Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Myslovitz - Trzy dni i trzy noce w Krakowie

Czwartego grudnia grupa Myslovitz wydała płytę "Skalary, mieczyki, neonki". Jest to dość niezwykły materiał, gdyż stanowi wyniki swobodnych improwizacji, a stylistyką znaczenie różni się od tego, do czego muzycy nas przyzwyczaili. Na początku grudnia zespół zagrał trzy koncerty promujące ten album. Były to pierwsze występy grupy w kraju, po przerwie spowodowanej wspólną trasą po Europie z zespołem The Corrs. Umówiłem się na wywiad z Przemkiem Myszorem przed ich koncertem w krakowskiej "Rotundzie" 7 grudnia. Z zadeklarowanych 15 minut zrobiło się 45.

Bartek Biga: Z pewnością zdajesz sobie sprawę, że będąc w Krakowie nie sposób ominąć pytania o wasz "Kraków". Co łączy was z tym miastem, że napisaliście o nim piosenkę, o tak osobistej wymowie?

Przemek Myszor: Ja nie mogę mówić za innych, bo nie wiem, jakie oni mają kontakty z Krakowem. Ale dla mnie już od lat, bo ja już młody nie jestem, to jest takie miejsce ucieczek. Przyjeżdżało się tu jak do innego świata - zresztą nadal tak jest. Jakbym wchodził po schodach na jakiś inny poziom. Nie chodzi mi tu o poziom cywilizacyjny. Czasami rozmawiam z Krakusami i tego nie rozumieją, natomiast dla mnie jest tu klimat, jest tu wszystko to czego bym potrzebował. Zawsze szczytem marzeń było dla mnie mieć tu mieszkanko. Nigdy przyznam, jak długo żyję, nie miałem możliwości, żeby pobyć tu trzy dni i trzy noce, a tak bardzo chciałbym to przeżyć. Poza tym dużo doświadczeń z mojej młodości, z okresu dojrzewania, wiąże się z Krakowem. Cały mój związek z żoną, też łączy się z tym miastem. Gdzie się nie ruszę, gdzie nie rzucę kamieniem, to zawsze Kraków... sam nie do końca rozumiem jak to jest.

BB: A czy jesteś w stanie zidentyfikować się z podmiotem tego tekstu?

PM: Na pewno trochę tak.

BB: "Kraków" to też bardzo udany teledysk, co właściwie dla was stało się już regułą. Dlatego tym bardziej dziwi mnie fakt, że nowego albumu nie będzie promował żaden klip?

PM: Dlatego, że nowa płyta to całkiem inna historia - inna estetyka. Już przygotowując Korove ("Korova Milky Bar" - przyp. BB) chcieliśmy wreszcie wymieszać tę naszą psychodelię z piosenkowością, czego tak na prawdę nie da się zrobić. To znaczy można, ale wtedy jest się drugimi The Doors.

BB: Wielu właśnie porównuje waszą nową płytę do stylu The Doors.

PM: Tak? Nigdy nie sądziłem, że nas ktoś do The Doors porówna, ale jeśli tak, to jest to bez wątpienia duże dowartościowanie.

BB: Czy to, że poszliście w stronę bardziej psychodelicznej konwencji, oznacza, że rezygnujecie z zabiegania o wysoką sprzedaż płyt?

PM: Mamy świadomość tego, że ludzie znają nas z radia, z przebojów, które lecą wszędzie, wypadają z lodówki... Nie ukrywam, że walczymy z tym wizerunkiem. Mamy świadomość, że ta płyta jest całkiem inna i dla ludzi , którzy znają nas właśnie tylko z radia, to dla nich ten materiał jest zupełnie niejadalny. To jest płyta przeznaczona dla fanów i oni dokładnie wiedzą, co na niej może się trafić. I dlatego postanowiliśmy jej jakoś nachalnie nie promować. Na początku w ogóle nie chcieliśmy oznajmiać, że ona się pojawi. Chcieliśmy powiedzieć o tym tylko na stronie internetowej, a płytę sprzedawać na koncertach i to w takiej prostej postaci - zwykły kartonik i płyta w środku. Początkowo wydawało się nam, że w ogóle nie będzie z tego ani jednego singla, ale "Życie to surfing" (w końcu wybrane na singiel - przyp. BB) to naprawdę fajna piosenka.

BB: Ale jak na singiel bardzo specyficzna, bo nijak się ma to przebojów, o których wspominałeś, a które były singlami w pełnym tego słowa znaczeniu.

PM: My mamy tego świadomość - i to się sprawdza, że nie wszystkie radia to będą grały. Prawdopodobnie z ogólnopolskich, to tylko Trójka będzie to emitować.

BB: A czy zagranicą zamierzacie ją jakoś promować?

PM: Myślę, że wydamy tę płytę zagranicą, natomiast promocja nie należy od nas. Bo gdyby to od nas zależało to byśmy się mocno promowali na zachodzie.

BB: Czyli nie udało Wam się podczas ostatnich muzycznych podróży po Europie nawiązać znaczących kontaktów, które by Wam to ułatwiły?

PM: Niestety - nie ukrywam, że nie mamy jakiś ważnych kontaktów i to jest duża trudność. To jest w ogóle działka firmy płytowej, bo sam takich znajomości nie jesteś w stanie uzyskać. Z naszej strony ogranicza się to do kontaktów z naszym wydawcą, który decyduje na jakich rynkach i przede wszystkim - w jaki sposób nas reklamuje... Gdybyśmy mieli osobiście takie kontakty, to pewnie w tej chwili nie siedziałbym tutaj, tylko musiałbyś ze mną telefonicznie rozmawiać, bo byłbym gdzieś w Berlinie, czy Londynie. Nie ukrywam, że mi też się wydawało, że będzie łatwiej, że wystarczy tam wydać płytę i reszta się potoczy dalej. Ale jednak tam bardziej niż tu widać, że jak nie masz marketingu, albo mówiąc inaczej - grubego portfela, z którego wykładasz pieniądze na reklamę, to nie masz szans. My tam nie znamy nikogo i możemy tylko zapłacić, za to, żeby ktoś nam pomógł.

BB: Czy Pomaton nie patrzy krzywym okiem na to, że wydajecie teraz płytę poza nurtem, z którego jesteście znani, do którego wszystkich przyzwyczailiście?

PM: Nową płytę - taką zdecydowanie piosenkową będziemy wydawać już przed wakacjami. Zaś "Skalary, mieczyki, neonki" to jest album o którym Pomaton wiedział, że go będziemy wydawać już wtedy kiedy przyszliśmy do nich z angielską "Korovą". Poza tym w pierwszym dniu sprzedaż przekroczyła 11 tysięcy, co jest na prawdę tak dobrym wynikiem, że nawet Pomaton może okazać się zaskoczony. Zobaczymy jeszcze jak to dalej pójdzie. Mam nadzieję, że Pomaton to przemyśli. Bo jeśli płyta rzeczywiście okaże się sukcesem, to będzie to znaczyło, że rzeczywiście warto też inwestować w inne rzeczy - niekoniecznie w nachalnie promowane single. Nam oczywiście dzięki temu, że mamy już pewną pozycję na rynku, takie trudne projekty jest o wiele łatwiej wydawać. I wracając do tej kwestii, że nawet teledysku nie będzie - nie promujemy tej płyty dlatego, że my nie chcemy jej sprzedać na zasadzie, że my ją komuś wciśniemy. Ja bym bardzo chciał, żeby ona się sprzedała w 500 tysiącach egzemplarzy, ale żeby ktoś ją kupił, dlatego, że chce, a nie, ze zostało mu to wmówione. Ja bym nie chciał, żeby przychodzili ludzie i mówili: "ja kupiłem waszą płytę, puściłem w samochodzie, rzygałem przez tydzień i teraz odniosłem do sklepu". Wiem, że wielu ludzi takiej muzyki nie lubi i dlatego chcieliśmy sposobem promocji tej płyty podkreślić, że jest to coś innego. Jak już wspominałem - promocja jest naprawdę bardzo ograniczona - nie będzie nawet drugiego singla. Jak Trójka i jakieś niezależne rozgłoście przestaną grać "Życie to surfing", to będzie to już koniec promocji.

BB: I wtedy już przyjdzie czas na tę płytę z piosenkami, o której wspominałeś. Materiał na nią jest już gotowy?

PM: Dopiero trzy piosenki mamy. Ostro ruszamy z tworzeniem od początku lutego.

BB: Czyli znaczy to, że w ciągu ostatnich dwóch lat nie mieliście prawie w ogóle czasu na komponowanie? Bo ponad dwa lata temu wyszła "Korova", potem płyta składankowa, teraz "Skalary, mieczyki, neonki", które są materiałem przygotowanym przed dwoma laty?

PM: Poniekąd tak jest. To wszystko co się stało przy "Korovie" bardzo nas zaskoczyło. Przecież "Skalary" miały wyjść 2 lata temu. Ale ponieważ przyszła zachodnia wersja "Korovy", to przedłużyło nam to cały okres promocji - sporo wyjazdów na zachód. W związku z tym nie spotykaliśmy się na próbach. A nie da się zrobić materiału pół roku wcześniej i potem po przerwie dorobić nowych piosenek, bo to wszystko będzie niekonsekwentne. Oczywiście komponujemy - każdy z nas gdzieś sobie coś tam nagrywa. Bo to też nie da się po prostu nagle przyjść bez przygotowania i z niczego stworzyć materiał. Zawsze ktoś przynosi funty (akordy - przyp. BB), albo całą piosenkę, albo jakiś pomysł, albo chociaż rytm. Ktoś zawsze musi przynieść rdzeń. Każdy z nas ma kilka pomysłów, zbiera w domu i od lutego będziemy je składać w jedną całość.

BB: Mówisz o wyjazdach na zachód. Podobno nie byliście zadowoleni z przyjęcia przez publiczność w Wielkiej Brytanii przy okazji koncertów z The Corrs? Z tego co wiem - narzekaliście, że nie było kontaktu z widownią, że wszyscy siedzieli i nie było żadnych reakcji z ich strony, a czasem można było odnieść wrażenie, że zaraz ktoś przyjdzie i powie - "jest za głośno - dziękujemy - żegnamy panów".

PM: Te koncerty znacznie różniły się od występów w Europie kontynentalnej, z racji tego, że to są dwa różne kręgi kulturowe. Z resztą The Corrs też było zupełnie inaczej przyjmowane, niż na kontynencie, choć przecież na Wyspach są popularni na maksa. Gdy my wychodziliśmy na koncert to było cicho. I dlatego pierwszy koncert w Anglii to była trauma totalna. Wychodzimy na scenę a tam wszędzie przed nami są siedzenia. Sala na 12 tysięcy osób, ale wszyscy siedzą. Cztery metry przed nami jest rząd siedzeń - długi na czterdzieści metrów. Ale jak się okazuje, tam gwiazdy popowe, grają po prostu w ten sposób - że w salach są rozłożone siedzenia - ta publika nie jest taka żywiołowa. Gdy my wychodziliśmy na scenę, była cisza. To jest bardzo nieprzyjemne. Bo jak wychodzisz na scenę i publiczność, nawet jak cię nie zna, to daje ci do rozumienia, że widzi, że wyszedłeś - jakieś gwizdy, dwa oklaski, cokolwiek. A tam była cisza, jak makiem zasiał. Mieliśmy wrażenie, że albo jest ciemno, albo po prostu nas nie widzą. Oczywiście po pierwszej piosence zaczynały się oklaski i nie było tak źle. Jeszcze mówiono nam, że publiczność angielska przyzwyczajona jest do tego, że się z nią komunikujesz. A nasz styl, jak wiesz, nie opiera się na komunikacji. My gramy swoje i raczej jest mało dialogów z widownią. I to tylko spotęgowało to wrażenie separacji, które czuliśmy. Ale sama muzyka się broniła. Bo to było słychać w przerwach między kolejnymi piosenkami - później już nie było ciszy, były za to oklaski i konkretne reakcje. Jednak same początki koncertów były dla nas o tyle dziwne, że wcześniej graliśmy w Europie kontynentalnej i jak gasły światła i my jeszcze nawet na scenę nie wchodziliśmy, to już publiczność wpadała w amok. Wszyscy się cieszą, bo gasną światła i zaczyna się impreza. A wtedy ty wychodzisz na scenę i czujesz się fajnie, bo nawet jeśli oklaski nie są spowodowane twoim pojawieniem się, to oni się cieszą, że czas oczekiwania się skończył. Jednak ty masz wrażenie, że oni cieszą się z twojego powodu. Poza tym publiczność przyszła po to, żeby się bawić. I to nawet w tych zimnych Niemczech. Co prawda - publiczność tam była trochę "kwadratowa", ale to Niemcy. Jednak nawet tam były konkretne reakcje.

BB: Jak długie były wasze występy przed The Corrs?

PM: Trzydzieści pięć, do czterdziestu minut.

BB: Mieliście bardzo dobry status - nie graliście jako support, ale jako gość specjalny.

PM: Tak - mieliśmy naprawdę świetny status. Byliśmy zdziwieni tak ciepłym przyjęciem przez całą ekipę. Mieliśmy równe prawa z nimi. Mieliśmy dostęp do pełni świateł, a nie tylko jeden reflektor, który miał rozświetlać scenę, bo kiedyś tak bywało - nie ukrywam. Mieliśmy pełnię dźwięku - nie było tak, że musieliśmy, jak support - grać o połowę ciszej To jest w ogóle zrozumiałe, bo jak wychodzi po tobie gwiazda światowego formatu, to nie musi grać głośniej. Mieliśmy taką przygodę w Niemczech, gdzie promotor lokalny trochę się oburzał, żebyśmy grali ciszej. Ale przyszedł akustyk The Corrs i powiedział: "z daleka od konsolety, to nie jest support, tylko gość specjalny, więc po co się wtrącasz!". To my z ich strony mieliśmy support totalny. Podczas koncertów, aż nam było głupio, bo to The Corrs nam dziękowało, że z nimi gramy, a to przecież my powinniśmy na to wpaść pierwsi.

BB: Podobno muzycy The Corrs przechadzając się po korytarzu nucili melodie z waszej płyty, bo tak bardzo przypadła im do gustu?

PM: Bardzo możliwe, ale ja akurat nie byłem tego świadkiem. Ja pamiętam za to, że Andrea opowiadała, że gdy dostały płytę, to puszczali ją na swoich imprezach tanecznych. I że się bardzo podobało - jednym bardziej "Behind close eyes", innym "Wieża melancholii", ale ogólnie rzecz biorąc cały materiał przypadł im do gustu.

BB: Dysponujesz danymi ile płyt udało się wam sprzedać dotąd zagranicą?

PM: Nie mam pojęcia. Ale sądzę, że gdyby to była sprzedaż jaką warto odnotować, to z pewnością bylibyśmy o tym poinformowani.

BB: Co z nowej płyty zamierzacie na stałe włączyć do repertuaru koncertowego?

PM: Dziś gramy dopiero trzeci koncert z tym repertuarem. Prawdopodobnie w lutym będziemy tę trasę kontynuować - nie za dużo - trzy, może cztery występy i dopiero wtedy zdecydujemy co na stałe wprowadzić. Myślę, że kilka rzeczy wejdzie ? na pewno "Życie to surfing", bo to singiel. Na pewno coś jeszcze, bo są to fajne utwory, które można wpleść między inne, na zasadzie oddechu, bo granie piosenki za piosenką nie jest najprzyjemniejsze. Mamy do wyboru nie tylko utwory psychodeliczne, ale część naprawdę lekkich kompozycji instrumentalnych. Może nawet jeden kawałek, którego nie ma na płycie, bo o nim zapomnieliśmy przy jej ostatecznym składaniu.

BB: Ale i tak jest na niej 70 minut muzyki.

PM: I to też był powód. Poza tym jest to 70 minut wybrane z 7 godzin.

BB: Jak wymyślacie takie niezwykłe, powiedzmy - psychodeliczne, tytuły płyt?

PM: (śmiech) W tytułach najlepszy jest Rojas (Artur Rojek - przyp. BB), ale akurat "Skalary, mieczyki, neonki" to jest pomysł Wojtka (Kuderskiego - przyp. BB). Z klawisza leciał dźwięk - taki bulgot, który kojarzył mu się z filtrem napowietrzającym w akwarium i tak zostało. To jest oczywiście totalny żart, który się jednak ucieleśnił.

BB: Są tacy, którzy twierdzą, że każda piosenka mówi o miłości. A to prowadzi do dużego ryzyka wtórności i banału. Wy ten temat traktujecie oryginalnie, ale niekonsekwentnie. Pytam o to w kontekście chociażby takich utworów jak: "Chciałbym umrzeć z miłości", "Miłość w czasach popkultury", "Dla Ciebie", "My", "Kraków", "Chłopcy"... Z czego to wynika?

PM: Nie można się ustawić do miłości w jednej stałej pozycji - w ogóle do żadnej emocji, nie możesz się ustawić w ten sposób. Piosenki pisze się w różnym czasie. Choć czy ja wiem, czy one tak bardzo się od siebie różnią? Może to wynika z tego, że nie mamy jednego autora tekstów i każdy odbiera to trochę inaczej. Na przykład piosenka "Chciałbym umrzeć z miłości" traktuje o jakimś ideale. Ja pamiętam, że kiedyś ktoś w telewizji rozmawiał na temat, jak chciałbyś umrzeć? Ludzie odpowiadali: łatwo, we śnie, uprawiając seks z kobietą. A ja się pytam, dlaczego nikt nie chciałby umrzeć z miłości? Wiesz - czasem miłość niesie z sobą radość, zadumę, melancholię, czasami dużo bólu - ma naprawdę wiele barw. To nie jest jeden kolor, który cię prześwietli. Bo dziś się cieszysz, a jutro ktoś wyjedzie i się martwisz. To jest jak z tęczą, jak z impresjonizmem - wszystkie kolory docierają do ciebie naraz, choć nie da się tego jednocześnie opisać. Tak jak sam powiedziałeś, łatwo jest przy piosenkach o miłości wpaść w banał, ale uważam, że warto się silić nie tyle na oryginalność, co na autentyczność w wyrażaniu swoich uczuć. Bo wtedy masz szansę przemycić coś naprawdę szczerego, nawet w nieoryginalny sposób. Trudno napisać coś wyjątkowego, używając takich słów, których nikt jeszcze nie używał, bo wtedy musiałbyś chyba stworzyć jakiś własny język.

BB: Czy nadal stoicie na stanowisku, że miłość w ujęciu zjawiska popkulturowego, trzeba wyśmiać i przedstawić ironicznie, a przy tym zdystansować się od owej popkultury?

PM: Absolutnie nie. My przecież jesteśmy częścią popkultury - usłyszysz nas w radiu, ludzie przychodzą na koncert, jesteśmy popularni...

BB: Ale mam wrażenie, że nową płytą chcecie się jakby odciąć od tego?

PM: Ja się nie odetnę od popkultury, bo ja się żywię, oddycham popkulturą - oczywiście nie tylko nią. Ale jest jej tyle wokół mnie, że ja jestem ubrany w popkulturę (tu pokazuje na swój sweter - przyp. BB). Natomiast to też zależy co się rozumie przez słowo popkultura. Dla mnie jest to cały świat, od którego nie możesz uciec. Dla niektórych to może być totalny plastik reklamowy. Zaś co do piosenki "Miłość w czasach popkultury", to sądzę, że ona też nie była specjalnie wyśmianiem czegokolwiek. To tak naprawdę była historia jednego z naszych znajomych, oczywiście przefiltrowana. Ale baza była oparta na nim. Ta piosenka jest tak napisana, że można odnieść wrażenie, że jest ona nieco...

BB: Prześmiewcza?

PM: Tak - ale to jest raczej taki ciepły śmiech. Nie chcieliśmy się nabijać z bohatera tej piosenki, bo każdy może się przecież znaleźć w takiej sytuacji. Zwłaszcza, że gdy to ty jesteś w środku i świadomość miesza się z podświadomością, to człowiek często zachowuje się śmiesznie - gdy patrzy się na to z dużego dystansu.

BB: A czy wasze postrzeganie rzeczywistości jest bliższe swierdzeniu: "jaki piękny jest ten świat" (cytat ze "Sprzedawców marzeń" - przy. BB), czy "wieczorami chłopcy wychodzą na ulice, bo wieczorami nie widać szarości" (cytat z "Chłopców" - przyp. BB)?

PM: Ja myślę, że to jest to samo. Bo "jaki piękny jest ten świat, wszystko czarno-białe..." (śmiech - przyp. BB)

BB: "jaki piękny jest ten świat, tylko czarne, białe, to jest proste widzę - wiem..." Czyli czarnobiałe w sensie oczywiste i jasno podzielone, czy smutne i bezbarwne?

PM: Raczej bezbarwne. A ta szarość, to była jeszcze inna szarość - mianowicie - wychodzisz na ulice i jest szaro, nieciekawie, nieprzyjemnie, nie ma dokąd pójść. Na szczęście ta sytuacja już od jakiegoś czasu się zmienia. Ta piosenka ("Chłopcy" - przyp. BB) choć ma już ładnych parę lat, to jest nadal aktualna. My dużo podróżujemy po Polsce i przyznam szczerze, że czasem zabrniemy w takie miejsca, że nie chce mi się wierzyć, że takie istnieją. Szczególnie jak się na to spojrzy z pozycji Krakowa. W Mysłowicach już i tak jest łatwiej. A kwestia tego "wszystko czarno-białe" to chodzi o to, że wystarczy sobie puścić radio, nawet takie, które lubię, kupić gazety, tylko nie te dzienniki, wiesz które mam na myśli? Nie chcę tu mówić nazw, bo nie zamierzam nikogo obrażać. Jednak media kreują kretyński sposób na wspaniały świat - na przykład - elity żyją tak i tak, dziś chodzi się w tym i w tym, a ty smaruj się tym i tym kremem, a prawdziwy mężczyzna nosi taką i taką bieliznę... Wszyscy mówią tam - dzisiaj jest ładnie, bądźmy pogodni - to taka cholerna polityczna pieprzona poprawność na codzień. To w ogóle nijak się ma do tego, że czasem wstałeś lewą nogą. Już nie mówię o tym, że czasem życie Ci się wali na łeb.

BB: Wspomniałeś o waszym rodzinnym mieście. Tam swego czasu ktoś próbował zrealizować pomysł postawienia wam pomnika. Wy się temu zdecydowanie sprzeciwiliście.

PM: I to był błąd (śmiech - przyp. BB). Teraz żałuję, że go krytykowałem. Bo gdybyśmy się do tego nie tylko przychylili, tylko tak mocno chwycili za gardło i oni by nam musieli ten pomnik postawić, to by się tak niesamowicie ośmieszyli. My się wtedy mocno tym wkurzyliśmy, ale właściwie to powinniśmy ukarać ich zmuszeniem do brnięcia w realizacji tego planu. Wtedy by mieli z tym mnóstwo problemów i jeszcze bardziej by się ośmieszyli.

BB: Czego byś chciał, żebym ci życzył na koniec?

PM: Przede wszystkim dużo zdrowia.

BB: Dzięki piękne za rozmowę.

PM: Dzięki. Mam nadzieję, że zostaniesz na koncert i usłyszysz, w którą stronę dziś nam pójdą improwizacje - ciekawe, jak Ci się to spodoba...

Bartłomiej "Eternus" Biga

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Ogłoszenia

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.