Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

17 Października 2016

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi. Jako miłośnik analogowego sposobu nagrywania zgłębił korzenie bluesa i folku, a obecnie rozwija te inspiracje poszukiwaniu własnego stylu. 21 października br. ukaże się jego siódma już płyta "W trawie. I inne jeszcze młode", która podsumowuje dotychczasowe dokonania i będzie jednocześnie zapowiedzią kolejnego wydawnictwa.

fot. Zija Pióro
fot. Zija Pióro

Włodzimierz Włoch: Kiedy Cię po raz pierwszy usłyszałem - i nie jestem tutaj pewnie odosobniony - pomyślałem: o nie! Znowu "Maleńczuk". Nie denerwują Cię te porównania, a to do "barda z Krakowa" a to do Grzegorza Ciechowskiego?

Limboski: Czasami tak. Ale rozumiem to. Bo tak działa nasz umysł - poszukuje rzeczy, do których może przyrównać jeszcze niepoznane, by lepiej zrozumieć rzeczywistość. Jeśli zaś chodzi o Maleńczuka, to ma piękny głos, jest bardzo inteligentny i w sumie bardzo go lubię, więc niech już będzie, że mnie do niego porównują (śmiech).

WW: W Twoim głosie słychać charakterystyczną chrypę. Zastanawiam się, czy to wynik dużej ilości spożywanego alkoholu, czy może papieroski, które widzimy na okładce twojej nowej płyty?

Limboski: Nie. To nie wpływa na mój głos. Oczywiście, jako urodzony w tym kraju i wychowany w małej miejscowości, nie unikam alkoholu, ale nie wydaje mi się też, bym pił przesadnie dużo. Miałem nawet okres totalnej abstynencji. Ale trzeba powiedzieć, że jako społeczeństwo pijemy za dużo. Nie żebym miał potrzebę pisania diagnostycznych tekstów odnoszących się do polityki czy do społeczeństwa, ale jeżdżąc w trasy po knajpach widzę przykre skutki jego nadużywania. Chodzi mi o równanie do średniej, a raczej równanie w dół. Polska to taki chłopski naród. Rządzi disco-polo, kiełbasa, hot-dog na stacji, a do tego wóda oraz najebka w weekend. A to nie są dla mnie interesujące aktywności. A ten papieros to ziołowy papieros, z polskich konopi siewnych. Więc no tak, cóż... (śmiech). Nie jestem teraz abstynentem, ale staram się unikać ciężkich uzależnień, czy są to papierosy, czy alkohol, czy jakiekolwiek inne środki, a czasem nawet ludzie. Trzeba trzymać się prosto.

WW: Gdzie szukasz w takim razie używek?

Limboski: Ja znajduję je w szeroko rozumianej sztuce i ekspresji. Można robić w życiu mnóstwo ciekawych rzeczy i wcale nie chodzi tutaj o to, że są one bardziej wyjątkowe czy lepsze z założenia niż schlanie się w sobotę, ale są na pewno ciekawsze. Ja już tyle razy schlałem się w sobotę, że teraz odpuszczam.

WW: Jeszcze jedno pytanie na rozgrzewkę - jesteś przesądny? Płyta "W Trawie. I Inne Jeszcze Młode", która będzie miała premierę 21 października, liczy trzynaście utworów.

Limboski: Byłem kiedyś na wakacjach w Budapeszcie i w małym miasteczku nad Dunajem zawitałem do sklepu z dywanami. Tam spotkałem najbardziej przesądnego faceta w moim życiu. Zaprezentował wszystkie rodzaje zabobonów. Kiedy tuż po wejściu położyłem reklamówkę z zakupami na podłodze, sprzedawca zdębiał i od razu przeniósł ją na stół. Potem, kupując dywan, próbowałem stargować cenę. Zszedłem do pewnego poziomu, a on obniżył ją jeszcze - do okrągłej liczby - chyba 10 tys. forintów. A to niby dlatego, że targowanie się do nieparzystej kwoty przynosi pecha... To było niesamowite! A do tego na koniec stłukł lustro. I w takim kontekście nie jestem przesądny. Choć z mlekiem matki wysłałem jeden przesąd: kiedy gdzieś wyjeżdżam, czegoś zapomnę i wracam, to muszę na chwilę usiąść zanim wyjdę ponownie. I robię to absolutnie automatycznie. Bo gdyby się nad takimi rzeczami zastanawiać, można by zwariować.

WW: Zastanawiałem się, czy myślisz, że "13" przyniesie ci szczęście lub pecha?

Limboski: A co byłoby pechem?

WW: Wiesz, to już siódmy album w twoim dorobku, co jednak - jak podkreślasz w wywiadach - nie przełożyło się na sprzedaż czy frekwencję na koncertach. Więc np. niepowodzenie w postaci sprzedaży płyty poniżej oczekiwań, mogłaby być rozpatrywana w kwestii pecha. Czy może dla Ciebie to w ogóle się nie liczy?

Limboski: To nie jest tak, że to się w ogóle nie liczy. Ze sprzedawaniem, kupowaniem i pieniędzmi jest tak, że jak myślisz o tym za dużo, to jest niedobrze. Jak za mało, to też niedobrze. Więc nie jest tak, że się nie liczy. A ja robię to, co robię już dość długo. I do tej pory większość tych płyt - powiem tak - nie miało szczęścia do promocji, wszystkie na większą skalę pozostały niezauważone. Ale to nie byłoby coś, co by mnie zatrzymało i wprowadziło w stan depresji. Ja i tak to robię i dawno przestałem się zastanawiać nad tym, czy to ma sens, czy wystarczająco ludzi przyjdzie na koncert.

Poza tym, w przeszłości byli artyści, którzy przeżywali o wiele gorsze historie niż, powiedzmy, znikoma ilość publiczności na koncertach. A ci, którzy robili to po coś, mieli silny imperatyw twórczy i tak tworzyli, nawet jeśli byli np. zakazani przez cenzurę...

WW: ...choć bywało, że doceniono ich dopiero po śmierci...

Limboski: (śmiech) Tak...

I owszem, chciałbym, żeby ludzie przychodzili na koncerty, żeby było ich coraz więcej, chciałbym, aby mój zespół grał i zarabiał godziwe pieniądze. I żeby piosenki docierały do ludzi, którzy mają wrażliwość odpowiednią do tych piosenek. A jeśli im się te piosenki podobają, to w związku z tym chciałbym, aby mieli do nich dostęp. Bo problem na polskim rynku polega na tym, że jest dużo fajnych artystów, których warto by posłuchać, ale trudno się o nich dowiedzieć.

WW: Co według ciebie jest powodem, że mimo - jak powiedziałeś mnóstwa fajnych artystów - nie znajdują oni poklasku publiczności. Dlaczego ludzie nie są ciekawi nowych rzeczy?

Limboski: Sądzę, że ludzie są ciekawi nowych rzeczy, ale na takim poziomie podstawowym, mentalnym, trochę brakuje pewnej kultury i szacunku do muzyki na żywo. To natomiast sprawia, że menagerowie i organizatorzy imprez boją się pewnych rzeczy robić i boją się, że koncert się nie sprzeda, jeśli nie będzie na nim kogoś, kto jest na scenie już od 30 lat. Drugi powód, który zauważyłem w ciągu kilku lat działalności to fakt, że brakuje tzw. autorytetów, które ustalają trendy, tworzą gusta. Tak to chyba działało np. w latach 80. na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia, gdzie był jakiś autorytet. Mam wrażenie, że teraz tego nie ma...

WW: Teraz dostęp do muzyki jest niemal nieograniczony, ale nie ma tego sita, które pełni np. taki autorytet. Powiedziałeś też o kulturze i szacunku do muzyki na żywo. Mnie wkurzają ci, którzy przychodzą na koncert, ale zamiast skupić się na muzyce, rozmawiają i przeszkadzają w odbiorze. Zwykle dzieje się to podczas występu supportu.

Limboski: Niestety, tak jest. Być może dlatego, że jest ogrom rzeczy, którymi atakuje się tych, którzy mają wolny wieczór i chcą z nim coś zrobić. Kiedyś było tak, że na koncert w mieście wielkości np. Częstochowy, szli wszyscy, bo nie było innych propozycji. A teraz jest tych koncertów 10. Wszystkie są mniej więcej podobnie słabe (śmiech), albo podobnie dobre. I łapię się często na tym, że gram od kilku lat w jakimś mieście, w różnych miejscach i nie mogę znaleźć odpowiedniego. Bo np. w jednym dowiaduję się, że klub jest taki, że zwykle koncerty są słabe, albo że dają tam też dyskoteki; w drugim, że jest fajny, ale za daleko; a w trzecim jeszcze coś innego. Niby fajnie, że grałeś, ale w złym miejscu, i za daleko. A i jeszcze za drogo, bo bilet był po 30 zł, czyli w cenie trzech piw...

WW: Ale co powinniśmy zrobić my, dziennikarze, czy wy, artyści?

Limboski: Ja po prostu gram koncerty i jeśli ktoś podczas nich przeszkadzał, to wykorzystywałem siłę mikrofonu, przerywałem koncert i prosiłem o ciszę, albo nawet wypraszałem. Nic więcej chyba na razie nie mogę zrobić. Ta mentalność będzie się zmieniać i ewoluować. Nie wiem, w jaką stronę, ale mam jednak nadzieję, że w dobrą.

WW: W dobrą stronę poszedł mój odbiór płyty "W Trawie. I Innych Jeszcze Młodych", kiedy w utworze "Ja nie boję się śmierci", usłyszałem fragmenty utworu Pink Floyd. Jak zagrywka z "Breathe" znalazła się na twojej płycie?

Limboski: Nie było to do końca zamierzone działanie. Zwłaszcza, że nie słuchałem jakoś szczególnie Floydów. A już na pewno nie sięgnąłem po ten utwór dlatego, żeby się pochwalić, czy podzielić moją miłością do nich. W "Ja nie boję się śmierci" jest taka charakterystyczna harmonia i nagrywając ją w studio nie mogłem się powstrzymać, by nie zagrać tego motywu "slajdem", a potem pojawiła się sugestia z wytwórni, by jednak podać informację, że jest to inspirowane Floydami, żeby nie pojawił się zarzut, że to plagiat, więc tak wpisaliśmy do książeczki...

WW: Wygląda to bardzo ładnie. Autor: Limboski, łamane na Roger Waters, łamane na David Gilmour...

Limboski: (śmiech) No tak, rzeczywiście.

WW: Choć nie wszystkie utwory przypadły mi do gustu, to otwarcie płyty z "Świat to kwiat", "Ani ani", które mają dla mnie taki nieco Trójkowy, a nieco knajpiany klimat i z "Syrenkami", gdzie twój niski i chropowaty głos jest najbardziej wyeksponowany, polubiłem od razu. Chciałem jednak zapytać o inspirację do warstwy tekstowej i temat przewodni płyty.

Limboski: Nie są to teksty, które są jakimiś zasłyszanymi opowieściami, to raczej teksty pisane z mojej perspektywy i są oparte na moich przeżyciach. Keith Richards powiedział kiedyś, że muzyka i teksty do niej powinny wykorzystywać przeżycia twórcy, ale mówić coś innego, coś bardziej uniwersalnego. I tak staram się tworzyć. Jeśli zaś chodzi o główne tematy, które poruszam, to są to miłość i umieranie. To dwa przewodnie tematy, od których nie ma lepszych w rock'n'rollu. To interesuje i dotyka nas wszystkich niezależnie od tego co gramy, czego słuchamy. To właśnie takie uniwersalne tematy.

WW: Zastanowiła mnie np. piosenka "Wesołe rozmowy z otchłanią". Jak zdefiniowałeś tę otchłań? Bo można ją interpretować na różne sposoby - nawet pod kątem religijnym.

Limboski: Wiesz, używamy pewnych słów nie zawsze do końca świadomie. Zwykle podświadomość zwraca twoją uwagę na pewne słowo z nie do końca jasnych powodów, więc dlatego dobrze jest nie szukać podpowiedzi, jak coś zinterpretować, bo to jak coś rozkładasz na czynniki pierwsze, wynika z twojej podświadomości i z twoich doświadczeń. Więc dla mnie otchłań nie ma konotacji z chrześcijaństwem, ale otchłań - te setki sytuacji, w których słyszałem albo poczułem to słowo - ma dla mnie znaczenie. Ale to, co w otchłani słyszy osoba, która mnie nie zna, a słucha tylko piosenki, to może być coś zupełnie innego. No i teraz ta zagadka. Czym ta otchłań jest? To na pewno coś, co jest przepastne i niebezpieczne i ona na pewno istnieje. A reszta jest w piosence. (śmiech)

WW: Do tych religijnych aspektów nawiązałem pół żartem pół serio. A to dlatego, że na płycie znalazł się też utwór "Jezus był słaby". Przyznasz, że to dość prowokujący tytuł?

Limboski: Rzeczywiście. Ale muszę też powiedzieć, że przeczytanie w internecie komentarza pod tym utworem w stylu "Sam jesteś słaby", sprawiło mi lekką, perwersyjną przyjemność. Nie mam żadnej misji społecznej, ale warto od czasu do czasu przypomnieć reprezentantom pewnej koncepcji filozoficzno-religijnej, że istnieją też inni. Więc pod tym względem nawet się cieszę i cieszyłem się z "wrogich" komentarzy do tego utworu. Pomyślałem sobie: O! Wreszcie coś! Jest jakaś reakcja, coś się dzieje! (śmiech).

WW: Aczkolwiek jest to mega dziwne, że możesz wyrazić swoją dezaprobatę dla artysty tylko na podstawie tytułu.

Limboski: Tak, choć nigdy nie zdarzyło mi się to podczas koncertu, rozmowy, czy bezpośredniego kontaktu. Tylko internet pozwala na taką reakcję. To medium ma swoje dobre strony, ale ma i tą złą związaną z poczuciem bezkarności. Możesz tam rzucać, że Limboski jest słaby, że Wajda, Wałęsa i inni są słabi, że to czy tamto jest pojebane. A do tego są jeszcze tematy, które niemal same z siebie wyzwalające agresję - np. polityka czy religia. Powiem ci, to wszystko jest słabe. (śmiech)

WW: Tęsknisz za czasami bez internetu? Jesteś bardziej analogowy? Może na to wskazywać chociażby poprzednia płyta "One Man Madness" - pierwsza od około ćwierćwiecza polska płyta winylowa wyprodukowana bez żadnego udziału technologii cyfrowej.

Limboski: Zarówno płyta jak i proces jej produkcji były dla mnie wyrazem tęsknoty za starymi czasami. Poczucia obezwładnienia tym natłokiem informacji i możliwości, które daje współczesny świat, cała ta technologia i postnowoczesność. Nie jestem analogowy w takim sensie, że zamknę się w studiu analogowym i wszystko będę nagrywał na setkę i będzie to wydane tylko na winylu, a zdjęcia na okładkę będą z kliszy, a sama okładka powstanie w 100 letnim studiu zajmującym się takimi rzeczami, do którego nie dotarła jeszcze cywilizacja. Wszystko jest narzędziem, ale oczywiście nigdy do końca w teraźniejszości nie wiesz, co jest błędem, ślepym zaułkiem, a co jest rozwojem. Jest pewne niebezpieczeństwo w tym, co daje cyfrowy, nowoczesny świat. Świat, gdzie już nie odsłuchujesz winyli, kasety czy CD, a włączasz spotify i przesłuchujesz 300 utworów, a wszystko zlewa ci się w jedną magmę... I już nawet nie wiesz, co ci się podoba, a co nie. Trochę przypomina mi to np. wyjście do supermarketu i kupienie skrzynki najtańszego piwa, bo jest w promocji. Ładujesz tę skrzynkę do coraz większego auta. Kupujesz, bo jest dostępne, bo musisz zapełnić twoją coraz większą lodówkę. Mnie natomiast bardziej interesuje kupienie jednego, zajebiście dobrego piwa i delektowanie się nim. Hmm. Ale ostatecznie nie jest to takie ważne przecież...

WW: No tak. Ostatecznie wszyscy umrzemy.

Limboski: (Śmiech) Tak, dokładnie.

WW: Płyta "W Trawie. I Inne Jeszcze Młode". Jakbyś ją scharakteryzował? Czego słuchacz powinien się po niej spodziewać?

Limboski: Przez ostatni rok, czy dwa przestałem koncertować z zespołem, grałem raczej kameralnie, akustyczne i solo. Byłem w Indiach, zrobiłem projekt Naked Mind - zespół grający muzykę świata, improwizowaną. I przy tym wszystkim, niejako przy okazji nagrałem piosenki "Świat to kwiat" oraz "W trawie". Woycek Czern ze studia Rogalów Analogowy przekonał mnie, żeby przyjechać z zespołem i nagrać polską wersję piosenki "Park Song" z płyty "One Man Madness" czyli "W Trawie". I nie wiedziałem do końca, co mam z tymi nagraniami zrobić. Zastanawiałem się nad nagraniem całej nowej płyty, ale w końcu odpuściłem i powiedziałem sobie, że to na razie nie ma sensu. Ostatecznie po prostu wysłałem je do Trójki, oni zaczęli je puszczać, co pewnie doprowadziło do tego, że przyszła propozycja z Sony, by wydać płytę, na początek składankę.

Za tą płytą stoi jakby przekonanie, że to, co robiłem wcześniej, było w jakimś głębokim undergroundzie. I że nikt tego nie zna... I choć to do końca nie jest prawda, to rzeczywiście często spotykałem się ze zdziwieniem, że to jest takie fajne, ale czemu nikt tego nie zna... Tak więc te wszystkie piosenki nie są znane przez szerszą publiczność, choćby dlatego, że nikt tego nie puszczał w radiu, albo puszczał tylko przez godzinę... Więc ta płyta opowiada i pokazuje to, co było, co zrobiłem do tej pory.

Na płycie są utwory z płyt "Cafe Brumba" i "Verba Volant", które uznałem za najważniejsze oraz 5 piosenek, które powstały w ciągu ostatniego roku. To taka trochę zawiła historia. Np. "Rozmowy z otchłanią" powstały w sierpniu. "Ja nie boję się śmierci" została napisana dużo wcześniej, ale nigdy nie doczekała się fajnego nagrania. A piosenka, która będzie drugim singlem - to też piosenka sprzed paru lat, próbowałem ją nagrać już kilka razy. Teraz się udało i jestem bardzo zadowolony, że jej nie skreśliłem.

Płyta "W Trawie. I Inne Jeszcze Młode", to więc niejako podsumowanie przeszłości, bo teraz już pracuję nad nowym wydawnictwem, które ukaże się w przyszłym roku.

WW: Jak rozumiem będzie to zamknięcie pewnego etapu i nowe otwarcie?

Limboski: Tak, tak będzie. Aczkolwiek na tej płycie jest już ta jaskółka. Trzy utwory zostały nagrane z nowym zespołem i chórkiem trzech pięknych syrenek założonym w tym roku. I to wszystko się rozwija, jest energia wznosząca. Utwory, które brzmią najbardziej staro, albo - odnoszę takie wrażenie - emanują dla mnie taką młodzieńczością, mają garażową energię, są to utwory nagrane niedawno, w sierpniu, a te, gdzie słychać, że jest trochę produkcji, nagrane "na bogato", przestrzennie, to utwory najstarsze.

WW: Na koniec wrócę jeszcze do "Wesołych rozmów z otchłanią". To dla mnie taki utwór, który pokazuje, co jest na płycie - są i wesołe rozmowy, ale jest i też ta depresyjna i smutna dla mnie otchłań.

Limboski: Często bywałem opisywany jako typ smutasa, podobnie jak moja muzyka - pojawiały się porównania do Nicka Cave'a, Toma Waits'a. Opisywano moje melodie słowami: czarne, brudne, smutne. Ale ja widzę w tym, co robię, dużo głupawego humoru, który mam nadzieję jest zauważalny na koncertach. Nie utożsamiam się z smutnym graniem i jak np. czytam opis płyty w stylu: autor opisuje beznadzieję rzeczywistości i nieudane związki z kobietami, to ocieka to dla mnie takim zblazowaniem i frustracją, że nie mam tego słuchać ochoty. Owszem, zdarzyło mi się stworzyć coś co jest ewidentnie smutne albo melancholijne, ale jest to jakiś rodzaj energii, który ze mnie wychodzi. Nic z tym nie zrobię, ale nie było to moim założeniem, na zasadzie, że to ma być smutne, a na koncertach na scenie ma panować półmrok i ja będę taki mroczny.

A "Wesołe rozmowy", to jedna z najweselszych piosenek, które napisałem. I gram tam prawdziwą solówkę na gitarze (śmiech).

Włodzimierz Włoch

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Krzysztof Sokołowski - Nocny Kochanek - Muzyka Kochanka ma być w miarę prosta, ale nie prostacka (wywiad)Krzysztof Sokołowski - Nocny Kochanek - Muzyka Kochanka ma być w miarę prosta, ale nie prostacka

Nocny Kochanek to prześmiewcze alter ego heavy/power metalowego zespołu Night Mistress. Na debiutanckiej płycie "Hewi Metal" (dodajmy - rozchodzącej się jak ciepłe bułeczki) panowie mrużą oko do słuchaczy i nabijają... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.