Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Böse - Nie brak nam wyobraźni

26 Sierpnia 2015

Ciężko to zweryfikować, ale to prawdopodobnie jeden z zaledwie kilku na świecie zespołów nagrywający swoje jam sessions i wydający je w formie albumów. Każdy rodzaj sztuki ma jakieś ograniczenia, ale ich muzyka nie ma praktycznie żadnych. Przed Wami Böse.


Dominik Zawadzki: Istniejecie od roku a na waszym koncie jest już, jesli dobrze policzyłem, 36 (!) pełnych albumów. Nie sądzicie, że tak dużą ilością materiału utrudniacie nieco odbiór waszej muzy? Chodzi mi o to, że słuchacz może nie zdążyć porządnie osłuchać się z ostatnim krążkiem, kiedy wy już atakujecie następnym.

Bose: Faktycznie, zaczęliśmy grać razem w marcu 2014r. Pierwsze nagrania trafiły na bandcampa (platforma umożliwiająca zespołom udostępnianie muzyki - red.) 8 kwietnia, to był "Triglav". Od tego czasu publikujemy coś nowego kilka razy w miesiącu. Sami miewamy problem, żeby nadążyć ze słuchaniem starych rzeczy, ciągle pojawiają się nowe. Na szczęście każdy album różni się trochę od poprzedniego, inne kawałki, inna okładka, czasami inne brzmienie. To pozornie wygląda na przesyt, ale w tym natłoku każdy może znaleźć coś dla siebie. Jeden lubi na okładce czachy, a inny lubi krew, jedni lubią kolorowe, inni czarno-białe, możesz wybrać to, co ci najbardziej pasuje z tych 36 albumów. Jedno jest pewne: to zawsze jest jam. Nieustanne premiery napędzają nas do kolejnych nagrań. Każde nagranie to co innego, ale wszystko kręci się w zbliżonej stylistyce. Nie zachęcamy nawet do słuchania wszystkiego - ale jeśli się spodoba, sam się za to weźmiesz :)

DZ: Co oznacza nazwa Böse? Wiem, że to niemiecki termin, ale może sami wyjaśnijcie?

Bose: Böse to w języku niemieckim "zły", "zło". Idealna nazwa dla kapeli, która robi ciężką muzę. Ważny jest też diabelski umlaut w nazwie i ogólnie mroczno-rogaty image. Dla nas granie muzyki to nieustanna sublimacja. Grając wyciskamy z siebie emocje, często te negatywne, by je zamienić na energię, siłę potrzebną do grania. To nasz kop. Im głębie wchodzimy w granie, tym więcej z nas wychodzi, tym więcej energii w tym graniu. Większość ludzi określa muzykę Böse jako ciemną, mroczną, niepokojącą - nazwa dobrze to określa. Warto wspomnieć, że "böse" w niemieckim nie ma nacechowania negatywnego. Gdzieś w otchłaniach internetu pisał o nas pewien Niemiec i określił naszą muzykę jako "sehr böse" i kilkukrotnie jako "bösartig"... a my, z niemieckiego zieloni jak pietruszka, myśleliśmy, że w końcu doczekaliśmy się szczerej, negatywnej opinii.

DZ: Spotkałem się z określaniem waszej muzyki jako stoner rock, ale mam wrażenie, że to, co gracie jest jednak o wiele bardziej psychodeliczne i ciężkie od klasycznego stonera. Jak wy byście określili swoją twórczość?

Bose: Sami określamy nasz styl jako stoner rock. To pierwsze, co przychodzi do głowy. Drugie to heavy-psychedelic-dark-doom-blues. Podobno brzmimy bardzo doom'owo, więc ten styl też jest nam po drodze. Wydaje się, że jesteśmy czasem jak połączenie Sleep i Earth z domieszką Hendrixa (kochamy to nasze błotniste Wah-wah). Dużo w naszej muzyce rock'n'rolla, tylko że go nie za bardzo słychać spod tego całego błota.

DZ: Jakie granie/ kapele was inspirują? Jeśli stoner - to kto? Jesli inny gatunek - to samo pytanie :)

Bose:Wspomniany już Earth i Sleep na pewno. Oprócz tego na pewno Hendrix, All Them Witches, Black Sabbath, Electric Wizard i klasycy bluesa.

DZ: Jak wygląda nagrywanie kolejnych wydawnictw? Rzeczywiście wszystkie wasze kawałki powstają na zasadzie jam session? Nigdy nie przygotowywaliście materiału wcześniej?

Bose: Zmuszasz do zdradzenia Wielkiej Tajemnicy Böse! No dobra... Mamy w Opolu swoje własne kilka metrów kwadratowych do grania i nagrywania. To nasze ulubione miejsce w mieście! Spotykamy się mniej więcej raz w tygodniu. Przychodzimy, grzejemy lampy, gadamy, podpinamy kabelki do karty przy laptopie, zaczynamy grać by sprawdzić, czy sygnał płynie i... włączamy nagrywanie. Potem jest już tylko muzyka i magia. Zdarza się, że rzuci ktoś hasło: "Zagrajmy coś spokojnego, bo jestem zjebany, zmęczony" i wtedy faktycznie gramy nieco lżej, przynajmniej przez pierwsze 20 minut. Kilka razy chcieliśmy coś poustalać, nawet przygotować zawczasu jakieś riffy, ale to się po prostu nie udaje. Riffy najczęściej powstają po kilku minutach gry, same z siebie.

DZ: Jakie cechy trzeba mieć, by uprawiać taki rodzaj sztuki? Pewnie dużą wyobraźnię. Co jeszcze byście dodali?

Bose: Miejsce i ludzie tworzą swój własny klimat, który za każdym razem daje nowego kopniaka w zamkniętą szufladkę z pomysłami na nowe melodie i sposób grania. Ale wyobraźni nam nie brak, to fakt :) Do takiego grania trzeba być z pewnością osłuchanym w muzyce. Nie chodzi tu o ilość zespołów z jednego gatunku, a raczej o różnorodność stylów i chęć poznawania, otwarta głowa. To pozwala nam porozumieć się muzycznie - bez słów, samymi granymi dźwiękami. Jesteśmy wiecznie głodni nowych dźwięków, jeśli nie znajdujemy ich na świecie, to próbujemy nakarmić się sami. No i trzeba być upartym i wierzyć w swoje możliwości, aby w trakcie gry nigdy nie zabrakło Ci odwagi i pomysłu by grać dalej. Poza tym trzeba mieć poważny pociąg do miękkich narkotyków. Na pewno nie trzeba potrafić grać :)

DZ: Zdarza się wam odrzucać fragmenty sesji nagraniowych?

Bose: Z całego jam session z danego dnia do publikacji idzie z reguły 80-90% nagranego materiału. Odrzucane są kawałki, naszym zdaniem, słabe (choć zdarzało się, że pozornie słabe nagranie stawało się popularne po publikacji w serwisie bandcamp), z reguły są to rzeczy grane "na rozgrzewkę". Bywa też, że wycinane są początki utworów, no ale po co komu słuchać jak się stroimy, gadamy o kablach i pstrykamy zapalniczkami :)

DZ: Czy grając to, co wy, da się zaplanować przyszłość zespołu? Gdzie znajdzie się Böse za powiedzmy dwa lata?

Bose: W zeszłym roku byliśmy tylko grupką nieznających się, pokręconych zapaleńców, którzy trafili na siebie nieco przez przypadek. Nie mieliśmy nawet profilu na Fb! Teraz mamy za sobą ponad trzydzieści wydań internetowych, około dziesięciu wydań na CD (total DIY, płyty wypalaliśmy sami rozgrzanymi igłami), trochę kasy na nowe wydania i najważniejsze: mamy już stałych fanów naszej psychodelii. I to Oni są tu bardzo ważni, są z całego świata (USA, Wielka Brytania, Niemcy, Australia, Japonia - od jednego krańca świata do drugiego), słuchają i komentują to, co nagramy, ściągają i płacą (choć nie zawsze muszą - wiele dajemy za darmo lub za symboliczne 6,66 PLN). W zeszłe wakacje jeden niedługi komentarz sprawił, że poczuliśmy dodatkowy sens tego, co robimy. Powolutku liczba fanów rośnie, mamy nawet kilku w Polsce. A skoro jesteśmy tacy światowi, to nie ma co owijać w bawełnę: za dwa lata widzimy Böse na scenie Hellfestu! Ewentualnie na innych scenach innych festiwali lub klubów.

DZ: Istnieje jakaś scena muzyczna, z którą możecie się utożsamiać? Są jakieś inne zespoły na świecie uprawiający muzykę podobną do waszej?

Bose: Böse to brzmieniowo i muzycznie lata siedemdziesiąte, tak nam się wydaje... Więc może scena krautrockowa? Utożsamiamy się mocno ze stonerem i to pasuje najlepiej. Pytanie tylko jak duża jest scena stonerowa i jakie ma przebicie? Sprawdzimy i powiemy :) Z tego, co widzimy choćby na bandcampie, to kapel grających jamy jest trochę, ale w skali świata to mało. Spośród bardziej znanych kapel stonerowych to takie regularne jamy gra Earthless, ale opiera je na konkretnych kompozycjach. Wielu stonerowców lubi pojamować, ale takich kompletnie total-free-jamów nie gra za wiele osób... Wiele jest kapel jamujących po piwnicach, ale u mało kogo gitara gra "przeszkadzajki", a bas jest instrumentem prowadzącym :) Skromnie.

DZ: Jak wyglądają wasze koncerty? To kolejne jam session, czy jednak staracie się odegrać choć w minimalnym stopniu materiał z płyt?

Bose: Koncerty Böse to jam session tylko że krótsze niż cztery godziny i bez przerw na fajkę. Na pierwszym koncercie organizator musiał dać nam znak, że minął nasz czas i powinniśmy kończyć ten nasz prawie czterdziestominutowy kawałek. Jeśli ktoś z nas przypomniałby sobie coś z płyty i zagrał - to będzie zagrane coś z płyty, ale i tak nikt nic nie ustala. Za każdym razem czekamy co przyniesie wena. Staramy się nagrywać koncerty, żeby móc je potem wydawać, tak jak pozostałe jamy.

DZ: Gracie koncerty poza Opolem?

Bose: Póki co koncertujemy w Opolu. Czekamy na jakąś dobrą okazję do pogrania gdzieś indziej, jesteśmy gotowi niemal w każdej chwili z naszym audiowizualnym atakiem. Audiowizualnym, bo na koncertach staramy się oprawę dodatkową, albo światłami albo wizualizacją z np. z rzutnika. Nie chcemy, by te koncerty były tylko muzyką, mają być uderzeniem w każdy wrażliwy punkt.

DZ: Jak ocenilibyście zainteresowanie muzyką Böse? Jest duże, małe? Pytam, bo jednak jest to muzyka, której słuchanie wymaga pewnej dozy skupienia, co jak wiadomo nie wszystkim pasuje.

Bose: Zainteresowanie Böse rośnie powoli. Na początku docieraliśmy do kilku, może kilkunastu osób. Teraz docieramy do kilkuset słuchaczy, ale faktycznie słuchających i pobierających jest troszkę mniej. Staramy się nie promować na siłę, ale dbamy, by wieść o każdym nowym wydaniu trafiła, głównie dzięki Fb, do zainteresowanych tym stylem. Z drugiej strony, ilość płyt powoduje, że prędzej czy później fani takiej muzyki trafią na nas. Jeśli możemy, to staramy się czasem wysłać płytę do recenzji, ale póki co ledwo nadążamy z wydawaniem, aby dbać o takie szczegóły...

DZ: Wasze utwory są z reguły bardzo długie, ale na najnowszym "Hurricane" (album już nie jest najnowszy - red.) znalazły się kawałki nieco krótsze - "Pia" oraz "Xynthia". Zapowiedź zmian?

Bose: Wszystko jest kwestią chwili. Zdaje się, że w trakcie tej sesji któryś z nas uparcie starał się skończyć kawałki nim minęło 10 minut :) Czasem o długości utworu decyduje sytuacja, np. ktoś wejdzie do salki w trakcie grania, spadnie pałeczka, odczepi się kabel od efektu, albo przepali się jedyne światło... Możemy próbować grać krótsze numery (nawet mieliśmy taką prośbę z radia: "Fajnie gracie, ale trzy minuty łatwiej puścić niż trzydzieści..."), ale kiedy jest dobry flow, to nie ma już szans się zatrzymać. Najdłuższy numer "Art of Zen", ma 52 minuty. Najkrótsza jest "Xynthia" - 3:29. Ale to raczej nie stanie się normą. "Hurricane" to nagrania z końca kwietnia, wiele się już wydarzyło od tego czasu.

DZ: Dużą wagę przywiązujecie do oprawy graficznej - jak powstają okładkowe obrazki i czy mają związek z muzyką?

Bose: Okładka musi być, i musi być zawsze nieco inna od poprzedniej. No i musi być w miarę dobra, aby przyciągać uwagę. Nasze okładki powstają różnie, bywa, że któryś z nas coś narysuje, mamy też kilku znajomych artystów pomagających nam w tej materii (Krzychu Klusik "Jetpack Man Flying over a Landscape", Skan Danek "Sonic Meditation"). Większość jednak opiera się na temacie narzuconym przez tytuł wydania, a internet pełen jest darmowych obrazów, które tylko czekają by zrobić z nich jakiś ciekawy i psychodeliczny melanż.

DZ: Czy tytuły albumów i utworów mają jakieś znaczenie?

Bose: Większość tytułów wymyślana jest na bieżąco, w trakcie nagrywania. Bywa odbiciem naszych bieżących przeżyć, pogody za oknem lub stanu emocjonalnego. Przykładem może być "Against a fuse" - tytuł, który powstał po tym jak w trakcie nagrywania walczyliśmy ze starym lampowym Laney'em i bezpiecznikiem (spalił się w najbardziej newralgicznym momencie). Z kolei "Virgin goats" zainspirowany został faktem, że przez pół roku graliśmy w stodole, gdzie za ścianą mieszkały kozy (kończymy jam, a tu słychać w tle: meee, meee....). A czasami chcemy by po prostu brzmiał srogo!

DZ: Czy możemy się spodziewać w najbliższym czasie, że w muzyce Böse pojawi się jakiś rodzaj wokalu?

Bose: Wokal w Böse już zdążył się pojawić. Jesienią 2014 roku spiknęliśmy się z niejakim Lindeyem Lindstormem. Lindeyowi spodobał się nasz poboczny projekt - DM. Dograł tam swój zaimprowizowany wokal i odesłał nam. Miesiąc później śpiewał już z Böse. Robił to, z przerwami, przez pół roku, a potem wyjechał w świat, ponoć teraz jest rzeźnikiem w zachodniej Europie... Lindey zaśpiewał z nami na naszym pierwszym koncercie w Opolu, w klubie Piekarnia.

DZ: Czy widzicie możliwość rozszerzania muzyki Böse o nowe instrumenty lub brzmienia?

Bose: W Böse bardzo często pojawiały się np. różnorakie klawisze, nagrywane w trakcie sesji lub dograne (ale również improwizowane i zarejestrowane za pierwszym podejściem) dzień później. Brzmienie w Böse jest bardzo ważne, ale nieustannie coś się w nim zmienia. Albo pojawia się nowa zabawka do gitar, albo nowe możliwości w mixie. Najlepiej jednak słucha się nas na żywo. Głośność i emocje są wtedy na najlepszym poziomie. Tak naprawdę ogranicza nas tylko liczba kończyn. Mamy masę instrumentów i horyzonty na tyle szerokie, by zastosować je choćby i wszystkie naraz - tylko jak tu zajamować na harmonijce, cigar boxie, klawiszu i basie jednocześnie?

DZ: Dzięki wielkie za rozmowę :)

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.