Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


THE ROOKLES - Przyjaźń i melodie

27 Października 2015

Porównuje się ich do The Beatles, ale oni, choć od inspiracji się nie odcinają, chcą podążać własną drogą. O początkach muzycznej drogi, pasji i przyjaźni, które pozwalają pokonać przeszkody oraz oczywiście o wydanej niedawno płycie rozmawialiśmy z 3/4 składu The Rookles.


Dominik Zawadzki: Kiedy Was pierwszy raz usłyszałem trochę się zdziwiłem w sposób pozytywny. W ostatnim czasie większość zespołów inspirujących się muzyką brytyjską wybiera britpop lub jakąś inną bliższą naszym czasom stylistykę. U Was na pierwszy "rzut ucha" słychać The Beatles. Jak to się stało, że zafascynowaliście się właśnie liverpoolską czwórką?

Maciek Samul (bas): To się nie stało. Beatlesi byli obecni w naszym życiu właściwie od urodzenia. Przynajmniej w moim i Huberta. Stało się to przez ojca Huberta, a mojego wujka, który non stop puszczał nam ich płyty.

Hubert Gawroński (gitara / wokal): Ojciec miał ich całą dyskografię na winylach, nagrywał z telewizji wszystko, co było związane z Beatlesami. W moim domu byli od zawsze. Traktowałem ich trochę tak jak dalekich kuzynów, których nigdy nie poznałem. Oni zawsze byli obecni. Maciek też szybko złapał bakcyla. W pewnym momencie zamieniliśmy po prostu klocki Lego na gitary. Po domu walały się jakieś chińskie czy rosyjskie kopie gitar, na których uczyliśmy się grać. Oczywiście na początku były to bardzo nieporadne próby, ale z czasem ktoś coś podpowiedział, ktoś inny pokazał i szło to do przodu. Mi na pewno ojciec pokazał pierwsze akordy.

Maciek: To była generalnie wspaniała wymiana pokoleń. Wszyscy nasi rodzice, jak tu siedzimy, muzykowali, więc byliśmy w jakimś stopniu przygotowani na granie muzyki. To nie było tak, że używając wcześniejszej terminologii, bawimy się klockami, a tu nagle BUM! - muzyka.

Hubert: A jako że z Maćkiem jesteśmy braćmi, to zawsze spędzaliśmy sporo czasu razem. Bawiliśmy się w Żółwie Ninja, graliśmy w Mortal Kombat, ale również "w muzykę". Poznawaliśmy nowe rzeczy, bo przecież musieliśmy wyjść nieco poza tych Beatlesów. Maciek zaczął słuchać zespołów jak Red Hot Chilli Peppers czy Rage Against The Machine, a ja kopałem głębiej w przeszłości. Sendu (Kamil Sędek, perkusja - red.) ma swoje upodobania muzyczne. No i Piotrek , który słuchał rzeczy najbardziej współczesnych jak Kings of Leon. Może się zdziwi, ale myślę, że właśnie jego sposób podejścia do grania sprawił, że nasz styl oparty na myśli retro, odczytujemy zupełnie współcześnie.

DZ: Nazwę również macie inspirowaną The Beatles, prawda?

Maciek: Tak, ale również nowymi technologiami - chcemy żeby dobrze pozycjonowała się w wyszukiwarce (śmiech).

Hubert: Poważnie! Gdybyśmy chcieli nazwać się po prostu "Gawrony", byłoby po prostu The Rooks. Pomyśleliśmy, że chcemy nazwy bardziej unikalnej dla wyszukiwarek. Wpisując w Google "rookles" wyświetlamy się tylko my. Poza tym jakoś często inspiruja nas zespoły ze zwierzętami w nazwach jak Arctic Monkeys, The Turtles, High Flying Birds..

Maciek: Beatles...

Hubert: No tak (śmiech). Fajnie, że udało się powiązać nazwę z hołdem dla Beatlesów...

Maciek: I hołdem dla Huberta Gawrońskiego (śmiech).

Hubert: Boli nas tylko to, że nikt nie wypowiada tej nazwy poprawnie. Zawsze jesteśmy RUK-LES, ROKERS itd, a nie RU-KELS. Nikt nigdy nie czyta przecież BIT-LES tylko BI-TELS. No ale zobaczymy co będzie, jak już będziemy sławni (śmiech).

DZ: Powiedzcie co oznacza tytuł, który jak sądzę wszyscy czytają poprawnie.

Hubert: "Open Space" to tytuł dwuznaczny. Po pierwsze oznacza naszą otwartość na różne gatunki muzyczne. Oczywiście płyta oparta jest na rock'n'rollowym fundamencie, ale słuchając całości zauważysz elementy rapsodii, bluesa, funku... Lubimy zrobić coś na przekór - mamy np. pierwszy z brzegu "Don't Even Try". Zbudowany wokół klasycznego riffu The Who, potem są współczesne gitary Piotrka, o których mówiłem wcześniej...

Maciek: Wejdę Ci w słowo, bo odpływasz.. Na nazwy wpadamy zawsze na końcu. Tak było z nazwą zespołu, ale również płyty. Płyta była zrobiona i zaczęliśmy robić sesję zdjęciową i dopiero wtedy wpadliśmy na tytuł albumu. A że ja obracam się na open space 5 dni w tygodniu, to nam to przypasowało.

Hubert: I to właśnie to drugie znaczenie. Teksty piosenek to jakby głosy różnych osób z różnych stron traktujące o fundamentalnych sprawach. Miłości, zdradzie, porzuceniu, itd. Słuchając płyty masz wrażenie, że siedzisz na korporacyjnej stołówce, albo jesteś na fajku z pracownikami i słyszysz różne opowiadania z życia. Z jednej strony jakiś koleś przechwala się ile lasek zrobił w weekend, z drugiej strony, kilka metrów obok, dziewczyna ma rozterkę, bo właśnie zerwała z chłopakiem. Dwie osoby mogą stać obok siebie, ale mówić o miłości w zupełnie inny sposób. W tych tekstach możesz usłyszeć wiele wersji tych samych emocji - stąd skojarzenie z open spacem.

DZ: Skoro jesteśmy przy tekstach, to co powstaje pierwsze? Słowa czy muzyka? I czy teksty są w ogóle dla Was istotne, czy po prostu wokalista musi mieć coś do zaśpiewania, żeby nie śpiewał "la la la"?

Maciek: Oczywiście najpierw powstają melodie i jakieś szczątkowe teksty. Skupiamy się na melodii, którą tekst powinien dopełnić. Myślę, że dużo większy nacisk kładziemy jednak na to, żeby melodie czy aranżacje było dobre, a jeśli wpisze się w to dobry tekst, to super.

Hubert: Chyba nigdy nie napisaliśmy tekstu przed muzyką. Ale kiedy wiedzieliśmy, że powstanie album zaczęliśmy zwracać większą uwagę na teksty. Zdarzały się utwory, do których Maciek, nasz główny tekściarz, proponował 3-4 wersje tekstu. Niemniej najważniejsze jest dla nas, żeby kawałek po prostu dobrze brzmiał, choć chcemy też, żeby te liryki były o czymś.

DZ: Czyli mógłbym zadać pytanie: "co jest najważniejsze w Waszej muzyce i dlaczego jest to melodia?"

Kamil Sędek (perkusja): Melodia ma nieść cały utwór. Nikt nie zapamięta jakiego przejścia użyłem na perkusji albo jaki Maciek zrobił pochód basowy. Większość zwraca uwagę na melodię. Jest dla nas ważna, bo jest wizytówką utworu.

Maciek: Poza tym na początku istnienia zespołu ustaliliśmy między sobą, że numery mają być przede wszystkim melodyjne. Nawet jeśli ktoś przynosi na próby coś cięższego, bardziej funkowego, jak numer 12 na płycie, "Not Going Away", który ja przyniosłem (śmiech).... to ma być przede wszystkim melodyjny. Kiedyś komponując stawialiśmy na riffy. Miały być mega riffy, potem mega solówki, najlepiej długie na 2 minuty. Z czasem stwierdziliśmy, że nie to jest najważniejsze. Melodie zostaną w tych kawałkach, nawet jak ktoś je skoweruje, jak już będziemy sławni (śmiech).

Hubert: Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego orkiestry symfoniczne chętnie sięgają po Beatlesów, Queen lub Abbę, a nie na przykład Stonesów. Doszedłem do prostego wniosku, że to po prostu są zupełnie inne rzeczy. U Stonesów chodzi o drive, bluesowy feeling. A te zespoły, które wymieniłem wcześniej, ale też cofając się - Mozart, Beethoven, to wszystko są melodie. Melodia to absolutny fundament muzyki. Ale nieco odbiegając od pytania o melodie - fundamentem tej płyty i tego zespołu jest przyjaźń między nami. Czterech najlepszych przyjaciół po tylu latach nagrywa płytę. W najpiękniejszych snach nie mógłbym sobie tego wyobrazić. Mieliśmy po drodze sporo zakrętów i gdyby nie fakt, że się po prostu po ludzku kochamy, to tej płyty mogłoby nie być.

Maciek: Mówi o tym doskonale 12 kawałek na płycie (śmiech).

DZ: Jakie zakręty macie na myśli?

Kamil: Nie ma chyba sensu wymieniać w tym miejscu nazwisk czy nazw wytwórni, które nas nieco oszukały. Powiedzmy, że były pewne instytucje, które przetrzymały nas nieco swoimi obietnicami i planami wobec nas. Próbowały też maczać swoje paluchy w naszej twórczości. My z początku nieco nagięliśmy się temu i zrobiliśmy nieco inne piosenki niż początkowo zakładaliśmy. Na szczęście później wróciliśmy na pierwotną ścieżkę.

Maciek: Osobiście nie spodziewałem się, że trafiając do instytucji na poziomie, gdzie pokazują ci portfolio, mają swój dział promocji (słowo klucz), możemy zostać potraktowani tak mało profesjonalnie. Myślałem, że w takiej sytuacji naszym zadaniem jest dostarczać wytwórni jak najlepszy produkt, a jej zadaniem jest wykorzystać różne formy promocji, by tym produktem ktoś się interesował. Okazało się, że te osoby nie mają żadnej motywacji, żeby coś z tym robić. Straciliśmy na to rok. Teraz robimy to sami i okazuje się, że mając motywację robimy dużo więcej niż wymienione wyżej "instytucje" przez ten czas. Choć oczywiście były też osoby w porządku.

Hubert: Możemy chyba z imienia wymienić i pozdrowić Jana Kępińskiego z Jake Vision, który był wobec nas zawsze w porządku i bardzo nas wspierał. Ale żebyś lepiej zrozumiał dlaczego uważamy, że ktoś z nami postępował nie fair podam przykład. Poszliśmy do znanej wytwórni z materiałem, aby wystarali się dla nas o patronat w znanym piśmie rockowym. Usłyszeliśmy, że nic z tego, bo na tej płycie nie ma rocka, a poza tym panu Krzysztofowi Ścierańskiemu też nie dali patronatu. Dla przypomnienia - Krzysztof Ścierański to bardzo znany basista jazzowy. Takich absurdów i olewania po prostu się nie spodziewaliśmy. Mieliśmy po kilka miesięcy wstrzymywane umowy. Byliśmy zamrożeni. Nie mogliśmy grać koncertów. Nie mogliśmy nic. Jestem absolutnie dumny z promocji, którą robimy sobie sami w tej chwili. Chcę przy tym zaznaczyć, że wszystko, co się dzieje w sferze promocyjnej jest w 100 % naszą zasługą. Fonografika od początku miała być wyłącznie dystrybutorem płyty i na tym polu jej nie można nic zarzucić. Mam wrażenie, że w mniemaniu "instytucji", o której mówili wcześniej Maciek i Kamil, staliśmy się tylko bezdusznym produktem biznesowym. Tylko, że w tym wszystkim gdzieś zaginęło to co najważniejsze - muzyka. Przez to mamy taką dziurę w normalnym funkcjonowaniu zespołu od 2013 roku. Ale wyszliśmy z tego silniejsi i to jest najważniejsze.

DZ: Zostawmy te smutne sprawy. Chciałbym się dowiedzieć jak u Was wygląda proces komponowania. Wspominałeś, że jest dwóch głównych kompozytorów.

Hubert: Dwóch głównych było na pierwszej płycie. Wspominałem Ci o dziurze w funkcjonowaniu zespołu. W zespole nic się nie działo patrząc z zewnątrz. My jednak non stop tworzyliśmy piosenki, ogrywaliśmy je na próbach. W zasadzie mamy już materiał na kolejną płytę i chcę podkreślić, że zaczęli komponować i Piotrek i Kamil.

Maciek: Poza tym komponujemy też wspólnie. Chłopaki również na pierwszej płycie dołożyli swoje cegiełki. To nie jest tak, że zostaje przyniesiony na próbę utwór skończony na 100% i dowódca mówi co kto ma grać. Sporo materiału jest rozwijane na próbach. Tak było na przykład z 12 utworem na płycie, "Not Going Away" (śmiech). Nie no serio, napisałem go myśląc, że to będzie coś w klimacie The Rolling Stones, ale na próbie okazało się, że chłopaki mają zupełnie inną sugestię i wyszło coś zupełnie odmiennego. I też było super.

Hubert: Na naszych próbach wygrywa zawsze najlepsze rozwiązanie - dla piosenki, nie dla autora. Nie chcemy na siłę pokazywać swoich umiejętności, chociaż mamy już swój warsztat. Moglibyśmy włożyć w piosenki zdecydowanie więcej nut. Wolimy jednak wybrać te właściwe.

DZ: To, że słychać na "Open Space" wpływ The Beatles nie podlega dyskusji. Interesuje mnie jednak jak powstały te nietypowe rozwiązania, odbiegające od głównej linii - jak "Slide It Like A Man"?

Maciek: Z tym utworem wiąże się piękna historia, która zaczyna się ok 10 lat temu. (śmiech). Wtedy właśnie napisałem riff do tego kawałka. Odkryłem dla siebie AC/DC - okazało się, że "Back In Black" to nie tylko jedna piosenka, ale cała płyta i katowałem ją od góry do dołu. Potem mieliśmy perypetie życiowo - zespołowe i przez ten czas materiał bardzo mocno ewoluował. Pewnego dnia, po tym jak założyliśmy Rooklesów, Piotrek wziął ten riff i przemielił go po swojemu. Mam nadzieję, że nie będzie tego czytał, bo jeszcze uzna , że ma jakieś prawa w zespole (smiech). W każdym razie on dołożył do mojej fascynacji AC/DC sprzed 10 lat swoje funkowe jazdy sprzed lat 6. Później przynieśliśmy to na próbę, Hubert dodał swój wokal, Sendu perkusję. Ten utwór to mieszanka naszych przeróżnych gustów, które ewoluowały przez lata. Odwołując się do całej płyty, to jest w tych nietypowych elementach duża zasługa (nie chwaląc go, bo jest skromnym człowiekiem) Huberta, który do wg mnie skończonej formy zawsze potrafi dołożyć coś jeszcze. Ja bym pewnie o tym nie pomyślał, ponieważ jestem mimo wszystko muzycznym tradycjonalistą i trudniej mi z eksperymentowaniem.

Hubert: Cieszę się, że wspominasz o tych wszystkich smaczkach, bo mi po sesji nagraniowej płyty zostały w głowie przede wszystkim one. Uwielbiam harmonie gitarowe w stylu Queen w "Best Days Of Our Lives", czy wstawkę funkową w "The Balcony". Wszystko, co dzieje się w warstwie instrumentalnej w "The Balcony" czyli te cięższe rzeczy. Czy wręcz heavymetalowy riff Piotrka w... 12 utworze na płycie - "Not Going Away". Jest tego trochę. Fajnie, że to wszystko zauważyłeś, bo to właśnie chcemy mówić - nie jesteśmy The Beatles, choć są dla nas ogromną inspiracją. Jesteśmy The Rookles. Często zdarza się, że jesteśmy określani "polskimi Beatlesami"...

DZ: Pamiętaj, że nie unikniesz porównań...

Maciek: Ludzie lubią porównania. Te porównania nie wynikają z tego, że się kogoś plagiatuje, ale z luźnych skojarzeń. Ja też jak słucham jakiejś nowej kapeli to myślę "ale w stylu AC/DC czy Red Hotów". To tak jak mawiał Seweryn Krajewski, że ktoś "ma jakiś styl". Zespół może komponować coś zupełnie nowego, ale w jakimś stylu, który ktoś inny wcześniej stworzył. Nie unikniemy porównań.

Hubert: Poza tym to tylko 12 cholernych nut, które trzeba ułożyć w jednym ciągu. Wszystko inne to dodatki.

DZ: Wystąpiliście w Must Be The Music. Skąd ten pomysł, na który w sumie nie tylko Wy wpadliście, bo coraz więcej młodych kapel wybiera tę drogę?

Kamil: Poszliśmy na castingi do drugiej i trzeciej edycji i nie dostaliśmy się. Olaliśmy to, bo skoro nas nie chcą, to nie. Poszliśmy do tego programu świeżo po założeniu zespołu. Później udało nam się być udziałem takiej reakcji łańcuchowej - Seven Festival, zaproszenia do audycji radiowych, koncerty w Studio im. Osieckiej i raptem Must Be The Music odezwało się do nas samo (smiech). Dostaliśmy się więc tam nieco nietypową drogą. Ale program jest najciekawszy z dostępnych na rynku, ponieważ zostawia najwięcej pola artyście. Choćby to, że możesz zagrać swoją kompozycję.

Maciek: Oczywiście jest to telewizja, więc również po prostu produkt, ale przy tym wszystkim uczestnik w tym programie jest prawdziwy. Nikt tam nie koloruje, nie namawia do zmian, itd. Przynajmniej tak było za naszych czasów. Poza tym każdy zespół, który chce "wyjść z piwnicy", chce się dostać do telewizji. Do tej pory było to trudne zadanie. MBTM to była prosta ścieżka, żeby przez 2 minuty pokazać się 3 - 4 milionom ludzi w całej Polsce.

DZ: Sporą wagę przykładacie do warstwy wizualnej albumu. Płyta jest świetnie wydana! Jest tak rzeczywiście czy po prostu macie znajomych grafika i drukarza?

Maciek: Hehe, nie do końca (śmiech). Chcieliśmy, żeby okładka czy książeczka podobały nam się tak jak zawartość muzyczna. Zespół stojący na tle byle czego - nie o to nam chodziło. Zrobilismy burzę mózgów co zrobić. Potem ogarnęliśmy znajomych i wynajęliśmy open space'a. Chcielismy, żeby to był album - żeby muzyka była dopracowana, ale warstwa graficzna również. Jeśli ktoś kupi ten album drogą inną niż na torrentach, to dostanie coś w zamian.

Hubert: Ja jako kolekcjoner płyt zawsze muszę mieć szatę graficzną. Nie znoszę formatu mp3. Muszę to dotknąć, zobaczyć. Okładki z lat 60. czy 70. to dla mnie w wielu przypadkach czyste dzieła sztuki. W latach kiedy nie było internetu często wybierałem sobie płyty po okładkach. Tak było choćby z "Californication", dzięki któremu poznałem Red Hotów. Ten obrazek mnie zaintrygował. Chcieliśmy, żeby i tu działało jakieś przyciąganie. Żeby osoba patrząca na nią wiedziała, że się postaraliśmy. Mieliśmy dograne nawet takie szczegóły jak przedmioty na biurkach pracowników, których nikt poza nami nie ma prawa na okładce dostrzec (śmiech). Zdjęcia wewnątrz książeczki nie są przypadkowe. Każde odnosi się bezpośrednio do jednej piosenki. Jedynym zdjęciem, które nam wyszło totalnie spontanicznie była okładka płyty (śmiech).

Maciek: Z takimi twarzami? Musimy się odwrócić. Krótka geneza okładki (śmiech).

DZ: Podobno mieliście sporo materiału z poprzedniej sesji, który nie wszedł na płytę. Z naszej dzisiejszej rozmowy wynika, że napisaliście już jednak materiał zupełnie nowy już po nagraniu "Open Space". Co zrobicie? Połączycie te dwa światy? Czy jednak zostawicie stare rzeczy, a skupicie się na tych stworzonych ostatnio?

Maciek: Może najpierw o pozostałościach z sesji "Open Space". "You Can Cry", czyli taką delikatną miniaturkę akustyczną puściliśmy do internetu jako prezent dla fanów. Jest jeszcze drugi kawałek - "Ghost of the Past". Może Hubert?

Hubert: Kompletnie chory kawałek! Jest strasznie dziwny jak na nas. Jest zdecydowanie mocno rockowy, ma schowany z tyłu wokal. Gdybyś posłuchał tego numeru, pewnie pomyślałbyś, że to zupełnie inny zespół. Owszem, jest to fajne, ale tak odmienne, że chcielibyśmy wydać w formie jakiegoś bonusu. Kiedyś na pewno chcielibyśmy go na stronę B singla. Tyle, że w Polsce nie istnieje coś takiego jak single (śmiech).

Maciek: Cały czas tworzymy i tworzyliśmy nawet kiedy mieliśmy już nagraną "Open Space". Na koncertach pojawiają się już nowe kawałki. Podjęliśmy decyzję, że na 90 % w tym roku chcemy zacząć nagrywać drugą płytę.

Hubert: Z pewnością znajdą się tam utwory całej czwórki. Będzie to płyta o wiele bardziej zespołowa. Wydaje mi się, że pójdziemy bardziej w stronę utworów w stylu The Balcony" niż Fall In Love Again". Tak to widzę.

DZ: To może pokusicie się o przepowiadanie przyszłości? Jak widzicie Wasze przyszłe dokonania? Kontynuacja czy może rewolucja brzmienia?

Hubert: Chciałbym, żeby każda płyta była kompletnie inna. Przyznaję, że na drugiej płycie chciałbym użyć elektroniki. Byłbym otwarty na rozwiązania nowoczesne, oczywiście nie mówię tu o popowej papce. Marzy mi się, by dwójkę zrobić z jakimś alternatywnym producentem. Oczywiście jest to temat do przegadania. Wiem, że chłopaki są nieco odmiennego zdania. "Open Space" produkowaliśmy sami. Chciałbym, żeby osoba z zewnątrz spojrzała na utwory i powiedziała mi "słuchaj, a może byś spróbował tak...". Chciałbym poznać opinię choćby Leszka Biolika (muzyk m.in. Republika oraz producent - red.).

Maciek: Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby każda płyta była inna. Posłużę się przykładem Red Hot Chilli Peppers po raz kolejny. Oni zaczynali od takiego gównianego funku, potem była płyta stricte funkowa z dęciakami, potem trochę hard rockowa, "Mother's Milk", 'Blood Sugar Sex Magic", "Californication"... Każda z nich jest inna, ale każda to płyta RHCP - tam jest ich czuć. Słucham sporo Kasabian. To zespoł rockowy, ale marzyła im się płyta bez gitar. I nagrali płytę praktycznie bez gitar. Ale to jest nadal Kasabian. Ważne, żeby nie zgubić w eksperymentach swojej tożsamości.

Hubert: Jestem bardzo otwarty na eksperymentowanie. Ale nawet jeżeli pójdziemy kiedyś w jakąś bardzo szaloną stronę, to chciałbym żebyśmy zachowali harmonie wokalne, melodie i fundament - czyli naszą przyjaźń. Jestem spokojny o przyszłość naszej muzyki, jeśli uda nam się tego trzymać.

DZ: Dzięki wielkie za rozmowę.

Dominik Zawadzki

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Forum

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.