Zaloguj się. Nie masz jeszcze konta? Rejestracja »


Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

28 Lutego 2010

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój Wielkiej Brytanii. O koncertach w Leeds i Birmingham angielska prasa pisała w samych superlatywach, nazywając Europe rockowym dynamitem. O tym, czy są nim naprawdę już wkrótce (no, prawie wkrótce) będzie mogła przekonać się i polska publiczność. Między innymi o tym koncercie rozmawiam z wokalistą, Joey'em Tempestem przed koncertem w O2 Shepherd's Bush Empire w Londynie.

fot. Anna Grzesiuk
fot. Anna Grzesiuk

Małgorzata Sęczak: Ostatni raz rozmawialiśmy trzy lata temu, podczas waszej trasy "Secret Society". Powiedziałeś wówczas, że Europe jest w dobrej formie, ale stać was na jeszcze więcej. Nie pomyliłeś się, najnowszy album "Last Look At Eden" i obecna trasa dobitnie to potwierdzają.

Joey Tempest: Zgadza się (śmiech), teraz dopiero czujemy, że zespół jest w optymalnej formie. Wydaliśmy bardzo dobry album, który staramy się jak najlepiej wypromować podczas tej trasy. Pod koniec ubiegłego roku koncertowaliśmy w Niemczech przez trzy tygodnie, od początku tego roku gramy w innych krajach europejskich, obecnie tu, w Wielkiej Brytanii. Potrzebowaliśmy kilku koncertów, żeby się do końca dograć, ale teraz już wszystko brzmi właściwie, nawet mój głos. Koledzy z zespołu myślą podobnie, doskonale rozumiemy się na i poza sceną, także naprawdę jest to dla nas bardzo sprzyjający okres.

MS: Skoro to środek waszej trasy, możesz chyba pokusić się o pierwsze podsumowania. Z jakim przyjęciem ze strony publiczności się spotykacie? Czy któryś z koncertów zapadł ci szczególnie w pamięć?

JT: Prawda jest taka, że gramy dla różnej publiczności- w krajach południowych takich jak Hiszpania, czy Włochy ludzie przychodzą na koncert przede wszystkim po to, żeby poszaleć, reagują oni bardzo entuzjastycznie i głośno od samego początku. Niespodzianką była Ameryka Południowa- tam to dopiero panowało absolutne szaleństwo! Natomiast w Niemczech, czy nawet w Szwecji publiczność jest bardziej powściągliwa i mniej żywiołowa, zaczynamy grać i przez kilka pierwszych piosenek ludzie nas przede wszystkim słuchają i oceniają, dopiero później dają się porwać zabawie. Dla nas jednak każdy koncert i każda publiczność są ważne.

MS: A czy nie jest tak, że sposób odbioru, poziom zaangażowania i entuzjazmu ze strony publiczności wpływa na to, jak gracie i ile z siebie podczas koncertu dajecie?

JT: Niezupełnie. Uważamy się za prawdziwych muzyków, więc zawsze chcemy przyzwoicie wykonać naszą pracę. Pamiętam, że jako nastolatkowie często chodziliśmy na koncerty nie dla samych zespołów, czy piosenek, ale po to, by wsłuchiwać się w dźwięk instrumentów, uczyć się warsztatu. Analizowaliśmy i ocenialiśmy później wykonanie bardziej niż samo show. Dlatego teraz sami chcemy przede wszystkim dobrze grać i śpiewać, bez względu na to, jak reaguje publiczność. Jasne, że jeśli spotykamy się z ciepłym przyjęciem łatwiej i szybciej jest nam stworzyć tę właściwą atmosferę. Ale szanujemy wszystkich, którzy przychodzą na nasze koncerty.

MS: Dziś wieczorem zagracie tutaj, w Londynie, w mieście, w którym mieszkasz od wielu lat. Czy zatem jest to dla ciebie szczególny występ, przed własną publicznością? A może wciąż myślisz tak tylko o Sztokholmie?

JT: Zarówno tutaj, jak i w Sztokholmie czuję się jak u siebie, natomiast rzeczywiście, teraz tutaj jest mój dom, mam tu rodzinę, przyjaciół. Dzisiaj na przykład czuję podwójne zdenerwowanie, bo kilkoro z nich przyjdzie na koncert. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Ale dla nas zawsze Wielka Brytania była szczególną częścią trasy koncertowej, tutaj publiczność jest bowiem dość krytyczna. Dzisiejszy koncert jest trzecim w Anglii; jak dotąd odbiór jest fantastyczny.

MS: Dwa lata temu, w styczniu 2008r. zagraliście, a potem wydaliście na DVD trochę inny koncert, a mianowicie "Almost Unplugged" w Nalen w Sztokholmie. Był on o tyle interesujący, że odbiegał stylistycznie od tego, co zazwyczaj gracie. Poza tym zawierał kilka coverów. To był strzał w dziesiątkę. Czy macie w planach więcej takich projektów?

JT: Tak, tamten koncert był inny i chyba wyszedł nam lepiej niż się tego spodziewaliśmy. Pierwotnie jednak nie mieliśmy zamiaru wydać go na DVD, przede wszystkim dlatego, że był pokazywany na żywo w Internecie. Ale to był dobry materiał, więc utrwaliliśmy go na płycie. Teraz natomiast myślimy o tym, by nagrać drugą część "Almost Unplugged". Nie wiemy jeszcze, gdzie i kiedy, ale chcielibyśmy zagrać kilka piosenek, szczególnie tych nowych, w innych wersjach, może też jakieś covery.

MS: W czerwcu tego roku przyjeżdżacie na koncert do Polski. Będzie to wasza druga wizyta w naszym kraju, pierwsza miała miejsce w 1992r. Były to nie tylko inne czasy, ale dla nas także inna rzeczywistość. Jakie macie wyobrażenie o Polsce teraz, co o nas sądzicie? Może słyszeliście opinie innych artystów o polskiej publiczności?

JT: Czytamy wypowiedzi polskich fanów na forach internetowych, wielu z nich przyjeżdża też na nasze koncerty w innych krajach. Stąd wiem, że jest w Polsce spore zainteresowanie tym, co robimy. Pierwszy raz byliśmy tam rzeczywiście już trochę dawno, pamiętam jednak, że był to całkiem udany koncert. Może organizacja wokół koncertu wydała nam się trochę dziwna, a konferencja prasowa zupełnie chaotyczna, ale...pewnie teraz odbywa się to już inaczej (śmiech). Polska była chyba pierwszym z krajów wschodnioeuropejskich, które otworzyły się na Zachód, także muzycznie; wiem, że od tamtej pory wiele zespołów coraz częściej jeździ tam z koncertami. Teraz przyszła kolej i na nas. Naprawdę cieszymy się, że zagramy w Polsce ponownie.

MS: Impreza Wianki, podczas której wystąpicie, to największa impreza plenerowa w Warszawie. Zainspirowana jest słowiańską tradycją świętowania Sobótki, czyli najdłuższego dnia roku. Dziś głównym punktem programu imprezy są koncerty muzyczne oraz spektakularny pokaz pirotechniczny. Wystąpicie jako gwiazda wieczoru na koncercie niebiletowanym; spodziewamy się, że zjawi się tam kilkadziesiąt tysięcy ludzi o różnym przekroju wiekowym, a także z różnymi gustami muzycznymi. Czy będzie zatem to dla was wyzwanie? Czy sądzisz, że zdołacie porwać tak liczną i różnorodną publiczność?

JT: Na pewno spróbujemy (śmiech). Ale poważnie, od jakiegoś już czasu docierają do nas sygnały, że jest wielu fanów Europe w Polsce, także mam nadzieję, że i oni pojawią się w Warszawie. Natomiast szersza, różnorodna publiczność wcale nas nie przeraża, wręcz przeciwnie, w ten sposób możemy do wielu ludzi dotrzeć, przekonać do swojej obecnej muzyki tych, którzy nas za dobrze nie znają. Jeśli będą i tacy, którzy znają tylko "The Final Countdown", to będzie to świetna okazja, żeby zapoznać ich z nowym materiałem. Na pewno zagramy "Last Look At Eden", "New Love In Town", "Gonna Get Ready", czy "No Stone Unturned", ale wymieszamy je ze starszymi hitami jak "TFC" czy "Rock The Night". Tak zresztą robimy na koncertach tej trasy i taki repertuar się sprawdza. Myślę więc, że i w Warszawie będzie dobrze, postaramy się wszystkich zadowolić.

MS: Porozmawiajmy o nowej płycie. Zebrała ona już wiele pozytywnych recenzji, kilkoro krytyków określiło ją jako najlepszą, jaką kiedykolwiek nagraliście. Sami też wydajecie się być bardzo z niej zadowoleni. Jednak, podobnie jak dwie poprzednie, nie bije ona rekordów sprzedaży, nie dociera też do szerszego grona słuchaczy. Czy nie jest to czasem kwestia promocji?

JT: My wcale nie narzekamy. Uważamy ten album za najlepszy, jaki nagraliśmy od bardzo dawna i wcale nie sprzedaje się on źle. W Szwecji zdobył status złotej płyty, w innych krajach też jest całkiem nieźle. W obecnych czasach, kiedy wszystko właściwie można ściągnąć sobie z Internetu niewiele już grup sprzedaje miliony egzemplarzy wydanych płyt.

My wciąż nagrywamy materiał, który trafia do tysięcy ludzi i jest doceniany przez krytykę, ponadto gramy koncerty w wielu miejscach na całym świecie- naprawdę czujemy się w zupełności usatysfakcjonowani.

MS: Na tej płycie jest wiele piosenek dobrych nie tylko pod względem muzycznym, ale i tekstowym. Piszesz bardzo dojrzałe, czasami intrygujące teksty. Słyszałam co najmniej kilka interpretacji piosenki "No Stone Unturned". Powiesz, o czym ona jest tak naprawdę?

JT: Chyba nie mogę tego zdradzić (śmiech). Powiem tylko tyle, że jest to bardzo osobista piosenka, jest refleksją nad pewnym, dość smutnym przeżyciem. Czasami coś w życiu gubimy, z różnych zresztą powodów, i dopiero po jakimś czasie zauważamy ten brak. Wiele można jednak odzyskać, potrzeba tylko wiary i starań. Wiem, brzmi enigmatycznie. Ale cieszy mnie, że ludzie na swój sposób ją interpretują, że się nad nią zastanawiają. Ważne, że coś ona dla nich znaczy, niekoniecznie to samo, co dla mnie.

MS: Balladę "New Love In Town" napisałeś natomiast po tym, jak urodził się twój syn. Zgadza się?

JT: Tak, ale tylko tekst. Bo muzyka jest całkiem stara, napisaliśmy ją z Mic' iem w 1992r. podczas trasy "Prisoners In Paradise" i nazwaliśmy ten utwór "Mystified". Wróciłem do niego dopiero po latach, świetnie pasował do tekstu, który napisałem po tym, jak urodził się mój syn Jamie. W ten sposób powstała zupełnie nowa piosenka.

MS: A jak zmieniło się twoje życie odkąd zostałeś ojcem?

JT: Narodziny Jamie'go były dla mnie ogromnym przeżyciem, uświadomiły mi jeszcze bardziej, co w moim życiu jest najważniejsze, ile znaczy dla mnie rodzina. Odkryłem w sobie emocje, które wcześniej gdzieś tam we mnie drzemały. Narodziny dziecka zmieniają nie tylko życie kobiety, to oczywiste, ale również faceta; bez względu na to, w jakim jest on wieku, kiedy zostaje ojcem po prostu dorasta. Ale to cudowne uczucie, szczęście, którego nie da się opisać.

MS: Skąd jeszcze czerpiesz inspiracje do pisania piosenek? Nie są to chyba wyłącznie przeżycia osobiste?

JT: Pewnie, że nie. Piszę o swoich doświadczeniach, ale także o tym, co dzieje się w życiu innych ludzi: kolegów z zespołu, przyjaciół. Zainspirować może mnie też książka, albo film, albo wydarzenia na świecie. Dla przykładu, tekst do piosenki "Last Look At Eden" napisałem dwa tygodnie przed ostatnimi wyborami w USA. Popierałem Barack'a Obamę i przyznam, że martwiłem się o to, co będzie jeśli on tych wyborów nie wygra. Teraz ta piosenka brzmi optymistycznie, ale mogłaby mieć zupełnie inny wydźwięk, gdyby tamte wybory potoczyły się inaczej.

MS: Co piszesz najpierw: tekst czy muzykę?

JT: Piszę je oddzielnie. Pomysły na tekst przychodzą mi do głowy w rozmaitych sytuacjach, więc zapisuję je albo w telefonie, albo na kartkach, później układam z nich większe fragmenty i zapisuję w komputerze. Czasami od razu do nich wracam, czasami dopiero po jakimś czasie, buduję wówczas cały tekst i wypróbowuję go grając na gitarze. Ale bywa i tak, że najpierw mam pomysł na muzykę, albo któryś z kolegów przysyła mi prawie gotowy instrumentalnie utwór i trzeba do niego dołożyć słowa. Różnie więc z tą kolejnością bywa. Kiedyś, jeszcze przed naszą przerwą, zawsze najpierw powstawała muzyka. Później dopiero zacząłem więcej wagi przywiązywać do tekstów, chciałem, by moje teksty były głębsze i bogatsze. Są to niejako moje wiersze, więc zależy mi na tym, by nie były banalne. Dlatego teraz więcej czasu poświęcam tekstom przy pisaniu piosenek.

MS: Na koniec zapytam cię o jeszcze jedną piosenkę. Nagraliście ją w 1986r., stała się ona wielkim przebojem, przyniosła wam sukces i znacznie wpłynęła na waszą dalszą karierę. Od tamtego czasu minęło jednak tak wiele lat, a wy wciąż jesteście wypytywani o "The Final Countdown". Czy nie znudziło wam się opowiadanie, jak ta piosenka powstała?

JT: (śmiech) Teraz już nie mamy problemów z tą piosenką, ani z tym, by o niej opowiadać. Wciąż gramy ją na zakończenie każdego z koncertów. Uwielbia ją publiczność, my ją uwielbiamy. Był taki okres, kiedy usilnie próbowaliśmy się od tej piosenki uwolnić, gdyż wszystko, co pisaliśmy było do niej porównywane. Ale nie ma co od niej uciekać, przecież to nasza "wizytówka". Nigdy też nie żałowałem, że ją napisałem.

MS: Dziękuję ci za wywiad. Życzę powodzenia na dzisiejszym koncercie.

JT: Dzięki. Do zobaczenia w Warszawie.

Małgorzata Sęczak

dodajdo

Komentarze

alex_c_

09:05, 06-03-2010 | zgłoś

Pani Małgorzato świetny wywiad :)

Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz być zalogowany

Ostanio dodane wywiady

FEYM - WYWIAD! (wywiad)FEYM - WYWIAD!

FEYM to banda młodych, zdeterminowanych facetów rodem z Lublina. Wybuchowa mieszanka nowoczesnego hard & heavy serwowana przez zespół co prawda jeszcze nie zawojowała list przebojów, ale na nas zrobiła wrażenie.... czytaj cały wywiad...

Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią (wywiad)Limboski - Wesołe rozmowy z otchłanią

Jego głos jednym przypomina Maleńczuka, innym Ciechowskiego. Sam o sobie mówi, że jest śpiewakiem, który od jakiegoś czasu wyciera własnymi stopami sceny w klubach tego kraju i jest szczęśliwy z tego, co robi.... czytaj cały wywiad...

TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur (wywiad)TAPEWORM - Ostre brzmienie z serca Mazur

Wśród mazurskich miłośników mocniejszego grania mikołajska grupa Tapeworm zdążyła wywalczyć już sobie solidną pozycję. Muzycy zdradzają jednak, iż ze swą twórczością chcą trafić znacznie dalej. Zapraszam do lektury... czytaj cały wywiad...

Koncerty

Top 5 - wywiady

Najczęściej komentowane | czytane

Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie (wywiad)Europe - Joey Tempest - Jesteśmy w optymalnej formie

Zdaje się, że dobra passa Europe trwa nadal. Po koncercie w Pradze na początku lutego zespół zrobił sobie krótką przerwę, by z nowymi siłami ruszyć w dalszą część europejskiej trasy. Tym razem celem był podbój... czytaj cały wywiad...

Perfect - Niepokonany. Rozmowa z Grzegorzem Markowskim

Z Grześkiem na wywiad umawiałem się już od dawna. Zawsze jednak ciężko było się umówić, a w konsekwencji przeprowadzić wywiad. Grzegorz mimo zapracowania i wielu bezlitośnie krążących spraw, znalazł na szczęście... czytaj cały wywiad...

Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła. (wywiad)Acid Drinkers - Titus - Jakbyśmy powiedzieli całą prawdę to ta buda pod tytułem Rzeczpospolita nieźle by się zatrzęsła.

Titus to na naszej rodzimej scenie postać co najmniej nietuzinkowa. Znany z ogromnego poczucia humoru i rock n' rollowego stylu życia wzbudza szacunek niezliczonej ilości fanów i kolegów po fachu. Miałem okazję... czytaj cały wywiad...

Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen (wywiad)Sabaton - Joakim Brodén - W przyszłości odejdziemy trochę od tematyki wojen

Zespół Sabaton jest obecnie jednym z najlepiej sprzedających się szwedzkich "muzyczno-militarnych" eksportów. Ich szturm Europy trwa, w planach mają kolejne podboje. Okazuje się, że pomysł tworzenia piosenek-hymnów... czytaj cały wywiad...

Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę (wywiad)Kuba Kawalec. Mamy w sobie pewną pokorę

Na temat Happysad słyszałam masę opinii - najczęściej skrajnych. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy można coś o zespole powiedzieć i nie narazić się tym jakiejś grupie ludzi. Bo z jednej strony całe rzesze wielbiących... czytaj cały wywiad...

Nowe recenzje

Copyright © Rock Magazyn 2001-2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.