieliśmy spędzić czas tylko z instrumentami. Tam zrobiliśmy ok. 30-40 proc. materiału, a finalnie płytę nagrywaliśmy w Gdańsku.

WW: Moje skojarzenia pomknęły w kierunku okładki U2 z "Unforgettable Fire", gdzie mamy zdjęcie zespołu na tle zamku porośniętego bluszczem. Jak będzie wyglądała okładka waszej płyty?

Piotr: (śmiech) Jest kilka pomysłów, ale nie będzie to budynek, tylko coś bardzo tajemniczego, związanego z nazwą płyty.

Artur: Największa tajemnica naszej okładki jest taka, że nie wiemy, jak będzie wyglądała. (śmiech) Rozmawiamy, angażujemy najbliższych znajomych i cały czas na tym myślimy. Chcemy, by było to zdjęcie miejsca, które miałoby drugie dno.

WW: Co słuchacze znajdą na albumie, który pojawi się jesienią?

Stefan: Płyta powstawała dość długo. Znajdą się na niej numery między innymi z początków istnienia zespołu. Jest też sporo innego materiału. Zaskoczymy słuchaczy na pewno tym, że będzie to coś innego niż było na epkach. To będą nieco inne piosenki.

WW: Ale co to znaczy inne?

Stefan: Nie chcę używać stwierdzeń na zasadzie, że bardziej skomplikowane, trudniejsze, to nie w tym rzecz. One będą... Zbiłeś mnie z tropu tym pytaniem (śmiech)

Piotr: To będzie bardziej kwestia pracy producenta, który będzie próbował nasze piosenki podrasować jeśli chodzi o aranżacje. To też kwestia tego, że epki robiliśmy sami, a praca z producentem nieco zmienia klimat. Jest to fajny kompromis i nie robimy czegoś, czego nie chcemy. Niektóre utwory będą więc brzmieć znajomo, a niektóre bardziej eksperymentalne.

Stefan: Bardzo mocno doceniam zdanie ludzi z zewnątrz. Jeśli siedzi się przez rok czy dwa z utworami, w których się zakochujesz, odkochujesz i ponownie zakochujesz, to tracisz świeżość spojrzenia. Natomiast osoby, które mają doświadczenie, zajmują się tym na co dzień, potrafią spojrzeć na to nieco inaczej. Być może nie zawsze jesteś gotowy, by usłyszeć krytykę dotyczącą numerów, nad którymi spędziłeś mnóstwo czasu. Jednak finalnie okazuje się, że rady, które otrzymaliśmy od producentów okazują się trafne, co słychać na przykładach brzmienia utworów przed i po.

WW: Dlaczego wybraliście na lokalizację planu teledysku akurat Barcelonę?

Artur: Dostaliśmy kilka pomysłów na zrealizowanie klipu. Jedną z idei było nagranie materiału w jakimś słonecznym miejscu. A że termin był styczniowy, to i lista miejsc była ograniczona. Twórcy zaproponowali Barcelonę. I tu nie chodzi o to, że chcieliśmy nagrywać klip na tle sławetnych miejsc. Paradoksalnie, tej Barcelony w tym klipie prawie w ogóle nie widać, bo korzystaliśmy przede wszystkim z elementów streetartu, graffiti.

WW: Na koniec poproszę was jeszcze, byście powiedzieli kilka słów o sobie - jakie są wasze inspiracje muzyczne i w jaki sposób zaczęliście przygodę z muzyką.

Maks: Swoją przygodę z muzyką rozpocząłem dzięki starszemu bratu, który nie tylko pokazywał mi muzykę, ale zachęcał do gry. Padło na gitarę. Od dawien dawna, aż po dziś dzień, moim ulubionym zespołem jest Pearl Jam, choć teraz - w słoneczne dni - zasłuchuję się w siostrach Haim.

WW: Rozumiem, że zostało ci z Openera, gdzie zagrały chyba jeden z najlepszych koncertów na Tent Stage?

Maks: Tak, jak je zobaczyłem na scenie, zwariowałem. Nie znałem ich wcześniej. To był znakomity koncert. Wow. Sukcesem będzie, jak kiedyś zagramy wspólny koncert z siostrami Haim i poznamy się trochę bliżej (śmiech).

WW: Kto następny?

Piotr: U mnie sytuacja jest o tyle dziwna, że mając 16 lat nie myślałem w ogóle o muzyce. Byłem zakochany w deskorolce. Kiedy koleżanka zapytała mnie czy gram na gitarze - to zdaje się był efekt długich włosów - odpowiedziałem, że chyba zwariowała. Kilka miesięcy później dostałem pod choinkę gitarę i początkowo chciałem ją sprzedać. Jednak nastroiłem ją i spróbowałem zagrać Nirvanę. A potem już poszło. Po 4 godziny dziennie grywałem w piwnicy. Potem, podczas pobytu w Anglii, fascynowałem się Beatlesami, a kilka lat później kapelami jak Radiohead, Kings of Leon. Indie rock to rzecz, którą zaraził mnie ojciec. Lubię również odkrywać nowe rzeczy, z resztą jak mieszka się w Londynie, o trudno nie trafić na fajne zespoły. Zwłaszcza jeśli pracuje się jako inżynier dźwięku.

Artur: Moja przygoda z muzyką zaczęła się 20 czerwca 1997 roku. Na 7 urodziny dostałem od taty walkmana wraz z kasetą Metalliki. Moją pasją był również tenis, jednak poważne złamanie ręki przekreśliło moje szanse na dalszy rozwój w tej dziedzinie. Za odszkodowanie kupiłem sobie gitarę, a kiedy bas mi się znudził, zacząłem grać na bębnach i tak już zostało.

Stefan: Ja jestem "obciążony genetycznie" muzyką. Moja babcia była nauczycielką muzyki, mój pradziadek jest autorem do niedawna jedynej szkoły na waltornię w Polsce, natomiast moja mama uczy muzyki i gra na pianinie. Z kolei mój ojciec, który uzdolniony muzycznie nie jest, zawsze kierował mnie w jej stronę. Nie wymienię konkretnych nazw zespołów, bo spędzam dużo czasu na szukaniu nowej muzyki i możliwe, że kiedy pojawi się ten wywiad, będzie to już coś innego. Dodam, że mam za sobą przeszłość muzyczną, jako że skończyłem szkołę muzyczną I stopnia. Jednocześnie czynnie uprawiałem tenis i w wieku 12 lat sądziłem, że gitara jest tematem zamkniętym, a będę zawodowym tenisistą, czego teraz po mnie nie widać (śmiech). Gitara, za sprawą kontuzji, wróciła szybciej niż się spodziewałem. I teraz rozwija się w pozytywnym kierunku dalej. Wszystko jest w naszych rękach!

WW: Dzięki za rozmowę!

***

Skład zespołu:
Piotr Kołodyński - wokal, gitara
Stefan Czerwiński - bass, gitara
Maks Mikulski - gitara
Artur Chołoniewski - perkusja

Włodzimierz Włoch

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.