Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Riverside - progresywna trylogia

Riverside to zespół, który bez wahania określam, jako największą krajową nadzieję rocka progresywnego. Istnieje od 2001 roku. Ma na swoim koncie niezwykle udany debiut - "Out of myself". Przyjęcie płyty w środowisku było więcej niż entuzjastyczne. Trudno sobie wyobrazić, jak tak młody zespół, mógł nagrać tak dojrzałą i spójną muzycznie płytę, popartą doskonałymi tekstami? 2004 rok był początkiem ekspansji Riverside na rynki zagraniczne. Swoją europejską trasę, promującą album "Out of myslef" rozpoczęli od koncertów w Warszawie i Krakowie. Umówiłem się na wywiad z Piotrkiem Grudzińskim (gitarzystą) i Mariuszem Dudą (basistą i wokalistą), przy okazji występu w klubie "Loch Ness".

Mimo spartańskich warunków panujących za sceną (gdyż klub nie dysponował oddzielnym pomieszczeniem dla zespołu), udało mi się odbyć długą, blisko godzinną rozmowę, w której poruszyłem wiele aspektów ich twórczości. Odbyła się ona w dwóch częściach. Przedzielona została występem poprzedzającego Riverside zespołu "Żywioły", który, gdy zaczął grać, poziomem decybeli wymusił przerwę. Wywiad dokończyłem po ponad godzinnym secie Riverside, w czasie, gdy na scenie instalowała się Coma i było na tyle cicho, że słyszałem się wzajemnie z moimi rozmówcami.

Bartłomiej Biga: Jak myślicie, z czego wynika pewien paradoks. Otóż, mimo że wy działacie w myśl założenia, że nie będziecie się opierać na gigantach rocka progresywnego - tych, na których opiera się każdy młody zespół zamierzający grać ten gatunek muzyki, to jednak przez większość krytyków jesteście porównywani do Pink Floyd, Porcupice Tree, czy Marillion?

Piotr Grudziński: Porównania zawsze będą. A o tym, że ta muzyka wyszła z nas, a nie jest inspirowana dokonaniami żadnych zespołów, może świadczyć chociażby fakt, że każdy z nas słuchał innej muzyki - różnej od stylistyki Riverside. Chcieliśmy grać muzykę - i ona sama przyszła. A to, że teraz są porównania, to nie da się tego uniknąć - bo stworzyliśmy taką muzykę, a nie inną lecz nie było to wynikiem chęci grania podobnie do kogoś, kto był wcześniej.

BB: Faktycznie - bo patrząc na profile waszych poprzednich zespołów, to różniły się one znacząco. Czy spotkanie tych oddalonych od siebie gatunków muzyki, jakie każdy z was wniósł ze sobą, odbyło się łagodnie, czy też długo musieliście się docierać?

Mariusz Duda: Nie docieraliśmy się w ogóle. Nasze wspólne granie wyniknęło od razu na pierwszej próbie i od początku było takie, jak trzeba. Dzięki temu nie mieliśmy z tym żadnych problemów.

BB: Właśnie, opowiedzcie o tym dniu - jesienią 2001, kiedy to spotkaliście się pierwszy raz na próbie i jak to stwierdziliście "zaiskrzyło".

PG: Trzeba by sięgnąć jeszcze wcześniej. Po pierwsza próba zespołu X, w której uczestniczyłem ja, Piotrek (Kozieradzki-perkusista - przyp. BB) i Jacek (Melnicki -przyp. BB) - poza tym kolega, który grał na drugiej gitarze i basista. I wtedy jeszcze - szczerze powiem - nie za bardzo nam szło. Jednak w końcu Jacek, który dysponował własną salą prób, wypatrzył Mariusza (Dudę- przyp. BB). On przyszedł na próbę - i dopiero wtedy, gdy zagraliśmy wspólnie, zaiskrzyło. I dalej poszło już, jak z bicza trzasnął. Tak, jak wspomniałem wcześniej - nie było żadnych animozji, szukania kierunku. Po prostu zaczęliśmy grać muzykę, która wypływała z nas. I dlatego może tak dobrze to wyszło - bo nie musieliśmy się o nic kłócić. Muzyka, jakby sama się stworzyła.

BB: Zastanawia mnie fakt, jaki był cel wydania przez zespół, który ma już całkiem wysoki status w środowisku, mini-albumu "Voices in my head". Dlaczego nie pojawił się od razu normalny long-play?

PG: Sama idea mini-albumu pojawiła się w wyniku bardzo nagłej decyzji. Głównymi adresatami tego materiału są fani w Polsce, dlatego, że płyta "Out of myslef""w kraju ukazała się już ponad rok temu (w grudniu 2003 - przyp. BB), zaś na zagranicą - we wrześniu 2004 - czyli całkiem nie dawno. Chcieliśmy fanom w Polsce skrócić oczekiwanie na drugą płytę.

BB: Początkowo miał być to rarytas dla wąskiej grupy fanów - dostępny jedynie w waszym sklepiku internetowym, jednak duże zainteresowanie spowodowało, że był on też sprzedawany w innych miejscach. Jak bardzo jest on limitowany?

MD: Na pewno jest w mniejszej ilości, niż płyta "Out of myself" - to po pierwsze. A po drugie - trzeba zwrócić uwagę, że naszym debiutem zawiesiliśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę. I w związku z tym, chcieliśmy, aby drugi album był równie dobry. Dlatego też, chcieliśmy się do tego dobrze przygotować. Z racji tego, że w najbliższych miesiącach będziemy sporo koncertować, a i nagranie tego materiału zajmie nam jeszcze trochę czasu, to płyta zostanie wydana dopiero jesienią. Dlatego ten mini-album musiał powstać, głównie po to, aby potrzymać ten nasz status, o którym mówiłeś. Żeby pokazać wszystkim, że jesteśmy, żyjemy, mamy się dobrze i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.

BB: Na mini-albumie jest kilka utworów w wersji live. Czy macie w planach wydanie pełnego albumu koncertowego?

PG: Co tu ukrywać - chodziło nam o uatrakcyjnienie mini-albumu tymi piosenkami, zwłaszcza, że jeden utwór jest w znacząco innej wersji niż na płycie studyjnej. Chcieliśmy ją przez to wydłużyć i uatrakcyjnić.

MD: Choć pomysł jest dobry - na pewno kiedyś wydamy album koncertowy

PG: Ale dopiero wtedy, gdy będziemy mieć dwie, trzy płyty. Kiedy będziemy z nich mogli wybrać najlepsze numery. Bo samo wyjście na scenę i odegranie "Out of myslef" w wersji live, to byłoby to bardzo ubogie. Myślę, że każdy czuł by się tym rozczarowany. Będziemy chcieć zebrać w jednym miejscu takie utwory, na które ludzie czekają i dopiero wtedy powstanie taka płyta. Trzeba mieć się czym popisać, żeby taki album wydać.

BB: Na jakim etapie są prace nad nową płytą?

MD: Materiał mamy już skomponowany bez mała. Pozostaje nam tylko rejestracja tego w studiu. Sądzę, że wejdziemy do niego na przełomie maja i czerwca, gdy wrócimy z trasy koncertowej i odpoczniemy trochę.

BB: Co możecie powiedzieć o jej stylistyce?

MD: To będzie druga część trylogii, którą realizujemy. Tym razem będzie troszeczkę ostrzej, troszeczkę mroczniej. Jednak cały czas będą zachowane odpowiednie proporcje. Nadal będzie to styl Riverside, który już zdążyliśmy odnaleźć. Z jednej strony będziemy chcieli zaskoczyć, z drugiej zaś - udowodnić, że jesteśmy zespołem, który swój styl posiada.

BB: Czy czujecie ciężar ogromnych oczekiwań, jakie na Was spoczywają po tak udanym debiucie, że drugi album powinien być przynajmniej równie dobry?

PG: Presja zawsze będzie. Nas bardzo zaskoczyła popularność debiutu i tego co się wokół niego dzieje. Mamy świadomość, że poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Będziemy chcieli udowodnić i sobie, i innym, że jesteśmy dobrym zespołem - a do tego konieczne będzie nagranie wartościowej drugiej płyty.

BB: Czy próbował ktoś wywierać na was niezdrową presje, chcąc dyktować wam, abyście nagrali to, a zapomnieli o tamtym?

PG: My jesteśmy w takiej dobrej sytuacji, że jak do tej pory jesteśmy sobie sami - sterem, żeglarzem i okrętem. Dlatego nikt, oprócz nas samych, nie ma wpływu na to, jak rozwija się nasza kariera. Sami wszystko załatwiamy i to jest bardzo duży plus. Mam nadzieję, że to jest taka muzyka, że nawet jeśli pojawi się duża wytwórnia, to pozostawi nam wolną rękę. Bo to nie jest pop. Tę muzykę kupują ludzie, którzy wiedzą czego chcą.

BB: Wspomnieliście o jesiennej zagranicznej premierze "Out of myself". Jakie macie doniesienia z innych krajów? Gdzie płyta została przyjęta szczególnie dobrze?

MD: Wiemy, że płyta, jak na ten rodzaj muzyki, sprzedaje się dobrze. Może o tym świadczyć, chociażby rozmiar odzewu z innych krajów - informacji, recenzji, ciepłych słów i maili. Wiemy, że płyta ukarze się również w Brazylii, gdyż została wykupiona licencja. Nie wiem, jak wygląda sprzedaż w porównaniu z innymi wydawnictwami, jednak nie mamy powodów do narzekań.

PG: Z pewnością największy odzew jest z Europy i Stanów Zjednoczonych. Jednak miłe słowa docierają do nas ze wszystkich kontynentów.

BB: W 2004 roku odbyliście dwuczęściową trasę "Progressive Tour". Jak ją podsumujecie?

PG: Dzięki niej, w moim odczuciu - z brzydkich kaczątek staliśmy się osobami, które czują się trochę pewniej na scenie. I to dla mnie jest najważniejsze. Trasa miała, tak jak wspomniałeś dwie części - majową i październikową. Jesienią na koncerty przychodziło znacznie więcej osób, a to świadczy o tym, że płyta o wieści cały czas rozchodziły się także "pocztą pantoflową". Więc trasa była jak najbardziej trafiona.

BB: Występowały z Wami m.in. zespoły Anamor i Intricate Division. Czy planujecie jeszcze jakieś wspólne koncerty?

PG: Raczej nie. Ponieważ teraz staramy się generalnie organizować samodzielne koncerty. Sami organizujemy trasy i nawet wtedy czasem finansowo się nie wyrabiamy. Dlatego podjęliśmy decyzję, że będziemy grać sami - czasem z lokalnymi supportami.

BB: Dlaczego mimo wybornego przyjęcia Riverside przez fanów, po pierwszych występach nastąpiła roczna przerwa?

MD: Początek naszej działalności to były pojedyncze koncerty. Chcieliśmy sprawdzić, jak to zabrzmi, jak spodoba się ludziom? Natomiast nie byliśmy jeszcze zespołem z krwi i kości, który byłby zdolny grać trasy koncertowe. Poza tym nie mieliśmy jeszcze wydanej płyty. 15 marca, po koncercie na którym wydaliśmy demo, stwierdziliśmy, że skoncentrujemy się teraz na nagraniu płyty i dopiero później będziemy myśleć o koncertowaniu. Wtedy też zmienić się nam klawiszowiec na właściwą osobę - więc było sporo zmian.

BB: Czy zgadzacie się z zakwalifikowaniem "Out of myself" do grona dzieł, które są pesymistyczne, ale pozostawiają nadzieję?

MD: Dla mnie bomba - jak najbardziej. Takie jest przesłanie ostatniego utworu na płycie - "Ok.".

BB: Są tacy, którzy twierdzą, że sztuki nie powinno się oficjalnie interpretować, bo trafia ona indywidualnie do każdego człowieka - Wy jednak niejednokrotnie tłumaczyliście przesłanie płyty. Czy nie jest ono wystarczająco jasne, aby pozostawić je samemu słuchaczowi?

PG: My jako twórcy mamy prawo wyrażenia własnego zdania. Jednak nie chcemy nikogo kierunkować, aby myślał tak samo, jak my. Jednak mamy prawo do własnego zdania, którego jednak nigdy nie narzucaliśmy, ani nie będziemy narzucać.

BB: Który fragment Waszego debiutu należałoby uważać za punkt kulminacyjny?

PG: Ta opowieść ma kilka zwrotów akcji - była skomponowana pod tym kątem. Jest puenta, która jest bardzo wymowna, jak sądzę. Jest też kilka momentów kulminacyjnych.

MD: Dla mnie kulminacją była końcówka "Loose heart". Od tego momentu płyta już powoli się wycisza.

PG: No i jeszcze "Curtain falls".

BB: Czy identyfikujecie się z podmiotem tekstów z "Out of myslef"?

MD: Mogę śmiało powiedzieć, jako autor tekstów, że jest w tym sporo prawdy. Ponadto są pewne elementy, które sprawiają, że każdy z nas jest w stanie z tym podmiotem się utożsamić

BB: Zawsze piszesz teksty po angielsku. Czemu nie korzystasz z ojczystej mowy?

MD: Śpiewanie po polsku ogranicza naszą muzykę tylko i wyłącznie do tego kraju. A my zamierzamy wyjść do słuchaczy poza terytorium Polski. Muzyka, jaka jak rock progresywny, nie brzmi dobrze po Polsku. Zwracamy dużą uwagę na brzmienie. Zespół Riverside ma być zespołem światowym, dlatego musimy śpiewać po angielsku. Mam nadzieję, że w przyszłości będą nas znali nie tylko ludzie w Polsce.

BB: Chciałbym poruszyć jeszcze temat emocji, jakie wiążą się z waszą muzyką.

PG: Jeśli chodzi o mnie, to są to najprostsze emocje, które są w każdym z nas. I to staram się będąc na scenie przekazywać. Na "Out of myslef" są takie momenty, gdzie nie sposób "czegoś" nie poczuć. Mówię ?czegoś", bo nie potrafię tego nazwać. Każdy musi odpowiedzieć sobie na to indywidualnie.

BB: Na ile pozwoliliście komputerowi ingerować w "Out of myslef"?

PG: Dziś nie sposób uniknąć pracy z komputerem, bo jest to epoka cyfrowa - także w świecie dźwięku. Już sam proces nagrywania odbywa się na komputerze, który wielokrotnie nam pomaga. Na pewno za nas nie gra, ale jest bardzo pomocny.

MD: Wykorzystywanie komputera w studiu jest teraz standardem i nie możemy sobie pozwolić na to, aby się temu nie podporządkować.

PG: Być może kiedyś, jak będziemy sławni, piękni i bogaci, to pozwolimy sobie na ekstrawagancję nagrywania w jakimś archaicznym studiu, na lampowych brzmieniach.

BB: Czy sądzicie, że tak wymagająca muzyka, jak Wasza, ma szanse być zaakceptowana przez kulturę masową - w pełnym tego słowa znaczeniu?

MD: Myślę, że muzyka Riverside jest to swoiste balansowanie pomiędzy muzyką komercyjną i nie komercyjną. Komercyjną nie w sensie trafiania na listy przebojów, ale to, że w naszej twórczości dużą wagę przywiązujemy do wokalu i linii melodycznych. Chcemy, żeby to wpadało w ucho. A umówmy się, że 90% społeczeństwa słyszy w muzyce głównie wokal, a dopiero potem resztę instrumentów. To jest miły aspekt, że nasze piosenki podobają się ludziom, że przychodzą oni na koncerty, że pojawiamy się w niektórych rozgłośniach radiowych. Natomiast nasza niekomercyjność przejawia się w tym, że gramy rock progresywny, który ma to w siebie niejako wpisane. Bo kilkunastominutowe utwory lecą tylko w nocy. Cały czas balansujemy między jednym, a drugim.

BB: Jak wysoko sięgają wasze muzyczne aspiracje?

PG: Ja już spełniłem swoje muzyczne aspiracje. Bo wydaliśmy płyty, ta muzyka się sprzedaje - także zagranicą .To początkowo było poza granicami mojej wyobraźni. Słowo ciałem się stało i w pewnym momencie okazało się, że to wszystko jest już faktem. Jestem szczęśliwą osobą. Teraz każdy kolejny dzień, kolejny krok, jest jakby poruszaniem się po omacku. Na razie jesteśmy na fali i każdy krok jest na jakimś podłożu. Mam nadzieję, że nie znajdę się w takim miejscu, kiedy to spadnę w przepaść. Bo jak dotąd, każdy dzień jest kolejnym etapem spełniania moich marzeń.

BB: W jakich ilościach udało się wam, jak dotąd, sprzedać "Out of myslef"?

PG: W Polsce około 4 500 płyt. Zza granicy nie posiadamy jeszcze danych. Cały czas liczba ta rośnie. Bo każda trasa, każdy koncert, wpływa na sprzedaż. Promocję od początku robiliśmy sami. Nie pomagała nam żadna wytwórnia. Była to tylko i wyłącznie nasza praca i naszych przyjaciół. Pomógł nam bardzo Internet, jako medium.

BB: Czego powinienem wam życzyć na koniec?

PG: Powodzenia?

MD: I żebyśmy nie dziękowali (śmiech)

PG: Po prostu - kroków do przodu - powoli, ale konsekwentnie.

BB: Dziękuję i aby krok, który za chwilę postawicie - zagraniczna trasa koncertowa okazał się sukcesem.

Bartłomiej "Eternus" Biga

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.